Popularne posty

12/31/2016

Sylwester w stylu wege

Sylwester w stylu wege
       Dziś największa impreza roku. Nigdy nie przepadałam za Sylwestrem, ale odkąd na świat przyszła Melania patrzę na niego łaskawszym okiem - w końcu to jej imieniny świętuje cały świat 31 grudnia ;). 
        Nie przepadam za hucznym żegnaniem starego roku, ale jak każdy w jakiś sposób i ja witam Nowy Rok nieco huczniej niż każdy inny dzień roku. Dziś podpowiedź dla tych, którzy sylwestra spędzają na kameralnej domówce z wegetarianami. Gdy przychodzi do ugoszczenia wegetarian i mięsożerców jednocześnie, trzeba wymyślić takie dania i przystawki, które zasmakują i jednym i drugim, a jednocześnie będą bezmięsne. Dziś kilka rozwiązań dla tych, którzy goszczą lub idą w gości do wegetarian i nie tylko ;).

Pomysł nr. 1 :  

Pasta z soczewicy i jajka do bagietki/ krakersów itp.

Pyszna, zdrowa i pełna smaku pasta, która nadaje się zarówno do chleba jak i nawet może stanowić dip do chipsów. Co nam będzie potrzebne?

szklanka czerwonej soczewicy 
garść orzechów włoskich
kilka suszonych pomidorów z zalewy
kilka łyżek oliwy z oliwek lub ulubionego oleju
pół pęczka natki pietruszki
dwa jajka ugotowane na twardo
przyprawa do dań wegetariańskich
szczypta soli i pieprzu do smaku

Soczewicę gotujemy do miękkości i studzimy. Wszystkie składniki blendujemy na gładką masę i gotowe. 

Pomysł nr. 2:

Kisz porowy (tarta porowa)

Pomysł na ciepłą, prostą przekąskę, którą raz dwa można odgrzać w piekarniku lub mikrofali? Proszę bardzo - kisz. Sycący, modny, zdrowy i co najważniejsze - pyszny!

ciasto : 
125 gram margaryny lub masła
250 gram mąki
50 ml zimnej wody
szczypta soli

Wszystkie składniki zagniatamy i wkładamy do lodówki na pół godzinki. W tym czasie przygotowujemy farsz.

farsz:
dwa pory
szklanka kwaśnej śmietany
trzy jajka
ulubiony serek ziołowy
pół pęczka natki pietruszki
przyprawa do dań wegetariańskich (pół łyżeczki)
czosnek niedźwiedzi (pół łyżeczki)
sól i pieprz biały do smaku

Pora drobno kroimy i dusimy na parze około 20 minut. Po wystudzeniu mieszamy wszystkie składniki. Wyjmujemy ciasto z lodówki i wykładamy na okrągłą formę do tart, podpiekamy 20 minut w temperaturze 180 stopni. Następnie wylewamy farsz na podpieczony spód i pieczemy wszystko około 30 minut w tej samej temperaturze.

Pomysł nr. 3:

Spaghetti po bolońsku w wersji wege

Sycące danie główne, które zaspokoi podniebienie zarówno tych, którzy nie toleują mięsa jak i tych, którzy nie mogą bez niego żyć? Do zrobienia! Soczewica z powodzeniem zastąpi mięso nie tylko pod względem wartości odżywczych (białko!), ale także walorów smakowych, bowiem niektórzy twierdzą, że w smaku trąci nieco mięsem ;). Co nam jest potrzebne?

Sos:
dwie cebule
trzy ząbki czosnku
dwie marchewki
pietruszka
pół szklanki czerwonej soczewicy
puszka pomidorów
łyżeczka koncentratu
suszone oregano, bazylia, czosnek niedźwiedzi, przeprawa do dań wegetariańskich, kozieradka
natka pietruszki
sól, pieprz do smaku

Cebule siekamy i szklimy na oliwie bądź ulubionym oleju, w tym czasie ścieramy marchew i pietruszkę na tarce o grubszych oczkach. Przeciśnięty przez praskę czosnek i starte warzywa dodajemy do cebuli i podsmażamy około 10 minut. Do podduszonych warzyw dodajemy wypłukaną soczewicę i podlewamy nieco wodą lub bulionem warzywnym, dusimy 25 minut. Po tym czasie dodajemy pomidory z puszki, przeprawy oraz koncentrat i dusimy całość 5-8 minut. Następnie gotujemy al dente ulubiony makaron i danie główne gotowe. 

Zupa krem z marchewki

Nic tak dobrze nie poprawia nastroju w środku nocy jak gorąca i lekka zupa. Zupe krem z marchewki nie ma w sobie nawet grama mięsa, jest szybka, łatwa w przygotowaniu i bardzo neutralna w smaku.

5 marchewek
duża pietruszka
trzy ziemniaki
kawałek selera
por
liść kapusty włoskiej
cebula sparzona na ogniu
natk pietruszki
ziele lubczyku, kozieradka
sól, pieprz do smaku

Gotujemy warzywny bulion. Gdy warzywa są już miękkie wyciągamy z bulionu liść kapusty, pora oraz cebulę, a resztę warzyw blendujemy na gładką masę. Zupa gotowa, najlepiej podawać ją z grzankami lub groszkiem ptysiowym.

SMACZNEGO!

I szczęśliwego Nowego Roku :)


impreza po wegetariańsku








12/24/2016

Piękna w Wigilię czyli jak ogarnąć pielęgnację i makijaż w mniej niż godzinę

Piękna w Wigilię czyli jak ogarnąć pielęgnację i makijaż w mniej niż godzinę
        Zasypywana jestem informacjami o tym jak udekorować wigilijny stół, jakie przyrządzić sałatki na wieczerzę, które ciasta będą tradycyjne ale mniej kaloryczne, jak zdążyć z wysprzątaniem mieszkania i wypucowaniem okien- porządki, pichcenie, więcej, ładniej, lepiej... W tym pędzie i chaosie warto jednak poświęcić sobie chwilę, tak by za kilka miesięcy nie płakać, przeglądając zdjęcia z wieczoru 24 grudnia.
        Jestem wigilijną tradycjonalistką: nie jem mięsa w ten dzień i poszczę do kolacji, próbuję 12 potraw, dzielę się opłatkiem. Na Święta jeździłam do rodziny z domowymi wypiekami: tradycyjnie sernik dyniowy, muffinki, które tak smakują mojemu tacie, pierniki, pasztet, czasem sałatka, czasem kruche ciastka- różnie. Na Wigilii również byłam gościem, więc nie musiałam gotować barszczu czy przyrządzać ryby, mimo wszystko to właśnie 24 grudnia jest najbardziej zabieganym dniem i wszyscy wtedy mamy urwanie głowy. W tym roku będę już bardziej czynnie uczestniczyć w przygotowaniach do Świąt z racji tego, że wróciłam na stare śmieci do domu rodzinnego.
         W mim domu każdy się nad czymś uwija: tata smaży ryby, my z siostrą i mamą zastawiamy stół, dokańczamy, dogrzewamy, doprawiamy, ale nadchodzi ten moment, kiedy każda biegnie do łazienki, żeby się przebrać i zrobić na bóstwo. Do naszej kolacji wigilijnej nikt nie zasiada w dresie, w poplamionym fartuszku, w tłustych włosach czy z poobdzieranymi paznokciami. To uroczysta kolacja i każda, bez wyjątku, chce wyglądać pięknie.
        Przedświąteczne przemęczenie i niewyspanie odbija się na cerze, dlatego dziś podpowiem Wam kilka trików jak szybko poprawić swój wygląd, by olśniewać podczas Wigilii:

Masaż kostkami lodu wokół oczu lub lodowata łyżka- zimno szybko rozprawia się z opuchlizną, rozświetla spojrzenie, dodaje oczom blasku. Jeśli więc Twoje spojrzenie jest zmęczone a pod oczami zrobiły się nieestetyczne podkówki, warto rozmasować to miejsce kostką lodu lub przyłożyć mocno schłodzoną łyżkę.

Piling- natychmiastowy efekt wow. Piling wygładzi skórę, poprawi jej koloryt i przygotuje ją do skuteczniejszego wchłaniania cennych substancji z kremu czy maseczki (jeśli masz na nią chwilę). Tak przygotowana skóra odzyska blask i świeżość, by pięknie zaprezentować się w makijażu.

Krem BB- szybki sposób na ujednolicenie kolorytu, a przy tym jest lekki, odżywczy i wygodny w aplikacji. Nie musisz tracić czasu na korektor, podkład, bronzer itp. Nakładasz krem i jesteś gotowa, tym bardziej jeśli nie borykasz się z trądzikiem czy innymi widocznymi mankamentami.

Jasny cień w wewnętrznych kącikach oczu- rozświetla spojrzenie, powiększa oczy. To chyba jeden z najbardziej znanych trików na piękne, duże i wyspane oczy. Wystarczy musnąć kąciki lekko perłowym lub jasnym matowym cieniem i gotowe. Jeśli dodasz do tego odrobinę brązu w zewnętrznych kącikach i wyciągniesz je nieco w górę jak kocie oko, to masz szybki, naturalny i podkreślający każdą urodę makijaż oczu w mniej niż dwie minuty.

Tusz do rzęs- chyba nie muszę tłumaczyć jego zalet ;).

Wyrazista pomadka- szminka potrafi zrobić całą robotę. Zmysłowe usta pomalowane wyrazistym, seksownym kolorem sprawią, że poczujesz się niezwykle kobieco i jak w pełnym makijażu, czasem wystarczy tylko ujednolicony kolor skóry, wytuszowane rzęsy i usta w kolorze fuksji (na przykład) by wyglądać jak gwiazda.

Nie zapomnij o sobie 24 grudnia, tym bardziej jeśli mocno się napracowałaś z okazji tego wieczoru. Wigilia to triumf każdej gospodyni domowej, więc błyszcz jak gwiazda :).

wigilijny makijaż



9/19/2016

Rowerem do Sopotu

Rowerem do Sopotu
        Niewątpliwie zawitała do nas jesień. Jeszcze w piątek słońce grzało tak mocno, że w długich spodniach można by się ugotować, a już w niedzielę w swetrze i trenczu było mi zdecydowanie za zimno. Brutalnie wdarły się do nas zimne wiatry i przywiały one nieco wspomnień z wakacji.
       Choć tegoroczne lato nie rozpieściło nas pogodowo, to jednak mamy z Melanią co wspominać. W tym roku wybrałyśmy się na urlop nad Bałtyk, a konkretnie do Trójmiasta. Dziś zabiorę Was w krótką podróż do Sopotu, który widziałam po raz pierwszy w życiu.
        Z Gdańska do Sopotu dostałyśmy się... rowerem. Zosia, u której miałyśmy przyjemność noclegować, pożyczyła mi rower wraz z przyczepką. Ta nasza babska, rowerowa wycieczka jest jedną z najmilszych wspomnień tych wakacji - a wszystko dzięki pomysłowi Zosi i niezliczonej ilości dróg rowerowych jakie posiada Trójmiasto.
           Kiedy po około 45 minutach jazdy (troszkę błądziłyśmy) wjechałyśmy do Sopotu poczułam się jak nowo narodzona. Ruch, świeże powietrze i widok morza podziałały na mnie niezwykle kojąco i nawet fakt zapłacenia 25 złotych za kolorowego warkoczyka dla córeczki, nie zmącił mojego spokoju ;). (Uwaga- nigdy nie róbcie warkoczyków w Sopocie, w Gdańsku za ten kolorowy kosmyk zapłacicie minimum dwa razy mniej!).
        Sopot okazał się być zatłoczonym, typowym nadmorskim kurortem. Główna ulica Sopotu tj. Bohaterów Monte Cassino, przy której znajduje się m. in. Krzywy Domek, jest w sezonie zatłoczona jeszcze mocniej niż Floriańska. Z rowerem i przyczepką nie było sposób przez nią przejść, nie potrącając zagapionych przechodniów co kilka metrów. 
      O molo- najdłuższym, drewnianym nad Bałtykiem - nie wspomnę. Niestety, nawet nie ryzykowałam z córką stania w kolejce po bilet, żeby na niego wejść. Zwyczajnie odpuściłam, bo wiem, że do Trójmiasta wrócimy nie raz, a kolejny koniecznie nie w sezonie. Liczę, że wtedy chętnych na wejście na molo będzie mniej i nie będę musiała czekać godziny czy więcej, żeby móc poprzeciskać się między ludźmi po tym, niezwykłym molo. 
        W Sopocie dużo spacerowałyśmy w poszukiwaniu miejsca, gdzie oczekiwanie na obiad nie będzie trwało dłużej niż godzinę. Tam, gdzie trafiłyśmy było smacznie, a przede wszystkim jadłyśmy niemal na plaży, słysząc szum morza. Po obiedzie obowiązkowo zaliczyłyśmy gofry - nigdzie nie smakują tak dobrze jak nad morzem, a w między czasie bawiłyśmy się na plaży  i nawet odrobinę moczyłyśmy, choć temperatura nie sprzyjała.
          Żałuję, że nie udało nam się odwiedzić średniowiecznego grodziska, znajdującego się przy ulicy Haffnera ani wejść na latarnię morską. Mimo wszystko, wypad do Sopotu, zaliczam do moich ulubionych wycieczek rowerowych i dzięki temu Sopot wspominam z wielkim sentymentem.

Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć: 

wakacje nad morzem

wakacje z dzieckiem


nad morzem z dzieckiem

nad morze z dzieckiem

moda dla dziewczynki lato



8/18/2016

Jak zregenerować skórę twarzy po lecie

Jak zregenerować skórę twarzy po lecie
      Po wakacjach nad Bałtykiem wróciłam nie tylko opalona i obsypana piegami, ale przede wszystkim zauważyłam, że skóra mojej twarzy wyschła na wiór. Wiatr, sól i ostre, nadmorskie słońce pozbawiły moją skórę blasku i odpowiedniej porcji nawilżenia. Nie muszę chyba wspominać, że przesuszenie i niezdrowa matowość dla skóry prawie trzydziestoletniej nie jest najlepszym rozwiązaniem. 
       Pierwsze co zrobiłam, gdy rankiem przekroczyłam próg własnego domu to wtarłam w skórę olejek monoi z gardenii tahitańskiej, który łagodzi wszelkie podrażnienia i przesuszenia. Olejek ten nie tylko wspaniale regeneruje zniszczony naskórek, ale także włosy, przeciwdziała łupieżowi, łagodzi stany zapalne, koi i zmiękcza. Przez cały dzień piłam wodę oraz zioła, nawadniając skórę od wewnątrz. Przygotowałam także roztwór wody z witaminą C i kolagenem marki Colway, która natychmiast dodała mi energii, uporała się z sennością i zapewne zbawiennie podziałała także na moją skórę. Tego samego wieczoru zastosowałam na skórę parówkę. Parówka to świetny sposób, żeby rozpulchnić skórę i przygotować ją do manualnego oczyszczania czy pilingów. Działa ona jednakże również nawilżająco, szczególnie z dodatkiem odpowiednich ziół czy olejków eterycznych. Rozgrzana skóra łatwiej i szybciej przyswaja składniki z maseczek czy olejków, które później zastosujemy. Ja byłam tak zmęczona po całonocnej podróży polskim busem, że po 10-minutowej parówce ponownie wtarłam w skórę olejek monoi, pod oczy dodatkowo zastosowałam krem maseczkę z Orientany i poszłam spać. Nic tak dobrze nie regeneruje organizmu, a przez to i naszej skóry jak zdrowy, ośmiogodzinny, nieprzerwany sen. Sen to jeden z najlepszych, naturalnych kosmetyków, który odpowiednio stosowany wraz ze sportem na świeżym powietrzu może zdziałać dla naszej skóry cuda. 
      Następny dzień zaczęłam od delikatnego oczyszczenia twarzy mydłem Savon Noir. Po osuszeniu twarzy spryskałam ją wodą różaną i na lekko wilgotną skórę nałożyłam krem nagietkowy Sylveco. Krem ten nadaje się także pod oczy. Zawiera regenerujące masło shea, nawilżający ekstrakt z aloseu i zioła, które pielęgnują skórę. Nakładając krem lekko masowałam skórę zgodnie z zasadami masażu przeciwwyważeniowego, które możecie odnaleźć na youtube. Skóra tego dnia nabrała już promiennego blasku i nie wyglądała jak szorstki papier. Wiedziałam, że wystarczy odpowiednia pielęgnacja wieczorna i moja skóra będzie nawilżona jak dawniej.
         Wieczorem znów postawiłam na parówkę, a po niej nałożyłam domową maseczkę kawowo-kakaową- mocno nawilżająco i przeciwzmarszczkową. Zmieszałam dwie łyżeczki kakao, tyle samo kawy, która została w mojej kawiarce po popołudniowej kawie, dodałam do mieszanki odrobinę mleka, miodu i tego oleju (KLIK), by uzyskać konsystencję papki. Maseczkę trzymałam na twarzy 20 minut, po czym delikatnie spłukałam ją okrężnymi ruchami, co stanowiło jednocześnie skuteczny piling, dzięki znajdującym się w niej fusom z kawy. Nie muszę mówić jak obłędnie ta maseczka pachnie i jak przyjemna jest w użyciu, nie mówiąc o tym jak miękką i gładką skórę pozostawia. Po tym zabiegu nałożyłam na twarz mieszankę olejów Organicum, które przedłużają trwałość opalenizny i pielęgnują skórę zmęczoną słonecznymi kąpielami. Organiczny olejek brązujący Organicum zawiera w swoim składzie olej z nasion marchwi, orzecha włoskiego oraz olej kakaowy. Wszystkie te oleje nadają skórze piękny koloryt, utrwalają opaleniznę, posiadają masę antyutleniaczy, koją, mocno nawilżają i natłuszczają skórę oraz przeciwdziałają starzeniu.
         Na kolejny dzień przywitała mnie w lustrze wypoczęta twarz z nawilżoną i zregenerowaną skórą, bez oznak przesuszenia, zmęczenia czy ziemistego odcienia. Pomimo, że będąc nad morzem używałam kremu regenerującego Sylveco i oczyszczałam skórę naturalnym mydłem, warunki klimatyczne pokonały zdolności regeneracyjne mojej twarzy. Na szczęście szybciutko pozbyłam się nieprzyjemnego ściągnięcia i przesuszenia. Myślę, że wielkim błędem było zaniechanie stosowania olejków na noc podczas moich wakacji. Chciałam zabrać tylko kilka najważniejszych kosmetyków i niestety, popełniłam błąd, że odrzuciłam olejek, który przecież stosuję co wieczór.

poparzenie po słońcu

Tutaj znajdziecie Lekki krem nagietkowy Sylveco, resztę kosmetyków dostaniecie w internetowych sklepach z ekologicznymi kosmetykami lub w lokalnych sklepach eko.





8/03/2016

Szydłów- miasteczko, w którym czas się zatrzymał

Szydłów- miasteczko, w którym czas się zatrzymał
     W drodze do Kurozwęk mijaliśmy Szydłów- zaklęte miasteczko otoczone murami, które z powodzeniem chroni je przed całym światem.  Wchodząc na ryneczek tego miasta ma się autentyczne wrażenie, jakby PRL jeszcze nie minął. Restauracje, sklepy, kamieniczki a nawet ludzie natychmiast przywołują wspomnienie komunistycznej Polski. W Szydłowie byłam 5 lat temu i choć od tego czasu przybyło tam nowoczesnych knajpek i sklepików, to nadal możecie zjeść lody w pucharku i napić się parzonej kawy w szklance, patrząc przez duże okna zasłonięte staroświeckimi firankami w restauracji na rynku, która nie zmieniła się chyba od lat 70-tych. Niesamowite miejsce z niesamowitym duchem, mogłabym tam spędzić całe wakacje i cofnąć się w czasy młodości moich rodziców. 
       Samo miasteczko to jeden wielki zabytek. Szydłów otaczają miejskie mury obronne z XIV wieku, a przy centrum miasta znajdują się ruiny średniowiecznego Zamku Królewskiego, w którego części obecnie znajduje się biblioteka i muzeum regionalne. W tym roku nie wchodziliśmy na teren Zamku, ale będąc w Szydłowie koniecznie trzeba przekroczyć próg zamkowego dziedzińca; tym bardziej, że na jednym bilecie można zwiedzić wszystkie atrakcje oferowane przez miasto Szydłów: zamek, synagogę oraz wnętrze Kościoła Wszystkich Świętych
         Synagoga, która znajduje się w obrębie murów obronnych została wybudowana w XVI wieku i jest jedną z najstarszych synagog w Polsce. Obecnie w jej części mieście się Centrum Informacji Turystycznej, główną salę zajmuje muzeum z eksponatami związanymi z kultury żydowską. 
     Na uwagę zasługują także niezwykle klimatyczne ruiny kościoła Świętego Ducha oraz szpitala dla ubogich i starców. Maleńki, kamienny kościołek znajduje się blisko centrum, poza murami miejskimi obok cmentarza parafialnego. Co ciekawe, budynek szpitala jeszcze po II WŚ służył jako schronienie dla bezdomnych. Poniżej zdjęcie fragmentu zabytkowego zabudowania.
Szydłów ruiny kościoła

Choć Szydłów jest maleńki, to nie można go pominąć podczas eksploracji Świętokrzyskiego. Maleńkie, urocze miasteczko, gdzie miejscowi sprzedają sezonowe warzywa i owoce siedząc na uliczkach rynku i wygrzewając się w słońcu. Szydłów nęci duchem nie tak dawnej, choć jakże odległej historii. Niemal każdy budynek na rynku czaruje i wzbudza sentyment. Świetne miejsce na weekendowy wypoczynek oraz klimatyczne sesje zdjęciowe.

Szydłów zabytki

Ruiny oraz fragmenty murów obronnych ciągną się przez większość część miasteczka.

Szydłów ruiny

Szydłów mury obronne

Szydłów zabytki

Szydłów zabytki

Szydłów mury

świętokrzyskie z dzieckiem

Jedna z trzech bram prowadzących do miasta czyli Brama Krakowska- jedyna, która się zachowała.

Szydłów Brama Krakowska




7/29/2016

"Mamy brzuszek" czyli jak samej wyretuszować macierzyństwo

"Mamy brzuszek" czyli jak samej wyretuszować macierzyństwo
          Pamiętam jak dziś, jedna z moich koleżanek na wieść o mojej ciąży, zapytała : "A nie boisz się, że stracisz figurę?". To była ostatnia rzecz o jakiej mogłabym pomyśleć stojąc w łazience i trzymając w ręku test ciążowy. Nie myślałam o tym ani przez kolejne 9 miesięcy, ani nawet nie miałam czasu pomyśleć o tym jak urodziłam Melanię. Miałam to wielkie szczęście, że ciąża zaskoczyła mnie i nie pozostawiła czasu na myślenie o bzdurach. Tak, bzdurach. 
      Wiem, że kobiety przeżywają ciężkie chwile kiedy ich brzuchy po 9 miesiącach wysiłku wyglądają jak balon, z którego uszło powietrze. Absolutnie to rozumiem, bo zanim zaszłam w ciążę, sama czułam się ze sobą źle i nie myślałam o sobie jako o atrakcyjnej kobiecie. Paradoksalnie, po urodzeniu Melanii byłam dla siebie coraz bardziej wyrozumiała. Być może to przez wzgląd na szybki powrót do formy, być może szybki kurs dorastania- sama nie wiem- stało się i samodzielnie wyretuszowałam głowę z bzdur i bredni wpojonych nam przez media. 
           Nie ma ludzi idealnych, nie ma idealnych brzuchów i nie ma też wzorca, który stanowiłby co jest piękne a co brzydkie, bo każdy z nas jest inny i gusta też mamy inne. W średniowieczu panował taki okres, że ideałem kobiety była drobna figura z zaokrąglonym, jak ciążowy, brzuszkiem i małymi piersiami (kojarzycie obraz Jana van Eycka "Małżeństwo Arnolfinich"?). Był też okres kształtów rubensowskich, była też Twiggy i wreszcie przyszła kolej na Kim Kardashian. Nie ma takiej kobiety i takiej figury, która będzie się podobać wszystkim bez wyjątku i nie ma takiego mężczyzny, który zostanie uznany za przystojniaka przez wszystkich na tej ziemi. Tak już jest i zawsze tak będzie, choćby media skichały się z wysiłku- nic z tego. 
          Kluczem do pokochania siebie nie jest jednak zdanie sobie sprawy z tego prozaicznego faktu jak to, że różnorodność jest dobra, naturalna i nie ma czegoś takiego jak obiektywne piękno. Kluczem do pokochania siebie jest nie oddzielanie umysłu i uczuć od ciała, potraktowanie wszystkiego jak idealną spójność i wdzięczność ciału za to, że dzięki niemu tyle możemy. Ciało nie jest rozbite na sflaczały brzuch, za szerokie biodra, płaski biust i krzywe nogi, ciało to jedność, najpewniej proporcjonalna jedność, która daje nam cudowne możliwości: wspinaczki, tańca, podróżowania, zwiedzania, uczenia się, dotykania. Ciało kobiet ma jeszcze jedną cudowną, magiczną wręcz moc: potrafi dać życie. I niezależnie od tego w jakim kształcie pozostanie ciało po wydawaniu na świat nowego życia, to dało początek czemuś wspaniałemu, tchnęło nadzieję, przyniosło radość, ukojenie. To jest nie do przeceniania i nie może być oceniane pod kątem jędrności i braku rozstępów, bo odziera cud z jego nadprzyrodzonych mocy i sprowadza go do bardzo przyziemnych przymiotów.
         Ciało kobiety, która wydała na świat nowe życie - nową siłę, która może tyle zmienić, zasługuje na specjalne względy i ogromny szacunek. Trud noszenia pod sercem nowej istoty, miliony zmartwień kłębiących się w głowie, nieprzespane noce i wszystko to, co przeżyła każda z nas rysują się na naszych twarzach siateczką zmarszczek, a na naszych brzuchach i piersiach bliznami rozstępów. To wszystko stanowi nie tylko naszą historię miłości i oddania, ale jest pięknym trofeum, które z dumą powinnyśmy prezentować światu. Każda nowa zmarszczka po setnej już nieprzespanej nocy, kolejna blizna po cesarce to wynik miłości, a czy jest coś lepszego niż miłość właśnie? Kiedy spojrzysz na siebie w lustrze z niesmakiem i z zazdrością będziesz wodzić wzrokiem za jędrnymi dwudziestkami, pomyśl czy nie odzierasz wtedy swojego wielkiego sukcesu, wielkiego oddania, niezwykłego poświęcenia z magicznej otoczki jaką jest cud macierzyństwa. 
       Jesteśmy mamami i niezależnie od tego jak wyglądają nasze brzuchy i jak mocno poszerzyły się nasze biodra po porodzie, posiadamy coś czego nikt nam nie odbierze i żaden facet ani żadna bezdzietna nie pojmie. Wiemy już jak wielką siłę posiadamy, ile jesteśmy w stanie znieść i jak każdy problem wydaje się malutki w obliczu strachu o własne dziecko. To jest błogosławieństwo. Błogosławieństwo odkrycia jak wiele spraw to bzdury, spraw, które zatruwają umysły tych, którzy nie przeżyli tak wiele jak my, spraw, które kiedyś i nam zatruwały głowę, a teraz są śmieszną błahostką. Macierzyństwo - tyle przed nami odkryło i tak wiele nam dało, więc jak można sprowadzać je do mniej jędrnego brzuszka czy rozstępów na piersiach? Ten brzuszek jest wart o wiele więcej niż ten wcześniejszy, płaski i wyćwiczony, który dumnie prezentowałyśmy na plaży. Tamten brzuch nie miał żadnej historii, a ten który mamy teraz to indywidualna historia bezgranicznej miłości.

                                                                            ***        

Wyretuszować można teraz wszystko, a fotoszop w jednej minucie zrobi z Ciebie gwiazdę. Tak się przyjęło, że pokazuje się tylko to, co wygładzone i podrasowane. Nawet w grupach dla fotografów amatorów pokazuje się tylko zdjęcia poprawionych kobiet, bo inaczej zaraz nastąpi nawał komentarzy na temat niewygładzonego cellulitu, porów skóry itp. Ktoś zrobił nam sieczkę w głowach i najwyższa pora to zmienić. Kiedy więc dowiedziałam się o letniej akcji społecznej "Mamy brzuszek", wiedziałam że muszę w tym uczestniczyć. Wszystko co promuje prawdę, zasługuje na wsparcie, dlatego my mamy- powinnyśmy wspierać wszystko co nie zakłamuje macierzyństwa i pomoże przyjąć fakty takimi jakie są, bez fałszywej otoczki. 


Jeśli jesteś zainteresowana wzięciem udziału w sesji, wystarczy, że wyślesz maila zgłoszeniowego na adres: redakcja@kobbieciarnia.pl. Więcej informacji na stronie akcji.

7/25/2016

Kurozwęki- bizony, labirynt i pałac

Kurozwęki- bizony, labirynt i pałac
     Kurozwęki to wieś położona w województwie świętokrzyskim, znajdująca się nieopodal Staszowa, Szydłowa a także zalewu Chańcza. Kurozwęki mogą stanowić więc doskonałą bazę wypadową nad wodę, a także do ciekawych miejsc Świętokrzyskiego takich jak: Ujazd, gdzie znajduję się zamek Krzyżtporów, Szydłów czy Bodzentyn. 
      Kurozwęki to przede wszystkim obiekt pałacowo-parkowy, kraina bizonów oraz labirynt w kukurydzy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a wędrując między jedną a drugą atrakcją, nikt się nie zmęczy bo wszystkie trzy obiekty znajdują się w tym samym miejscu, nie wspominając o bogatej gastronomii czy dużym placu zabaw. 
      Choć zwiedzanie pałacu może wydawać się dzieciom z pozoru nudne, mimo wszystko namawiam. Lochy, które zwiedza się z przewodnikiem, to gwarancja rewelacyjnej zabawy a także niewielkiej dozy strachu. Przygotowane one bowiem są tak, by nie tylko zainteresować historią tego miejsca, ale przede wszystkim pobudzić wyobraźnię. My z Melanią byłyśmy zachwycone, a córka wiele z przytoczonych historii pamięta do dziś. 
           Na wewnętrznym dziedzińcu pałacu znajdują się stoliki, gdzie można zjeść posiłek i poczuć się jakby historia zatrzymała się w czasie. Co mnie zaskoczyło, to fakt, że obok pałacu,  w przepięknym domu, wciąż mieszkają jego właściciele- rodzina Popielów, która z własnych środków od lat remontuje i rewitalizuje pałac. Najmłodszy Popiel jeszcze studiuje i właśnie przebywa tam na wakacjach, więc może warto się tam wybrać :P






      Obok zespołu znajduje się hodowla bizonów- zwierzęta zostały sprowadzone z Belgii w 2000 roku. W ramach biletu full pakiet (dzieci do 4 roku życia wszystko mają gratis) prócz zwiedzania pałacu i lochów przywdziana jest także "wycieczka" do krainy bizonów. Turyści zawożeni są na łąki pełne zwierząt wozem ciągniętym przez traktor. Dla dzieci stanowi to więc podwójną atrakcję. 



      Po trudach zwiedzania i szaleństw na placu zabaw można posilić się w restauracji, pizzeri lub budce z fast foodami. Do wyboru, do koloru. Namawiam na spróbowanie mięsa z bizona. Melania spałaszowała pieczeń z jego mięsa w mgnieniu oka, a jak widać jej porcja była ogromna. 





     Jedyną atrakcją z której córka nie chciała skorzystać, pomimo moich namawiań, był labirynt w kukurydzy. Ja miałam już okazję przez niego przechodzić, dlatego z czystym sercem polecam tą niezwykłą i niekrótką przygodę. 
      Kurozwęki, choć niewielkie, mają wiele do zaoferowania. Warto zahaczyć o nie, będąc w pobliżu, a najlepiej przyjechać tu na dłużej, by zwiedzić okoliczne atrakcje, których Świętokrzyskie oferuje bardzo, bardzo wiele. 








Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger