Popularne posty

5/27/2016

Macierzyństwo- najpiękniejsza historia o miłości

Macierzyństwo- najpiękniejsza historia o miłości
        Cała blogosfera ociekała wczoraj od słowa mama odmienionego przez każdy przypadek. Cały fejsbuk i instagram usiany był pełnymi słodyczy zdjęciami laurek, pysiatych buziek, całusów itp. Boże Ciało ustąpiło wczoraj miejsca Dniu Matki, a może, wyjątkowo, to właśnie mamom należał się wczoraj dzień wolny. Nie wiem, ale wiem jedno, to chyba jedyny dzień w roku kiedy żadne zdjęcie na FB i żadna ociekająca lukrem notka nie była na pokaz, nie była przesadzona.
        Wczorajszy dzień miałam szczęście spędzić w towarzystwie mamy i córki. Dzień zaczęłam od złożenia życzeń mojej mamie, a chwilę potem moja córka przybiegła do mnie z medalem "Best mom", który zrobiła w przedszkolu (kto mnie śledzi na FP miał okazję zobaczyć zdjęcie córki, z własnoręcznie przepisanymi słowami z medalu- co było dla mnie jeszcze większym prezentem). To był wspaniały dzień: grill na naszej działce letniskowej, obżarstwo bez wyrzutów sumienia, pełna śmiechów gra w badmintona z córeczką, dużo rozmów, relaks. Wymarzony dzień mamy, połączony trochę z moimi imieninami (24 maj). 
        Ale to był wyjątkowy dzień także z innego powodu. Zawsze czułam się spełniona jako mama. Droga mojego macierzyństwa jest bardzo wyboista i nie należy do najłatwiejszych, ale jest też niezwykle satysfakcjonująca i bardzo samodzielna. Gdy zaszłam w ciążę moje życie zmieniło się jak w kalejdoskopie- nie dlatego, że zaszłam w ciążę, ale z zupełnie innych powodów. To był bardzo trudny czas, moja ciąża była smutna, pełna stresów i zmian. Później ciężki, pełen komplikacji poród w 42 tygodniu ciąży. Na trudnym porodzie się nie skończyło. Przenoszona ciąża przyniosła szereg komplikacji, w efekcie czego moja córeczka na dzień dobry dostała dożylnie antybiotyk, później stwierdzono wzmożone napięcie mięśniowe i wiele, wiele innych drobnych i poważnych przypadłości (nawet pępek miała źle podwiązany i trzeba było chirurgicznie zabieg powtarzać...). Prawie do roku czasu musiałam córę rehabilitować. Każdego dnia, cztery razy dziennie, musiałam powtarzać z nią sekwencje ćwiczeń, które początkowo sprawiały jej wiele stresu i trudności. Nie było łatwo, ale każdy postęp i każda wizyta u neurologa były dla mnie wielką ulgą i nadzieją na kolejne dni. 
         W między czasie trzeba było prowadzić dom, ukończyć studia, napisać pracę magisterską. Nie było łatwo, ale odnalazłam się w tym, bo każdego dnia budziłam się obok mojego promyczka, mojej małej przyjaciółki na całe życie, mojej nadziei na jutro. 
        Macierzyństwo uszlachetniło mnie jako osobę, pokazało jak wiele potrafię i ile mogę unieść, nauczyło pokory i zupełnie wyzuło z użalania się nad sobą. Kto mnie zna osobiście, na pewno potwierdzi, że co jak co, ale unikam biadolenia nad swym losem. Jak każdy, czasem lubię ponarzekać, ale w zasadzie już tego nie robię. Biorę życie za bary i idę, bo wiem, że mam dla kogo żyć i dla kogo walczyć o lepszy dzień.
          Będąc na warsztatach "Jestem sensualna" dostałam bransoletkę "z marzeniem". Obiecałam sobie wtedy, a w zasadzie córce, że (tu podałam konkretną datę) zamieszkamy we własnym mieszkaniu i córka będzie miała własny pokój, o którym marzy. Wiem, że to się stanie, bo ta bransoletka nosi tylko te marzenia, które zawsze się spełniają... 
           Życie rodzica staje się pełne właśnie wtedy kiedy dziecko jest szczęśliwe, bezpieczne, zdrowe. Moja córka nie ma łatwego dzieciństwa. Można powiedzieć, że jej droga jest kręta i wyboista, Melania troszkę podziela mój los. No ale, czy może być inaczej skoro jest moją córeczką? Moim największym życzeniem- jako matki- jest to, by moje dziecko zawsze czuło się bezpiecznie i by zawsze miało wokół siebie takich ludzi, na których będzie mogła polegać. 
        Córeczko- na mnie zawsze będziesz mogła polegać, bo dzięki Tobie dorosłam, wypiękniałam jako człowiek, przewartościowałam całe swoje życie i wiem już co daje mi radość. Moją radością jest moment, gdy Ty jesteś szczęśliwa. Nigdy nie przestanę być mamą i choć będę realizować siebie jako kobietę, to Ty będziesz zawsze na pierwszym miejscu i wszystko co robiłam, robię i będę robić- robię z myślę o Tobie.

fotografia dziecięca


5/23/2016

Ocet jabłkowy- jak go stosować?

Ocet jabłkowy- jak go stosować?
        Znacie to powiedzenie? An apple a day, keeps a doctor away. Cenne właściwości jabłek znane są od dawna, ale jest jeszcze jeden, niezwykle wartościowy produkt uzyskiwany z jabłek i posiadający dodatkowe, cenione własności. Ocet jabłkowy. 
      Ocet jabłkowy to bogactwo minerałów takich jak: żelazo, fluor, potas, wapń, miedź, magnez, fosfor, siarka, krzem, witamin z gruby B, witaminy A, C, E, P, bioflawonoidów, betakarotenu, pektyn, kwasu mlekowego, cytrynowego, octowego i propionowego. Dzięki zawartości betakarotenu będzie nie tylko sprzymierzeńcem zdrowej opalenizny, ale także młodej skóry, gdyż betakaroten chroni przed wolnymi rodnikami. Obecność witaminy C i flawonoidów, które ułatwiają jej przyswajanie wpłynie pozytywnie na układ odpornościowy i zdolność regeneracji organizmu (o wszechstronnych właściwości witaminy C). Krzem to antyrakowa bomba, pierwiastek który wzmacnia skórę i paznokcie, przeciwdziała wypadaniu włosów i odbudowuje je, żelazo przeciwdziała anemii, witaminy z gruby B oraz magnez są cennym składnikiem diety osób zestresowanych i zmęczonych. Jednym zdaniem, ocet jabłkowy to remedium na wiele dolegliwości i naturalne wzmocnienie organizmu od wewnątrz.
      Jest jednak jeszcze jedna, słynna cecha octu jabłkowa, za którą od wieków kochają go kobiety: ułatwianie odchudzania. Ocet jabłkowy ma zdolność odtruwania i oczyszczania organizmu, działa moczopędnie, hamuje apetyt (dzięki zawartości pektyn), poprawia trawienie i spalanie tłuszczów. Picie szklanki wody z łyżeczką octu przed lub w trakcie posiłku sprawia, że szybciej odczuwamy sytość. Co więcej, hamuje apetyt na słodycze. Za większość z odchudzających właściwości octu odpowiedzialny jest kwas octowy. Dzięki niskiemu pH zakwasza on sok żołądkowy, co jest czynnikiem decydującym o wstępnym trawieniu białka, ponadto pobudza ruchy jelit, co przyspiesza transport pokarmu, z którego znaczna część tłuszczu zamiast wchłonięciu ulega wydaleniu. Co ciekawe, kwas octowy "dezynfekuje" nerki oraz drogi moczowe, odtruwa cały organizm, o czym doskonale wiedzą zwierzęta. Chore zwierzaki jeśli odnajdują owoce, instynktownie czekają aż zaczną one gnić i fermentować i dopiero wtedy odżywiają się nimi. Wyczuwają one bowiem, że kwas octowy wytworzony w trakcie fermentacji jest wrogiem bakterii. 
      Ocet jabłkowy to także niezawodny sposób na przeziębienie oraz ból gardła. Płukanie gardła rozcieńczonym octem szybko pomoże nam rozprawić się z bólem oraz stanem zapalnym wywołanym przez bakterie. Ocet jabłkowy ma także zdolność rozpuszczania śluzu zalegającego w drogach oddechowych. Najlepiej jednak stosować go profilaktycznie w sezonach przeziębieniowych, co uchroni nas przed atakami wirusów i bakterii. 
       Ocet jabłkowy ma także świetne działanie zewnętrzne. Dzięki zdolnościom przeciwzapalnym i oczyszczania skóry, świetnie nada się jako tonik dla skóry trądzikowej. Ponadto wyraźnie wygładza i napina skórę, dodaje jej świeżego blasku, ujędrnia ją. Nadaje się także do ożywczych kąpieli ziołowo- octowych (1/2 listra octu, 1/2 litra wody, 100 gram ulubionych, suszonych ziół gotujemy 10 minut ale nie doprowadzając do wrzenia, odstawiamy na kolejne 10 by zioła naciągnęły, przecedzamy i dodajemy do kąpieli), może być składnikiem domowych kremów, maseczek, pilingu, świetnie sprawdzi się do domowej parówki (proporcje 1:1 z wodą), która otworzy pory skóry i przygotuje ją do dalszych zabiegów. Ocet jabłkowy stosowany do płukania włosów sprawi, że będą lśniące i miękkie, gdyż ma on zdolność domykania łusek włosa. Wraz z sokiem z cebuli upora się z plamami starczymi pojawiającymi się na dojrzałej skórze, doskonale radzi sobie ze zrogowaceniami na piętach (w postaci okładów pozostawionych na całą noc) oraz szorstką, podrażnioną skórą.

Octowy napój na ogólne wzmocnienie całego organizmu:
dwie łyżeczki od herbaty octu jabłkowego
dwie łyżeczki do herbaty naturalnego miodu
szklanka wody
Wszystko mieszamy aż do całkowitego rozpuszczenia miodu. Możemy pić ten napój na czczo lub na pół godziny przed posiłkiem raz dziennie- jeśli działamy profilaktycznie.

Octowa herbatka na odchudzanie:
litr naparu z rumianku lub mięty pieprzowej
łyżka stołowa octu jabłkowego
2 łyżki stołowe soku z cytryny
4 łyżki stołowe miodu

Po wymieszaniu chłodnych składników możemy pić jako orzeźwiającą lemoniadę z lodem, najlepiej pół przed posiłkami.

ocet jabłkowy na odchudzanie






5/20/2016

Czy zmiana przedszkola musi być traumą?

Czy zmiana przedszkola musi być traumą?
        Melania do przedszkola chodzi już drugi rok. Zapisałam ją jako trzylatkę do przedszkola w Żywcu, gdzie od razu przydzielona została do grupy maluchów. Nie upłynął rok szkolny, kiedy z powodu przeprowadzki musiała pod koniec kwietnia rozstać się ze swoim przedszkolem i rówieśnikami. Na przełomie 2015/2016 r. chodziła do średniaków w zupełnie innej placówce, w zupełnie innym mieście, a nawet województwie. Znów nie upłynął nawet rok, w lutym musiałam wypisać ją z przedszkola nr. 170 w Łodzi. Obecnie uczęszcza do prywatnej placówki w Miechowie- tam znalazło się dla niej miejsce, i dzięki Bogu, bo to najbardziej polecane z miechowskich, prywatnych przedszkoli. 
        Pierwsza zmiana przedszkola przebiegła dosyć gładko. Melania podekscytowana była nowym, wielkim miastem i cieszyła się, że czeka ją aż cztery miesiące wakacji. W nowej grupie zaadaptowała się bardzo szybko, polubiła ciocię i wujka, chętnie chodziła na dodatkowy taniec raz w tygodniu i brała udział w zajęciach. Czekała z niecierpliwością na kolejny rok w przedszkolu, bo w grupie starszaków zaczęłaby już zajęcia na pobliskim basenie oraz naukę jazdy na łyżwach. Niestety, nie udało się.
           Mój dzisiejszy wpis nie będzie czarowaniem i przekonywaniem, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, a zmiany zawsze są dobre. My dorośli mamy znacznie łatwiej, bo rozumiemy zmiany, które przyniosło życie lub przynajmniej jesteśmy w stanie je przełknąć. A dziecko? Niekoniecznie. 
Rozstanie z rówieśnikami okazało się dla Melanii bardzo trudne. Nowe przedszkole- choć prześliczne, jasne i przestronne, oferujące mnóstwo atrakcji, z troskliwymi ciociami na czele okazało się dla mojej córki zmorą. Przez prawie miesiąc zapierała się nogami i rękami przed wyjściem z domu i niemal każdego wieczoru, przed snem, wspominała dawne koleżanki, pytała kiedy do nich wróci i kiedy one ją odwiedzą. 
          To nie była łatwa zmiana, myślę że dla nas obu było to traumatyczne przeżycie. Mnie- kroiło się serce, każdego ranka miałam ochotę skapitulować, a Melcia- była zwyczajnie nieszczęśliwa.
         Rozmowa, wspólne spędzanie czasu, bliskość- to wszytko są sprawy oczywiste. Ale gdy w życiu dzieje się tragedia nie pomoże pogłaskanie po głowie i kilka czułych słówek każdego wieczoru. Dla dziecka taka zmiana to trauma równie poważna jak dla nas utrata najbliższej osoby. Czy gdybyś straciła mamę wystarczyłyby rozmowy i przytulanie? Przeżyłabyś swoją żałobę w tydzień? 
        Duże zmiany dla nikogo nie są łatwe, ale najcięższe są chyba dla dzieci. Brak zrozumienia dlaczego, niemoc, bezsilność i brak zgody na to, co się dzieje powodują jeszcze większy opór i rozpacz. Co może zrobić rodzic? Niewiele. Musi być cierpliwy i wyrozumiały, musi słuchać, musi stać się nieziemsko wyczulony na konkretne sygnały.
        Na początku obawiałam się, że może reakcja mojej córki związana jest także z samym przedszkolem, ale po wielu szczerych, długich rozmowach przekonałam się, że podłoże jej smutku tkwi gdzie indziej. Tkwi w nagłej, niepojętej zmianie, na którą Melania nie była ani gotowa, ani chętna. 
         Każde dziecko inaczej przeżywa rzeczy, które je spotykają, boryka się z innymi zmorami, dlatego w przypadku tematów trudnych i ważnych, trzeba być niezwykle troskliwym, słuchającym, ale także stanowczym. To nie jest proste, ale jeśli uda nam się przebrnąć, to czeka nas tylko sukces. 
              Mnie się udało.
moda dziecięca

modny dziecięcy outfit

spodnie we wzorki dla dziewczynki

H&M  dziewczynka

5/16/2016

Zajęcia dodatkowe dla dzieci- inwestycja czy fanaberia?

Zajęcia dodatkowe dla dzieci- inwestycja czy fanaberia?
Wielu rodziców ma już wspaniały plan na świetlaną przyszłość dziecka, zanim to jeszcze przyjdzie na świat. Zanim maluszek skończy miesiąc z przejęciem śledzimy portale, które na bieżąco informują o atrakcjach dla dzieci i rodzin w danym mieście. Szukamy zajęć, na które możemy chodzić z dziećmi, które mają jeszcze problem z ssaniem piersi.
Na dodatkowe zajęcia możemy zapisywać dzieci już od pierwszych miesięcy życia. Zajęcia na basenie dla maluszków, zajęcia związane z muzyką, ćwiczenia z mamą, a nawet wczesna nauka języka. Faktem jest, że umysł dziecka jest chłonny jak gąbka, a ono samo posiada wrodzoną ciekawość świata (czy u Was też drugim słowem po mama, było „dlacego”? ;)).
Dbanie o rozwój dziecka jest bardzo ważne. Podobnie jak podsycanie ciekawości świata i próba odpowiedzi na każde zadane przez dziecko pytanie. Nie ukrywam, że i moja Melania chodziła jakiś czas na zajęcia na basenie dla niemowlaków, a ja szukałam różnych atrakcji i zajęć w pobliżu naszego miejsca zamieszkania. Różnorakie zajęcia stymulujące wyobraźnię czy motorykę dziecka, wpłyną pozytywnie nie tylko na jego umysł, ale też poczucie własnej wartości. Problem zaczyna się w rodzinach, w których zajęcia dodatkowe przejmują popołudniową wartę dziadków czy niani. 
Obłęd zajęć dodatkowych zaczyna się już w wieku przedszkolnym. Niezależnie czy placówka, do której uczęszcza dziecko jest publiczna czy prywatna, rodzice naciskają by ponadprogramowych zajęć było jak najwięcej. Nie pomagają osiedlowe przechwałki sąsiadek czy koleżanek pt. czego to już moje dziecko nie potrafi. Nadeszły czasy kiedy krępujące staje się przyznanie, że własne dziecko korzysta wyłącznie z zajęć oferowanych przez przedszkole.  Łatwo zatracić się w gonitwie zorganizowanej dla rodziców i przez rodziców, w których, niestety, pędzącymi szczurami są nasze dzieci… 
Bywa i tak, że zajęcia dodatkowe to idealny sposób, by bez wyrzutów sumienia oddać dziecko w dobre ręce i zafundować sobie kilka dodatkowych godzin na prace domowe czy nadgodziny. W wielu rodzinach opiekę nad dzieckiem przejmuje szkoła, centrum kultury, szkoła muzyczna, językowa i klub sportowy jednocześnie. Rodzice czują, że spełniają swoje obowiązki ładując w dziecko jak w skarbonkę kolejne drogo opłacane fanaberie, które są wynikiem niespełnionych ambicji lub aktualnie spełnianych ambicji zawodowych rodziców. Bunt wobec zajęć dodatkowych naszej pociechy kwalifikujemy jako opieszałość, lenistwo, brak szacunku, złościmy się i zmuszamy dzieci do dokończenia czegoś, co zaczęły (nieważne z czyjej woli). Prawdą jest jednak, że dziecko, które w ciągu pięciu dni roboczych chodzi na kilka zajęć pozaszkolnych, może być zmęczone, spragnione kontaktu z rodzicem czy zwyczajnie łaknące zabawy z dziećmi na placu zabaw.
Nie będę czarować- dbanie o rozwój dziecka i pomoc w realizacji siebie to nasz obowiązek. Istnieją jednak granice pomiędzy zmuszaniem, które zwykle ma odwrotny skutek od zamierzonego, a łagodnym nakłanianiem. Jeśli Twoje dziecko ma ochotę chodzić na balet warto je zapisać, ale nie zmuszaj córki do grania na pianinie, jeśli zajęcia w szkole muzycznej przyprawiają ją o dreszcze. Nie pozwól by szkoła i nadprogramowe zajęcia zastąpiły Twoje obowiązki jako rodzica, bo nic nie stanowi takiego zaplecza emocjonalnego jak codzienna rozmowa z dzieckiem i bliski, przyjacielski kontakt. Wiem, że frustrujące może być, kiedy dziecko po kolei rezygnuje z zajęć oferowanych przez osiedlowe centra kultury, ale to że dziś Twój syn odpuścił judo to nie znaczy że za rok za nim nie zatęskni i nie zostanie w klubie sportowym już na zawsze. Poza tym, świetnymi „zajęciami pozaszkolnymi” będzie rodzinne układanie puzzli czy gry planszowe, śpiewanie piosenek po angielsku, gra w piłkę, zabawa cieczą newtonowską i wiele, wiele innych. Wspólnie spędzony czas przyniesie dużo lepsze efekty niż  uparte zmuszanie do uczestnictwa w zajęciach. Przymus powoduje jedynie przykry i niepotrzebny stres.

Nic nie zastąpi kontaktu rodzica z dzieckiem, a nadmierna ilość zajęć pozaszkolnych może doprowadzić dziecko do frustracji, zmęczenia a nawet depresji. Jeśli dziś Twoje dziecko wychowuje szkoła i zajęcia dodatkowe, a Ty odkładasz budowanie relacji na " po awansie", nie zdziw się gdy "po awansie" Twoja córka będzie już nosiła stanik, a na jej drzwiach zawiśnie karteczka "Nie przeszkadzać". To co uda Ci się zbudować teraz, zaowocuje na przyszłość, a relacje z nastolatkiem dużo łatwiej naprawiać, gdy one kiedyś istniały...

Melania:
bluzeczka- Monello
spodenki- Smyk (wyprzedaż dwa lata temu :P)
buciki- po Malince (całusy dla Was dziewczyny)

fotografia dziecięca

fotografia dziecięca

moda dziewczęca

fotografia dziecięca

z filiżanką kawy

Monello moda

moda dziewczynka

5/09/2016

Cytrynowe muffinki z kremem mascarpone

Cytrynowe muffinki z kremem mascarpone
Dziś wyjątkowo niedietetyczny przepis. Muffinki rosną puszyste, wysokie, nie są zbite ale nie są też byt suche. Są przyjemnie słodkie, choć z mocno wyczuwalną cytrynową nutą. Dla wszystkich babeczkożerców i kremolubnych.

Składniki na 24 muffinki:
pół szklanki oleju
szklanka mleka
3/4 szklanki kefiru
sok z połowy cytryny
2 jajka
skórka otarta z całej cytryny
pół szklanki cukru
kisiel cytrynowy
2 szklanki mąki
łyżeczka sody

Najpierw łączymy wszystkie mokre składniki, a następnie dodajemy do nich składniki suche (bez sody). Mieszamy wszystko mikserem na gładką masę, maksymalnie 3-4 minuty. Dodajemy sodę i mieszamy mikserem dosłownie kilkanaście sekund. Muffinki wykładamy do papilotek na wysokość około 7/8, wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy 20 minut do lekkiego zrumienienia i wyrośnięcia. 
Gdy muffinki już ostygną, bierzemy się za obłędnie pyszny i dziecinnie prosty krem.

Składniki:
mała śmietana 30%
krem mascarpone
dwie łyżeczki cukru

Śmietanę z dwoma łyżeczkami cukru ubijamy na sztywno, następnie dodajemy mascarpone i łączymy ze śmietaną mikserem na lekkich obrotach. Voilla, krem gotowy. 

babeczki cytrynowe z kremem


5/02/2016

Gdy ludzie przestają kochać...

Gdy ludzie przestają kochać...
         Dla własnego zdrowia i spokoju muszę przestać oglądać wiadomości. Jako cywilizacja idziemy naprzód, w jednej chwili możemy zobaczyć na żywo wujka z Hiszpanii, a w drugiej udać się do kliniki po dziecko z probówki. Leczymy najróżniejsze stadia raka, wszczepiamy implanty zęba czy słuchu, leczymy wzrok laserowo, budujemy kilkunastopiętrowe bloki i kilku dziesięciopiętrowe biurowce, korzystamy z internetu na telefonach i czytamy książki na elektronicznych czytnikach. Jesteśmy wspaniałą cywilizacją. Większość z nas mówi biegle w przynajmniej jednym, obcym języku, znamy się na wielu rzeczach, chodzimy do teatru, uprawiamy sporty, dbamy o dietę, dobrze się ubieramy. 
        Chcemy żyć wygodnie, lekko, bez zobowiązań i tak kurczowo zapieramy się przed dorośnięciem, że cofamy się w rozwoju. Potrafimy już kochać tylko siebie i kochamy siebie tak mocno, że nie ma miejsca na miłość do drugiego człowieka... Kiedy czytam lub słucham o ludziach wyrywających łapki kotom, podpalających łabędzie, pijących na umór i gdzieś mających odpowiedzialność za zupełnie zależnego od nich, małego człowieka, skaczących po żonie tak długo, aż łamie jej się kręgosłup- to zaczynam się zastanawiać czy to nie jest najwyższa pora, żeby świat się skończył. 
       Wychowujemy kolejne pokolenia na zakompleksionych sadystów, nieodpowiedzialnych buraków z dyplomem magistra i umiejętnością gry na fortepianie. Przemy do przodu w kulcie konsumpcjonizmu i z ulgą uwalniamy się od staroświeckich, moralizatorskich tradycji, które jak niechciane dziecko ciążą nam balastem. Tak łatwo jest zrzucić ciężar odpowiedzialności, zatopić się w krótkotrwałych przyjemnościach, zadłużyć się na hulaszcze życie i kopnąć w dupę to, co niewygodne, trudne, co stawia poprzeczkę ponad obżarstwo, opilstwo, pychę i nieczystość. 
     Czy łatwo być matką nastoletniego sadysty, który z lubością zakatował szczeniaka? Gdzie popełniamy błędy zapewniając dzieciom wygody, zapisując je na kursy tańca i wysyłając na zagraniczne obozy językowe? Być może właśnie tutaj: w miejscu w którym ściągamy z nich ciężar odpowiedzialności, przestajemy rozmawiać i zapełniamy puste grafiki dodatkowymi zajęciami? Być może dzieciak, który podpala łabędzia został nauczony, że nie ma znaczenia to jak żyje i jaki jest, tylko jak dużo będzie zarabiał i jaką karierę zrobi? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Po prostu jestem przerażona tym, jacy wynaturzeńcy i podli ludzie chodzą po tym świecie, zupełnie niezauważenie przemykając obok nas, być może nawet- żyjąc z nami pod jednym dachem...
      Zaczynam coraz bardziej wątpić w drugiego człowieka. Jak można skrzywdzić niewinną, bezbronną osobę, która zaufała? Jak można katować własne dziecko, zwierzę, niedołężnego rodzica? Co się  takiego dzieje w umyśle człowieka, który krzywdzi słabszego- obojętnie kogo- obcego, bliskiego, znanego czy nieznanego? Czy to wynik bezmyślności, sadyzmu, głupoty, a może chęć udowodnienia czegoś sobie samemu? 
        Nie będę już chyba czytać i oglądać wiadomości... Wolę nie mieć pojęcia o nowych ustawach, zmianach w rządzie czy kolejnych wojnach, jeśli raz na jakiś czas mam się dowiedzieć, że ktoś umiera podczas wycięcia migdałków... Ludzie, co się z nami stało?
dziewczynka w okularach


4/27/2016

Jak robić lepsze zdjęcia?

Jak robić lepsze zdjęcia?
        Pierwsze zdjęcia, które pojawiały się na moim blogu, robione były telefonem. Jedynym zmartwieniem przed sesją do kolejnego posta była kreacja mojej córki, a później narzucenie odpowiedniego filtra. Choć samo robienie zdjęć było szybsze, wygodniejsze i zupełnie niestresujące, to efekt końcowy nie był już tak zachwycający, pomimo wspaniałej obróbki i najróżniejszych filtrów. 
             Stare porzekadło mówi: "To nie aparat robi zdjęcia, tylko człowiek". Nie sposób się z tym nie zgodzić. Człowiek bez pojęcia o zasadach fotografowania, nie wyczaruje wspaniałego zdjęcia, nawet z pomocą pełno-klatkowego aparatu i najdroższego obiektywu. Równocześnie jednak, człowiek z zacięciem do fotografii, zrobi bardzo dobre zdjęcia kompaktem czy telefonem i super zdjęcia najlepszym sprzętem. Nie ma co się czarować: lustrzanka z przyzwoitym obiektywem ustawiona w trybie M lub A, nigdy nie będzie miała konkurencji w moim Samsungu. 
        Nie bez przyczyny fotografowie wciąż kupują Fx-y, zamiast pstrykać zdjęcia smartfonami, z których przecież w Photoshopie wiele można wycisnąć. Jeśli więc znajdujesz się już na etapie porzucania telefonu na rzecz, nawet mocno wysłużonej lustrzanki- to znak że ten post jest dla Ciebie. 
        Zanim zaczniesz robić zdjęcia w prelesekcji przysłony (A), czasu (S) lub w pełnym manualu (M), najlepiej poćwicz sobie w trybie P czyli trybie półautomatycznym. Podejrzysz sobie na nim jakie parametry ustawia Twój aparat w konkretnych warunkach oświetleniowych. Zdjęcia na początku rób w dzień, ale nie w pełnym słońcu (słońce w zenicie czy latem między 11 a 13 również odpada), które padając prostopadle z góry tworzy niekorzystne cienie i utrudnia pracę. Najlepiej zaczynaj fotografować późnym popołudniem lub w bardziej pochmurne dni i dopiero kiedy zapanujesz nad światłem, możesz zacząć kombinować z fotografowaniem pod słońce, w południe czy o zmierzchu. 
        Jednym z ważniejszych parametrów jest ISO. ISO to inaczej czułość na światło. Im wyższe tym większa czułość i możliwość fotografowania w trudnych warunkach oświetleniowych (np. zmierzch), ale równocześnie im jest ono wyższe, tym większe ziarno na zdjęciu (tym bardziej jeśli nie dysponujesz nowoczesnym i profesjonalnym sprzętem). Im jaśniejszy obiektyw (niskie oznaczenie f na obiektywie np. f1.4 oznacza bardzo jasny obiektyw), tym mniejsza zależność od ISO i większe możliwości fotografowania w trudniejszych warunkach. 
        Wspomniana przeze mnie przysłona (f) decyduje o tym ile światła wpada do obiektywu. Im szerzej otwarta przysłona, tym więcej wpada światła do obiektywu (szeroko otwarta przysłona oznaczona będzie niską wartością np. f1.8, natomiast wysoka wartość oznacza domknięcie przysłony np. f20). Przysłona służy jednak nie tylko do kontrolowania ilości światła wpadającego do aparatu, ale także wyglądu zdjęcia w ogóle. Choć logicznym wydaje się, że w słoneczną pogodę powinniśmy domykać przysłonę do wysokich wartości np. f32, to z drugiej strony musimy pamiętać, że im wyższa wartość f, tym ostrzejszy każdy szczegół zdjęcia. W przypadku fotografowania architektury- jest to dobre rozwiązanie, ale czy tworząc porter zależy Ci na tym, żeby liście na drzewie za modelem były równie ostre jak oko fotografowanego? Portreciści kochają niskie wartości przysłony, a wszystko to związane jest z małą głębią ostrości. Im mniejsza głębia ostrości (mała przysłona np. F1/4) tym tło zdjęcia bardziej rozmyte, a twarz portretowanego wyrazista, dokładnie tak jak tutaj:



        Jeśli zależy Ci, by na zdjęciu tło było rozmyte i zwiększasz otwarcie przysłony, musisz czasem otwarcia migawki kontrolować ilość światła wpadającego do obiektywu. Czas naświetlania mierzony jest w ułamkach sekund, co oznacza, że 1/50 s jest dłuższy niż 1/100s. Im krótszy czas, tym mniej światła wpada do aparatu. Wydłużanie czasu otwarcia migawki np. podczas fotografowania o zmierzchu, wymaga użycia statywu, gdyż nawet najdrobniejsze drgnięcie ręki np. podczas naciśnięcia spustu migawki spowoduje efekt poruszonego zdjęcia.
        Im więcej ćwiczysz, tym lepiej fotografujesz, bo sucha teoria dużo łatwiej przyswaja się podczas praktycznego jej wykorzystania. Robiąc zdjęcia czasami łam zasady: fotografuj pod słońce, z góry, w trakcie ruchu, kombinuj z balansem bieli, kadruj centralnie. Zdarza się, że najładniejsze zdjęcia to te, które łamią wszystkie reguły fotografowania ;).


Więcej zdjęć z poniższej sesji znajdziesz u Eli Milamalim:


Te zdjęcia wykonałam dla marki odzieżowej  Monello:

moda dziecięca

moda dla dziewczynki

moda dla dziewczynki


Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger