Popularne posty

4/11/2017

Siła jest kobietą

Siła jest kobietą
        Zaproszenie na charytatywny weekend w Brennej, które dostałam od jej dwóch organizatorek: Klaudii i Teresy, był nie tylko okazją, żeby wspólnie ruszyć na pomoc i zrobić coś w szczytnym celu. Dla mnie weekend ten był sygnałem, że wciąż jestem częścią blogowego świata, pomimo rzadszego publikowania postów i pomimo lekkiego wycofania się z tej sfery życia. Weekend w Brennej - kwintesencja kobiecej mocy i solidarności - był wielkim kopem i silnym impulsem dla mnie, jako blogerki. 
          Do Brennej dotarłam wygodnie i w całkiem sympatycznym gronie ;). Samochód zapakowany był po brzegi i to nie tylko dlatego, że jechały w nim 3 kobiety, ale też dlatego, że jechało z nimi (a dokładnie to oni je wieźli ;) dwóch fotografów (polecam CreAdd) - co oznaczało ni mniej ni więcej: sprzęt, sprzęt, cała masa profesjonalnego sprzętu ;). Ponadto, obecność mojej życiowej bratniej duszy - Agnieszki - sprawiła, że podróż zleciała jak z bicza - tyle miałyśmy wspólnych tematów. A raczej jeden wspólny temat ;). Miałam wrażenie, że na miejsce dotarłam w ciągu kilkunastu minut. A kiedy już dotarliśmy na miejsce... Nie zapomnę tej chwili kiedy kartą odblokowałam drzwi do studio, w którym dostałam meldunek, a moim oczom ukazały się najkochańsze mordeńki pod słońcem. Widok Marty Ś. oraz Marty K. ;) wywołał we mnie ogromne morze radości, bo przecież to były "moje dziewczyny". Moje kochane dziewczyny, z którymi tyle cudownych blogowych chwil było mi dane spędzić. Zapowiadał się cudowny weekend, ale rozczaruję Was. Nie był taki cudowny na jaki się zapowiadał. Był milion razy lepszy. Szczególnie wieczór ;), ale o tym co działo się po godzinach dowiecie się od Agnieszki.
matki blogerki

        A poniżej nasza ekipa w całej okazałości. W Hotelu Kotarz SPA&Wellness do dyspozycji miałyśmy dwupoziomowe studio dla naszej piątki (od lewej): Agnieszka, Marta, Gosia, Marta i oczywiście ja. W naszym studio znajdowały się: dwie łazienki, dwie sypialnie oraz salon z aneksem kuchennym i ogromnym balkonem. Jednym słowem: wypas.

Hotel Kotarz Brenna

        Cały weekend był bardzo intensywny. Plan był napięty, ale tak ciekawy, że zupełnie nie czuło się upływu czasu i dużej ilości warsztatów oraz prelekcji. Moim zdaniem, wszystko zaplanowane było bardzo skrupulatnie i dopięte na ostatni guzik. Wydarzenie miało bardzo profesjonalny charakter i zorganizowane było na najwyższym poziomie. Po raz drugi przekonałam się, że Klaudia jest stworzona do organizacji tego rodzaju eventów
        Poniżej na zdjęciu (od lewej): pan Wojtek (fundacja DKMS), organizatorki oraz prezeski Fundacji 3-4 Start: Teresa Szewczyk, Klaudia Czapkiewicz- Ziółek oraz Urszula Dąbrowska- Czapkiewicz, Ewa Nawrot.

Brenna fundacja DKMS


Kobiety dla kobiety - o co tak w ogóle chodzi?

        Akcja charytatywna Kobiety dla Kobiety ma na celu pomoc chorej na białaczkę 37-letniej Oli, z której wzruszającą i pełną siły historią możecie zapoznać się tutaj. To ta właśnie historia poruszyła działaczki Fundacji 3-4 Start, które postanowiły połączyć siły kobiet - matek, żon, blogerek, pełnoetatowych kur domowych oraz kobiet spełnionych zawodowo - by pomóc innej kobiecie - młodej mamie chorej na białaczkę limfoblastyczną. Nie trzeba jednak być jedną z nas, nie trzeba też było brać udziału w warsztatach w Brennej by pomóc Oli. Chcesz pomóc kobiecie takiej jak Ty? To tylko chwila. Wystarczy, że odwiedzisz portal Charytatywni Allegro, na którym ciągle odbywają się licytacje najróżniejszych rzeczy, z których dochód w całości zostanie przekazany na pomoc Oli. Ponadto możecie wpłacić pieniądze bezpośrednio na konto fundacji 84 1020 2892 0000 5102 0619 7000 z dopiskiem "Dla Oli- Kobiety dla kobiety". Jest jeszcze jeden sposób. Możesz przekazać własne produkty/ usługi na licytację dla fundacji. 



Warsztaty w praktyce - jak to wyglądało?

Plan na sobotę wyglądał dokładnie tak: 

11:00                Przywitanie gości w Hotelu Kotarz Spa&Wellness

11:15-12:00      Prezentacja Fundacji 3-4-Start -prezentacja przy współpracy z Fundacją DKMS

12:05-13:35      Odwaga by pisać. Odwaga by być kreatywną. Piszę, bo chcę… Prowadząca: dr          Krystyna Bezubik


13:45-15:15     Nie innych obowiązkiem, a Twoim jest kochać Ciebie. Jak pokochać siebie metodą małych kroków Kaizen i tym samym ulepszyć relacje z otoczeniem?METODA KAIZEN Prowadząca: Aneta Wątor -trener Kaizen i umiejętności miękkich, mówca motywacyjny)


15:20:16:00       Obiad


16:00                 Prezentacja Face&Look, Mila Hair Cosmetics, Montibello


19:00                 Kolacja


17:00-21:00       Czas wolny strefach basenowej i saunowej, indywidualne zabiegi z marką Montibello



      Sobotnie prelekcje bardzo mi się podobały. Każdy był inni i każdy mnie czymś zaskoczył, zaciekawił. Pomiędzy prelekcjami miałyśmy czas, żeby zamienić kilka słów czy napić się kawy. Nie będę ukrywać, że największe wrażenie w sobotę zrobiła na mnie prezentacja fundacji DKMS. W bazie dawców fundacji jestem już do kilku lat i nawet zdarzało mi się o tym wspominać na FB czy IG, zachęcałam także do przekazywania 1%  podatku dla DKMS. Do bazy zapisałam się jeszcze mieszkając w Żywcu. Zamówiłam zestaw dla siebie, pobrałam materiał genetyczny za pomocą patyczków zgodnie z instrukcją i wysłałam. Na kartę potencjalnego dawcy czekałam dosyć długo, bo około 5 miesięcy, ale było warto :). Jestem dumna z decyzji jaką podjęłam i kto wie, być może kiedyś i ja uratuję komuś życie. 
        Fundację DKMS zaprezentował dla nas m.in. pan Wojtek, który jako młody mężczyzna - tata  ślicznego chłopca, chorował na białaczkę i jako jeden z pierwszych pacjentów zawdzięcza fundacji życie. Jego prezentacja była niezwykle wzruszająca, a przy tym pozbawiona patosu i rozczulania się nad sobą, dlatego była taka mocna i konkretna, Bardzo podobało mi się to, że oddano również głos dawcy. Pani Ewa przekonała chyba wszystkich bez wyjątku jakim zaszczytem jest zostać dawcą i móc uratować komuś życie. 
        W tak zwanym między czasie mogłyśmy również uczcić nasze spotkanie obłędnie pysznym tortem, który wykonała dla nas Słodka Kraina Czarów. Żałuję, że zjadłam tylko dwa kawałki, ale cóż... musiałam zostawić także dla reszty dziewczyn ;).
           Sobotnie warsztaty wywołały wiele emocji. Prelekcja Anety Wątor o zaletach planowania wzbudził ogromne dyskusje. O tym dlaczego matki są nieogarnięte, a kobiety bezdzietne zorganizowane i konkretne dowiecie się od Marty. Natomiast o tym co robić, by pisać lepsze teksty i przede wszystkim jak przełamać niemoc twórczą wspomina szerzej Marta - Pewna Mama

     Po niezwykle intensywnym dniu, wieczór miałyśmy już dla siebie. Z prędkością światła popędziłyśmy więc wskoczyć w stroje kąpielowe i dosłownie zanurzyłyśmy się w strefie wellness. Basen, jacuzzi, grota solna, kilka rodzajów sauny - miałyśmy kilka godzin, by móc maksymalnie wypocząć i skorzystać z oferty hotelu. Tak zrelaksowane, wróciłyśmy do hotelu, gdzie oddałyśmy się babskim pogaduchom przy czerwonym winie.
        Kilka z nas miała dodatkowe szczęście, by poddać się cudownemu zabiegowi odmładzającemu pod okiem kosmetyczki marki Montibello.

Montibello


zabieg SPA twarz


        Niedziela nie odbiegała intensywnością od soboty. Plan dnia prezentował się następująco:

8:00-9:00 Śniadanie

9:00-9:30 Pierwsze wrażenie okiem kosmotologa – Ginger Med Spa. Prowadząca Dorota Budzyńska

9:30-10:00 Doświadczenie na aloesie przeprowadzi Ewa Mucha

10:00-11:30 Jutro zaczyna się dziś czyli jak zaprojektować swoją wymarzoną przyszłość. Prowadząca: Edyta Walęciak-Skórka Wyższy Poziom

11:45 Pożegnanie

Jutro zaczyna się dziś czyli jak zaprojektować swoją wymarzoną przyszłość

           Warsztaty, które najbardziej zapadły mi w pamięć odbyły się właśnie w niedzielę i poprowadziła je Pani Edyta. "Jutro zaczyna się dziś czyli jak zaprojektować swoją wymarzoną przyszłość" był potokiem niezwykle pozytywnych i motywacyjnych myśli w wydaniu bardzo kobiecej i sympatycznej Edyty Walęciak - Skórki. Warsztaty były niejako pigułką książek czy warsztatów, które udało mi się przeczytać czy odsłuchać, a które mówiły o tym, że możemy dostać w życiu dokładnie to, czego pragniemy.  Pani Edyta z wielkim przekonaniem mówiła o tym, że wszystko to, o czym marzymy jest w zasięgu naszej ręki. Ważne tylko, żeby wiedzieć czego naprawdę się chce, bo czasem dążymy do czegoś pięknego i wielkiego, co wydaje nam się naszym największym celem, a gdy to osiągniemy, może okazać się że chodziło o coś zupełnie innego. Pani Edyta podała nam przykład mieszkania, o którym marzyła i które w końcu udało jej się kupić, a gdy już usiadła na kanapie w swoim wymarzonym miejscu na ziemi poczuła pustkę i zrozumiała, że życie, które prowadzi kompletnie jej nie odpowiada. Wiem, że sporo dziewczyn było zachwyconych tymi warsztatami. Ja też kiedyś czytałam książki, w których autorzy przekonywali mnie, że jeśli wezmę sprawy w swoje ręce to osiągnę wszystko, czego pragnę. Długo w to wierzyłam i mocno nad tym pracowałam. Kiedy już wydawało mi się, że jestem bardzo blisko, wszystko się zmieniło. Wiem, że życia nie można sobie zaplanować. Zawsze marzyłam o własnym mieszkaniu, w którym zamieszkam z córeczką i mężem, w pocie czoła oszczędzałam na nie pieniądze wierząc, że w końcu zapewnię mojej córce stabilność i bezpieczeństwo. Żyłam tak prawie 5 lat i wydawało mi się, że tak właśnie jest, że jeśli czegoś mocno pragniesz i do tego dążysz, to prędzej czy później to osiągniesz. Znacie to powiedzenie: "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to powiedz mu o swoich planach"? To jedyna rzecz, w którą naprawdę wierzę. Nie polecam nikomu siedzieć z założonymi rękami i czekać na spełnienie marzeń. Nie to chcę powiedzieć. Trzeba pracować, trzeba wierzyć i trzeba mieć nadzieję, ale trzeba mieć wobec życia dużo pokory, bo ono może bardzo zaskoczyć: chorobą, śmiercią, oszustwem. Pani Edyta rozstała się z pierwszym mężem i postanowiła już nigdy więcej nie popełnić poprzednich błędów, dlatego zaprojektowała sobie mężczyznę marzeń. Tak, tak. Wyciągnęła kartkę i napisała jakiego mężczyznę chciałaby teraz u boku. Bardzo spodobała mi się ta myśl Pani Edyty ;), tym bardziej, że przyjechała do nas z mężczyzną z tej właśnie kartki, którą kiedyś zapisała dziesiątkami słów.  Choć mam mieszane uczucia co do wszystkich złotych myśli, które usłyszałam podczas tej prelekcji, to jednak urzekła mnie historia Pani Edyty i dzięki takim osobom jak ona, dalej wierzę, że uda mi się osiągnąć to, o czym marzę.
Edyta Walęciak-Skórka podczas swojej prelekcji

 Co najważniejsze, niedzielne warsztaty były równie inspirujące jak i te sobotnie, to naprawdę był cenny czas. Na koniec wszystkich prelekcji odbyło się losowanie. W sobotę każda z nas mogła zakupić cegiełki, z których dochód został przekazany na pomoc Oli. W niedzielę podczas losowania miałyśmy okazję odczuć jak szybko dobro powraca i część z nas dostała upominki m. in. to piękne drewniane serce od Drewnianych Dodatków czy voucher Projektogram


Brenna

Ewa Mucha - prowadząca prelekcję o dobroczynnych właściwości aloesu

       Każda z nas z warsztatów wróciła obładowana cudownościami. Szczególnie ucieszyły mnie prezenty w postaci motywacyjnych książek.


A na koniec szalona ekipa matek blogerek w całej swojej okazałości ;). Zachęcam także do obejrzenia krótkiej videorelacji z naszych cudownych warsztatów.



Hotel Kotarz Brenna
Gosia, Marta, Agnieszka, ja, Marta

Brenna kobiety dla kobiety
Agnieszka, Marta, ja, Gosia, Marta




Organizator wydarzenia: Fundacja 3-4-Start
Partnerzy strategiczni: Montibello | Mila | Face&Look Hotel Kotarz Spa&Wellness
Koordynatorki wydarzenia: Klaudia Czapkiewicz-Ziółek – www.niezleziolkoblog.pl oraz Teresa Szewczyk – www.szczypiorki.pl
Miejsce wydarzenia: Hotel Kotarz Spa&Wellness w Brennej
Prelegenci: Fundacja DKMSPiszę bo chcę Krystyna Bezubik, Motiwator Aneta Wątor, Ginger Med SpaAloesy.comWyższy Poziom Edyta Walęciak-Skórka
Fotorelacja i videorelacja:
Kamil Cichoń i Bartek Truniarz – CreAdd
Tort:
Oprawa graficzna:
Film promocyjny „Kobiety dla kobiety” – realizacja:
Partnerzy licytacji:
Dostrajanie | Wydawnictwo Zakamarki Od Ucha Do Serducha Herbs&Hydro LAB ONE Park Wodny Kraków Piszę bo chcę Bingo Spa |Radio Active Body Centrum Psychologiczno-Terapeutyczne Tęcza Love In A Minst Wydawnictwo AGORA Chocolissimo | Wydawnictwo MUZA S.A. drewnianedodatki.pl Matka na Szczycie –Katarzyna Targosz Taovital | Artepoint | Neauty Minerals Wydawnictwo Szara Godzina Wydawnictwo Kobiece Kunszt | PerioCare –Specjalistyczne Centrum Stomatologiczne Minty Star Global Players |Kid’s Step Pewna Mama Wytwórnia Snów | Kerabione Patrycjastory.pl | Patart –Dobra Fotografia Unicardia Aloesy.com Motiwator Aneta Wątor Wyższy Poziom Edyta Walęciak-Skórka Fundacja 3-4-Start Niezłe Ziółko szczypiorki.pl |Magdalena Achtelik |Hotel Górski Raj| Krakowska Jaskinia Solna Wellness&Spa 
Partnerzy spotkania: Centrum Psychologiczno-Terapeutyczne Tęcza Żywiec Zdrój | ID’EAU Smart Eco wash Sylveco Wydawnictwo Media Rodzina Aloesy.com Wydawnictwo MUZA S.A.projektogram.pl drewnianedodatki.pl Kunszt | Wydawnictwo Otwarte Chocokiss | Oillan |Oncoderma Minty Star Sellplex allepaczki.pl | Park Wodny Kraków | Ginger Med Spa Trefl Naturalnie My
Patronat medialny:

4/03/2017

Kiedy czas do logopedy?

Kiedy czas do logopedy?
        Melania zaczęła mówić dosyć szybko. Wcześnie wyrażała proste komunikaty, szybko zaczęła też budować krótkie zdania. Nigdy nie narzekałam na jej zasób słownictwa czy umiejętność wyrażania myśli. Problemem jednak w pewnym momencie stała się u nas wymowa. 
        Długi czas, w zasadzie aż do zeszłego miesiąca, Melania nie wypowiadała głosek sz, cz oraz rz, Za każdym razem zamieniała je na s,c oraz z, wymawiając przykładowo słowo żołnierz jako zołniez, a pszczoła : pscoła. Choć taki sposób mówienia jest słodki, typowo dziecięcy i co tu dużo mówić: uroczy, to jednak zaniepokoił mnie fakt, że u dziecka w wieku 5 lat głoski "sz", "cz" oraz "rz" powinny się już pojawić.
        Nie panikowałam. Doczytałam, że głoski te należą do jednych z najtrudniejszych w naszym języku i wymagają dużej sprawności aparatu mowy. Sprawności, którą można wyćwiczyć, choć potrzeba do tego dużo cierpliwości, zaangażowania i dyscypliny. Co jednak najważniejsze, potrzebują wsparcia ze strony logopedy.
        Głoski, o których mówię należą do przedniojęzykowych i wypowiadając je unosimy język do góry, dotykając przedniej części podniebienia. Chcąc wygimnastykować język dziecka musimy ćwiczyć wypowiadanie takich liter przy których język zmierza w tą samą stronę, a które łatwo jest  dziecku wypowiadać.
           My dostałyśmy od naszej pani logopedy kilkanaście wierszyków z nagromadzeniem litery l oraz polecenie klaskania językiem (popularna zabawa w naśladowanie końskiego stępu) i zlizywania czegoś dobrego z górnej wargi. Dostałyśmy zalecenie by ćwiczyć około 20 minut dziennie i pomimo nierzadkich oporów ze strony Melci oraz recytowania z pamięci po pewnym czasie wszystkich wierszyków z literą l - dawałyśmy radę. 
         Będąc szczerą - nie spodziewałam się tak szybkich i spektakularnych efektów. Mowę Melci "popuściło" niemal po 3 tygodniach regularnych ćwiczeń. W pewnym momencie moja córka zaczęła bez problemu wypowiadać newralgiczne głoski,stało się to w zasadzie z dnia na dzień, a moje zdumienie i radość nie miały końca. Nie muszę chyba też mówić ile pochwał dostałyśmy od naszej pani logopedy.
         Aktualnie pracujemy nad głoską "r", a z racji tego jak pilne i sumienne jesteśmy dostałyśmy teraz o wiele więcej wierszyków i dodatkowych ćwiczeń. Choć głoska "r" wciąż pozostaje tylko w sferze naszych marzeń, to jednak satysfakcja z tego, co dokonałyśmy do tej pory nie pozwala poprzestać na laurach. 
          Wizytę u logopedy polecam więc każdemu rodzicowi, który chce odpowiednio wcześnie zadbać o prawidłową wymowę, a co za tym idzie zagwarantować dziecku w przyszłości lepszy start w sferze edukacji polonistycznej. Dzieci bowiem, które posiadają wady wymowy mają problemy z identyfikacją głosek w wyrazach, a co za tym idzie pojawiają się u nich problemy z pisaniem oraz czytaniem. Niestety nie są to wyolbrzymione fanaberie, rozmawiałam z kilkoma nauczycielkami edukacji wczesnoszkolnej i dzieci mające problemy z artykulacją głosek, zapisują wyrazy dokładnie tak jak je wypowiadają. Jeśli więc nie chcesz być odsyłana na początku pierwszej klasy szkoły podstawowej do logopedy, załatw to od razu jeśli widzisz, że Twoje pięcioletnie dziecko nadal mówi zaba zamiast żaba czy syska zamiast szyszka. Trzeba jednak być gotowym na trochę dyscypliny, zaangażowania i wysiłku. Logopeda poprowadzi wprawdzie przez meandry ćwiczeń wymowy, ale bez wkładu rodzica i pracy dziecka efekty same nie przyjdą.

kiedy z dzieckiem do logopedy



3/23/2017

Plagiat - prawa blogera

Plagiat - prawa blogera
        W świadomości ludzi krąży jakiś dziwny mit, że to, co w sieci jest bezpańskie i można tym swobodnie rozporządzać: zawłaszczając, wykorzystując, kopiując, udostępniając. Co jakiś czas pojawiają się głosy, że czyjeś zdjęcie krąży po sieci reklamując sklepy odzieżowe, a czyjeś posty lekko zmienione lub też nie obiegają pół świata.
         O tym, że zostałam splagiatowana dowiedziałam się zupełnym przypadkiem. Starając się o fajną, zdalną pracę miałam przesłać kilka swoich tekstów do oceny. W odpowiedzi dostałam informację, że Pan z plagiatorką współpracować nie chce. Wyjaśniłam sytuację, dostając w zamian listę miejsc, w których moje teksty figurowały jako czyjeś (nawet w lokalnej gazecie) albo reklamowały produkty w sklepie internetowym. Jak łatwo się domyślić, nikt nikomu na słowo nie uwierzy, że to właśnie ja jestem autorką tekstów - pracy więc nie dostałam, ale swoich praw do własnych tekstów postanowiłam jednak dochodzić, 
           Moim głównym celem było sprostowanie. Chciałam żeby właściciele miejsc, w których wykorzystano mój tekst oficjalnie wyjaśnili, kto jest autorem artykułów. Powołałam się więc na: 
art. 115 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych:
"1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części
cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie."
              Przywołałam także cytat figurujący w regulaminie mojego bloga: „Moje fotografie oraz wpisy to wynik samodzielnej nauki, pracy i ogromnego zaangażowania, tylko ja mam do nich prawa autorskie i nie możesz z nich korzystać bez mojej zgody. Jeśli jednak, któreś zdjęcie lub tekst bardzo Ci się podoba i chciałabyś/chciałbyś jakoś je wykorzystać- napisz do mnie, może razem coś wskóramy.” , a w załączniku dodałam statystyki splagiatowanego postu. 
             Jak się domyślacie osoby, które choć trochę znają się na prawie od razu zgodziły się na oświadczenie i sprostowanie, pojawił się jednak jeden gagatek (a raczej gagatka), który ani myślał prostować informacji na temat mojego artykułu, ani nawet mnie zwyczajnie przeprosić. Zamiast choćby głupiego "sorry, nie wiedziałam",  dostałam niezwykle opryskliwy list, w którym Pani pouczała mnie, że w sieci nie istnieją prawa autorskie, wszystko jest wspólne, a ona skopiowała mój post z FB (ciekawe jakim cudem, skoro całość każdego z moich postów dostępna jest tylko na blogu), z którego wszystko można do woli kopiować i udostępniać zgodnie z jego regulaminem, którego to fragment mi przytoczyła. Dalej też mój post skopiowany słowo w słowo, włącznie z literówkami, wisiał na stronie jej sklepu.
             Na szczęście miałam świadomość tego, że nieznajomość prawa nikogo nie zwalnia od odpowiedzialności za jego łamanie, a prawa autorskie w sieci istnieją równorzędnie z tymi poza nią. Niemniej jednak, przyznaję, gdyby nie kolega adwokat, przedstawianie moich racji trwałoby o wiele dłużej.
            Teksty, które krążą po sieci zawsze mają autora - nie płodzi ich internet, tylko ludzie. Z zasobów internetu możemy korzystać dużo sprawniej i wygodniej niż z zasobów bibliotecznych, ale wbrew pozorom obowiązują nas tam podobne zasady. Korzystając z cudzego dorobku intelektualnego na własny użytek (np. notując coś nawet słowo w słowo) ani w bibliotece, ani w sieci nie popełniamy przestępstwa. Jednakże kiedy chcemy cudze teksty kopiować, udostępniać i rozpowszechniać musimy mieć zgodę autora. Jeśli pragniemy skopiować tylko niewielki fragment, jesteśmy zobowiązani podać konkretne źródło (tzw. przypis). Podobnie jak to się ma podczas pisania pracy dyplomowej, eseju na zaliczenie przedmiotu czy pracy magisterskiej.  
          Kradzież to złamanie prawa. Obojętne czy skradzione zostało auto, pieniądze czy własność intelektualna, naruszone zostały prawa majątkowe. Jeśli więc kopiujesz coś fajnego, co u kogoś zobaczyłaś lepiej 10 razy zastanów się czy warto. Zapytaj: czyj to tekst, skąd pochodzi i jeśli istnieje taka możliwość udostępnij go wprost od autora. Nigdy nie zasłaniaj się tym, że skopiowałaś coś od kogoś, bo to nie zwalnia Cię od odpowiedzialności. Bez znaczenia pozostaje bowiem fakt kto jeszcze prawa autorskie naruszył. Jeśli znajdziesz się w nieszczęsnej piątce, dziesiątce czy nawet setce ludzi, którzy skopiowali coś nielegalnie i udostępniają w sieci zupełnie jak własne, to oznacza tylko tyle, że prawo złamało więcej osób. Wszyscy jednak to prawo złamali i mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za to. 

coffee time

12/31/2016

Sylwester w stylu wege

Sylwester w stylu wege
       Dziś największa impreza roku. Nigdy nie przepadałam za Sylwestrem, ale odkąd na świat przyszła Melania patrzę na niego łaskawszym okiem - w końcu to jej imieniny świętuje cały świat 31 grudnia ;). 
        Nie przepadam za hucznym żegnaniem starego roku, ale jak każdy w jakiś sposób i ja witam Nowy Rok nieco huczniej niż każdy inny dzień roku. Dziś podpowiedź dla tych, którzy sylwestra spędzają na kameralnej domówce z wegetarianami. Gdy przychodzi do ugoszczenia wegetarian i mięsożerców jednocześnie, trzeba wymyślić takie dania i przystawki, które zasmakują i jednym i drugim, a jednocześnie będą bezmięsne. Dziś kilka rozwiązań dla tych, którzy goszczą lub idą w gości do wegetarian i nie tylko ;).

Pomysł nr. 1 :  

Pasta z soczewicy i jajka do bagietki/ krakersów itp.

Pyszna, zdrowa i pełna smaku pasta, która nadaje się zarówno do chleba jak i nawet może stanowić dip do chipsów. Co nam będzie potrzebne?

szklanka czerwonej soczewicy 
garść orzechów włoskich
kilka suszonych pomidorów z zalewy
kilka łyżek oliwy z oliwek lub ulubionego oleju
pół pęczka natki pietruszki
dwa jajka ugotowane na twardo
przyprawa do dań wegetariańskich
szczypta soli i pieprzu do smaku

Soczewicę gotujemy do miękkości i studzimy. Wszystkie składniki blendujemy na gładką masę i gotowe. 

Pomysł nr. 2:

Kisz porowy (tarta porowa)

Pomysł na ciepłą, prostą przekąskę, którą raz dwa można odgrzać w piekarniku lub mikrofali? Proszę bardzo - kisz. Sycący, modny, zdrowy i co najważniejsze - pyszny!

ciasto : 
125 gram margaryny lub masła
250 gram mąki
50 ml zimnej wody
szczypta soli

Wszystkie składniki zagniatamy i wkładamy do lodówki na pół godzinki. W tym czasie przygotowujemy farsz.

farsz:
dwa pory
szklanka kwaśnej śmietany
trzy jajka
ulubiony serek ziołowy
pół pęczka natki pietruszki
przyprawa do dań wegetariańskich (pół łyżeczki)
czosnek niedźwiedzi (pół łyżeczki)
sól i pieprz biały do smaku

Pora drobno kroimy i dusimy na parze około 20 minut. Po wystudzeniu mieszamy wszystkie składniki. Wyjmujemy ciasto z lodówki i wykładamy na okrągłą formę do tart, podpiekamy 20 minut w temperaturze 180 stopni. Następnie wylewamy farsz na podpieczony spód i pieczemy wszystko około 30 minut w tej samej temperaturze.

Pomysł nr. 3:

Spaghetti po bolońsku w wersji wege

Sycące danie główne, które zaspokoi podniebienie zarówno tych, którzy nie toleują mięsa jak i tych, którzy nie mogą bez niego żyć? Do zrobienia! Soczewica z powodzeniem zastąpi mięso nie tylko pod względem wartości odżywczych (białko!), ale także walorów smakowych, bowiem niektórzy twierdzą, że w smaku trąci nieco mięsem ;). Co nam jest potrzebne?

Sos:
dwie cebule
trzy ząbki czosnku
dwie marchewki
pietruszka
pół szklanki czerwonej soczewicy
puszka pomidorów
łyżeczka koncentratu
suszone oregano, bazylia, czosnek niedźwiedzi, przeprawa do dań wegetariańskich, kozieradka
natka pietruszki
sól, pieprz do smaku

Cebule siekamy i szklimy na oliwie bądź ulubionym oleju, w tym czasie ścieramy marchew i pietruszkę na tarce o grubszych oczkach. Przeciśnięty przez praskę czosnek i starte warzywa dodajemy do cebuli i podsmażamy około 10 minut. Do podduszonych warzyw dodajemy wypłukaną soczewicę i podlewamy nieco wodą lub bulionem warzywnym, dusimy 25 minut. Po tym czasie dodajemy pomidory z puszki, przeprawy oraz koncentrat i dusimy całość 5-8 minut. Następnie gotujemy al dente ulubiony makaron i danie główne gotowe. 

Zupa krem z marchewki

Nic tak dobrze nie poprawia nastroju w środku nocy jak gorąca i lekka zupa. Zupe krem z marchewki nie ma w sobie nawet grama mięsa, jest szybka, łatwa w przygotowaniu i bardzo neutralna w smaku.

5 marchewek
duża pietruszka
trzy ziemniaki
kawałek selera
por
liść kapusty włoskiej
cebula sparzona na ogniu
natk pietruszki
ziele lubczyku, kozieradka
sól, pieprz do smaku

Gotujemy warzywny bulion. Gdy warzywa są już miękkie wyciągamy z bulionu liść kapusty, pora oraz cebulę, a resztę warzyw blendujemy na gładką masę. Zupa gotowa, najlepiej podawać ją z grzankami lub groszkiem ptysiowym.

SMACZNEGO!

I szczęśliwego Nowego Roku :)


impreza po wegetariańsku








12/24/2016

Piękna w Wigilię czyli jak ogarnąć pielęgnację i makijaż w mniej niż godzinę

Piękna w Wigilię czyli jak ogarnąć pielęgnację i makijaż w mniej niż godzinę
        Zasypywana jestem informacjami o tym jak udekorować wigilijny stół, jakie przyrządzić sałatki na wieczerzę, które ciasta będą tradycyjne ale mniej kaloryczne, jak zdążyć z wysprzątaniem mieszkania i wypucowaniem okien- porządki, pichcenie, więcej, ładniej, lepiej... W tym pędzie i chaosie warto jednak poświęcić sobie chwilę, tak by za kilka miesięcy nie płakać, przeglądając zdjęcia z wieczoru 24 grudnia.
        Jestem wigilijną tradycjonalistką: nie jem mięsa w ten dzień i poszczę do kolacji, próbuję 12 potraw, dzielę się opłatkiem. Na Święta jeździłam do rodziny z domowymi wypiekami: tradycyjnie sernik dyniowy, muffinki, które tak smakują mojemu tacie, pierniki, pasztet, czasem sałatka, czasem kruche ciastka- różnie. Na Wigilii również byłam gościem, więc nie musiałam gotować barszczu czy przyrządzać ryby, mimo wszystko to właśnie 24 grudnia jest najbardziej zabieganym dniem i wszyscy wtedy mamy urwanie głowy. W tym roku będę już bardziej czynnie uczestniczyć w przygotowaniach do Świąt z racji tego, że wróciłam na stare śmieci do domu rodzinnego.
         W mim domu każdy się nad czymś uwija: tata smaży ryby, my z siostrą i mamą zastawiamy stół, dokańczamy, dogrzewamy, doprawiamy, ale nadchodzi ten moment, kiedy każda biegnie do łazienki, żeby się przebrać i zrobić na bóstwo. Do naszej kolacji wigilijnej nikt nie zasiada w dresie, w poplamionym fartuszku, w tłustych włosach czy z poobdzieranymi paznokciami. To uroczysta kolacja i każda, bez wyjątku, chce wyglądać pięknie.
        Przedświąteczne przemęczenie i niewyspanie odbija się na cerze, dlatego dziś podpowiem Wam kilka trików jak szybko poprawić swój wygląd, by olśniewać podczas Wigilii:

Masaż kostkami lodu wokół oczu lub lodowata łyżka- zimno szybko rozprawia się z opuchlizną, rozświetla spojrzenie, dodaje oczom blasku. Jeśli więc Twoje spojrzenie jest zmęczone a pod oczami zrobiły się nieestetyczne podkówki, warto rozmasować to miejsce kostką lodu lub przyłożyć mocno schłodzoną łyżkę.

Piling- natychmiastowy efekt wow. Piling wygładzi skórę, poprawi jej koloryt i przygotuje ją do skuteczniejszego wchłaniania cennych substancji z kremu czy maseczki (jeśli masz na nią chwilę). Tak przygotowana skóra odzyska blask i świeżość, by pięknie zaprezentować się w makijażu.

Krem BB- szybki sposób na ujednolicenie kolorytu, a przy tym jest lekki, odżywczy i wygodny w aplikacji. Nie musisz tracić czasu na korektor, podkład, bronzer itp. Nakładasz krem i jesteś gotowa, tym bardziej jeśli nie borykasz się z trądzikiem czy innymi widocznymi mankamentami.

Jasny cień w wewnętrznych kącikach oczu- rozświetla spojrzenie, powiększa oczy. To chyba jeden z najbardziej znanych trików na piękne, duże i wyspane oczy. Wystarczy musnąć kąciki lekko perłowym lub jasnym matowym cieniem i gotowe. Jeśli dodasz do tego odrobinę brązu w zewnętrznych kącikach i wyciągniesz je nieco w górę jak kocie oko, to masz szybki, naturalny i podkreślający każdą urodę makijaż oczu w mniej niż dwie minuty.

Tusz do rzęs- chyba nie muszę tłumaczyć jego zalet ;).

Wyrazista pomadka- szminka potrafi zrobić całą robotę. Zmysłowe usta pomalowane wyrazistym, seksownym kolorem sprawią, że poczujesz się niezwykle kobieco i jak w pełnym makijażu, czasem wystarczy tylko ujednolicony kolor skóry, wytuszowane rzęsy i usta w kolorze fuksji (na przykład) by wyglądać jak gwiazda.

Nie zapomnij o sobie 24 grudnia, tym bardziej jeśli mocno się napracowałaś z okazji tego wieczoru. Wigilia to triumf każdej gospodyni domowej, więc błyszcz jak gwiazda :).

wigilijny makijaż



9/19/2016

Rowerem do Sopotu

Rowerem do Sopotu
        Niewątpliwie zawitała do nas jesień. Jeszcze w piątek słońce grzało tak mocno, że w długich spodniach można by się ugotować, a już w niedzielę w swetrze i trenczu było mi zdecydowanie za zimno. Brutalnie wdarły się do nas zimne wiatry i przywiały one nieco wspomnień z wakacji.
       Choć tegoroczne lato nie rozpieściło nas pogodowo, to jednak mamy z Melanią co wspominać. W tym roku wybrałyśmy się na urlop nad Bałtyk, a konkretnie do Trójmiasta. Dziś zabiorę Was w krótką podróż do Sopotu, który widziałam po raz pierwszy w życiu.
        Z Gdańska do Sopotu dostałyśmy się... rowerem. Zosia, u której miałyśmy przyjemność noclegować, pożyczyła mi rower wraz z przyczepką. Ta nasza babska, rowerowa wycieczka jest jedną z najmilszych wspomnień tych wakacji - a wszystko dzięki pomysłowi Zosi i niezliczonej ilości dróg rowerowych jakie posiada Trójmiasto.
           Kiedy po około 45 minutach jazdy (troszkę błądziłyśmy) wjechałyśmy do Sopotu poczułam się jak nowo narodzona. Ruch, świeże powietrze i widok morza podziałały na mnie niezwykle kojąco i nawet fakt zapłacenia 25 złotych za kolorowego warkoczyka dla córeczki, nie zmącił mojego spokoju ;). (Uwaga- nigdy nie róbcie warkoczyków w Sopocie, w Gdańsku za ten kolorowy kosmyk zapłacicie minimum dwa razy mniej!).
        Sopot okazał się być zatłoczonym, typowym nadmorskim kurortem. Główna ulica Sopotu tj. Bohaterów Monte Cassino, przy której znajduje się m. in. Krzywy Domek, jest w sezonie zatłoczona jeszcze mocniej niż Floriańska. Z rowerem i przyczepką nie było sposób przez nią przejść, nie potrącając zagapionych przechodniów co kilka metrów. 
      O molo- najdłuższym, drewnianym nad Bałtykiem - nie wspomnę. Niestety, nawet nie ryzykowałam z córką stania w kolejce po bilet, żeby na niego wejść. Zwyczajnie odpuściłam, bo wiem, że do Trójmiasta wrócimy nie raz, a kolejny koniecznie nie w sezonie. Liczę, że wtedy chętnych na wejście na molo będzie mniej i nie będę musiała czekać godziny czy więcej, żeby móc poprzeciskać się między ludźmi po tym, niezwykłym molo. 
        W Sopocie dużo spacerowałyśmy w poszukiwaniu miejsca, gdzie oczekiwanie na obiad nie będzie trwało dłużej niż godzinę. Tam, gdzie trafiłyśmy było smacznie, a przede wszystkim jadłyśmy niemal na plaży, słysząc szum morza. Po obiedzie obowiązkowo zaliczyłyśmy gofry - nigdzie nie smakują tak dobrze jak nad morzem, a w między czasie bawiłyśmy się na plaży  i nawet odrobinę moczyłyśmy, choć temperatura nie sprzyjała.
          Żałuję, że nie udało nam się odwiedzić średniowiecznego grodziska, znajdującego się przy ulicy Haffnera ani wejść na latarnię morską. Mimo wszystko, wypad do Sopotu, zaliczam do moich ulubionych wycieczek rowerowych i dzięki temu Sopot wspominam z wielkim sentymentem.

Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć: 

wakacje nad morzem

wakacje z dzieckiem


nad morzem z dzieckiem

nad morze z dzieckiem

moda dla dziewczynki lato



Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger