Czy dużo znaczy dobrze?

Pogoda ostatnio jest bardzo, bardzo kapryśna. Rano było duszno i pochmurno, popołudniu wyszło słońce i niemiłosiernie grzało, wieczorem grzmiała burza a ulewa jest była silna, że nie widać było co jest za oknem. Teraz jest pogodnie, rześko, przyjemnie...
W taką pogodę wypada być tylko singlem. Gdy słońce grzeje można biec na leżak i smażyć się do upadłego, gdy po chwili leje deszcz można iść z koleżanką do kina albo na kawę, gdy jest zimno można spędzać długie wieczory z książką w ręku i sączyć ciepłą herbatę. Nikt nie szarpie za rękę, nikt nie nudzi, nie prosi, nie krzyczy... choć w tych czasach dzieci nie cierpią z powodu braku zabawek, to dziwnym trafem w wolnym czasie nie mają co robić. Kiedy na dworze pogoda dopisuje- problemu nie ma, ale gdy o wyjściu na plac zabaw nie ma mowy problem powstaje.
Można powiedzieć, że zabaw jest tysiące i widocznie jestem zbyt mało kreatywną mamą, ale tu nie o moją kreatywność chodzić powinno...
Bawię się z córką w różne zabawy, staram się zapełniać jej czas, ale czasem fizycznie nie mam możliwości bawić się z nią i ogarniać domu. Doszłam do wprawy z wieloma rzeczami i potrafię sporo rzeczy robić naraz, ale siekać cebuli i układać puzzli jednocześnie jeszcze nie opanowałam.
Czasem, z braku laku, zapraszaliśmy jej koleżanki, ale nie zawsze rodzice mają ochotę na gości, jeśli rozumiecie o co mi chodzi ;) i też nie zawsze goście mają ochotę na wizytę.
Wydawać by się mogło, że w tych czasach dzieci nie mają powodu do nudy. Zabawek nie brakuje, sposobów na spędzanie wolnego czasu jest milion. Dlaczego więc dzieciaki nadal nie potrafią same zorganizować sobie czasu?
Dziś mieliśmy małego gościa i na podsumowanie mojego "wywodu" zacytuję słowa 3-latki: "dlaczego Mela ma tak mało zabawek?".
No właśnie mało czy jednak nie do końca? Ile zabawek powinna mieć 3-latka żeby się nie nudzić? Ile zabawek potrzeba takiemu dziecka do szczęścia? Czy ilość zabawek przekłada się choćby w najmniejszej mierze na jakość zabawy i kreatywność naszej pociechy? Nigdy nie chciałam więzić dziecka w pokoju upstrzonym zabawkami jak stragan na jarmarku. Większość zabawek ma "używanych", po rodzinie lub dostała od babć i dziadków. My do tej pory dawaliśmy jej kreatywne zabawki, krówkę do skakania i misia oraz lalkę z lumpeksu. Tyle. Mela ma swoją szafeczkę z zabawkami, gdzie trzymamy też puzzle i książeczki oraz mały kącik w salonie (nie ma niestety swojego pokoju) gdzie jest jej wózeczek i łóżeczko dla lali. Co jakiś czas robimy wymianę zabawek, czyli przynosimy z piwnicy te zapomniane, a te z szafeczki chowamy. Uważam, że to jej w zupełności wystarczy i nie zauważyłam żeby na tej "małej" ilości zabawek ucierpiała kreatywność, pomysłowość czy inteligencja mojego dziecka. Wiadomo, we wszystkim trzeba zachować umiar. Aurea mediocritas.
Zabawki nie kupią dziecku ani szczęścia, ani pomysłowości, nie zabiją nudy, nie poprawią jego samooceny. Zabawki są dobrym dodatkiem, są środkiem, a nie celem.

Melania ma na sobie:
żakiet- pepco (prezent od babci)
legginsy- pepco (prezent od babci)
tuniczka- second hand
kalosze- sklep z butami w Żywcu (kupione jeszcze w zeszłym roku "na wyrost", jak widać nie do zdarcia)









I nasza dzisiejsza zabawa (w przerwie między jednym, a drugim wyjściem na plac zabaw) czyli południowa herbatka z mlekiem. Wszystko prawdziwe, wszystko realne, bez zabawek, a zabawy było co nie miara ;)


2 komentarze:

  1. moje dzieci też nie będą zasypywane pudłami zabawek, pewnie też będę wymieniała stare na nowe zamiast wszystko magazynować . Melcia jest taka słodka!!! pozdrowienia od cioci Madzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, dziękujemy Ciociu ;) i zapraszamy do nas jak najczęściej

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.