Rodzinne powroty

Dopiero po latach mogę stwierdzić, że miasto w którym się urodziłam i mieszkałam prawie 16 lat jest moim miastem rodzinnym, do którego lubię wracać. Po latach potrafię docenić jego drobne uroki: zabytkowe, nieliczne kamienice, piękny, stary park, okazałą bazylikę, urokliwy rynek. Wciąż czuję, że stworzona jestem do wielkomiejskiego zgiełku, kocham pulsująca energię dużych i wielkich miast, nie przeszkadzają mi korki ani pośpiech, doceniam anonimowość. Widzę jednak, że miasto od którego uciekłam, jest miejscem do którego lubię powracać, bo tak jak mieszkanie lepsze ciasne, ale własne.
Obecnie również mieszkam w mieścinie, która podobnie jak moja rodzinna miejscowość, jest mała, cicha, jakby zatrzymała się w miejscu nie potrafiąc nic już zaoferować swoim mieszkańcom. Jednak to miasto, w odróżnieniu od tego w którym się urodziłam, jest obce. Nie dość więc, że nie odpowiada mi jego atmosfera, to jestem tutaj obca, zresztą tak jak i mój mąż oraz córeczka. Obcość, małomiasteczkowość, nuda, niezdrowa ciekawość sąsiadów, brak życzliwości... to rzeczy, których większość obecnych jest w moim rodzinnym mieście, ale tam przynajmniej nie czuję się obca. Tam jest mój dom i moja rodzina, stamtąd mam blisko mój ukochany Kraków i grono przyjaciół, tam mówią "na pole" i "chodźże", tam zostało moje serce. I choć nie chciałabym wrócić tam na zawsze, to lepiej mi tam niż tu gdzie przyszło mi żyć.
Nie tracimy jednak z mężem nadziei, że osiądziemy w dużym, pełnym życia mieście, najlepiej oczywiście w Krakowie, wciąż szukamy okazji żeby wrócić, mąż szuka pracy, a ja uczę się akceptacji oraz cierpliwości, z coraz większą pokorą znoszę to, że jesteśmy obcy i samotni tam gdzie żyjemy
i mieszkamy; i nieustannie karmię się nadzieją, że wrócimy.

Melania na zdjęciach ma na sobie sukieneczkę od babci z second handu oraz porcelanową laleczkę wygrzebaną z zakurzonego strychu...



A to zdjęcie pysznego drugiego śniadanka, które zaserwowałam sobie jakiś czas temu, jeszcze przed odwiedzinami moich rodziców. Polecam każdemu taką bombę witaminowa, najlepiej z samego rana zamiast kawy. W moim koktajlu znalazła się natka pietruszki z ogródka teściowej, która jechała do nas 150 km, cala cytryna bez skórki i pestek, łyżeczka miodu spadziowego i łyżeczka ksylitolu.

6 komentarzy:

  1. Jaka śliczna dziewczynka! i bardzo fajny post, mam nadzieję, że kiedyś znajdziecie swoje wymarzone miejsce i z całego serduszka Wam tego życzę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealnie to określiłas- wymarzone miejsce na ziemi... tego szukamy :) Dziękujemy za odwiedziny i zapraszamy do nas częściej :)

      Usuń
  2. http://3.bp.blogspot.com/-RjWnSjSX8dE/U8kBvwRry2I/AAAAAAAAAZk/Jaaz934iZ8c/s1600/C360_2014-07-18-12-54-01-162.jpg - genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie to z lalką pod drzewem. Link się nie zrobił....

      Usuń
    2. Dziękuję :) wszystko zawdzięczam cudownej modelce

      Usuń
    3. O tak! Przy tym zdjęciu zabrakło mi jedynie 'przycisku' "Uwialbiam!"

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.