Tyle słońca w całym mieście...

Świat, w którym żyjemy jest intrygująco skomplikowany. Z jednej strony jest wspaniały, niezwykły, pełen cudów, a z drugiej trudny, przerażająco zawiły, groźny... Daje nam tysiące szans, by zaraz potem bezpowrotnie je odebrać. Oferuje nam cuda, których nigdy nie zobaczymy, nie poczujemy, nie doznamy. Jednych hojnie obdarowuje, innym niesprawiedliwie skąpi... W tak pięknym i trudnym świecie żyje się większości jak w kalejdoskopie, ale dzięki tej zmienności uczymy się doceniać i dostrzegać.
Czy można więc potępiać ludzi, tych szarych i zwykłych jak choćby ja, za odrobinę dopieszczenia? Taki zdrowy i racjonalny hedonizm potrzebny jest każdemu z nas. Hedonizm jednak nie jest tutaj właściwym slowem, gdyż niesie z sobą negatywny ładunek. Mam tutaj na myśli rozsądne, choć niepozbawione nutki racjonalnego egoizmu dopieszczanie siebie na codzień, tak zwyczajnie.
Mam tu na myśli lampkę wina do niedzielnego obiadu, długą kąpiel przy świecach z maseczką na twarzy, śniadanie z ukochanym zjedzone w łóżku, herbata wypita na tarasie w towarzystwie dobrej książki, spontaniczny wypad całą rodziną, świeże kwiaty w wazonie. Rzeczy, które urozmaicają czasem ciężkie, czasem nudne i rutynowe, czasem boleśnie samotne życie, rzeczy które niewiele kosztują, ale pozostają w pamięci, ładują nasze baterie. Takie proste sprawianie sobie przyjemności sprawia, że lepiej się czujemy i jesteśmy szczęśliwsi. A gdy osiągamy komfort psychiczny, zadowolenie, spokoj i radość stajemy się po prostu lepsi. Lepsi dla męża/żony, lepsi dla dzieci, dla kolegów z pracy, dla sąsiadów, dla obcych. Nie można przewidzieć pewnych rzeczy, zapobiec problemom, ale można przyjąć je lepiej. Łatwiej być dobrym, cierpliwym i wyrozumiałym gdy jest się zadowolonym z własnego życia, prawda?
My uczymy się czerpać radość z drobiazgów, aje sprawiamy sobie też duże prezenty. Dziś właśnie zrobiliśmy sobie taki większy prezent: leniwe popołudnie na krakowskim Kazimierzu. Ta niedziela nie mogła być lepsza...











Sukieneczka zdobyta w lumpeksie, dosłownie, za grosze. Kapelusz i torebka kupiona na promocji w tescowym F&F.

2 komentarze:

  1. Klimat zdjęć jest fascynujący, forma idealnie pasuje do treści. A Lusia jak zwykle prześliczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazimierz jest wymarzony do takich sesji, szkoda że tak rzadko tam bywamy...

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.