Esej niepoprawnej mamy

Dziś coś o wychowaniu. Nie ma jednego idealnego sposobu na wychowanie, ale dorastałam w pewnych wartościach i od małego przekazuję je córeczce, wierząc że są właściwe. Dla mnie słowa "dzień dobry", "dziękuję", "do widzenia" czy "przepraszam" mają niebagatelne znaczenie. Sama bez wahania ich używam i uczę córkę, by nie bała się ich wymawiać. Efektem tego jest to, że moja córeczka "umie się zachować", wiadomo zdarzają się mniejsze i większe wpadki, ale wie kiedy i co powiedzieć, czasem trzeba jej tylko przypomnieć ;). Od małego uczyłam też córeczkę, że trzeba się dzielić. Była jedynym dzieckiem (chyba w każdej) piaskownicy, które bez szemrania oddawało wyrywaną zabawkę i samo nic nikomu nie wyrywało. Nieraz na osiedlu słyszałam głosy, że powinnam nauczyć córkę walczyć o swoje. Wydawało mi się to absurdalne, rozpychanie się łokciami było dla mnie przejawem braku wychowania. Uprzejmość, życzliwość to dla mnie cechy bardzo pożądane. Nigdy bym nie wepchnęła się nigdzie bez kolejki, gdy obcy ludzie są dla mnie niegrzeczni- milczę, staram się zawsze być uśmiechnięta i "ugrzeczniona", nie potrafię upomnieć się o "swoje", nienawidzę się kłócić z osobami których prawie lub po prostu nie znam. Nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego, ze rezultatem takiego zachowania jest moje- nazwijmy to po imieniu- upośledzenie społeczne. I na taką upośledzoną społecznie istotę wychowuję własną córkę. Przecież nie chcę żeby ktoś kiedyś wykorzystywał jej wrażliwość i ustępliwość, nie chcę żeby ktoś kiedyś zwalał na nią winę za coś albo żeby pracodawca nią pomiatał. Muszę więc nieco nad nią popracować, trochę ją zahartować, bo czasy się zmieniły...
Wczoraj pod kościołem moja otwarta, spragniona towarzystwa córa przygruchała sobie nową koleżankę. Dziewczynka mniej więcej w jej wieku, miała ze sobą (na pewno zdaniem dzieci) obłędną lalkę. Wyglądała jak powiększona Barbie, ruszała rączkami i nóżkami, była modnie ubrana. Melania nic bez pytania nawet nie dotknie, a że pytać się wstydzi to tylko zerkała na lalę i biegała za nową kumpelą. Pod kościołem był malutki, może roczny chłopiec, bardzo grzeczny. Podszedł, zaczął delikatnie dotykać lalki, a jej właścicielka wpadła we wrzask i histerię. Chłopiec więc zrezygnował na moment i odszedł. Dzieci zwykle się nie poddają, więc zaryzykował raz jeszcze i podniósł lalkę, a wraz z lalką wrzask podniosła jej właścicielka. Wreszcie zainterweniowała zatroskana mama nowej koleżanki mojej Melanii, podeszła do dzieci i... Ja bym powiedziała córce: pokaż chłopcu laleczkę, on tylko chce obejrzeć, jest malutki, a Ty masz ją na co dzień. Zawsze tak robię; jeśli pozwalam zabierać coś za sobą Melci, to z przeznaczeniem, że będzie gotowa się tym podzielić. Melania by posłuchała, chłopiec by pooglądał i prędzej czy później oddał- nie byłoby wrzasków i histerii. Ale ta mamusia postąpiła inaczej, nachyliła się i do rocznego chłopca wyszeptała: "oddaj mojej córeczce lalkę, to jest jej lalka". Chłopiec oddał bez szemrania, zaraz też przyszedł po niego tata i go zabrał.
Byłam w szoku. Po pierwsze nie byłabym w stanie kazać coś obcemu dziecku (no chyba że niszczyłoby własność mojej córki, ale to inna sprawa), po drugie jeśli pozwalam dziecku zabierać zabawki pod kościół, na plac zabaw itd. to nie po to, żeby innym było przykro.
Przez takich rodziców rodzą się problemy w szkołach i przedszkolach. Dzieci zabierają drogie zabawki, gadżety, chwalą się a nie pozwalają nawet ich dotknąć. Efektem tego jest zazdrość i wymuszanie na rodzicach kupna takich rzeczy, jakie mają inni rówieśnicy. Pół biedy wynoszenie zabawek do piasku czy wożenie lalek szmacianek w wózeczkach, problem zaczyna się w szkole. Dzieci prześcigają się w ilości littlest pet shop czy gier na komputer, a rodziców rozpiera duma, nie z tego powodu, że dziecko recytuje inwokacje w wieku 8 lat, ale że dostało x-boxa na komunię... Paranoja. Ale my w niej musimy żyć. I się odnaleźć.

Melania ma na sobie:
opaska- terranova outlet
torebka- second hand (od babci)
żakiet- MM Dadak
tunika- second hand
spodnie w panterkę- pepco
buty- pepco









8 komentarzy:

  1. ta Twoja Melania to urodzona modelka! śliczniutka! :) co do wychowywania to, niestety, mamy bardzo dużo głupich, niedojrzałych rodziców! a potem się dziwimy, skąd mamy taka rozwydrzonych, źle wychowanych młodych ludzi!

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :).
      Fakt, rozwydrzone dzieci to nic innego jak efekt wychowywania ich tak a nie inaczej przez rodziców, ale w obecnych czasach rodzice potrafią zwalać winę na wszystko i wszystkich, a dzieci dalej "nie wychowywać", niż przysiąść i zastanowić się dlaczego tak się dzieje i co oni-rodzice mogą zrobić, a nie szkoła, dziadkowie, szkółka jeździecka, kółka plastyczne itd..

      Usuń
  2. Czasem tak jest, że wychowują wszyscy oprócz rodziców i potem widać efekty. Też zamierzam przekazać małej pewne wartoaści, bo wychodzę z założenie, że dobre wychowanie to podstawa. Przykład, który podałaś, jest bardzo smutny, bo przecież małe dziecko nie jest w stanie zrozumieć, że zabawka nie jest jego własnością. Matka dziewczynki powinna się wstydzić, nic by się nie stało, gdyby chłopczyk się trochę pobawił. A potem ludzie się dziwią, że wokół sami egoiści i nawet w szkole zdarzają się takie egzemplarze (niestety coraz częściej).

    Popieram zdanie z poprzedniego komentarza, że Twoja córeczka to urodzona modelka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa, w jakiej miejscowości mieszkacie? Bardzo u Was ładnie :) Pozdrowienia dla Mamy i Córki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkamy w Żywcu a zdjęcia z tego postu pochodzą z żywieckiego parku, na jego terenie znajduje się pałac Habsburgów :)

      Usuń
  4. No nieźle się zachowała tamta matka, nieźle. Jeśli bała się, że chłopiec zepsuje taką (zapewne) drogą zabawkę (bo i o to mogło chodzić), to niech nie pozwala córce wynosić jej z domu. Z jednej strony współczuję kobiecie, bo zapewne mała także w domu podnosi płacz i histerię z byle powodu, ale z drugiej - tak właśnie ją wychowała. I tu mamy całkowite przeciwieństwa: Ty, mająca poczucie, że Twoja córka będzie "społecznie upośledzona" i naiwna oraz tamta kobieta, która już od początku przygotowuje dziecko do walki, gdzie wszystkie chwyty są dowzolone. Jak trafić w złoty środek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Jako mama już teraz wiem, że złoty środek i wszelki umiar potrzebny jest na każdym polu działania w wychowywaniu dziecka. Inną sprawą jest jak trudno to odnaleźć...

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.