Marzenie o tarczy i grubym pancerzu

Ostatnio usłyszałam od kogoś, że jestem "przewrażliwiona". Nie było to złośliwe, więc post nie będzie bluzgiem i zemstą za to stwierdzenie ;) (tym bardziej, że sporo w tym prawdy). Sąsiad powiedział to, ze względu na moje "przeżywanie" złośliwości czy przykrych słów, które słyszę od ludzi prawie mi obcych. Był po prostu świadkiem pewnej sytuacji i mojego "przejmowania" się bezczelnością innej osoby.
Dlaczego tak jest, że ja,choć, siedzę cicho i nie prawię nikomu "komplementów" poniżej pasa, jestem swoistym workiem do bicia, łatwą ofiarą? Ludzie, którzy mnie otaczają (pomijam te nieliczne wyjątki, którzy na prawdę mnie bardzo lubią) czerpią chyba niesamowitą przyjemność z bycia złośliwym i bezczelnym w stosunku do mnie. I właśnie tutaj zaczyna się moje przewrażliwienie. Ja nie należę do osób, które nie mają do siebie dystansu. Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce (wychowywana byłam w normalnym domu, gdzie chwalono i ganiono, dlatego potrafię przyjąć bolesne, ale prawdziwe uwagi dla mojego dobra- to jasne) ale jeśli od prawie obcej osoby słyszę coś, na co nie mam wpływu, to na prawdę jest mi bardzo przykro i krew mnie zalewa, że kogoś stać na to, żeby coś takie powiedzieć. Dlaczego ludzie tak chętnie, z premedytacją, czynią mi złośliwości? Szczególnie na temat mojego wyglądu? No bo przecież czy ja mam wpływ na długość szyi, kształt nóg czy zębów? Nie jestem otyła, myję się, dobrze się ubieram, zdrowo odżywiam, ćwiczę- dbam o siebie w normalny sposób, więc do rzeczy zależnych ode mnie raczej ciężko się przyczepić. Jeśli coś w moim wyglądzie komuś się nie podoba a są to rzeczy z którymi się urodziłam i które można naprawić jedynie chirurgicznie, to mówienie o nich jest po prostu czystą złośliwością, chęcią sprawienia mi bólu. Krytyka, której jedynym celem jest uciecha krytykującego, pozbycie się przez niego jakichś negatywnych emocji kosztem mnie samej jest dla mnie pewnego rodzaju sadyzmem. Tyle.
Odkąd pamiętam, byłam łatwą ofiarą, już w gimnazjum koleżanki urządziły sobie ze mnie laleczkę do wbijania szpilek, zupełnie jakby nie zdawały sobie sprawy jakie to może mieć dla mnie konsekwencje. Bo konsekwencje były i pozostały do dziś. Mam strasznie problemy z samoakceptacją i wszelka bezpodstawna krytyka, właśnie na temat rzeczy ode mnie niezależnych, rozjątrza tylko, i tak sączące się już, rany.
NIE CHCĘ być dziewczynką do bicia, jestem już na to za stara, mam tego zwyczajnie dosyć. Powoli zaczynam uczyć się odpowiadać na takie bezczelne uwagi, jeszcze nie umiem pyskować, ale zaczynam być na tyle niegrzeczna, że przykre słowa przestają płynąć w moim kierunku. Uczę się bronić samej siebie, własnych niezabliźnionych ran. Nie jestem jeszcze w stanie założyć takiego pancerza, o którym wspominał mój sąsiad- pancerza obojętności. Pewnie jestem jeszcze zbyt mało pewna siebie, zbyt obolała, ale pracuję nad tym żeby założyć dokładnie taki, żeby wszelkie złośliwe uwagi odbijały się od niego jak sprężynki i wracały, tam skąd przyszły.

Wiem, że nie jedna mam taką przypadłość, że przyciągam ludzi, którzy swoje złe emocje chcą rozładować na mnie. Ostatnio pisała o podobnej tendencji jedna z moich ulubionych blogerek Sabina- polecam jej post, gdyż jest bardzo prawdziwy również dla mojej osoby.

Zdjęcia pochodzą z dzisiaj, z naszej ulubionej cukierni Ani (stąd buźka umorusana czekoladowym ciastkiem), o której już wspominałam. Melania ma na sobie:
szalik- second hand
tunika i legginsy- komplet z Pepco kupiony na wyprzedaży za 14,99 :D
torebka- od babci upolowana w second hand (przesyłamy całusy 102)
trzewiki- emel









8 komentarzy:

  1. Całkiem obojętnym na krytyte to chyba nie jest nikt (to tylko maska )każdego boli.
    Buty emelki -to moj najlepszy zakup mamy srebrne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo porządne, śliczne, na prawdę warte swojej ceny.

      Usuń
  2. Ja już dawno temu doszłam do wniosku, że osoby, które krytykują w brutalny sposób innych, po prostu leczą dzięki temu własne kompleksy. Wielokrotnie słyszałam takie zdanie "życzliwych" koleżanek: "ja jestem szczera, mówię to, co myślę, nawet jeśli prawda jest brutalna etc". Ok, przyjmuję taki punkt widzenia, ale są słowa i ...słowa. Dlaczego osobie, która ma nadwagę, trzeba od razu powiedzieć:"gruba świnia z ciebie", a nie np. "masz fajne rubensowskie kształty", przecież to o wiele lepiej brzmi. Ale po co, skoro można kogoś obrazić, zdyskredytować i to jeszcze z uśmiechem na ustach. Miałam wiele koleżanek, znajomych, sąsiadek, które ideałami nie były, ale nigdy nie powiedziałam im rzeczy obraźliwych, bo nie mogły mi przejść przez usta. I wiesz co? Czasem tego żałuję. Za każdą "grubą", "brzydką" czy "cycatą", mogłam odwdzięczyć się czymś podobnym. Człowiek, jak widać, gdy jest przyzwoity, źle na tym wychodzi. Najlepiej omijać takie żmije szerokim łukiem!

    Cieszę się, że lubisz mnie czytać- przynajmniej Ty jedna! Ja też z przyjemnością do Ciebie zaglądam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, kocham ten tekst: "jestem szczera, zawsze mówię prawdę itd", jest różnica w byciu szczerym i mieć niewyparzona gębę :P. Też staram się unikać takie osoby, ale czasem to niemożliwe :(.

      Usuń
  3. Śliczna dziewczynka a w dodatku jaka modeleczka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz kochana, ja tez tak mam, że nigdy nie umiałam odpowiedzieć, ale od jakiego czasu uczę się tego, i czuję się dużo mniej spięta w niektórych sytuacjach.Zawsze się we mnie gotowało gdy widziałam takie chamskie zachowanie innych, chociaż w niektórych sytuacjach lepiej zachować klasę i nie odpowiadać, bo z niektórymi ludźmi nigdy nie wiadomo:)Pozdrawiam was serdecznie

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.