9/03/2014

Poświęcenie nie tak szlachetne.

       Dziś post o poświęceniu. Nie chcę pisać o górnolotnym poświęceniu z jakim z reguły kojarzy nam się to słowo, ale o takim codziennym, zwykłym. 
      Słowo matka samo w sobie zawiera element poświecenia. Poświęcenie czasu, błogich nocy, a nawet ciała i zdrowia. Godząc się na bycie matką, godzimy się na mniejsze lub większe poświęcenie. Słowo kobieta, już samo w sobie, łączy się ze słowem poświęcenie. To z reguły kobieta poświęca siebie, swoją karierę, marzenia dla niekoniecznie wyższych celów ale np. dla partnera/męża/konkubenta, czasem szefa, brata, ojca.
            Kobieta ma naturalną zdolność, a nawet tendencję do poświęcania się, do odpuszczania swoich celów i pragnień na rzecz czyjejś wygody/satysfakcji/spokoju/radości itp.
         Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że statystyczna większość mężczyzn potrafi spakować manele i po prostu trzasnąć drzwiami, gdy coś mu nie pasuje, podczas gdy kobieta potrafi trwać w toksycznym, destrukcyjnym związku latami. Jak to jest, że mężczyzna bez zastanowienia wychodzi z kumplami, wydaje na wieczór ile mu się żywcem podoba, podczas gdy jego żona usypia w tym czasie dzieciaki i liczy oszczędności z przestrachem czy wystarczą na książki do szkoły? Jak to jest, że kobieta- ta "bezsilna, głupsza, bardziej emocjonalna, histeryczna, zapominalska itp"- martwi się wszystkim i o niczym nie zapomina (prócz o własnych pragnieniach)?
           Czy jest to brzemię gorsetu, który ściskał nas przez setki lat patriarchatu? Gorsetu, który nie chce popuścić, wypuścić nas na wolność, strzepnąć z nas gruz wyrzutów sumienia i ciągłego poświęcania się. Poświęcania, za które przecież nikt nie da nam orderu, nie wzniesie pomnika, nie ogłosi nas świętymi. Nikt nam nawet za to nie podziękuje. Kobieta jak obłoczek snuje się pomiędzy codziennymi obowiązkami, które robi tak naturalnie i bezszelestnie, że aż niezauważalnie. Samo się sprząta, samo się prasuje, samo się karmi, ubiera, gotuje, sprawdza lekcje. Nie mówię, żeby za to kobietom dziękować. To byłoby głupie, gdyby mój mąż codziennie dziękował, że ugotowałam obiad- wiadomo. Mam na myśli to, że Ty musisz sobie uświadomić, że nikt nie będzie Ci wdzięczny za wiele rzeczy, które robisz niezauważenie, że nikt nie będzie wielu rzeczy rozpatrywał jako Twoje poświęcenie, choć obie wiemy, że się poświęciłaś.
          Któregoś dnia dzieci wyfruną z gniazda- to więcej niż pewne. Będą wdzięczne za to co dla nich zrobiłaś, ale pomyśl ile rzeczy nikt nawet nie dostrzegł, nikt Cię nawet nie zapytał czy właśnie tego chciałaś/ oczekiwałaś/ pragnęłaś.
         Nie mówię, żeby przestać zmywać gary i odkurzać, a dzieci zwalić mężowi na głowę. Trzeba tylko zacząć traktować się równo i sprawiedliwie. Patriarchat już dawno powinien umrzeć śmiercią naturalną, tak jak wymarło wiele niedorzeczności naszej historii.
Nigdy jednak nie wolno zapominać o bardzo mądrych słowach Pana Alberta: tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.









Melania ma na sobie:
komin- zakupiony na targach rękodzieła w Żywcu (10 zł)
sweterek- Zy, nieistniejący już sklep z amerykańską odzieżą (30 zł)
tunika z baskinką- Pepco (15 zł)
legginsy- second hand (upolowane przez babcię)
trampki- odziedziczone ;)

5 komentarzy:

Kasia Be pisze...

Co racja, to racja. Ja jestem dumna, że jako młoda mężatka ogarniam wszystko niezauważalnie (mój mąż twierdzi, że codziennie wchodzi do hotelu, bo tak czysto i zawsze jest dobre jedzenie ;p). Ale kiedy naprawdę odstawię dom, to trochę mi szkoda, że on tego nie widzi.
Tak czy inaczej przyzwyczaić się do poświęcenia niezauważalnego trzeba. Mam nadzieję jednak, że to nie będzie do końca takie... absolutne poświecenie. Takie życie jedynie życiem i poświęcaniem dla innych trochę mnie przeraża...

Melanies fashion pisze...

Oj tak, trzeba umieć odnaleźć złoty środek, tak by nigdy nie oczekiwać wdzięczności i by być szczęśliwym, gdy spojrzy się wstecz. Takie poświęcenie w granicach rozsądku.

Sabina Pinna pisze...

Mój mąż na szczęście wieczorami nie wychodzi na miasto, zdarza mu się też pozmywać naczynia, bo taką ma chęć. Mówię mu wtedy: "a proszę bardzo, skoro chcesz" , przecież od tego się nie zarobi:). U nas w domu patriarchatu nie ma, mimo że większość obowiązków spływa na mnie, ale tylko dlatego, że nie pracuję. W końcu co by była ze mnie za żona, gdybym po całym dniu pracy kazała mężowi obiad sobie robić:)?

Magdalena Magda pisze...

dobry wpis!!! popieram to :D

Melanies fashion pisze...

Zgadzam się, pod tym względem mam identyczną sytuację- męża chętnego do pomocy i domatora, ale wiem też że wciąż istnieją kobiety, które mają w domu zasiedziałe zasady patriarchatu i nierzadko po prostu brak szacunku ze strony męża. Znam takie domy.

Prześlij komentarz

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger