Gdy dziecko ma już wszystko...

      Wczoraj zaliczyłyśmy domowy kinderball. Urodziny Melcia w tym roku obchodziła podwójnie, bo z dziadkami rodzinnie i z koleżankami. W zeszłym roku też zaprosiłam jej ulubione towarzystwo w postaci koleżanki W. i kolegi R., bo wiem że to sprawia jej frajdę. W tym roku parę dzieci nie dopisało, ale pojawiła się niezawodna W. i starsza o rok koleżanka Melci D. 
     Ktoś pomyślałby : ot, zwykłe, skromne urodziny w domu. Tak sama też odbierałam to, co zorganizowałam dla Meli, ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że przecież urządzam imprezę dla 3-latki! Gdyby moja mama 23 lata temu ozdobiła pokój balonami i chorągiewkami, wystawiła na przybrany stół pyszności i zaprosiła dzieciaki, po czym bawiła się z nami w najróżniejsze zabawy to chybabym tydzień nie spała upojona tym faktem jak narkotykami. Rzeczywistość zmienia się w zawrotnym tempie i sprawia, że nie dostrzegamy pewnych absurdalnych zmian. Organizuję urodziny dla 3-latki, przygotowuję dekoracje, zabawy, maluję im buzie i stwierdzam sama do siebie: skromne urodziny. Skromne, bo wiele osób wynajmuje teraz sale zabaw na urodziny. Ale przecież jeśli teraz zacznę od tak hucznych urodzin to, co ja jej wymyślę na 16? Zrobię jej "sweet seixteen" na 100 osób? Choćbym miała na to pieniądze nie wiem czy bym to zrobiła, bo nie jestem zwolennikiem rozpieszczania dzieci i zapewniania im wszystkiego pod kątem finansowym (zaznaczam, że chodzi mi tylko o kwestie finansowe!). Od najmłodszych lat byłam uczona szacunku do pracy i pośrednio również do pieniędzy. Moim rodzicom nic nigdy nie przychodziło łatwo i lekko, a fakt że utrzymują się z własnego mikro przedsiębiorstwa nauczyło mnie, ze raz pieniądze są, ale często ich nie ma. Z domu wyniosłam umiejętność oszczędzania i zwyczajnie: odmawiania sobie. Nie jest to dla mnie trudne, bo wiem że jeśli chcę coś "większego" to muszę odmówić sobie "mniejszej" rzeczy i zdaję sobie sprawę, że nie można mieć wszystkiego, a nawet jeśli to, to ów "wszystko" nie jest gwarancją szczęścia, a już na pewno rozumu.
     Ja wychowana byłam kulcie, nazwijmy go, "niedzielnych gaci". Mama zawsze uczyła mnie, że nowe rzeczy zakłada się pierwszy raz w niedzielę, że rzeczy dzielą się na te eleganckie od święta i te do szkoły, czy na dresy po domu. Teraz i ona i ja zrozumiałyśmy, że to trochę błędne podejście, że życie jest za krótkie na trzymanie w szufladzie jedwabnych majtek na świętego Dygdy co go nie ma nigdy. Ale nadal jestem zwolenniczką szacunku do rzeczy, które przychodzą uczciwą pracą rąk ludzkich. Serce mnie boli jak widzę, gdy mój mąż nowe, wyjściowe rzeczy z jeszcze nie oderwaną metką zakłada na rower, który uprzednio w tych ciuchach wytarguje z piwnicy... Takie podejście jest dla mnie oczywistym dramatem, ale w każdym podejściu skrajność nie jest rozwiązaniem. Moją córkę uczę więc, że są pewnie zasady, że rzeczy trzeba szanować. Nie popadam w taką skrajność jak moja mama, ani mój mąż, staram się znaleźć złoty środek. 
      Jako dziecko dostałam kiedyś ogromny zestaw flamastrów. W tym momencie przypominam go sobie jako pudełko tak wielkie jak największe opakowanie merci, było ono czarne z zestawem czarnych, pachnących pisaków. Tak mi się to przypomina, ale miałam wtedy może z 3,4 latka, więc wyobraźnia dziecięca pewnie płata mi teraz figle. Mama w zasadzie nie pozwalała mi ich ruszać, bo były porządne i jak na tamte czasy, po prostu. luksusowe. Nie wiem jakim cudem do nas trafiły i co się z nimi stało. Nie pamiętam rysowania nimi, pamiętam wyciąganie ich i wkładanie do przegródek i oglądania, oglądanie, oglądanie. W tym momencie wiem, że było to bezsensowne. Pisaki pewnie wyschły i nie było z nich pożytku, a ja jako maluch kochałam rysować. Moja mama wspomina zeszyty zabazgrane moją twórczością i pewnie dlatego te pisaki to jedno nielicznych wspomnień z wczesnego dzieciństwa, które mam. Ja mojej córce nie bronię już używać rzeczy, nawet tych porządnych, które jej kupujemy. Początkowo miałam takie zapędy, chowałam ładne kolorowanki "na wyjątkowy" czas, chowałam lepsze kredki, ale szybko zdałam sobie sprawę, że to chore. Przecież kupiłam to dla niej, żeby rysowała, żeby się bawiła, żeby to jej sprawiało przyjemność. Co mi przyjdzie z niezapisanych kolorowanek dla trzy latka za 5 lat? Co mi przyjdzie z wyschniętych pisaków, zakurzonych, odłożonych na półkę misiów?
      Szacunek do rzeczy jest dla mnie bardzo ważny. Nie uznaję ciorania się po zabłoconej ziemi w balowej sukieneczce za 80 zł, ale nie uznaję też tej sukienki ozdabiającej szafę i wieszak. Staram się znaleźć we wszystkim ten złoty umiar i uczę też tego mojego męża ;). 
      Nie chcę rozpieszczać córki, przyzwyczajając ją do tego że ma wszystko, organizować jej rozrywki, które w moich czasach zarezerwowane były dla dzieci np. 10 lat starszych. Chcę żeby była radosna, beztroska, ale w granicach wyznaczonych przez dzieciństwo. Tym bardziej, że wiem z własnych obserwacji, że dzieci wychowane w całkowitym dobrobycie, bez świadomości tego, że może być gorzej, że nie wszystko co jest dostępne może zawsze trafić w ich ręce, gdy zderzą się z prawdziwą rzeczywistością dostają mocno "po tyłku", albo raczej po głowie. I nie zawsze jest to otrzeźwiający zimny prysznic, czasem prowadzi to tylko do buntu i stwarza rodzicom niewyobrażalne problemy z dzieckiem. 

Melania ma na sobie:
czapeczka- H&M (wyprzedaż, 10 zł)
apaszka- sh
kurtka- Pepco
spódniczka- MMDadak
rajstopki- Calzedonia outlet
torebka- Reserved
trzewiki- Emel









9 komentarzy:

  1. Bardzo madre podejscie. W dzisiejszych czasach wielu rodzicow zapomina o nauce szacunku. Zgadzam sie z Toba calkowicie. Melania jest przedlodka :) wybacz brak polskich znakow, nie mam ich w telefonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że jest więcej osób, które podzielają moje poglądy :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wow, chyba się zaczerwienię :) Dzięki wielkie!

      Usuń
  3. Moi rodzice też zawsze uczyli mnie, że rzeczy należy szanować, dlatego dziś nawet moje stare ubrania wyglądają jak nowe i oddaje je kuzynkom, które niestety wszystko niszczą w bardzo szybkim tempie... Widać między nami gigantyczną różnicę, ale wszystko zależy odpowiedniego wychowania w dzieciństwie.
    Zdjęcia jak zwykle śliczne, aż zazdroszczę pamiątki ;) I szczerze mówiąc, to sama bym się tak z chęcią ubrała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z dzieciństwa wynosi się nie tylko nawyki, ale pewne wartości i światopogląd. To ważne żeby dziecka od małego uczyć zasad, nieważne jak małe jest.
      Cieszę się, że stylizacja przypadła Ci do gustu :)

      Usuń
  4. Tak, tak, kiedyś była mania 'ciuchów niedzielnych', teraz 'ciuchy niedzielne' nosi się na co dzień ;) ps. córka pięknie wygląda w tej kreacji :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny tekst, ale czytając wiele rzeczy było dla mnie dziwnych. Mam już po 30. Jako dziecko nigdy nie słyszałam, żeby zostawiać coś na lepsze czasy lub niedzielę. Nowe rzeczy zakładałam kiedy miałam ochotę. Mama zawsze mówiła, noś lub używaj, po co ma leżeć albo, że jak się zniszczy to nie będzie i już. Wyprawiała mi zawsze urodziny z balonami i smakołykami, zapraszając wszystkie dzieci z osiedla i szkoły. Dlatego trochę nowe dla mnie było podejście do "niedzielnych rzeczy" czytając to i zastanawia mnie dlaczego tak jest? Czy tak robią ludzie, którzy mieli mało i tak są nauczeni czy to po prostu kwestia charakteru? myślę, że to pierwsze ale nie wiem, Gratuluję ładnego artykułu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dlatego, że kiedyś rzeczy się szanowało. Teraz każdy może mieć dużo bo jest dla biedniejszych jest dostęp do chińskiej tandety, są sieciowki itp. Teraz liczy się ilość a nie jakość, ludzie wolny czas spędzają w galeriach, zmieniła się kultura zakupów i nie ma już przywiązania do rzeczy. To widać już nawet w relacjach i związkach: to co popsute się wyrzuca, bo szkoda czasu i energii na naprawę. Ja jestem dumna że zostałam tak rozsądnie wychowana i aktualnie widzę, że takie wychowanie bardzo procentuje u mojej czterolatki. Pomyśl nad tym zanim zapuka do Twoich drzwi roszczeniowy nastolatek, w którym nie rozpoznasz własnego dziecka.

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.