12/15/2014

Czemu nie chcę sprzątać lub otworzyć własnej firmy?

Wczoraj opublikowałam post na temat poszukiwań pracy poprzez Urząd Pracy.
       Moim celem nie było użalanie się, że nie mogę znaleźć pracy, chciałam tylko unaocznić jak takie Urzędy działają, co na szczęście słusznie zauważyło paru komentujących.
Dziękuję za wszelkie rady itp, jednakże pisząc ten post nie miałam na celu uskarżanie się na mój los bezrobotnej, czy poszukiwanie pomocy, jedynym moim celem było zaprezentowanie jak absurdalna jest pomoc ze strony UP i że ten urząd wcale nie jest dla ludzi. 
Jak słusznie zauważyła Sabina z Kluseczki po włosku" UP powinien dawno temu zmienić nazwę na Urząd dla Bezrobotnych bądź dla ludzi poszukujących pracy, bo ze znalezieniem pracy to on nie ma nic wspólnego. Z kultura i empatia również". Dziękuję za Twój komentarz, bo dopowiedziałaś w nim wszystko to, co miałam w głowie/sercu a czego nie napisałam. 

        Pod moim postem pojawiły się wypowiedzi sugerujące, żebym poszukała pracy na własną rękę.
Oczywiście, że szukam pracy na własną rękę. w UP zarejestrowałam się po niecałym roku od ukończenia studiów, więc poszukiwałam tej pracy początkowo w ogóle bez "wsparcia" tegoż urzędu. Wciąż namiętnie przeglądam portale z ogłoszeniami o pracę i wciąż wysyłam cv, na dzień dzisiejszy rozesłałam ich ponad 500. Ponadto sama również chodziłam np. po szkołach i roznosiłam cv osobiście. 


      Nie szukam pracy tylko w zawodzie. Wysyłałam cv do drogerii - seciówek, które wszyscy znacie, do sklepów z ubraniami, do marketów- też Wam znanych.

Nie mam wymagań z kosmosu. Chociaż wiem jaka jest najniższa krajowa za granicą i że nasze warunki płacowe (tym bardziej w stosunku do cen jakie w Polsce mamy) są żenujące, ale na prawdę wystarczy mi na start najniższa krajowa na umowę o pracę. Godzę się więc zarabiać 5 razy mniej niż na zmywaku w Dublinie. I proszę nie pisać mi : "to wyjedź", bo ja napisałam: wystarczy mi najniższa krajowa na umowę o pracę. Warunek jest jeden: praca zgodna z moim wykształceniem. Jeśli mam pracować w Polsce jako sprzątaczka apteki, to wolę sprzątać w Niemczech, ale przecież nie wyjadę bez męża i dziecka się lub sama z dzieckiem, nie wyobrażam sobie takiej rozłąki. Mój mąż póki co w domu rządzi i na wspólny wyjazd się nie godzi...

         Dlaczego nie chcę sprzątać apteki itp.? Skończyłam jedno z najlepszych- za moich czasów- liceum w Krakowie. Studiowałam 5 lat, dziennie, na UJ. Uczyłam się bardzo dobrze, miałam stypendium naukowe. Podczas studiowania udzielałam korepetycji z angielskiego, żeby sobie dorobić, bo mam szacunek do pieniędzy i wiem jak ciężko moi rodzice na nie zarabiają- mają własną firmę. W tym czasie wciąż dokształcałam się językowo, zdałam na studiach m. in. CAE. Ponadto aktywnie udzielałam się wolontariacko, byłam bardzo aktywna i myślę, że wiele osób może to potwierdzić. Po studiach zdecydowałam się na podyplomową pedagogikę, żeby zdobyć uprawnienia nauczycielskie i móc uczyć w szkołach dla dorosłych czy technikum hotelarskim. Tak w ogóle, ostatni rok studiów i pracę magisterką pisałam z dzieckiem na kolanach. Udało mi się zdobyć ITS i musiałam sobie radzić sama, bez pomocy mamy, taty czy teściów. Bo mieszkamy 150 km od rodziny. Nikt nie bawił mi córy po nocy, ani nie zajmował się nią, gdy musiałam sklecić ponad 100 stron magisterki czy uczyć się na sesję. Nikt nie gotował nam wtedy obiadów, ani nie prasował stosów ciuszków mojej nowonarodzonej. Wszystko ogarniałam sama, musiałam pogodzić rolę matki, żony, pani domu, studentki. Jestem więc przygotowana na pracę, nie szukam jej "na niby", nie po to tyle lat się kształciłam i nie po to wciąż podnoszę kwalifikacje. Niczego się nie boję, bo trochę w życiu przeszłam. Nie sypiałam na ziarnku grochu, wiem jak wygląda praca, nie szukam nie wiadomo czego. Pracowałam w sklepie z ubraniami po 10, 11 godzin za najniższą krajową, będąc na stażu codziennie dojeżdżałam do pracy rowerem, niezależnie od pogody. zarabiając sporo mniej niż najniższa krajowa. Jestem gotowa na różne warunki, ale nie na poniżenie. A tak na marginesie, ciekawe czy gdybym powiedziała Wam, że studiowałam medycynę i nie mogę znaleźć pracy, czy ktoś z Was zasugerowałby mi, że sprzątanie to nie taka zła opcja. Dam sobie rękę uciąć, że nie, a przecież z lekarzami mieliśmy do czynienia wszyscy i ja śmiało mogę powiedzieć, że połowa dawno powinna zmienić pracę, bo zapomnieli choćby o jednej z najważniejszych zasad jak Primum non nocere. Ja z lekarzami miałam do czynienia dość dużo i byłam leczona przez takich wielce "obeznanych", że mogłabym w tym momencie robić specjalizację z laryngologii i pomogłabym większej liczbie ludzi niż oni.... A przynajmniej bym nie zaszkodziła.

     Dlaczego nie chcę iść na staż? Bo byłam już na stażu z UP. Pracowałam pół roku, po pół roku pracodawca miał obowiązek mnie zatrudnić, ale nie zrobił tego, bo "karą" za takie "przewinienie" jest niemożność starania się o kolejnego stażystę przez kolejne pół roku. Nie będę się znowu wygłupiać, nie jestem miesiąc po studiach. Mam około roczne doświadczenie zawodowe, jestem matką, mam rodzinę, chciałabym normalnie pracować. Czy to tak wiele?

       Dlaczego nie chcę otworzyć własnej firmy? Gdyby to było takie proste... Myślę, że komentarze na temat własnej firmy pisze ktoś, kto albo nie ma pojęcia jak to wygląda albo ktoś, kto miał szczęście/rewelacyjny pomysł i mu się udało albo ktoś, komu ktoś pomógł (znajomości, rodzice). Ciężko jest otworzyć firmę nie mając lokalu. My nawet mieszkanie-kawalarkę wynajmujemy, zresztą, nie mamy na własność nic wartościowszego! Nie stać nas na wynajem lokalu, nie mam też pomysłu na firmę bez lokalu. Jak pisałam: na korepetycje chętnych nie było. Poza tym otwarcie firmy wiąże się z mnóstwem kosztów. Jeśli nawet nie marzyłabym o tym żeby na niej zarabiać, to chyba zrozumiałe jest, że dodatkowe koszty w naszej sytuacji nie są najlepszym rozwiązaniem. Musiałabym więc mieć gwarancję, żeby zarobić chociaż na składki/opłaty itp. Gdybym miała dobry pomysł- może bym zaryzykowała, na razie bardzo nad tym myślę. Jako córka mikro przedsiębiorców wiem jak ciężki to kawałek chleba. I jak zauważyła Sabina- to nie jest rozwiązanie dla każdego, nie każdy ma predyspozycje, choćby do tak "banalnej" rzeczy jak bycie własnym szefem. Ale uwierzcie, jeśli wpadnę na rewelacyjny pomysł na pewno się odważę.

      "Studia są nic nie warte." Na prawdę? Wszelkie oferty pracy jakie przeglądam/łam wymagają studiów. Na prawdę, nawet na sprzedawcę do sieciówek odzieżowych wymagany jest nierzadko licencjat czy po prostu studia. Wyłącznie doświadczenie zawodowe może liczy się, ale na jakichś stanowiskach technicznych. Zresztą nie wiem. Wystarczy wejść na pracuj.pl i przejrzeć kilka ofert. Tam, gdzie nie wymagają studiów to ewentualnie akwizycja czy właśnie jacyś operatorzy wózków, sprzątaczki. Nawet na nianie na czarno ludzie szukają dziewczyn po pedagogice. Ktoś, kto twierdzi, że studia nie mają znaczenia przy poszukiwaniu pracy, nie zna rynku pracy i tyle. Wymagania w tym momencie to z reguły wykształcenie wyższe i dwa, trzy lata doświadczenia. Tak czy siak jeśli doświadczenia nie masz, zdyskwalifikuje Cię brak mgr.

       Nie wszystko jest takie proste jak się wydaje. Gdyby tak było nie byłoby bezrobotnych, głodnych, nie byłoby wojen.

      Wydaje mi się, że jestem dorosła. Bo ktoś mi zarzucił, że nie dorosłam... być może, ciężko powiedzieć. Ale jeśli ja nie dojrzałam, to co można powiedzieć o ludziach, którzy do 30 mieszkają z rodzicami i planują życie jak "zrobią karierę", której w zasadzie i tak nie robią... Co można powiedzieć o tych, którym dzieci wychowują dziadkowie, a oni mogą sobie "bez przeszkód" pracować, nie muszą zajmować się tak "przyziemnymi" sprawami jak gotowanie i sprzątanie lub o tych którym pracę załatwiono albo lepiej- otwarto im firmę...

      Ja sama z mężem radzę sobie z codziennymi problemami, sami odkładamy na nasze trochę nierealne, wymarzone mieszkanie, sami płacimy za jedzenie, które potem ja "obrabiam" na obiad, sami opłacamy rachunki i wszelkie bieżące sprawy, sami wychowujemy nasze dziecko. Owszem- dziadkowie dają, co mogą, ale jedni są na emeryturze, a drudzy mają niedochodową mikro firmę. Pewnie dlatego cieszą mnie wiejskie jajka czy zapas ekologicznej mąki. Doceniam wszystko co, dostaję. I uważam, że niemożność znalezienia pracy i szukanie tej zgodnej z moimi ambicjami nie czyni mnie niedojrzałą. Niedojrzała bym była gdybym podziękowała mężowi, zabrała córkę, wróciła do domu i dojeżdżała stamtąd do pracy do Krakowa. W końcu to ja nie mogę znaleźć w Żywcu pracy.

     I nie piszę tego postu, żeby się nad sobą użalać. Mamy co jeść, w co się ubrać, jeździmy nawet raz do roku na wakacje, nie mamy luksusów, nie stać nas na własne mieszkanie, ale żyjemy w miarę godziwie! Ja nie szukam pracy, bo nie mamy co do gara włożyć, tylko dlatego, że po to się kształciłam. Nie studiowałam dla mgr przed nazwiskiem, nie robiłam uprawnień nauczycielskich żeby być guwernantką córki, ja się uczyłam, po to żeby móc pracować (teraz widzę, że popełniłam wiele błędów i że powinnam iść na studia zaoczne i równocześnie pracować, ale czasu nie cofniesz...). Myślę, zresztą że dla mojego męża to byłby ogromny cios, gdybym została wózkarzem czy sprzątaczką, bo to była jego decyzja żeby się tutaj sprowadzić i w zasadzie to ja ponoszę konsekwencje tej decyzji. Pisałam już, że mam wspaniałego mężczyznę u boku. Ten mężczyzna zdaje sobie sprawę, że on nas tu ściągnął, że on ma pracę w zawodzie i wie też, że ma ogarniętą żonę; nieraz ukrócał moje rozważania nad pracami poniżej moich możliwości, więc myślę że gdybym oświadczyła że będę jeździć do Milówki sprzątać aptekę i metkować leki to by się po prostu załamał ;).

      Zdaję sobie sprawę, że ktoś kto nigdy nie był w takiej sytuacji jak ja, w życiu mnie nie zrozumie. Pewnie z połowa czytających stwierdzi, że w sumie to nie mam na co narzekać. Mąż mnie utrzymuje, nie głodujemy. Nie zaprzeczę- tragedii u nas nie ma. Ale jeśli jesteś kobietą, która ma rodzinę i pracujesz i to jest w miarę godziwa praca, spełniasz się zawodowo i nigdy nie byłaś zależna od męża, to nawet nie waż się mnie oceniać-osądzać, póki nie wczujesz się na 100% w moją sytuację. A to jest niemożliwe. Dziękuję :)





58 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Całkowita racja. Nasze pokolenie jest pokoleniem oszukanym, mamionym wizją studiów, jako przepustki do lepszego świata. Dyplom ukończenia UJ i to na nie byle jakim kierunku nic nie daje. Więcej szans na pracę ma ktoś po technikum, kto ma mnóstwo praktyki. Ja na targach pracy dowiedziałam się od headhunterki, że mam za wysokie kwalifikacje do korporacji.... Myślę podobnie jak Ty - jeżeli mam zmywać/sprzątać/wycierać komuś tyłek (i nie mówię tego z pogardą dla danej czynności tylko chcę podkreślić jak bardzo te czynności odbiegają od mojego wykształcenia, zdobytych nagród, planów, marzeń itp), to wolę to robić za granicą, przynajmniej za uczciwe pieniądze. U nas też utrzymuje nas mąż, ja pracuję dorywczo jako freelancer. Serce się kraja jak widzę, o której wraca do domu, żebyśmy mogli godziwie żyć. Chciałabym pracować normalnie, na etacie, żeby choćby go wspomóc. Praca to jedno, a drugie to kłody rzucane pod nogi przez nasze państwo - najpierw załap się na przedszkole (o żłobku nie wspomnę!), a potem odbieraj dziecko o 16.30 (a przecież cały sektor usługowy działa 8-16)!. Jestem zła, rozczarowana, sfrustrowana. Wolałabym się urodzić głupsza, w rodzinie, w której nikt nie zachęcałby mnie do samodoskonalenia i nauki. Wtedy pracowałabym fizycznie i nie miała takich rozkminek jak teraz.

Melanies fashion pisze...

Święte słowa. Ja już nawet nie dodawałam właśnie o tych kłodach od samego Państwa, bo to jest tak złożony temat, że można tylko załamać ręce. Przykre to jest, że chcemy pracować!, mamy kwalifikacje!, mamy rodziny, rodzimy dzieci, nie uciekamy od obowiązków, a nikt nas nie wspiera (mam tutaj na myśli państwo)...

Szczypta o Mnie pisze...

Przykro mi i mam głeboką nadzieję, że uda Ci się w końcu znaleźć swoja wymarzona prace tego Ci życzę z całego serca.

Melanies fashion pisze...

Dziękuję :) Ja też cały czas w to wierzę, po prostu trochę się podłamałam tą ofertą z UP, ale na co dzień na prawdę żyję głęboką nadzieją :)

Patra pisze...

Tak, oszukane pokolenie. Z tym się zgadzam całkowicie. Ostatnio państwo próbowało to naprawić i puszczali w TV spot, gdzie matka marzy, iż jej syn zostanie lekarzem, a on opowiadał, że będzie mechanikiem. W końcu ktoś się zorientował, że zawodówka, która daje fach, wcale nie jest gorszą opcją od ogólniaka i uniwerku, bo ważne, żeby pracować w obranym przez siebie, a nie łaskawy przypadek, zawodzie.

PaulaGotuje pisze...

W zupełności Cię rozumiem. Sama jestem w podobnej sytuacji jeśli chodzi o pracę. Zostałam zwolniona po 7 latach pracy w zawodzie, bo szef stwierdził, że znajdzie sobie kogoś na zlecenie za 400zł. Kiedy poszłam na pierwszą wizytę w Urzędzie Pracy, Pani urzędniczka po przeczytaniu moich dokumentów poradziła mi, abym wyprowadziła się z miasta, bo z moim wykształceniem trudno mi będzie coś znaleźć w moim mieście. Nie wzruszyło mie to bardzo, bo idąc tam wiedziałam, że na jakiekolwiek wsparcie ze strony UP liczyć nie mogę. Natomiast jakie perspektywy pracy mam w moim mieście? Stanowisko na produkcji, może sklep monopolowy, albo spożywczy, jeśli ktoś kto po przeczytaniu mojego CV będzie w ogóle chciał mnie na takim stanowisku zatrudnić. Ktoś kto nie był w takiej sytuacji jak ja czy Ty czy inne osoby, które miały w miarę ambitna pracę zgodną z wykształceniem, nigdy nie zrozumie jakie to uczucie, kiedy ma się odrobinę ambicji (bo ani ja ani przypuszczam Ty nie oczekujemy stanowiska prezesa), chęci do pracy w zawodzie, wiedzę i umiejętności, a ktoś proponuje pracę sprzątaczki czy kasjerki. I nie chodzi tutaj bynajmniej o to, że bycie kasjerką czy sprzątaczką jest uwłaczające, bo praca tych osób jest równie ważna. Chodzi o oczekiwania wobec siebie samego i poczucie, że ten czas i wysiłek, który przenaczyło się na naukę i pracę nad sobą nie został zmarnowany. Żeby z chęcią rano wychodzić do pracy, a nie za karę, z poczuciem kompletnego braku satysfakcji i niechęci.
I chciałam jeszcze napisać odnośnie podejmowania pracy za jakieś śmieszne pieniądze typu 700zł. Wiele osób mówi, że lepiej zarobić 500 czy 700zł niż nic. Jeśli mieszka się z rodzicami i jedynie dokłada do domowego budżetu, to może tak. Ale jeśli człowiek ma do opłacenia rachunki za mieszkanie, dojazd do pracy, o jedzeniu i reszcie nie wspominam, to po prostu nie stać kogoś takiego na to, aby zarabiać 700zł - na pełnym etacie na umowie zleceniu (tak-są takie oferty).

Melanies fashion pisze...

Oj tak, są takie oferty! Ja dostałam takich z kilkanaście i tak jak w Twoim przypadku- nam się to po prostu nie opłaca, tym bardziej jak przyjdzie opłacić nianię, poza tym kobieta mająca dzieci i pracująca na umowę zlecenie nie ma żadnych praw!...Zgadzam się z Twoją wypowiedzią od pierwszego do ostatniego słowa.
Tu nie chodzi, że ja mam być prezesem, ale tak jak napisałaś, nie po to pracowałam nad sobą, kształciłam się, żeby teraz chodzić do pracy "za karę". Nie chodzi, o to że jedna praca jest gorsza a inna lepsza, tylko o to na co się pracowało w młodości... To chyba dobrze, że mam ambicje dostać pracę, taką do jakiej przez kilka lat się sumiennie przygotowywałam!

Gia Modern pisze...

Rozumię Cię bardzo dobrze. Od roku szukam pracy ( mam nadzieję, że to już koniec ;) ).
Młode mamy według wielu pracodawców to osoby niepełnowartościowe ( tak to odbieram ).
O mojej "epopei" możesz poczytać tu: giamodern.blogspot.com Zapraszam...

Katarzyna O pisze...

Nie słuchaj głupich komentarzy, nieświadomych lub zakompleksionych osób. One nic dobrego do Twojego życia nie zmienią, poza niewielka dawką stresu i dwa razy większą śmiechu z ich głupoty.
Niestety realia są jakie są. Każdy z nas to widzi w około. Wyjazd za granicę nie załatwia sprawy i nie gwarantuje wysokich zarobków. Studia nie gwarantują pracy, choć jak napisałaś, praktycznie do każdej pracy trzeba mieć jakiekolwiek wykształcenie wyższe.
Jesteś dobrym człowiekiem. Kiedyś los i do Ciebie się uśmiechnie. Wieże w karmę, która wraca prędzej czy później do człowieka i wynagradza mu dobre uczynki a za złe karze.
Trzymaj się Kochana i wierz w siebie! ;)

Magdalena pisze...

Ach, ja napisałam o otwarciu firmy. Znaczy się, że mi przygrzałaś pisząc, że się kompletnie na tym nie znam?
Nie przyszłam się ani tutaj kłócić, ani tym bardziej nikomu niczego udowadniać. Otwarliśmy firmę tylko i wyłącznie z dotacji UP, tak mając lokal, a dokładnie na działalność przeznaczone 20m kw, chociaż do pracy potrzebujemy tylko laptopa i warsztatu, który mamy 150 km dalej. I tak, mając pomysł i tak, próbujemy sobie radzić, często gęsto nie tylko bywając u klientów, pracując po nocy, zastanawiając się jak w pierwszej kolejności zapłacić ZUS a potem całą resztę. To, że jest pomysł, nisza, nie oznacza, że zasady rynku, współpraca, obrót pieniężny jest prosty, łatwy i płynny. Każda, moja Twoja sytuacja jest inna. I również nikt nam nie pomagał i nie pomaga.
A ja niejednokrotnie pracowałam wcześniej za śmieszne pieniądze, nie w zawodzie, na dziwnych stanowiskach, swoją dumę i wykształcenie chowając do kieszeni, bo musiałam, musieliśmy za coś żyć (nie mieszkając u rodziców i dokładając się do budżetu jak napisał ktoś w komentarzu wyżej, tylko będąc na swoim).
Powiem krótko; bo bywam tutaj również krótko, zdążyłam Cię polubić, nie ma o co bić piany, napisałaś publicznie o swoim problemie, ja napisałam, co o tym sądzę i jak to wygląda z mojej perspektywy. Zgodzisz się ze mną, że na tym polega dialog i różnica w poglądach? I obie mamy do tego prawo :) i tyle w tym temacie ode mnie.

Melanies fashion pisze...

Ale ja na prawdę nie tobie chcialam "przygrzac", nie wiem czy widziałaś, ale ktoś anonimowo, dość nieładnie, wypowiedział się żebym otwarla firmę i to raczej pod tym kątem pisałam. Nie chcę się tłumaczyć przed Tobą, jeśli ktoś się grzecznie wypowiada to staram się i ja grzecznie odpowiadać, myślałam że właśnie tak odpowiadalam na Twoje komentarze. Przepraszam, że poczułas się urazona, nie do Ciebie piłam. Moi rodzice mają wmająasną firmę, więc byłabym niepowazna chcąc Ci dokuczyc, tym bardziej że czytałam twoje komentarze i widzę, że wam z nieba nie spadło. Pozdrawiam.

Magdalena pisze...

Nie, no sorry, może to ja za bardzo gdzieś wiesz się doszukałam :)
Przepraszam, że się nie dogadałyśmy ;)

Maja eM pisze...

A mi się aż płakać chcę że taka inteligentna, dobrze wykształcona osoba jak Ty nie może znależć pracy na poziomie, i tule mam do powiedzenia. Jest to smutne, załamujące i cholernie nie sprawiedliwe.
xoxo
http://pandamone.blogspot.com/2014/12/back-to-black.html

ladymami pisze...

Nie wypowiem się tutaj na ten temat. Napiszę Ci na priv, bo chcę żebyś tylko Ty to przeczytała :*

Melanies fashion pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Melanies fashion pisze...

Daj spokój, wiadomo, że ze słowem pisanym różnie bywa, ale na prawdę nie chodziło mi o Ciebie, z tego co wywnioskowalam nie macie lekko i dość podobną sytuację do moich rodziców, więc uwierz cenię sobie Twoje uwagi. :)

Martyna G. pisze...

Wiesz co ja nawet nie wiem jak skomentować to co dzieje się w tych naszych Polskich urzędach. Naprawdę gdzie by się nie udać odchodzimy z kwitkiem. Nic tylko pracować w urzędach - człowiek na pewno się nie przepracuje:P Tylko niestety takiej oferty tam nie znajdziesz

Natalia V. pisze...

Miałam skomentować pod poprzednim postem, ale dopiero po chwili zauważyłam, że już następny.
Zgadzam się z Tobą! Moja mama miała tak samo- tyle że jej się udało i po stażu z UP zatrudnili ją na umowę o prace. Ale mimo że mieszkamy w dużym mięscie była tam zarejstrowana rok a staż który dostała i tak załatwiła jej znajoma którą ją poleciła. Gdyby nie to, pewnie dalej byłaby na bezrobotnym. Mi się w głowie nie mieście jak takie miasto jak Wrocław nie potrafi przez rok znaleźć komuś adekwatnej pracy...
Ja wprawdzie studiów jeszcze nie skończyłam- ale pracowałam już w firmie informatycznej w marketingu na umowę, po liceum wyjechałam do stanów gdzie zrobiłam certyfikat z języka i jak wróciłam , to nigdzie nie mogłam znaleźć pracy... Nie no.. dzwonili do mnie jak szukali sprzątaczki- kelnerki - ale inne firmy już nie. Zapewne jak skończę te studia, i nie będę mieć znajomości to pozostanie tak samo. Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie chodzi tylko o znajomości jakie mamy. Albo o szczęście i to bardzo duże!
Moja ciocia z małej miejscowości robi na 2 etaty aby utrzymać rodzinę a też jest po studiach. to jest chore! Jeszcze jakby za taką sprząteczkę płacili przyzwoite i adekwatne do tego zawodu pieniądze- bądź co bądź to nie jest łatwa praca! - to jeszcze można byłoby iść, ale to już jest poniżające.
Jak w liceum dorobiałam jako kelnerka to co chwila przychodziły dziewczyny na okresy próbne - i wszystkie po studiach. Jedna po filologi angielskiej i była w trakcie zarządzania ! I nigdzie nie mogła znaleźć pracy! Jedyne propozycje to były właśnie jako kelnerka/ barmanka. Taka praca nie jest zła- ale wszystko zależy od wieku i wykształcenia. Bo ile można pracować jako kelnerka nawet za dobre pieniądze? Bo jest kilka prac które są dobrze płatne, ale do pewnego wieku - kelnerką czy stweardessą nie będziesz do końca życia!
Trzymaj się Kochana! Wiem, jak brak pracy potrafi wykanczać. Praca to jednak niezależność i większe poczucie własnej wartości. Mam nadzieję, że znajdziesz taką pracę, która będzie adekwatna do Twojego wykształcenia i wiedzy! :)

Melanies fashion pisze...

Dziękuję, właśnie dokładnie chodzi mi o to co napisałaś. Nawet jeśli jakaś praca nie jest zła i przynosi dobry pieniądz, jak właśnie kelnerka, to ciężko jest pracować w takim fachu mając małe dziecko. To praca na zmiany i z reguły kończy się w środku nocy, mój mąż tak pracował jakiś czas i nigdy nie było takiej sytuacji, żeby nie zostawił napiwku, bo zawsze powtarza że to harówka. No chyba, że kelnerka jest mega niegrzeczna ;)

LekkoMissMargerita pisze...

Nie da się ukryć, że żyjąc w Polsce trzeba liczyć po prostu na siebie. Państwo w żadnym stopniu nie pomaga. Nikogo nie interesuje, że masz małe dziecko i chcesz mu zapewnić godziwe warunki do życia. O Urzędzie Pracy nie wspomnę - owszem są jakieś formy pomocy, ale czy rzeczywiście pomagają w znalezieniu pracy. Urzędy organizują kursy w ramach EFS, po których dostajesz staż, a potem muszą Cię jeszcze gdzieś zatrudnić (oczywiście bez perspektywy zatrudnienia na dłużej) tylko po to, aby wykazać, że są skuteczni, że pomagają, że właściwie wydali pieniądze. Tak naprawdę jednak pracę trzeba sobie znaleźć samemu.

Anonimowy pisze...

Zaoczne studia nie są rozwiązaniem, staż czy praktyki można równie dobrze robić studiując dziennie. Nawet moi najmniej zdolni znajomi mają na koncie przynajmniej rok stażu, a studiujemy dość wymagający kierunek na polibudzie.

Melanies fashion pisze...

No widzisz, cieszę się że uważnie przeczytałeś/łaś mojego posta i teraz dodajesz komentarz na poziomie. Pozdrawiam.

Melanies fashion pisze...

Niestety zaczynam odnosić wrażenie, że bez znajomości w małym mieście to i tak sukcesu się nie osiągnie. Ja szukam pracy od trzech lat i wciąż nic z tego nie ma...

agnesss 25 pisze...

Przykro jest ze tacy zdolni wykształceni ludzie nie moga znaleść pracy...Tyle trudu , pieniędzy i wysiłku kosztują studia i okazuje się że to nie gwarantuje godziwej pracy...Niestety takie są polskie realia.Nie odbierz tego zle.Ale chyba musisz się z tym pogodzić i podjąć pracę która nie jest zgodna z twoim wykształceniem..Czasem ambicje trzeba schować do kieszeni niestety...W Polsce jest wielu ludzi takich jak ty, po studiach, usiłujących znaleść prace w zawodzie.Ale niekiedy muszą się pogodzić z rzeczywistością ..Oczywiście nie rezygnuj ze swoich marzeń, ale może póki co próbuj znaleść cokolwiek, a może za jakiś czas los się do ciebie uśmiechnie i zdobędziesz wymarzoną pracę :)Życzę powodzenia!

Melanies fashion pisze...

Dzięki, oczywiście nie odbiorem tego źle :), rozumiem co masz na myśli. Ale póki co nie będę chować dumy do kieszeni. Jak pisałam, żyje nam się w miarę dobrze, więc "stać" mnie na ambicje, jeśli mam robić za 1200 nie w zawodzie to wolę wyjechać za granicę. Zresztą, taki mamy plan awaryjny. Daliśmy sobie maksymalnie dwa lata i jeśli sytuacja się nie poprawi to po prostu wyjedziemy.

Melanies fashion pisze...

Chociaż prawda jest taka, że w Żywcu 1200 to i tak marzenia ściętej głowy, bo póki co takiej kwoty jeszcze nikt mi nie zaproponował!

agnesss 25 pisze...

No fakt, te zarobki to jest porażka zupełna..Dlatego tyle ludzi wciąż wyjeżdza za granicę.Ja sama byłam kilka lat i właściwie nie wiem po co wróciliśmy, realia są okropne.Ten absurdalny brak równowagi między zarobkami a cenami...
Nie jestem po studiach ale może to i dobrze..Będąc za granicą zdobyłam fach który teraz daje mi możliwość zarobku w PL...W Polsce chyba teraz bardziej liczy sie dobry fach niż studia niestety...Młodzi ludzie nie mają teraz chyba żadnej motywacji aby studiować...Twoja sytuacja jest tego dowodem :(( Życzę powodzenia

Melanies fashion pisze...

Dziękuję :) Ja Tobie również

Miniowe Szczescie pisze...

Ja napisalam niedawno post o : sluzbie zdrowia w IE I tez zostalam zjedzona, ze narzekam na swoj los, ze jak mi jest zle!!! (Czego w ogole nie mialam na mysli, ale tak to jest jak ktos nie potrafi czytac ze zrozumieniem) to moge wrocic.
Kochana, nie wiem co Ci poradzic, bo w Polsce pracy nie szukalam, wydaje mi sie jednak, ze po prostu trzeba miec troche SZCZESCIA I ukladow.. niestety...

Sabina Trzęsiok-Pinna pisze...

Od wczoraj próbuję wrzucić komentarz, ale kiedy klikam “opublikuj”, wyrzuca mnie z konta goggle. Nie ma to jak złośliwość rzeczy martwych.

Twój wpis bardzo mnie zasmucił, ponieważ widzę w nim dużo analogii do naszej historii. Nikt, kto ma rodzinę blisko, nie zrozumie, jak ciężko żyje się bez wsparcia krewnych. Jesteśmy tutaj zdani wyłącznie na siebie i musimy sobie jakoś radzić, bo nikt do nas nie wyciągnie pomocnej dłoni. Moi rodzice wcale nam nie pomagają, rodzice męża w miarę ich skromnych możliwości, ale dajemy radę i nie mamy długów, chociaż prawdę powiedziawszy, to nie mamy nic własnego. Na mieszkanie nas nie stać i jesteśmy zmuszeni je wynajmować, gdyż kredytu nie dostaniemy, bo mąż nie ma umowy na czas nieokreślony. Państwo powoli zabija w nas marzenia o własnych czterech kątach, mimo że ja ciągle nie przestałam wierzyć, ale z każdym dniem tracę nadzieję na lepszy los. Mąż ma doktorat, który kosztował go masę wyrzeczeń, ale zaparł się, żeby go obronić, bowiem naiwnie sądził, że to zaprocentuje w przyszłości. No i zaprocentowało o tyle, że ten papierek nie jet nic wart, bo takie mamy parszywe czasy. Wiele osób pisało w komentarzu do poprzedniego posta, że lepiej brać, co dają i cieszyć się z tego, lecz ja się z tym nie zgadzam. Nie po to ktoś szkolił się tyle lat i podnosił kwalifikacje, żeby robić byle co. Mój mąż ostatnio wysłał CV do pewnej firmy poszukującej inżyniera elektronika. Zaproszono go na rozmowę, sam wielki prezes z nim gadał, po czym stwierdził, że mógłby go zatrudnić, ale nie zrobi tego, bo przeszkadza mu mężowski tytuł doktora. Na jakim więc świecie my żyjemy? Nie masz wykształcenia, jest źle, masz je, jest jeszcze gorzej, czasami chce mi się płakać z tej bezsilności. Dlatego właśnie mąż nadal pracuje na uczelni, która przedłuża mu umowę co trzy lata, a o zarobki tam są naprawdę śmieszne. I jak tu nie czuć frustracji czy złości? W pełni rozumiem Twój ból, bo sami przez to przechodzimy. Wybacz przydługi wpis!

Anonimowy pisze...

Nie rozumiem po co piszesz o tym jak ciężko studiowałaś, żeby mieć dobry zawód, choć z Twojej wypowiedzi jasno wynika, że to nie studia były ciężkie, tylko samotne wychowywanie dziecka, którego przecież podjęłaś się na własną odpowiedzialność. Przy okazji, popracuj trochę nad ojczystym językiem - mam nadzieję, że po angielsku piszesz lepiej...

Melanies fashion pisze...

Gdyby każdy w ten sposób komentował moje posty, byłabym bardzo szczęśliwa.
Nawet nie wiem jak skomentować Twój wpis, bo to, co pisałaś przekracza juz moje wszelkie wyobrażenia. Strasznie mi przykro o Was, czytając to co piszesz, to jest niepojęte z że doktor, inżynier nie może znaleźć godziwego zatrudnienia. Nie dziwię się ani trochę, że zaczynasz w to wszystko wątpić. Z całego serca życzę Wam jak najlepiej, żeby ta zła passa minęła, bo jesteście świetnymi ludźmi...

Melanies fashion pisze...

Oczywiście popracuje, bede pracować z całych sił, a ty zanim skomentujesz mój post przeczytaj go z dwa razy, bo ten komentarz chyba nie do moich słów sie tyczy. A jeśli to za długi tekst, to wystarczy że zerkniesz do akapitu o studiach, który tez nieodłącznie wiąże się z moim macierzyństwem. Myślałam, żeby usunąć tą anonimową wypowiedź, ale zostawię dla potomnych, żeby widzieli jakie skutki ma brak zrozumienia czytanego tekstu. Pozdrawiam.

Melanies fashion pisze...

Dzięki twojemu komentarzowi właśnie do mnie dotarło ze w tym kraju nie będzie lepiej... przykre to jest

Kropkowo :-)))) pisze...

Kochana, nie ma sensu przejmować się ludźmi i ich opiniami. Oczywiście że pisząc na blogu trzeba liczyć się z ich opinią ale to jest szkoda nerwów, naprawdę. Ja się z Tobą zgadzam, uważam że masz rację. Mało tego, jesteśmy pod względem doświadczenia podobne, więc wiem o czym mówisz. Kto wie - ten rozumie i na odwrót kto rozumie - ten wie. A reszta? Reszta to tylko piasek..

Melanies fashion pisze...

Wiem, masz całkowitą rację, tylko po prostu jest mi przykro, gdy czytam takie komentarze... ciężko mi je nawet określić...
Dziękuję Ci za te słowa, pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

A czy nie jest tak, ze staz na zasadach UP moze podjac tylko osoba posiadajaca status bezrobotnego? Bezrobotny zarejstrowany w UP nie moze byc studentem w systemie dziennym, (nie wiem jak jest w przypadku studiujacych zaocznie). Ja zaraz po zdaniu wszystkich egzaminow zarejstrowalam sie w UP, dostalam miejsce na stazu z UP, mialam jedynie przesuniety temin obraony o ok. 5 miesiecy i w tym czasie odbywalam staz finansowany ze srodkow powyzszego Urzedu i... po 3-4 miesiacach stazu zostalam wezwana do UP abym wyjasnila cz nadal sie ucze, bo jezeli tak, to nie moge byc zarejestrowna bezrobotna, a co za tym idzie - stazystka. Pani kierownik Urzedu zagrozila mi, ze jezeli nie dostarze dokumentu z Uczelni, ze nie jestem ich studentka, to bede musiala pokryc koszty stazu poniesione przez Urzad. Oczywiscie przy rejestracji nikt mnie nie poinformowal o takiej zaleznosci, ba - nawet nie zapytal. Na moje szczescie, dokumet po jaki pojechalam nastepnego dnia na Uczelnie wystarczyl zebym nie utonala w dlugach. To bylo okropne uczucie, majac przed soba widmo zrotu zarobionych pieniedzy i innych dodatkowych kosztow organizacji stazu. Z tego co mi wiadomo z doswiadczenia: nie mozna byc jednoczesnie studentem uczelni panstwowej i bezrobtnym zarejestrowanym w UP.

Anonimowy pisze...

Melanies, uważnie przeczytałam cały post i prostuję Twoją wypowiedź "teraz widzę, że popełniłam wiele błędów i że powinnam iść na studia zaoczne i równocześnie pracować, ale czasu nie cofniesz...", zwróciłam uwagę na ten fragment, bo znam wielu studentów dziennych, którzy pracują w branży związanej ze studiami w trakcie studiów dziennych, zaoczne studia nie są pod tym względem lepszym rozwiązaniem.
Rozczarowujące, że w taki sposób traktujesz swoich czytelników zarzucając im brak poziomu. Jeżeli uważasz komentujący muszą podzielać Twoje zdanie, bo nie wniosą nic nowego do tematu to może warto rozważyć wyłączenie możliwości komentowania?

"mądry człowiek uczy się zawsze i wszędzie, a głupiemu nie pomogą nawet mądre książki."

Marta K. pisze...

Bardzo Ci współczuję.. dlatego, że to jest straszne, poświęcić swój czas na studia, rozwijać siebie aby to zaprocentowało w przyszłości i nie móc znaleźć pracy. Ja nie ukończyłam szkoły wyższej i mogę pracować np w handlu- nie czuję się z tym źle. Z tym, że gdybym skończyła studia i miała pracować np w netto, nie wiem czy by mi to odpowiadało. Mam znajomą, która ukończyła 2 fakultety i pracuje w biedronce. Nie uważam, że to jest coś poniżającego, ale współczuję jej, że nie może pracować tam gdzie by chciała.

Przypomina mi się taki stary kawał:
Nauczycielka chemii spotyka po latach ucznia i pyta:
- Gdzie pracujesz?
Uczeń odpowiada:
- Wykładam chemię.
- Gdzie?
- W BIEDRONCE.

Przykre, po prostu przykre. Życzę Ci byś w końcu znalazła odpowiednie dla Ciebie stanowisko, nie za najniższą krajową, nie staż, nie śmieciowe umowy, ale normalną pracę, w której szanują ludzi.

bognyprogram pisze...

O kurczę nastraszyłaś mnie z tym stażem... Moja szefowa miała ze mną umowę podpisać w poniedziałek, wciąż się mijałyśmy i nie zdążyłam jej o to spytać, a ona umowy mi jeszcze nie podsunęła. Nie wiedziałam, że nie ma żadnej kary pieniężnej, tylko taki nic nie wart ban na kolejnego stażystę... Mi też zależy na umowie o pracę i składkach do Zusu. To i tak są grosze, trzeba zacząć odkładać jak najwcześniej.

Powodzenia, oby jak najszybciej ktoś się Tobą zainteresował!

Melanies fashion pisze...

W takim razie dziękuję za wyjaśnienie i szczerze przepraszam, za urazenie. Inaczej odebrałam Twoja wypowiedź, ale tak jak pisałam: tak to jest ze słowem pisanym, bez przekazu niewerbalnego czasem można coś zrozumieć na opak. Pozdrawiam.

Melanies fashion pisze...

Nie martw się, myślę że powiedziałaby Ci wcześniej, na pewno podpisze z Tobą umowę. Ja na prawdę miałam pecha i trafiłam na oszusta. Trzymam za Ciebie kciuki.

Anonimowy pisze...

Doskonale Cię rozumiem i mam podobne doświadczenia. Studiowałam dwa kierunki dziennie, a mimo to pracowałam jako kelnerka. Nie mogłam pozwolić sobie na darmowe staże bo musiałam sama się utrzymać. Pochodzę bowiem z niezbyt zamożnej rodziny. Kiedy skończyłam studia, zamieszkałam z mężem (wtedy narzeczonym) i szukałam pracy najpierw zgodnie z kwalifikacjami, a później już czegokolwiek. I koło się zamykało. Tam gdzie pasowałam wykształceniem, nie pasowałam doświadczeniem. Tam gdzie pasowałam doświadczeniem nie chcieli mnie przyjać bo po studiach jestem więc i tak będę chciała znaleźć coś lepszego.
W końcu zgodziłam się na darmowy staż, ale za przeproszeniem g **** mi to dało.
Może gdybym takich staży odbyła kilka? Ale kto może sobie na to pozwolić? Tylko dzieciaczki na garnuszku u rodziców, a nie ludzie którzy muszą sami się utrzymać. Po 4 latach szukania pracy zrezygnowałam. Założyliśmy firmę i to chyba była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Prawda jest jednak taka, że nie tak wyobrażałam sobie moje życie zawodowe po ukończeniu studiów. A wszystko jest winą tłuczenia naszemu pokoleniu do głów jakie to studia są ważne. Winne są też pseudouczelnie, które powstają jak grzyby po deszczu. Ludzie, którzy w ogóle nie powinni studiować zdobywają byle jakie wykształcenie i zajmują miejsca pracy, godząc się pracować za małe pieniądze na śmieciowych umowach.
A co do UP..... Jak dla mnie instytucja do zlikwidowania. Ewentualnie powinni każdemu pracownikowi wprowadzić statystyki do naliczania wypłaty: najniższa krajowa+ skuteczność w znajdowaniu pracy ludziom.

Powodzenia

Melanies fashion pisze...

Podpisuję się obiema rękami i nogami pod Twoim komentarzem. Widzę, że poruszyłaś jeszcze bardzo istotny problem pseudouczelni- fabryk magistrów. Bałam się już poruszać tego drażliwego tematu, żeby mnie tutaj nie zjedli. Ale niestety, "dzięki" temu, że niemal wszyscy mają teraz wyższe wykształcenie- nie ma już ono takiego znaczenia, a wszyscy mgr. wrzucani są do jednego worka. Niezależnie czy ktoś skończył AGH, SGW czy jakąś prywatną uczelnię w Pcimiu...
Co do UP- tak dokładnie powinni zrobić jak piszesz, zupełnie jak w pośrednictwach pracy za granicą. Skuteczność- a od niej naliczana wypłata.
Mam nadzieję, że Wasza firma będzie prosperować i kiedyś zapomnicie o tym jak Wam było ciężko. Trzymam za Was mocno kciuki.

Melanies fashion pisze...

Co do powyższego: tak staż z UP może podjąć oczywiście tylko osoba bezrobotna- nie ma innej opcji. Ja podjęłam ten staż już po studiach, własnie po zarejestrowaniu w UP. Nie wiem jak to jest w przypadku studiów zaocznych.

#ckowska pisze...

Choć daleko mi do Twojej sytuacji, to zupełnie nie dziwię się, że chciałabyś znaleźć pracę w zawodzie. Przeraża mnie ile pojawiło się komentarzy pod tym postem "jestem w podobnej sytuacji" - to jest coś strasznego! Przede mną jeszcze ponad miesiąc i będę musiała zadecydować co robię - czy idę na magisterkę dziennie czy zaocznie. Szczerze mówiąc po Twoim wpisie, szala przeważa za studiami zaocznymi i rozpoczęciem szukania pracy w zawodzie...

Melanies fashion pisze...

Nie chcę żebyś przeze mnie żałowała, ale w tym momencie ja tak bym właśnie zrobiła na Twoim miejscu. Wszyscy szukają ludzi jednocześnie z doświadczeniem i po studiach, jeśli chcesz się wpisać w te kategorie to jest chyba najlepsze wyjście. Musisz to przemyśleć. Może porozsyłaj cv, zorientuj się jak wygląda u Ciebie rynek pracy.

Siewcy Zamętu pisze...

napisałaś samą prawdę, urzędy pracy służą tylko do ewidencjonowania bezrobotnych i dołowaniu ich, wpadałem w lekką depresję gdy miałem iść po 3 miesiącach do urzędu i się podpisać, jeszcze te spojrzenia pań urzędniczek. Pracę po dwóch latach od studiów znalazłem sam, do dziś pamiętam zdziwioną minę pani urzędniczki gdy przyszedłem się wyrejestrować z urzędu pracy

Ana pisze...

Tylko zdziwiona mina? Niby jest chyba 7 dni, by się wyrejestrować, w moim PUP-ie pracę kończą jak w mojej pracy, więc poszłam się wyrejestrować tego dnia, gdy PUP pracuje o pół godziny dłużej. Czyli 1-2 dni po podjęciu pracy. Pani zrobiła mi niemalże awanturę, że przychodzę tak późno!

A co do poszukiwania pracy zgodnej z wykształceniem: doskonale rozumiem, też takiej szukałam, nie do końca umiałam się odnaleźć w tym poszukiwaniu, ale w końcu się udało po niemal roku poszukiwań i szczęśliwie (bardziej lub mniej, bo praca marzeń to jeszcze nie jest:) pracuję już 2,5 roku. Trzymam kciuki za Ciebie, a nóż nowy rok przyniesie nowe możliwości!

Jomika z photoblog'a pisze...

Poruszyłaś bardzo istotny i aktualny temat. Oczywiście nie powiem, że się ze wszystkim zgadzam, albo że nie zgadzam się z niczym. To temat, na który warto pisać.

Magdalena Jarmużewska pisze...

Jest tak jak u mnie, uczę się jeszcze (a mam prawie 25 lat) teraz na kosmetyczkę. Stać nas jedzenie, ubrania i opłaty. Nikt nie pomaga, bo nie chcemy. Też jestem po studiach co prawda tylko licencjat z oligofrenopedagogiki, ale jest. I w życiu nie pójdę pilnować dziecka za 3,5 zł za godzinę za duża odpowiedzialność. Pracuje dorywczo, ale kokosów nie zbijam. Jednak większość ludzi twierdzi ty siedzisz w domu masz na wszystko czas i nie jesteś zmęczona. Ale nikt za mnie domu nie prowadzi, nie gotuje czy nie upiecze wędliny (taniej i zdrowiej). Chyba wszystkich żal tyłek ściska, że mam czas na pasje na których dorobię kilka groszy.
Trzymaj się i mam nadzieje, że znajdziesz godną pracą za tą najnizszą krajową albo i więcej.

mama_gada pisze...

Szczęśliwi mieszkańcy wielkich miast, którzy nie musieli miesiącami szukać pracy, aby znaleźć wreszcie jakąkolwiek. Mam 31 lat, pracować zaczęłam na studiach. Mam wreszcie cały etat, ale długo była tylko połówka. Ta druga połówka to na zastępstwo, więc zobaczymy, jak będzie, jak będę wracać po macierzyńskim. Magisterka na UJ, dwie podyplomówki. 1910 brutto już z dodatkiem za wysługę lat.

Wążka pisze...

Kochana, ja mam 35 lat, studiowałam lat 5, magistra mam i co? do tej pory pracy znaleźć nie potrafię w swoim zawodzie, bo jeśli nie mam pleców ani nie pokażę koperty to nie, dlapani nie ma pracy. tak to u nas w malej mieścinie wygląda. Miałam prace dorywcze to tu to tam, ostatnio przed ur. Róży pracowałam w Biedronce. i szczerze powiem, ze z chęcią bym tam wróciła. Zaskoczyłam się pozytywnie.
a o UP szkoda gadać, kiedyś, jak w ciąży byłam z pierwszą, dali ogłoszenie o pracy właśnie dla ciężarnych. Przejechałam się tak na tym, że po sądach warszwskich ciągana byłam ciągle. Dla mnie UP i ZUS - nie powinno istnieć

Aneta Pawlik pisze...

Na staż do UP poszłam w czasie przerwy przed studiami- wspominam to doświadczenie nijako. Panie były zawsze wyniosłe i często uważały, że wszystkie ich papierki i biurokracje to rzecz oczywista. Staż ciepło wspominam, ale nie wyobrażam sobie korzystać z 'pomocy' UP teraz. Opiniami ludzi nie mart się- nie musisz nikomu się tłumaczyć, widać że masz w sobie zamiłowanie do ciężkiej pracy i jasno określony cel. Trzymam kciukasy, żebyś tam dotarła :)

Anonimowy pisze...

Jakby się tak nad tym wszystkim zastanowić, to świat naprawdę zwariował a szczególnie Polki z tego co widzę... Oczywiście wspaniale jest zdobywać wiedzę i wprowadzać ją później w czyn, dokładać się do domowego budżetu, realizować się zawodowo... Tylko, że coraz częściej odnoszę wrażenie, że od kobiet w Polsce wymaga się zbyt wiele. Dzieci rodzą wcześnie, zaraz po studiach, albo i wcześniej... Nieraz w ogóle nie dojrzewają emocjonalnie do rodzicielstwa, ale rodzić trzeba, bo potem może być za późno... Działają na pełnych obrotach, stres w liceum, stres maturalny, stres na studiach, zakuwanie, do tego jakaś praca, do tego narzeczony,imprezy studenckie by nie odstawać od reszty, trzeba się stroić, ćwiczyć na siłowni, wymalować, odpowiednio prezentować, trzeba być uśmiechniętą i nie narzekać, szybko wychodzić za mąż, żeby sobie życie ułożyć... Potem dziecko, więc nieprzespane noce, pieluchy, czasem depresja a w oczach innych, co ty robisz, tylko w domu siedzisz! Później rozterka, co dalej... Czujemy się zawsze niedoceniane, bo siebie same nie doceniamy! Mamy dwa razy trudniej od mężczyzn, bo musimy pogodzić macierzyństwo z pracą a to jest okropnie trudne, jeśli nie niemożliwe, jeśli planuje się więcej niż jedno dziecko... Kobieta która nie pracuje, to kobieta gorsza w oczach innych polskich kobiet. Bo cóż ona robi, z dzieckiem się cały dzień bawi... W innych kulturach, chociażby latynoskiej, kobieta jest ceniona za jej wkład w dom, wychowanie dzieci. To samo w Japonii, choć to dwa różne światy! Kobieta obowiązkowo przerywa pracę, aż do czasu, kiedy dzieci nie pójdą do szkoły, bo ważniejsza jest rola matki, niż realizowanie własnych czasem chorych ambicji i to nie podlega dyskusji. Moim skromnym zdaniem, jeśli rodzina potrafi godnie żyć z jednej pensji, to żona nie musi pracować, bo to jej wybór! Nie musi iść terać jako sprzątaczka czy pomywaczka, tylko po to, by mogła zarobić te śmieszne grosze i udawać jaka to ona niezależna i silna... Chcesz, to się w pracy realizujesz, nie ma pracy która cię satysfakcjonuje, to realizuj się w domu na milion sposobów, jako żona czy matka! Kto powiedział, że kobiety zasranym obowiązkiem jest utrzymywać dom. Czasem są podbramkowe sytuacje, mąż pije, bije, trzeba zakasać rękawy i wydostać się z bagna. Trzeba zarobić na dzieci, żeby dać im jakiekolwiek warunki... Ale jeśli nie musisz tego robić, to NIE RÓB! Ciesz się chwilami z dzieckiem, zapisz się na jakieś zajęcia, na jakiś kurs i ciesz się życiem! Możesz realizować się jak tylko chcesz! W grę wchodzi nawet wolontariat! W Polsce kobietę ceni się już chyba tylko za to, ile pieniędzy zarabia! A od czego są mężczyźni..... Skup się na rodzinie i na wspaniałym mężu, bo większość narzekałaby, że siedzisz i nic nie robisz, że jesteś pijawką i pasożytem i masz sie rano zwlec do roboty, bo tak trzeba.... A Twój mąż Cię ceni, traktuje jak prawdziwą kobietę, towarzyszkę życia i matkę swoich dzieci, czyli największy skarb!!!

Z filiżanką kawy pisze...

Z jednym się stanowczo nie zgodzę. Dzieci rodzą się zdecydowanie za późno, wtedy kiedy nie mamy już na nie siły, a nasz zegar biologiczny zasuwa jak szalony i kiedy szasna że dożyjemy ślubu dzieciaków jest coraz mniej pewna . Uważam, że kraj w którym rodzi się pierwsze dziecko po 30, a nawet już po 40, po tym jak się człowiek "ustatkuje", spłaci kredyty i "zrobi karierę" zmierza do samozagłady, bo in vitro nie zawsze zadziała a nie każdy je zastosuje, bo ja np jestem przeciwna. Poza tym błogosławiony przez naturę wiek na wydanie potomstwa jest między 21 a 23 rokiem życia, wystarczy troszkę poczytać. To straszne kiedy kobieta rodzi pierwsze dziecko mając 40 lat i kiedy bliżej jej do menopauzy niż energii i siły dwudziestolatki. Moja mam rodziła mnie w wieku 24 lat a moją siostrę gdy miała 36 i zawsze powtarza, że brakowało jej energii i siły i że rzeczywiście to nie jest to samo, nie przesypiać każdej nocy po 20 a być fizycznie wykończonym po 30 i jeszcze musieć zajmować się niemowlakiem. Cóż, nasz kraj tak czy siak zmierza do tego modelu. Modelu w którym będzie się rodziło pierwsze (i najpewniej ostatnie) dziecko około 40, jak spłaci się 80% kredytu i wypali w korporacji, by po macierzyńskim iść już do innej pracy albo założyć własny biznes i dalej pracować jak mały samochodzik do enigmatycznej emerytury.

Anonimowy pisze...

Niestety mam zupełnie podobną sytuację.Wypisz wymaluj.Ale mam 47 lat i straciłam już nadzieję na życie.Nie piszę tu normalne...bo ono jest zupełnie nieosiągalne.Jestem z okolic Żywca.
Staram się na 120 % .Bez skutku.
Gosia

Z filiżanką kawy pisze...

Doskonale rozumiem przez co przechodzisz i strasznie mi przykro, że znalazłaś w takiej beznadziejnej sytuacji. To trudny kraj do życia : najpierw mydli nam się oczy gwarancją super pracy po zdobyciu wykształcenia, a potem oferuje nam się pracę za miskę ryżu albo nawet i takich ofert się nie dostaje, w dodatku wszyscy potępiają bezrobotnych, jakbyśmy sami byli temu winni... Mam nadzieję, że nasza sytuacja kiedyś się zmieni i znajdziemy nie tylko pracę, ale przede wszystkim fajną pracę za godne pieniądze.

Prześlij komentarz

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger