Niemożliwe staje się możliwym

niedziela, grudnia 14, 2014
Post oparty na wydarzeniach autentycznych. 
Bez ściemniania.
Bez farmazonów.
Nie mam powodu ubarwiać.
Dlaczego to zaznaczam? Bo jakiś czas temu znajoma za studiów, powiedziała, że nie dowierzała w moje historie na temat poszukiwana pracy w Żywcu, dopóki sama nie była tutaj na rozmowie.
Zaznaczam: to nie jest historia zmyślona!

Od mniej więcej dwóch lat zarejestrowana jestem w Urzędzie Pracy. Nie mam prawa do zasiłku, jestem tam dlatego że NA PRAWDĘ szukam pracy.
Byłam już na kilkudziesięciu rozmowach, które w Żywcu zawsze kończyły się fiaskiem. Czasem propozycje pracodawców były mega bezczelne. Do tej pory pamiętam pewną rozmowę. Poszukiwali lektora języka angielskiego, wysłałam cv, zaprosili mnie na rozmowę. Na rozmowie stwierdzili, że jednak bym im pasowała do sekretariatu szkoły, bo mam doświadczenie i znam język. Ok. Nie lubię takiej pracy, ale jestem zdesperowana. Pan zaoferował mi pracę od  godziny 12 do 20 na stażu z urzędu pracy. Czytaj, nie widuję się z dzieckiem w tygodniu, a zarabiam około 700 zł miesięcznie. Bodajże 740, ale nie pamiętam dokładnie. Jak dodał, że nie stać ich na sekretarkę, to już szczenę zbierałam z podłogi. Czyli, że mam widywać dziecko w weekendy, zarabiać około 650 zł (bo dojechać tam też trzeba) i po pół roku spadać na drzewo, bo UP przestanie płacić. Takich propozycji miałam mnóstwo. Nikt w Żywcu nie zaproponował mi jeszcze umowy o pracę na choćby najniższą pensję krajową- to jest nieosiągalne, to jest mój szczyt marzeń w tym momencie!

W czwartek poszłam do UP. Terminy są mniej więcej co miesiąc. I tak co miesiąc chodzę i nic z tego nie ma. Propozycje pracy są, ale ostatnio sama potencjalna pracodawczyni do której mnie odesłali, przyznała że nie wyobraża sobie żeby mi z moimi kwalifikacjami zaproponowała takie warunki jak obecnie oferuje, więc umówiłyśmy się na "może kiedyś".

Podchodzę do Pana z UP, witamy się. Papierki, podpisy jak to zwykle na początku "wizyty", a po chwili pan mi wyskakuje z ofertą:
-Mam dla Pani dwie oferty pracy. Jedną na operatora wózka w Hutchin*** (nie będę kończyć nazwy firmy) a drugą na pomoc apteczną (obowiązki: sprzątanie, metkowanie leków i przyjmowanie towarów) w nowo otwieranej aptece. Którą ofertę Pani wybiera?

Pierwszy raz ktoś tak mi przytrąbił w gębę używając tylko słów. Chyba nie muszę już tego postu dalej komentować. To już nie jest żenada, to już nie jest śmieszne, to jest szczyt bezczelności...



47 komentarzy:

  1. Mam koleżankę, która pracuje w UP, niestety ona sama jak mi opowiada, co czasem ludziom MUSI proponować, to jej wstyd. Jest niejednokrotnie zażenowana, ale to jest też druga strona medalu... Ona też musi wykonać swoją pracę, niejednokrotnie bardzo absurdalnie wyglądającą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ma umowę o pracę, dochody i świadczenia, które jej z tytułu normalnej umowy przysługują. Rozumiem, że "muszą" mi taką "pracę" zaproponować, ale im nie współczuję, to nie oni są w beznadziejnej sytuacji. Syty głodnego nie zrozumie.

      Usuń
    2. Jest urzędnikiem, wiec tak, ma dochody i świadczenia. Ale była również wiele lat bez pracy.
      I masz rację, że syty głodnego nie zrozumie.
      Na przykładzie męża, mogę spokojnie powiedzieć, że urząd nie jest od znalezienia ludziom pracy... nie znam nikogo, kto będąc tam zarejestrowanym pracę miał z urzędu, ludzie szukają pracy na własną rękę, albo zakładają własną działalność, przy pomocy urzędu, np, z dofinansowania.
      Nie mniej jednak, wiem również jak działa to wewnątrz i jest to paranoja.

      Usuń
    3. Zgadza się, UP Ci pracy nie załatwi, teraz już przekonałam się na 100%, jednakże samej też nie jest mi łatwo tutaj, więc wolę być zarejestrowana. Zawsze to lepiej w razie gdybym się starała o dotację na otwarcie działalności, ale póki co nie mam do tego niestety warunków...

      Usuń
    4. Napisałam Ci niżej o lokalu ;) Jasne, że bardziej i lepiej jest być zarejestrowanym, bo nigdy nic nie wiadomo, składki itd.
      Odnoszę wrażenie, że tutaj u Ciebie chodzi o ambicję i cele i rzeczywistość:) Dobrze i fajnie takim być :)
      Mój mąż też je miał, ja też miałam a kiedy nie było z czego opłacić rachunków i kupić chleba, praca za 350 zł była moim wybawieniem. Mąż schował duplom, dumę i był ochroniarzem w szpitalu za 1000zł. Rzeczywistość nas zweryfikowała i to mocno. Kiedy i on i ja znaleźliśmy wymarzoną pracę, zaszłam w ciąże, szef sam poprosił żebym poszła na l-4 bo pracowałam w szkodliwych warunkach, a że umowa była na okres próbny... cóż... podziękował. A kiedy urodziło się dziecko, 4 miesiące później, nasz "szef" zwolnił męża, bo najpewniej, kiedy ma większą rodzinę - będzie chciał więcej zarabiać... Uratował nas up, dotacja i firma. Dziś dokładnie po roku jej prowadzenia, mój mąż pojechał do Gdańska, do pracy a my zostałyśmy na śląsku... wolelibyśmy być razem, to nie UK, nie Kanada, jest w Polsce, ale tam są zlecenia, nie ma wyjścia.
      Ale: życzę Ci jak najlepiej :) I trzymam kciuki.
      A nie da się niczego z grantów UE?

      Usuń
    5. No zgadza się, mam pewne ambicje. I tu nie chodzi o wynagrodzenie. Moi rodzice dużo pieniędzy inwestowali w moja edukację, a ja dużo wysiłku włożyłam w kształcenie siebie. 5 lat dziennych studiów, stypendium naukowe, certyfikaty językowe, wolontariaty to wszystko kosztowało wiele pracy, wysiłku i... pieniędzy. To byłby dla mnie policzek ciągnąć wózek z paletami... Ale też nie przesadzam, wiesz do ilu sklepów z ciuchami czy drogerii wysylalam tutaj cv? Nie zliczę

      Usuń
    6. Domyślam się, bo wiem jak jest ciężko. Mieszkam w dużym mieście i nie jest łatwo nawet tutaj o pracę.

      Usuń
    7. Urząd praktycznie nie ma zamiaru nikomu pracy znaleźć, bo jak każdy będzie pracować, to PUP nie będzie miał racji bytu. W czasie mojego bezrobocia rozmawiałam z wieloma urzędnikami i tylko jedna pani nie miała w całkowitym poważaniu tego, że szukam pracy. Ale kiedy ujrzałam na jej plakietce napis informujący, iż jest stażystką, zrozumiałam, że ona po prostu sama dobrze wie, co przechodzę przychodząc do urzędu.

      Usuń
  2. Pomijając poziom bezczelności, żeby dziewczynie z takimi kwalifikacjami proponować metkowanie leków (co w sumie można by jeszcze wytłumaczyć tym, że mają Cię za na tyle zdesperowaną, że weźmiesz wsjo), ale operator wózka?! Chorzy na głowę? Ktoś u nich w ogóle sprawdza kto jakie ma uprawnienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory wydawało mi się, że UP powinno Ci szukać pracy choć odrobinę zgodnej z Twoimi kwalifikacjami, ale widocznie nie jest to warunek. Już na prawdę przebolałabym to metkowanie leków i sprzątanie apteki (bo ja nawet bym ich sprzedawać nie mogła- wiadome...), ale operator jakiegoś wózka???

      Usuń
    2. Nie ma to jak jazda paleciakiem po magazynach...

      Usuń
  3. Matko, zgrozo wielka!!!! Gdzie ci ludzie maja głowy??? Jakby mi ktos zaproponował pracę operatora wózka widłowego........ w sumie to byłabym w takim szoku, że nie wiem jakbym na taka głupotę zareagowała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie widłowego, bo na niego trzeba mieć uprawnienia... to był taki wózek do ciągnięcia np. palet, tak w sam raz dla drobnej kobiety

      Usuń
  4. Doznałam szoku. Bogu dziękuję, że nigdy w UP nie musiałam się znaleć... ale wszystko przede mną - niestety. Bo na obecnym stanowisku trzymać mnie z dzieckiem nie będą - potrzebna im pełna dyspozycyjność, niezależność, zaangażowanie a ja jestem matka-typowa kura domowa i nie w głowie mi być "biznesłumen".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że znajdziesz coś odpowiedniego :)

      Usuń
  5. Olej UP i szukaj pracy na własną rękę (ogłoszenia w gazetach i w necie, możesz poszukać firmy, w której chciałabyś pracować i wysłać cv - najwyżej się nie odezwą, nic nie tracisz). A jeśli chodzi o staż to moja siostra i szwagier byli przez pół roku na stażu i potem dostali normalną umowę i wcale nie na najniższą krajową i w swoim zawodzie, z tym że oni sami sobie firm poszukali. Firmy nie chciały ich przyjąć na umowę, ale na staż się zgodziły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawdę myślisz, że nie szukam pracy na własną rękę??? Na początku wysyłałam cv via email. Wysłałam ich ponad 500 przez te 3 lata, potem wydrukowalam cv, zawinęłam kiecę i poszłam osobiście roznosic je po szkołach i potencjalnych miejscach pracy. Gdybym miała liczyć na UP zostałabym wozkarzem ;)

      Usuń
    2. A na stażu byłam pół roku, jak UP przestał płacić panu pracodawcy to mi podziękował ;)

      Usuń
    3. Kurcze, no i tak bywa :( A może warto pomyśleć o przeprowadzce gdzieś, gdzie łatwiej znaleźć pracę. Ja chciałabym mieszkać w moim rodzinnym mieście, ale wiem że tam pracy w swoim zawodzie nie dostanę. Moje koleżanki z podstawówki i średniej szkoły, po skończeniu studiów wróciły tam i moja mama czasem mi mówi, że znów jakąś widziała na kasie w hipermarkecie. Tu gdzie mieszkam może życie jest droższe (mieszkania na pewno), może też nie zarabiam kokosów, ale pracę mamy i głodni nie chodzimy. Tak samo moja siostra, mając tylko pieniądze z wesela, przeprowadziła się do dużego miasta, wynajęła kawalerkę i szukała pracy. Nie pamiętam ile czasu szukała, ale na pewno nie więcej niż miesiąc. Chociaż jak już ma się dziecko, to pewnie trudniej podjąć taką decyzję.

      Usuń
    4. No właśnie i tutaj opór stawia mój mąż. Ja bym sie dawno z tego zadupia wyniosła, tym bardziej, że my nawet stąd nie pochodzimy, przecież oboje jesteśmy z mężem z Małopolski... Ale jak chłop uparty to nie przekonasz ;)

      Usuń
  6. dlaczego mając takie umiejętności językowe nie otworzysz czegoś własnego? Nikt nie ma obowiązku dać obcemu człowiekowi jeść. Czas dorosnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkiego, ale z chęcią zrobię cis na prawdę wartościowego co przyniesie mi dochód i możliwość opłacania składki ZUS. Podpowiesz mi anonimie? :)

      Usuń
    2. Ach ten Internet... moja wypowiedź miala taki sens w skrócie: nie mam lokalu, trzeba mieć gwarancję zarobku minimum 500 zl na początek żeby opłacić składki, imalam się wszystkiego, na korepetycje nie bylo chętnych, prócz jednego chłopaka, teraz stoję na jarmarku z rękodziełem (za to nie wyzyjesz). Jestem więc otwarta na wszelkie propozycje, cokolwiek. Czekam na jakieś podpowiedzi, które nie wymagają lokalu, bo na wynajem nikt mi nie da i które w Żywcu wypala i zarobię choćby te 5 stow na opłaty.

      Usuń
    3. Nie musisz mieć lokalu. Wystarczy wydzielona powierzchnia w mieszkaniu, na działalność gospodarczą. My tak mamy, automatycznie płacimy mniejszy podatek, bo tylko za ilość metrów podaną do działalności gospodarczej.

      Usuń
    4. W czyim mieszkaniu? No chyba, że zostanę fotografem plenerowym...wtedy lokal mi niepotrzebny, albo coś z dojazdem do klienta, ale jak mówiłam na korki chętnych nie bylo...

      Usuń
    5. My mamy w naszym domu, praca niejednokrotnie odbywa się u klienta. Różnie. Ale możliwość wynajęcia powierzchni u mojej mamy też była ;)

      Usuń
    6. Nawet się podpisać nie potrafi. A pracę to pewnie tatuś załatwił albo robi za wicedyrektora u wujka. Anonimie, oświeć ciemny lud - jak można założyć biznes nie mając pieniędzy na start. Sama też chętnie się dowiem.

      Usuń
    7. Wiesz, można się postarać o dotację. I ok, ja to rozumiem. Ale własną działalność to nie jest prosta rzecz. W zależności od biznesu potrzebny lokal lub nie. Jak potrzebny to ja jestem w kropce. U mamy czy teścia nie wynajmę bo 150 km do pracy dojeżdżać nie będę... A bez lokum? Korki? Chętnych tu nie ma. A zus trzeba płacić... Ja wiem jak wygląda prowadzenie własnej firmy od podszewki i to jest baaaaaaardzo ciężki chleb.

      Usuń
    8. Ale powiedziałas słowa: bez kasy na start to biznes ciężko "odpalić". Biznes się otwiera i sprawdza jesli to jest inwestycja, jeśli ktoś ma kasę, znajomości, albo mega udany pomysł. Nie mam nic z tych rzeczy...

      Usuń
    9. Święte słowa miało być ;)

      Usuń
  7. Szczerze? Ja tą pomoc apteczną wzięłabym bez wahania, jeśli byłby w moim mieście, a ja byłabym zdesperowana. Masz jakies doświadczenie w zawodzie, jakimkolwiek? Szukasz sama na własną rękę?
    Ja nigdy w UP nie byłam zarejestrowana, ale gdy Pola skończyła rok, to zaczęłam szukać pracy. I wzięłam staż, z dojazdami, bo nie w moim mieście. Nawet nie z UP, ale na czarno, byle tylko zdobyć doświadczenie, za śmieszne pieniądze. Ja bym brała nawet staż, co z tego, że pół roku, zawsze jest co później w papier wpisać. A wiem, że pracodawcy nie patrzą na studia, szkoły itd, a na doświadczenie właśnie. Co z tego, że nie w zawodzie? Zawsze coś z tej pracy wyniesiesz, co przyda się w kolejnej :)
    Poza tym zaczynałam zleceniami w domu. Piszesz blog, to pisac umiesz :) Mogę Ci podesłać pracę, gdzie nie trzeba wychodzić z domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie!!! Czekam więc na email, a na powyższe pytania masz powyżej odpowiedź w komentarzach. Na prawdę byłabym niepowazna gdybym nie szukała na własną rękę ;), a pomoc apteczna jest w Milowce nie w Żywcu i.doświadczenie zawodowe mam, nie jest to 5 lat, ale okolo roku, więc nie dziw mi się, że wolę sprzątać w domu niż w aptece ;). Pamiętam słowa mojej wychowawczyni "jak spadać to z wysokiego konia" i slow pewnego Pana : "jak zaczniesz tak skończysz". Dlatego wolałabym znaleźć coś bardziej zbliżonego do mojego zawodu ;)

      Usuń
    2. ~Matka Polki, ja chętnie bym rzuciła okiem :)) e-mail (udostępniany publicznie): f2f2f2@op.pl

      Usuń
  8. To trudne. Sama wiem. Ale trzymam kciuki.
    Co do UP to ja spotkałam się ze stwierdzeniem, które mnie całkowicie zatkało. Pomijam fakt, że tzw. doradca zawodowy przyjął mnie będąc w koszulce, takiej działkowo/wakacyjnej. To drobiazg. Po serii pytań w stylu czy mogłabym pracować za najniższe wynagrodzenie i dojeżdżać własnym samochodem (!!!), kiedy zostałam wyprowadzona z równowagi usłyszałam: "Ale to Pani jest bez pracy, a nie ja". Bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już nawet nie bezczelność, a zwykłe chamstwo. "Moi" urzędnicy zazwyczaj mieli na mnie położoną lagę, ale przynajmniej nikt aż tak mi nie strzelił.

      Usuń
  9. Bylam zarejestrowana w urzedzie okolo trzy lata i wiem jedno- instytucja ta, szumnie noszaca miano Urzedu Pracy, odziera ludzi z godnosci. Juz pomijam fakt, iz nikt nigdy mi tam pracy nie dal i nie otrzymalam ani jednej oferty, ale chodzi mi przede wszystkim o to, jak urzednicy traktuja bezrobotnych. Na mnie patrzeli jak na idiotke i zadawali pytania w ten sposob, jakbym po podstawowce byla i nie rozumiala, co do mnie mowia. Osoba, ktora nie ma pracy przez sam ten fakt czuje sie gorsza, a idac raz w miesiacu do urzedu podpisac papierek, powinna byc obsluzona w miare normalnie, a nie potraktowana jak desperatka. Ja poszukiwalam pracy na wlasna reke i w koncu znalazlam, a do UP przestalam chodzic, bo bym omalo depresji nie dostala. Doskonale rozumiem Twoja frustracje i zdenerwowanie. A UP powinien dawno temu zmienic nazwe na Urzad dla Bezrobotnych badz dla ludzi poszukujacych pracy, bo ze znalezieniem pracy to on nie ma nic wspolnego. Z kultura i empatia rowniez. Nie rozumiem tez jednego z komentarzy powyzej, oczywiscie anonima- co to znaczy, ze nikt nie da obcemu czlowiekowi jesc i czas dorosnac? Panstwo ma obowiazek wobec obywateli, tak samo jak obywatel wobec panstwa. Poza tym nie wszyscy maja mozliwosci, sily i predyspozycje do tego, zeby zalozyc firme. Gdyby tak bylo, kazdy z nas bylby bogaty, a urzedy pracy nie mialyby racji bytu. Czasem talent i umiejetnosci nie wystarczaja, bo trzeba miec takze znajomosci. No, ale syty glodnego nie zrozumie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjelas mi to wszystko z głowy. Dopowiedziałas dokładnie to, co myślę!!!

      Usuń
  10. Masakra. Brak mi słów ja bym tego gościa wyśmiała i wyszła.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie pojęte. Sama byłam zarejestrowana w Urzędzie Pracy i prawdę mówiąc ani jednej oferty od nich nie otrzymałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także w swoim PUPie nie dostałam nigdy żadnej propozycji. Jedynie pytanie czy widziałam oferty, ktore wywiesili na korytarzu i czy coś mnie zainteresowało...

      Usuń
  12. masakra inaczej tego nie umiem skomentować

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem w podobnej sytuacji od lat szukam pracy również przez UP NIGDY nie dostałam od nich żadnej oferty byłam traktowana jak intruz nawet gdy domagałam się rzeczy które mi się należały. Mieszkam w dużym mieście i niestety bez znajomości i to dobrych nie ma szans na przyzwoitą pracę a już na pewno umowę o pracę

    OdpowiedzUsuń
  14. wykorzystaj znajomość języków.
    Ludzie zaczynają szukać pracy i widać po takich właśnie komentarzach oburzenia, że nadal jeszcze są odrealnieni. Nie w kategoriach bezczelności trzeba rozpatrywać zachowania urzędników i bezużyteczność urzędu. Nawet nie zdajecie sobie sprawy-mimo że już pewnych negatywnych rzeczy przy szukaniu pracy doświadczyliście-ile chamstwa was jeszcze czeka ze strony (potencjalnych)pracodawców. Chamstwa i bezwzględności zarówno od pracodawców jak i kolegów z pracy, urzędniczego "nicniemuszenia" i ile waszego strachu o to, czy będziesz mieć co jeść. Będą cię krytykować, że nie masz doświadczenia, że masz nietakie, że jesteś zbyt dobra albo zbyt słaba. Nastaw się na bój. A co do działalności rozważ jakiś rodzaj usług i to najlepiej taki, gdzie wykorzystasz znajomość niemieckiego i angielskiego (angielski jak rozumiem masz na poziomie CAE). Przeraszam za "tykanie" - tak mi łatwiej było pisać. Jedna rada: uderzaj tam, gdzie sądzisz, że pracują równi tobie, bo lepiej być wśród równych sobie niż wśród zakompleksionych biurew, które od początku będą ci rąbać tyłek za plecami (równi tobie też będą rąbać, ale mimo wszytsko chyba jednak lepiej uderzać tam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca się ze wszystkim zgadzam. Jeśli realnością ma być godzenie się na chamstwo i przywyknięcie do niego to chyba zawsze pozostanę odrealniona. Pewnie rzeczy jednych rażą bardziej innych nie- w zależności w jakim domu się wychowałeś, gdzie dorastałeś itd. Ja "chamstwa nie zniese"- jak to się mówi ;).
      Co do reszty- tak jest, masz rację, trzeba być gotowym na bój. Zresztą od małego człowiek jest "szkolony". Zaczyna się od piaskownicy, przez gimnazjum itd.
      Tak mam znajomość angielskiego na poziomie C1. Nie jestem jednak na siłach tłumaczyć- apropos usług, bo jak się domyślasz z roku na rok mój kontakt z językiem siłą rzeczy spada, choć bardzo się staram być na bieżąco, przypominać sobie pewne rzeczy, czytać, oglądać filmy w oryginale. Na korepetycje jak wspominałam chętnych nie było, więc nie wiem na jaki rodzaj usług mogłabym postawić.
      Poza tym jak jedna czytelniczka słusznie zauważyła, nie każdy posiada talent przedsiębiorczy, nie do końca widzę siebie jako niezależnego usługodawcę, właścicielkę firmy.

      Usuń
  15. ja byłam zarejestrowana przez bardzo długi czas w urzędzie pracy i nawet ani jednej oferty od nich nie dostałam.... tylko postawili pieczątkę i ustalili nowy termin wizyty...olewka tak samo...

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy kilka lat temu usiłowałam znaleźć pracę z pomocą pup, przedstawili mi wspaniałą ofertę - pól etatu w pomorskim. Mieszkam w Małopolsce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padłam jak to przeczytałam! Po prostu nie wiem teraz czy się śmiać czy płakać.... To już jest żenada. Jak można zrobić coś takiego?

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.