9/29/2014

Rowerem do parku

Rowerem do parku
Wreszcie pogoda w pełni dopisuje. Dziś było tak ciepło, że z przedszkola wracałyśmy w krótkich rękawkach. Gdy tylko mój mąż wrócił z pracy, wskoczyliśmy na rowery, żeby nie marnować złotego, jesiennego popołudnia. Melania uwielbia takie przejażdżki, w parku nigdy nie jest nudno, na placu zabaw zawsze są dzieciaki, a nasza córcia bardzo łatwo nawiązuje kontakty. 
Melania jest bardzo otwartym, wesołym dzieckiem, bez problemu podchodzi do obcych dzieci i przyłącza się do zabawy. Kiedyś wydawało mi się, że wszystkie małe dzieci takie są, ale myliłam się. Dzieci jak dorośli mają swój charakter, a mnie bardzo cieszy, że mam takie radosne i otwarte dziecko. Byłabym przeszczęśliwa gdyby taka pozostała, ale warunek jest jeden- musiałaby nie doznać krzywdy czy zawodu ze strony obcej osoby, a to przecież jest niemożliwe. Kiedyś też byłam takim towarzyskim, roześmianym dzieckiem, które uwielbiało kontakt z innymi ludźmi, ale życie mnie nauczyło, że nie ma cenniejszego przymiotu niż dystans i umiejętność obserwacji. Teraz potrzebuję sporo czasu żeby komuś zaufać, a słowa "przyjaźń" używam niezwykle rzadko... Można powiedzieć, że prawie wcale. Ja już wiem, że w pełni zaufać można tylko rodzicom, ale bardzo bym chciała żeby moją Melanię otaczali tylko tacy ludzie, którym można ufać bezgranicznie i na których zawsze można polegać. Obojętne czy będzie to przyjaciółka z liceum, kuzyn, ciocia czy szwagierka. Byłoby mi łatwiej, gdybym wiedziała, że kiedy ja i jej tata ją opuścimy, to będzie ją miał kto przygarnąć ;).

Powoli zaczynam naukę (oczywiście samodzielną) fotografowania na trybie innym niż Auto ;). Nie jest to proste, korzystam z internetu i wiedzy taty. Powoli będę chwalić się zdjęciami bez żadnych obróbek. Poniżej moje pierwsze osiągnięcia- pomijając pierwsze cztery, obrobione zdjęcia.

Melania ma na sobie:
włóczkowy kapelusz- second hand (od babci)
bluzeczka z królikiem z wąsami- Penney's (zakupione w Dublinie za 2,40 Euro)
sweterek- second hand ( H&M, od babci)
spódniczka- second hand (Next, upolowane przeze mnie)
torebka- second hand (kolejna zdobycz mojej mamy)
rajstopki- Calzedonia outlet (4 zł)
trampki- amerykański sklep ZY, jakiś czas temu zlikwidowany w Żywcu (kosztowały 20 zł)



















9/25/2014

A gdy kula się rozbije, może nie być już co zbierać...

A gdy kula się rozbije, może nie być już co zbierać...
Zaczęłam ostatnio odnosić wrażenie jakby ktoś/coś próbował powolutku ale nie dostrzegalnie zamknąć mnie w szklanej kuli i na jej ściankach jak na platformie e-learninogwej "emitować" mi i sączyć do umysłu nowy światopogląd. Jakby ktoś próbował zmienić moje myślenie i spostrzeganie. A najgorsze jest to, że w tej szklanej kuli siedzę nie tylko ja, ale Wy tam siedzicie ze mną.
O co mi chodzi? Czy nie zauważyliście, że ostatnio wtłacza się w naszą głowę nowy światopogląd, poprzez powtarzanie, powtarzanie i jeszcze raz powtarzanie odpowiednich słów, odpowiednich frazesów, poprzez taką a nie inną prezentację pewnych wydarzeń i sytuacji. To, co piękne zaczyna się nazywać brzydkim, to co dobre złym i na odwrót. Media (one chyba najbardziej) zakłamują naszą rzeczywistość, naginają prawdę coraz bardziej i bardziej, tworzą fikcję i na tej fikcji chcą nas "wychowywać". Coraz częściej używa się pięknych, ale pustych słów, słów które znaczą zbyt wiele, pod których znaczeniem wiele można przemycić, na których można budować wielkie teorie, ale podobnie jak to pojęcie i te teorie są płynne, niepełne, trochę jak obłoczek przesuwający się nad rzeczywistością i wchłaniający to, co mu pasuje.
Przykłady? Oglądałam ostatnio DDTVN, do którego zaproszona została znana mama blogerka. Urodziła swoje maleństwo bodajże jak miała 21 czy 22 lata (dokładnie nie pamiętam) i to zostało nazwane, uwaga, wczesnym macierzyństwem. Natura uznała, że błogosławiony wiek na pierwsze dziecko jest między 21 a 23 rokiem życia (to jest ten idealny pod każdym względem przedział), ale TVN uznał, że to wczesne macierzyństwo. Powiedzmy ok, niech będzie. Chodźmy jednak dalej. Gdy ktoś decyduje się na dziecko około czterdziestki nikt nie nazywa tego późnym macierzyństwem (a to byłoby nazwaniem rzeczy po imieniu), tylko dojrzałym. Jak więc podziała logika kobiety bombardowanej takimi frazesami? Taka, powiedzmy, 24 latka uzna siebie za niedojrzałą i będzie czekać do "dojrzałego" macierzyństwa jak skończy 35 lat, po czym okaże się, że jedynym wyjściem jest już tylko in vitro (pomijam aspekty ryzyka chorób genetycznych itp). No i super. Państwo prorodzinne podejmie się refundacji jednego zabiegu (może się uda!)- lepsze to niż wspieranie młodych rodziców zasiłkiem (co w skali kilku lat byłoby baaaardzo obciążające dla budżetu) jak to jest na zachodzie Europy. Jest to po prostu dla PAŃSTWA bardziej ekonomiczne, a przy okazji może się uznać za prorodzinne. Piękna fikcja- sprytnie!
Kolejny przykład? Słuchaliśmy wczoraj w radiu audycji, w której oburzeni, wręcz obrażeni całym wydarzeniem, jakże zniesmaczeni ludzie byli świadkami tak obrzydliwej, nienaturalnej, strasznej, amoralnej rzeczy jak :!!!!!! (tutaj by mi się przydał dźwięk bębnów) CHĘDOŻENIE SIĘ OSŁÓW w zoo. Ludzie byli oburzeni, wyrywali sobie włosy z głowy, bo jak tu wytłumaczyć dziecku CO TE OSŁY ROBIĄ??? No jak tu żyć, ktoś by pomyślał. Jedna Pani nawet zgłosiła gotowość pójścia do kierownika zoo i naskarżenia na bezwstydne osły. Może odwiedzający zoo wezmą się w końcu w kupę i wystosują jakąś petycję, żeby te osły np. wysłać na jakieś szkolenie, albo do perfekcyjnej pani domu, albo gdziekolwiek, gdy by je sawuar wiwru nauczyli. Nie wiem, nie wiem na prawdę co by na te osły poradzić. No jest to ewidentny problem. Poważny problem. Na pewno Ci wszyscy rodzice z zoo woleliby np. żeby w tym zoo chędożyły się homoseksualne pary, albo chociaż całowały, to na pewno byłoby dużo przyjemniejsze dla oka gdyby dwóch czterdziestoparoletnich panów poszło w ślimaka przy klatce z tygrysami. To byłoby po prostu dużo łatwiejsze do tłumaczenia dzieciakom, zresztą co tu tłumaczyć, to normalka. Bardzo fajnie by też było gdyby Ci panowie całujący się pod klatką z tygrysem byli w tym zoo ze swoją adoptowaną córeczką, Zamiast gejów mogliby też transwestyci- to też jest kul.
Żeby była jasność: nie jestem homofobem, byłam wolontariuszem Amnesty i tolerancja dla mnie to podstawa. Jest jednak różnica pomiędzy tolerancją, a ślepym przyzwoleniem. Jak dla mnie, niech każdy w domu robi co chce, byłyby był szczęśliwy i nie przekraczał granicy wolności drugiego człowieka. Tyle w temacie homofobii, na którą nie cierpię. Chciałam po prostu pokazać absurdy współczesnego świata. Bo to jet absurd, wręcz żenada, jest to tak śmieszne że aż tragiczne, gdy słucha się w audycji tych oburzonych osłami rodziców.
Mam też podpowiedź dla rodziców, których przerósł problem z osłami. Kochani, wystarczy dziecku powiedzieć prawdę. Moja córa wie, że dzieci biorą się z brzuszka (bo widziała kobiety w ciąży- mam nadzieję, że to Was nie oburza i nie  wystosujecie do premiera petycji , żeby ciężarne pozamykać w gettach), póki co nie pyta jak tam weszły, Ale jak zacznie, to też powiem jej prawdę. Oczywiście prawdę tę przekażę odpowiednio do jej wieku, ale w tych sprawach dzieci nie wolno kłamać. Nadeszły czasy, że nawet siedmioletnie dzieciaki wiedzą co, to seks czy lód, więc uwierzcie mi, być może te chędożące się osły nawet nie zdziwią Twojej pociechy.

Nieskażona widokiem chędożących się osłów Melania ma na sobie:
sukienka w kratkę- second hand Biga
apaszka (jedwabna)- second hand
rajstopki- textil market
trzewiki- Emel
kurtka- Pepco (od babci)





 A tutaj jedno z dzieł zrobionych przez Melcię w przedszkolu. Do tej pory obrazki były "dla mnie", więc mogły zostawać w teczce w przedszkolu, ale ten był dla tatusia więc Melania uparła się żeby go zabrać, "bo jest dla tatusia i chce mu pokazać". :)


9/23/2014

Randka z miastem

Randka z miastem
      Każdy chyba ma takie miejsce na ziemi, które kocha. Ja mam. Miasto. Miasto, w którym każdy zakątek wydaje się ciekawy, miasto które zawsze coś skrywa w zanadrzu, miasto w którym nigdy się nie nudzę. Takie miasto, z którym można iść na randkę.
      Według mnie jednym z motywów przewodnich serialu "Seks w wielkim mieście" jest miłość do miasta- Nowego Jorku. W jednym z odcinków jest nawet wątek randki z miastem. Nowy Jork w tym serialu ma ogromne znaczenie, a ja wiem dlaczego.
      Miejsce, które lubisz, do którego chcesz wracać, w którym lubisz bywać nie tylko określa Ciebie jako osobę, to miasto sprawia, że czujesz się szczęśliwa/wy, spełniona/ny, czasem może zrozpaczona/ny. Ważne, że nie jest Ci obojętne, że czasem je kochasz, a czasem nienawidzisz. Miasto- Twoja mała tożsamość.
      Ja doskonale rozumiem Carrie z "Seksu w wielkim mieście"- ja też nie wyobrażam sobie nie mieć takiego "kochanka" w roli miasta. Czy to nie jest wspaniałe chcieć iść z tym miastem na spacer, na zakupy lub na kawę? Tylko Ty i Twoje miasto- spokojne bądź tętniące życiem, przeludnione lub opustoszałe, nowoczesne lub przywołujące na myśl skojarzenia z dawnymi czasami.
      Moim "kochankiem" jest Kraków. Bezlitośnie mnie wprawdzie porzucił, ale wiem, ze zawsze mogę do niego wrócić, ze przyjdzie taki czas i może przyjmie mnie z powrotem na dłużej.
Póki co muszą mi starczyć przelotne spotkania, urwane pocałunki.
      A kto wie? Może za jakiś czas znajdę innego "kochanka", którego pokocham nawet mocniej?

Melania ma na sobie:
puchaty sweterek- F&F (wyprzedaż, za 35 zł)
miętowa bluzeczka (pod sweterkiem)- Penney's (Dublin)
rurki w cętki- Pepco
balerinki- Pepco













9/22/2014

Kopia dorosłego czy dziecko dzieckiem?

Kopia dorosłego czy dziecko dzieckiem?
 Bardzo lubię dzieci ubrane jak mini dorośli. Stylizacje eleganckie, mikro żakieciki, kominy, okularki, klasyczne rurki, koszule itp. To rewelacyjny pomysł na zestaw dla dziecka i bardzo lubię tak ubierać swoją córeczkę. Bardzo jednak lubię też takie stroje, których dorosły by nie przyodział ;). Oczywiście cenię oryginalność i własny styl, ale mam tutaj na myśli typowo cukierkowe, dziecinne zestawy, w których dobrze wygląda tylko dziecko.
Dziś chcę Wam właśnie taką stylizację zaprezentować. Trochę dlatego, żeby przegonić te złe chmury i wlać monitorem nieco blasku w Wasz poniedziałkowy wieczór, trochę dlatego, że przeglądając blogi modowe dla dzieci widzę stylizacje wiernie skopiowane z obecnych wystaw sklepowych. stylizacje może trochę sponsorowane, a może po prostu zainspirowane wystawami znanych sieciówek. Nie mnie o tym sądzić.
Oto mój pomysł na typowo dziecięcy i dziewczęcy zestaw, którego ja bym nie założyła ;) i którego raczej nie zobaczycie na wystawie H&M czy Zara baby.
Melania ma na sobie ręcznie robiony na szydełku przez moją mamę sweterek. Jest to więc rzecz, które wyróżnia z tłumu, jest bardzo osobista, jest dana z serca i tworzy całość tego zestaw. Do sweterka jest jeszcze śliczny berecik, ale wczoraj była śliczna pogoda, więc nie wciskałam Melanii berecika na siłę (nawet do zdjęć). Bluzeczka przywieziona z zeszłego roku z Dublina zakupiona w Penney's za grosze (z nowej kolekcji). Spodenki upolowane przeze mnie niedawno w second hand- kosztowały 4 złote 50 groszy i rajstopki- znowu prezent od babci, z Lidla. Buciki znacie- Pepco.
Zestaw jasny, dziewczęcy i wygodny, a zarazem trochę jakby "kościołkowy". Zestaw idealny na popołudniowy spacer, a bez sweterka- do przedszkola.
Zachęcam Was żebyście czasem swoje dzieci ubrali po prostu jak dzieci- słodko, anielsko, inaczej niż tak jak wygląda manekin w sklepie z odzieżą dziecięcą :).
Pozdrawiamy!







A to suczka moich rodziców. Niezwykle pogodny i łagodny foksterier szorstkowłosy o imieniu Psotka.

9/19/2014

Ten, kto ciągle chce więcej

Ten, kto ciągle chce więcej
Kiedyś przeczytałam takie mniej więcej słowa: "Nie ten jest biedny kto nic nie ma, ale ten kto ciągle chce więcej". Miałam wtedy naście lat i te słowa bardzo mocno wryły mi się w pamięć i nie opuszczają mnie aż do teraz. Dlaczego ten cytat zrobił na mnie takie wrażenie, w zasadzie przyczynił się do budowy mojej osobowości, do tego kim teraz jestem?
To bardzo mądre i prawdziwe słowa. Gdy je przeczytałam poczułam jakby tąpnięcie, dosłownie, jakby ktoś pacnął mnie w głowę. Wtedy kompletnie nie związałam tego stwierdzenia ze światem materialnym, bo i  cytat ten nie tylko do tego świata się odnosi. Odniosłam to natychmiastowo do pewnej sytuacji, która spędzała mi sen z powiek i dotyczyła moich relacji z pewną osoba ( i nie był to chłopak :))  i zdałam sobie sprawę, że trzeba odpuścić. Nic nie zmienię, nic na nikim nie wymuszę, nawet choćbym nie wiadomo jak dobra i kochająca wobec kogoś była. To był początek zdawania sobie sprawy, że NIC jako człowiek nie jestem w stanie zmienić. NIC oprócz siebie.
Gdy byłam nastolatką wiele rzeczy próbowałam "wymusić", zmieniać świat, zmieniać innych, zmieniać stosunek innych do mnie, stawałam się ciągle nienasycona, nieszczęśliwa, gdybym dalej taka była pewnie bym zgorzkniała. Taka walka z wiatrakami, choć z założenia pozytywna, to nic pozytywnego w życie walczącego nie wnosi. Przychodzą tylko kolejne zawody i rozczarowania. Człowiek chce więcej i więcej, to mu nie odpowiada, tamto... Przestaje widzieć to, co dobre, to co sam może zrobić dobrze, to, co może się zmienić na lepsze dzięki niemu, zaczyna dostrzegać tylko braki, tylko to, czego do szczęścia mu brak.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że życie trzeba brać takim jakie jest, w drugiego człowieka uwierzyć, a tych, którzy Cię ranią nie zmieniać ale omijać, a nawet wykreślić z życia, stałam się o wiele spokojniejsza. Z jednej strony można powiedzieć- poddałam się, zaakceptowałam bieżący stan rzeczy, który niekoniecznie jest właściwy, od problemów (a może raczej smutku) w jakiś sposób uciekłam. Z drugiej jednak strony- jedyne co mogę zrobić to "naprawić" siebie, tylko tak mogę naprawić świat. Nawet gdybym chciała powiedzieć komuś: "Nie rób tego, to mnie rani", nie mam gwarancji ani że przestanie, ani że się zgodzi ze mną co do istoty sytuacji (dla kogoś przecież pewne rzeczy nie są tak oczywiste jak dla mnie, a co najgorsze, dobro i zło dla każdego oznacza co innego, w szczególności, zależnie od punktu siedzenia...). Gdybym nawet chciała spróbować komuś wytłumaczyć, że pewne słowa bolą, a pewne zachowania to czysty egoizm, to ten ktoś może stwierdzić, że się mylę i nijak wpłynę na niego.
Dla własnego spokoju przestałam oczekiwać poprawy, przestałam stawiać wyzwania, przestałam chcieć zmieniać świat. Zmieniłam i zmieniam siebie i widzę, że to jest jedyne rozsądne rozwiązanie.
Dobro, którego pragnę staram się czynić sama i choć nie zawsze dobro powraca, to nie ma nic wspanialszego niż to dobro czynić. Wtedy przestaje się chcieć więcej od świata, ważne by chcieć więcej od siebie.

Melania ma na sobie:
opaska- zakupiona w jakiejś tanie sieciówce typu Textil Market za 3 złote
suknia- second hand
rajstopki- Calzedonia outlet (4 złote)
balerinki- Pepco












9/16/2014

Odporność przedszkolaka

Odporność przedszkolaka
     Dziś troszkę o odporności dziecka. Moja córeczka z dniem 1 września br. została przedszkolakiem. Ponieważ to było jej marzenie, a ona uwielbia kontakt z dziećmi, jedyne co spędzało sen z moich powiek była i jest jej potencjalna choroba. Siłą rzeczy, prędzej czy później przypląta się jakaś grypa czy angina, ale chcę jak najdłużej tego unikać i przede wszystkim unikać zwyczajnych przeziębień. Infekcji, które nie są groźne ale mogą przerodzić się w coś groźniejszego.
         Jak dbam o odporność Melanii? Pasjonuje mnie zdrowy styl życia, zdrowa kuchnia, produkty bio i wszelkiej maści naturalne specyfiki wpływające dobrze na ludzkie zdrowie, urodę i samopoczucie.
       Jakieś trzy tygodnie temu zaopatrzyłam się w czystek i piję go regularnie 2-3 razy dziennie. Raz dziennie podaję go też Melanii i dosładzam sokiem malinowym babcinej roboty lub miodem spadziowym (czasem też z cytryną). Ponadto, zamiast masełka smaruję kanapeczki olejem kokosowym. W połączeniu z dżemem- rewelacja, ale Melania toleruje nawet połączenie z serem żółtym, więc nie ma obaw, że smak jest za bardzo intensywny, myślę że posmakuje każdemu. Melania codziennie zjada około pół łyżeczki do łyżeczki oleju kokosowego.
     Olej kokosowy zwany jest naturalnym antybiotykiem a wszystko dzięki zawartości kwasu laurynowego. Kwas ten posiada właściwości bakteriobójcze i wirusobójcze, potrafi zwalczyć nawet bakterię helicobacter pylori, czyli zagładę obecnych czasów.
      Z kolei wspomniany przeze mnie czystek to jedno z najbogatszych źródeł polifenoli, czyli związków niszczących wolne rodniki, a tym samym zwiększających odporność. Czystek to zioło o wielu właściwościach, Zachęcam Was do przeczytania mojego wpisu na temat tego zioła.
        Kolejną rzeczą, którą codziennie faszeruję córeczkę jest tran. Tran to nieocenione źródło kwasów omega oraz witaminy A i D. Ponieważ zaleca się podawanie dzieciom do 18 roku życia witaminy D3, moim zdaniem najlepiej podawać ją w formie tranu. Dzięki temu dostarczymy także naszym pociechom niezbędne do rozwoju mózgu kwasy omega oraz zapewnimy im odporność. Zalet tranu nie sposób przecenić. To nie tylko gwarancja odporności, ale także zapobiega on krzywicy i przeciwdziała kurzej ślepocie, obniża poziom złego cholesterolu, ma nawet właściwości przeciwnowotworowe. Polecam Wam włączenie tranu do codzienniej diety Waszego maluszka.
           Gdy jednak zauważymy, że nasza pociecha jest już mocno zakatarzona i/lub kaszle robimy jej po prostu inhalację. Już dawno zaopatrzyliśmy się w inhalator (z zalecenia pediatry) i gdy tylko widzimy coś niepokojęcego wlewamy solankę, i siup, 3 minutki oddychania. To na prawdę jeden z najlepszych sposobów żeby zatrzymać rozwijające się przeziębienie.

A oto zdjęcia mojego małego przedszkolaczka. Melania ma na sobie:
opaska- allegro
koszula- po Marysi (pozdrawiamy serdecznie)
spódniczka- second hand (2 zł)
rajstopki- second hand
kalosze- sklep z obuwiem (24 złote)














Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger