Macierzyństwo raz a dobrze

Temat dzieci z mężem mamy obcykany. Poinformowałam go, że po trzydziestce zamykam fabrykę, więc jak chce więcej potomstwa to musi się wyrobić w odpowiednim czasie. Po namyśle i wysłuchaniu argumentów dlaczego tak postanowiłam, przyznał mi rację i bez dyskusji zgodził się na mój warunek. Dyskutowaliśmy o ilości pociech i doszliśmy do wniosku, że przy takim limicie czasu prawdopodobnie dwójka to maks, ja byłam skłonna bardziej ku jednemu, a mój mąż ku trójce, ale tak czy siak z trójką moglibyśmy się nie wyrobić, więc poprzestało na zaplanowanej dwójce. Mijały miesiące. Melania z pleców przewróciła się na brzuszek, zaczęła raczkować, mówić, chodzić, poszła do przedszkola. Newralgiczna różnica wieku przepowiadająca tragedię zaczęła przeobrażać się w idealną (3 lata między dziećmi), by wreszcie zaniknąć i zacząć się wydłużać. 
Kwestię dzieci ciężko jednak w naszym przypadku poruszać. 
Nie mam pracy i uważam, że kolejny raz wolałabym już liczyć na wsparcie ze strony państwa. Przy Melci nie mogłam liczyć na macierzyński, choć studiowałam jak człowiek i na L4 nigdy pracodawców nie naciągałam. Nie pracowałam jednak, więc nie mogłam liczyć na nic więcej poza 1000 zł becikowego.... Obecnie figuruję jako bezrobotna, więc temat tutaj się urywa.
Dochodzą kwestie lokalowe. Na takim metrażu czwórka osób dla mnie jest do pomyślenia. Temat znów się urywa.
Jest więc wiele "przeciw", które odciągają nas od podwójnego rodzicielstwa.
JEDNAK. Któregoś wieczoru zapytana przez znajomego o drugie dziecko zdałam sobie sprawę, że przecież gdybym NA PRAWDĘ chciała drugie dziecko, to wątpliwości, które mnie teraz nachodzą byłyby śmieszne. Lokum? Można zmienić na większe, przecież nic nas tu nie trzyma, wynajmujemy to mieszkanie. Byłoby droższe? Byłoby, ale coś za coś. Macierzyński? Przecież to jest tak lichy argument na "nie", że chyba nawet nie muszę go tłumaczyć. Tutaj nie rozbija się o pieniądze, bo jak rodziła się Melania mój mąż zarabiał przecież sporo mniej niż teraz... Mniej pieniędzy, a daliśmy radę i mieliśmy mniej rzeczy dla maluszka, beznadziejny, stary samochód, w księgowości ciągle zalegali z pensją- musieliśmy się zapożyczać, żeby kupić jedzenie. 
Myślałam więc "o co chodzi", czemu wyszukuję sobie powody tak nieistotne w obliczu chęci posiadania kolejnego dziecka? I wtedy mnie olśniło. Nie czuję ani chęci, ani potrzeby zostania matką po raz drugi. Nie dlatego, że śpimy we trójkę w jednym łóżku i we czwórkę byłoby nam ciaśniej, nie dlatego że nie mogłabym liczyć na macierzyński, nie! Nie chcę, bo posiadanie jednego dziecka w zupełności spełnia mnie jako kobietę, jako matkę, zapewnia mi ogrom szczęścia i odpowiednią ilość problemów. To jest wszystko czego pragnę, a jednocześnie myśl o drugim dziecku napawa mnie przerażaniem. Dokładnie tak: przerażaniem.
Ze zgrozą wspominam ciążę. Moja ciąża była fatalna i pod względem fizycznym dla mnie i pod względem zdarzeń, które mnie w tamtym czasie doświadczyły. To było jedno wielkie pasmo udręk, a dodatkowo przez dwa miesiące przed rozwiązaniem marzyłam tylko o tym, żeby się wyspać. Cierpiałam na paskudną zgagę, miałam wszystko opalone od ciągłego refluksu, a na ból i pieczenie, które odczuwałam niemal non stop, lekarze po prostu rozkładali już ręce, bo nic nie pomagało. Jadłam tylko chleb i piłam mleko i to w ilościach minimalnych, a w nocy i tak nie spałam- miałam nawet ustawione w "salonie" takie jakby łóżko szpitalne, które składało się do pozycji siedzącej i tak "spałam" dwa ostatnie miesiące ciąży, modląc się o szybki poród.
Ale przecież nie mogłoby być tak pięknie. W 41 tygodniu ciąży "zaproszono" mnie do szpitala i tam pchali we mnie balony, żeby "rozruszać" mi szyjkę, zamęczali oksytocyną przez, łącznie, kilkanaście godzin na porodówce wśród krzyków i jęków rodzących. Tylko po to żebym w 42 tygodniu ciąży zaczęła rodzić i skończyła wszystko cesarką. Długa historia. Bardzo długa. Ciąża przenoszona, wody zatrute, dziecko zakażone Ecoli, kolejny tydzień w szpitalu, antybiotyk w pierwszej dobie życia, skierowanie do neurologa, USG głowy, rehabilitacja, faszerowanie notropilem i wmawianie, że mała będzie opóźniona...Dziadkowie 150 km dalej, a my sami z natłokiem informacji, ja z dzieckiem pobudzonym do granic przez notropil, musząca ćwiczyć kilka razy dziennie z niechętną, płaczącą kruszynką. Lekarze, brak pokarmu, anemia u małej, nawet pępek miała źle zrobiony i trzeba było kolejny raz u chirurga poprawiać. No i wiadomo, codziennie obowiązki: ciepły obiad dla męża, sterta prasowania, sprzątanie, pranie, mnóstwo nieprzespanych nocy...
To nie była sielanka. Nikt nie mówił, że będzie lekko- wiem o tym. Jednym dzieci śpią i jędzą, są zdrowe, a poród trwa dwie godziny, inni mają do pomocy dziadków, jeszcze innym rodzą się dzieci niepełnosprawne, albo komornik zabiera im wszystko. Każdy ma inną historię i inne wspomnienia ciąży, porodu i początków macierzyństwa. Ja mam takie, że mówię WIĘCEJ JUŻ NIE CHCĘ.
Kocham Melanię ponad życie, jest moim największym szczęściem- więcej radości nie potrzebuję. Wiadomo, los może mi nie sprzyjać- raz już wpadłam. Nie przekreślam niczego, bo różnie może się zdarzyć, ale jeśli chodzi o moją świadomą decyzję to jest ona taka: chcę mieć jedno dziecko, Melania jest wszystkim co mam i zupełnie zaspokaja moje macierzyńskie instynkty.
Wszelkie argumenty w stylu "rodzeństwo jest dobre dla dziecka" są dla mnie śmieszne. Jeśli ktoś sądzi, że podejmę tak odpowiedzialną decyzję, dla dobra rozwoju mojego dziecka, to chyba na psychologii się nie zna. Dla dobra rozwoju dziecka potrzebni są mądrzy rodzice. Jak pięknie to ujęła kiedyś Mamalla: "uważam że rodzeństwo nie jest elementem, które jakoś niesamowicie na nas wpływa. A już na pewno nie zgadzam się ze stereotypem, że jedynacy są samolubni i egoistyczni. Wierzcie mi, że znam mnóstwo osób, które mając rodzeństwo są tak egoistyczni, że prędzej wydrapaliby siostrze/bratu oczu niż się nim z czymś podzielili." Ja też znam rodzeństwa na papierku, rodzeństwa które mieszkają w tym samym bloku
i widują się raz na pół roku, rodzeństwa które z sobą rywalizują i się nie znoszą, choć rodzice
z całych sił starali się wychować je w duchu braterstwa. Taki argument do mnie nie przemawia. Dlatego darujcie sobie komentarze w tym stylu ;) Mam nadzieję, że choć trochę zrozumiecie, dlaczego obawiam się kolejnej ciąży i trudów macierzyństwa ponoszonych w zasadzie w pojedynkę (mój mąż początkowo baaardzo dużo pracował, no a w nocy musiał się wyspać...) i dlaczego w zupełności jestem spełniona jako matka cudownej jedynaczki.

Melania:
opaska- Wójcik
kamizelka- second hand
futerko- second hand
komin- Kiermasz Dizajnu Dziecięcego w Żywcu
sukienka- second hand
rajstopy- Cubus
sniegowce- F&F


















39 komentarzy:

  1. Świetnie Cię rozumiem :)
    Mam syna za chwilę będzie dorosły, to świetny chłopak wychowany bez rodzeństwa, pełen empatii, tolerancyjny i nie wiem czy byłby lepszy, mając brata czy siostrę? Czasami on twierdził "Że nie byłby taki sam" i to jest prawda :) Wychowywanie go to było wyzwanie pod każdym względem, ale wyszło dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanuje twoja decyzje I nigdy nie neguje zachowania podobnego do twojego,ze osoby z jedynakiem nie decyduja sie na kolejne dziecko. Ja mam dwoje ,ale na trzecie juz bym sie nie zdecydowala.
    Jesli chodzi o posiadanie rodzenstwa to polemizowalabym z Toba.
    Uwazam,ze nie ma nic lepszego dla dziecka ,niz drugie dziecko,ktore przygotowywuje je do zycia w rodzinie, w gronie. Maja partnera - do klotni, do zabawy... maja siebie....
    Ja wychodze z zalozenia,ze kiedys odejde I dzieci beda mieli siebie. Moga byc sobie bliscy, moze ich drogi sie rozejda. Niewazne. Sa razem...maja siebie,gdy mnie zabraknie.
    I obojetnie jak straszne bylo moje pierwsze doswiadczenie w ciazy... ja drugiego dziecka pragnelam bardzo... I mialam :) szybko

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Cię doskonale, bo póki co też nie widzę opcji na kolejne dziecko. Po prostu nie czuję takiej potrzeby i cieszę się, że mam za sobą ciąże, poród, połóg i inne atrakcje :) Podbiorę Ci ten tekst o zamknięciu fabryki - genialny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem Cię, ze ciężko było i jest. Sami ciulamy Z jednej pensji na 35M a za moment dziecko się pojawi . Choć z jednej strony co stanie się z Mel gdy was już zabraknie? Nie zrozum mnie złe ale uważam że to takie trochę egoistyczne posiadać jedno dziecko. Być może dlatego iż ja mam aż 4 siostry. Jedna moja prawdZiwa a 3 są przyszywane. Nie wyobrażam sobie abym mogła na starość zostać sama. Zawsze wsparcie otrzymujemy od rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby posiadanie rodzeństwa było jakąkolwiek gwarancją, że moje dzieci nie będą same i będą miały na kogo liczyć to może przemyslalabym tę kwestię. Ale jak napisałam: znam dużo rodzeństw, których relacja kończy się na pożyczeniu gotówki (a tę zawsze można pożyczyć od przyjaciół, rodziców itd.), które z sobą rywalizują albo traktują się protekcjonalnie- nie widuja się, nie utrzymują głębszych kontaktów. Rodziców nikt Ci nigdy nie zastąpi, ale znam ludzi którzy mogą bardziej liczyć na przyjaciół niż rodzeństwo.
    Niemniej jednak i tak wszystko w rękach Boga i wadliwego lateksu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie wszystko zależy od rodziców jak wychowują swoje dzieci. To relacje z najmłodsZych lat wpływają na kontakty w życiu późniejszy. 😉

      Usuń
  6. Jejku, jaka cudna sukienka i sweterek! Cuda!
    Ja jakiś czas temu też myślałam, że wystarczy mi Hania- kocham ją nad życie, jest moim największym szczęściem. Ale... nie wyobrażam sobie, żeby nie miała rodzeństwa. Moja bratanica jest jedynakiem i jest samolubna mimo starań rodziców i jeszcze większych starań dziadków. Ma już 17 lat i mówi, że brakuje jej kogoś, że chciałaby mieć siostrę, że zazdrości swoim koleżankom, które mają rodzeństwo. Pragnę rodzeństwa dla mojej Hani. Nie miałam siostry, miałam dwóch starszych braci i chciałabym, żeby i Hania miała kogoś, na kogo będzie mogła liczyć (poza Nami rodzicami i dziadkami). Chociaż, przyznam się, że odkąd zaczęliśmy się starać o drugiego malucha i odstawiam Hankę od piersi to mam wątpliwości.. Odstawienie Hani od piersi źle znoszę- Hania sobie radzi, ale ja ryczę jak szalona i kiedy przychodzi do mnie i mówi Mamusiuuuu daj cyc to ja płaczę tłumacząc jej, że nie ma i pokazując zabandażowane piersi...Dziś drugi dzień i nawet w nocy nie było tak źle, ale nie ma nic cudowniejszego, jak kp i ciężko mi jest się z tym rozstać. W takich momentach, kiedy Hania przychodzi po cycusia- myślę sobie, a może zaprzestać starań o kolejnego malucha?! Będę kp Hanię jak najdłużej, a jak sama się odstawi to wtedy zaczniemy starania... ale potem myślę, że to ja jestem egoistyczna. Cały czas tłumaczę sobie, że to jest ten dobry czas u Nas, że jak nie teraz, to później już będzie magiczna 30 na liczniku- też sobie wyznaczyłam ten wiek, gdzie zamykam fabryke :) Mam wiele wątpliwości, zwłaszcza teraz, kiedy tak ciężko mi odstawić Hanię od piersi, kiedy hormony szaleją ponownie i chodzę zapłakana, jak jakaś wariatka, ale mimo wszystko wiem, że dam radę i nagrodą będzie widok razem bawiących się moich dzieciaczków za jakiś czas :) P.S. U mnie początek ciąży był koszmarny- wymioty, przeziębienie oraz ostatni trymestr- zgaga niesamowita oraz puchnące stopy, bolący kręgosłup- żeby wstać w nocy do WC, to mój H musiał mi pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mialam wymioty itd, ale jednak ten brak snu przez ostatnie dwa miesiące spowodowany zgaga pobił wszystko, wyglądałam pod koniec ciąży tak tragicznie, że jak mnie mama zobaczyła to ... Ech, szkoda gadać, i tak nikt nie wie co drugi przeszedł i jak to znosił.
      Co do Twojej decyzji- jeśli już ja podjęłas nie załamuj się :) wyobrażam sobie jak Ci ciężko, ale jeśli pragniesz drugiego dziecka i czujesz, że to odpowiedni czas to trzymaj się tego. Córeczkę i tak musiałabys kiedyś odstawić od piersi, a im dłużej tym trudniej :)

      Usuń
  7. Kochana!!!! Jak ja Cię doskonale rozumiem, dziękuję za Twój post, czytając go stałaś mi się taka bliska...Mnie również wystarczy nasza kochana Wikunia. Pierwszy trymestr ciąży to był dla mnie jakiś koszmar, nie wiedziałam co się ze mną dzieje, byłam słaba, ciągle źle się czułam, miałam zawroty głowy, trzymiesięczne mdłości, nie mogłam nic jeść, nawet widok lodówki sprawiał, że biegłam do toalety, na myśl o jedzeniu przewracało mi się w żołądku, schudłam wtedy niesamowicie, drugi trymestr był znacznie lepszy, ale pod koniec trzeciego znów jakieś kompilacje. Od 34 tygodnia musiałam leżeć plackiem, żeby uniknąć przedwczesnego porodu, ale najgorszym koszmarem był okres parcia i ten niesamowity rozdzierający ból, a później jeszcze gorzej - połóg i związane z nim liczne dolegliwości i poczucie porażki, że kiedyś byłam taka sprawna fizycznie, a teraz czuje się jak po jakimś poważnym wypadku, wszystko mnie bolało nie byłam w stanie robić podstawowych rzeczy...A co do jedynaków to absolutnie zgadzam się z zacytowanym tekstem. Mojego męża chrześnica jest jedynaczką, natomiast rodzice wychowują ją tak, że nigdy nie dostrzegłam w niej cienia egoizmu, wręcz przeciwnie jest bardzo towarzyska i wszystkim się dzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ piękna Melania :) Ta sukienka i kamizela cudne. I ten uśmiech :) Bo zawsze Melcia taka poważna
    Co do dzieci, to postawiłam mężowi takie samo ultimatum, po 30 w pieluchy się nie bawię, więc max do 28 robimy następne. I mam nadzieję się uda niedługo.
    Rozumiem też Twoją decyzję. Brak pracy, brak swojego mieszkania. Bardzo mądrze postępujesz, bo wiesz, że dziecko to obowiązki, równiez te materialne. Ja mam dziadków pod ręką, pracę i prawie swoje mieszkanie (prawie, bo mam uzyczone od mamy), a i tak decyzja o drugim dziecku nie jest łatwa. Ale sama mam trójkę rodzeństwa, mąż dwójkę, więc nie wyobrażam sobie mieć małej rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ci lekarze to umiaru nie znają jeśli chodzi wywoływanie porodu ;/ Porażka z tymi cewnikami foleya i oksytocyną ... Szczerze powem że jakbym miałam wybór to od razu wybrałabym cesarke niż to czekanie i męczenie się na porodówce. No ale przekonaj ich jak wolą abyś rodziła SN. Ja chciałabym mieć jeszcze jednego bobasa ;) Chociaż w ciąży mówiłam że tylko jedno i koniec to tak teraz by mi to nie przeszkadzało - ale oczywiście za jkiś czas ! No i musiałabym mieć z kim mieć dzieck o- to myśle kluczowa kwestia ;)
    Ale zawsze uważałam że lepiej nie mieć dzieci na siłę. Tym bardziej że wiesz czym jest macierzyństwo, Ty nie bronisz się przed nieznanym, bo to dobrze znasz. Melcia jest cudowna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O Boże jakbym czytała o sobie....Stać nas na drugie dziecko, ba nawet na trzecie...stać na to abym siedziała z nimi w domu przez najbliższe lata i z uśmiechem na twarzy sprzątała 125 metrów kwadratowych...Ale nie chcę !!! Nie wiem może kiedyś będę tego żałować, może za jakiś czas zmienię zdanie. Teraz nie chcę. Dużo czasu musi minąć, zanim seks przestanie mi się kojarzyć tylko z ciążą, a ciąża z bólem. Zazdroszczę kobietom cudownych 9 miesięcy. Moje takie nie były, spanie na sofie (bo na łóżku za twardo) a zgada tak paliła w nocy, że ja wyłam w głos. Nikt nie potrafił mnie zrozumieć, dziecko tak naciskało na kręgosłup, że sikałam do wiadra obok bo nie byłam w stanie sama isć do wc. Potem 12 godzin porodu zakończonego cesarką, i pół roku dochodzenia do siebie. Sami we trójkę, bo babcie owszem wpadną na kawę, ale o poprasowaniu już nie ma szans, bo lata nie te....Nie chcę znów patrzeć na swoje zmasakrowane przez ciążę ciało...nad którym pracuję teraz ciężko, nie chcę aby mięsień brzucha który pomau udaje mi się uzyskać, zamienił się znów w 20 kg tłuszczu. Nie nie nie. Może jestem egoistka nie wiem, ale KOCHAM mojego Syna miłością największą, zawsze będzie pierwszy, wyczekany, wymodlony, najważniejszy, pierowrodny. Nie wiem czy można tak samo pokochać jeszcze kogoś....Oddałam mu całą moją miłość.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piekne zdjecia w pieknej.scenerii !
    Osobiscie to iestem ZA dwojka lub trojka, Ja osobiscie mam dwa mal lobuziaki i chetnie pokusilabym.sie o.trzecie ale......gdyby tak cofnac czas o 5 lat...
    Dobrze ze wieku po mnie nie widac :-)
    Pozdrowionka
    wkawiarence.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Chęć posiadania drugiego dziecka (bądź też niechęć) to delikatny temat i indywidualna sprawa każdej z nas. Ja chciałabym, żeby Gaja miała rodzeństwo i mam nadzięję, że tak się stanie. Sama mam siostrę i brata i chociaż w przeszłości różnie to między nami bywało (wiadomo, jak to jest, gdy jest się młodym), teraz możemy na siebie liczyć. Wszystko ma swoje plusy i minusy, więc doskonale Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak jeszcze dla wyjaśnienia. To wspaniale, że ludzie chcą mieć więcej niż jedno dziecko. Podziwiam rodziny w których jest dwójka, trójką dzieci, podziwiam rodziny wielodzietne. Oby jak najmniej było ludzi takich jak ja i jak najwięcej kobiet z rozrzewnieniem wspominających ciążę, mających pomoc ze strony rodziny i grzeczne maluszki.
    Jak napisała Sabina, to drażliwy temat. Chciałam tylko napisać co ja sądzę i jak chciałabym pokierować własnym życiem. Uważam, że bycie rodzicem to najbardziej altruistyczna rola na świecie, a bycie matką zarówno jednego jak i sześciorga dzieci wyzute z egoizmu i prezentujące oddanie. Lepiej być dobrą mamą jedynaka niż sfrustowana gospodynią dla trójki pociech. Niemniej jednak im więcej rodzin wielodzietnych tym lepiej dla nas wszystkich i takich ludzi należy szanować.

    OdpowiedzUsuń
  14. ale przeżyłaś ;( Jestem ciekawa jak to będzie ze mną i moim porodem, jak dam sobie rade. Co do koszulki też nie pozwoliłabym sobie na taki wydatek, dostałam ją dzięki uprzejmości firmy mine pine baby. Też nie dostanę żadnych pieniędzy oprócz becikowego wiec kwestia finansów jest mocno ograniczona ;) Twoje maleństwo wygląda super ;) mała modelka ;)
    pozdrawiam http://creamshine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Wszyscy świetnie rozumieją matkę, a czy ktoś rozumie dziecko? Bycie jedynakiem, zwłaszcza jedynakiem introwertykiem, to kiepska sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  16. W tym momencie całkowicie podzielam Twoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobry wpis! Tak naprawdę to każdy powinien podejmować decyzje sam, nie sugerować się nikim i niczym. No wiadomo, że pewne warunki trzeba wziąć pod uwagę ale na pewno nie jest to opinia ludzi itp itd. :)) Każdy ma prawo do własnych decyzji :) Ja chciałam mieć dwoje (conajmniej) a mam jedno i z każdym rokiem mija mi ochota na więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja może do końca nie rozumiem Twojej postawy, ale to zapewne dlatego, że ja pragnę całą sobą drugiego dziecka. Na pewno jednak nie oceniam i nie krytykuję Twojej decyzji, bo najzwyczajniej w świecie nic mi do tego. Każdy ma swoje racje i nikt nie ma prawa oceniać, która jest tą właściwą. Szanujmy siebie nawzajem.
    Co do traumatycznej ciązy to mogłabym Ci zrobić niemała konkurencję :D Cierpię na refluks, wieć w ciązy to była tragedia praktycznie od samego początku. To już nawet nie chodziło o palenie w gardle a o codzienne straszliwe bóle żołądka. Jakby tego było mało zaszczyciły mnie również niepowściagliwe wymioty ciężarnych - wymiotowałam o każdej porze dnia i nocy...początkowo codziennie, później co drugi dzień. Dwa razy byłam hospitalizowana, bo nie byłąm w stanie nic do ust włożyć. Miało przejśc po pierwszym trymestrze...czekałam na tej napiekniejszy w życiu kobiety okres i się nie doczekałam. Wymioty nie ustały aż do samego końca ciąży. A na sam koniec w 28 tc badanie USG wykazało, że skróciła mi się szyjka i zostało już tylko 13mm...wylądowałam na podtrzymaniu....kroplówki, zastrzyki na płuca dziecka. Pięc dni później urodziłam skrajnego wcześniaka - 1144g. Kolejne dwa miesiące do Intenswyna Terapia Neonatologiczna.
    Nie uważam się za wonder woman i nie ukrywam, że boję się nieco kolejnej ciąży...samopoczucia w niej i kolejnego przedwczesnego porodu, ale drugiego dziecka pragnę. A jak będzie to się zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to pięknie przeszłaś w ciąży, ale właśnie Twoja postawa tym bardziej potwierdza to, że gdy się pragnie drugiego dziecka wszelkie wątpliwości opadają. Miejmy nadzieję, że kolejna ciąża będzie zupełnym przeciwieństwem tej pierwszej i urodzi Ci się zdrowe, bezproblemowe maleństwo w 40 tygodniu ciąży :)

      Usuń
  19. Całym sercem Cię rozumiem. Marzyłam o dwójce. Ja mam cudowne doświadczenia z rodzeństwem tak jak wszyscy wokół mnie. A na dodatek znam tylko takich jedynaków, którzy w szczerej rozmowie przyznają, że brakuje im kogoś w rodzinie. Brata czy siostry. I zawsze myślałam, że to dobrze, żeby miał rodzeństwo. Jednak naszemu synowi nie dane będzie poznać czym jest rodzeństwo. Nie dam rady. Nie po tym co przeszliśmy. Rodzina nas nie rozumie i nikt w tym nie wspiera. Pytam ich: jeśli wiesz, że twoja decyzja narazi twoje dziecko na niebezpieczeństwo. Jeśli wiesz, że narazisz jego życie na niebezpieczeństwo. Może przez twój egoizm zostać kaleką na całe życie to podjęłabyś taką decyzję? I każdy odpowiada, że oczywiście nie pozwoliłby na to. Więc czemu nikt nas nie chce zrozumieć? Ja drugi raz nie chcę patrzeć jak dziecko walczy o życie, nie chcę zastanawiać się czy kiedykolwiek będzie samodzielne. I argument, że przecież Krzyś wyszedł obronną ręką nam w niczym nie pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest prosto, gdy rodzina zupełnie nie rozumie rzeczy oczywistych (bo dla mnie to oczywiste, że możecie być przerażeni i zniechęceni po tym co Was spotkało) i nie wspiera Was w Waszej decyzji, tym bardziej, że jest ona w pełni zrozumiała. Czy słuszna? Jak można w ogóle decydować o tym co jest słuszne, a co nie jeśli nie dotyczy to naszych własnych wyborów. To na Was spadają wszelkie ciężary i odpowiedzialność z tym związana, więc nikomu nic do tego.

      Usuń
  20. Czami się zastanawiam... Czy dam rade z dwójką czy byłam bym wstanie kochać ich tak samo. Jednak jest w mojej głowie jedno ALE. Sama jestem jedynaczką teraz gdy mam swoje dziecko męża które ma rodzeństwo z którym ma świetny kontakt. Zazdroszczę mu tego bo ja jestem sama bez rodzeństwa bez możliwości wygadania się...
    Nie chciałam bym aby Zu przeżywała to samo co Ja.
    Jednak kwestia pieniędzy jest największym ale z możliwych..

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie będę Cię zachęcał do niczego, bo i nawet sama nie chcesz. Po przeczytaniu Twojego wpisu nawet Cię rozumiem. Ale pozwól, coś Ci opowiem. Przez siedem lat po ślubie zbierałem się do tacierzyństwa. Chciałem być świadom, że jestem w stanie coś mądrego przekazać dziecku. Kiedy byłem, wedle swojego mniemania gotów, okazało się, że nie możemy mieć dzieci... po prostu nie zdążyliśmy. O powodach nie ma co pisać, to nie film Hitchcocka. Zacząłem z tą świadomością żyć, bo musiałem. Pogodziłem się z tym. Rok temu urodziła mi się córka. Naturalnie! Dziś w temacie dzieci mam jedną myśl: nie patrzeć na cokolwiek. Jeśli oczywiście chce się mieć dziecko. Przez Ciebie przemawia trauma i świadomość dojrzałej kobiety. I dobrze, bo to oznacza, że jesteś myślącym i przewidującym człowiekiem. A teraz odpowiedz sobie na pytanie (ale już sama, tylko sobie): czy w tym wypadku warto?

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja bardzo chcę mieć jeszcze jedno dziecko (przynajmniej)! Jednak jeszcze trochę poczekam, bo Filip ma dopiero 9 miesięcy. O kwestie mieszkaniowe martwić się nie muszę, praca jak praca nie zając... Też jestem bezrobotna. Jednak macierzyństwo to nie jakaś zachciewajka i każdy musi sam podjąć decyzję. Nikt nikogo do niczego zmusi nie może. Czujesz się dobrzew obecnej ro,li to super :) Spełniaj się! Zdjęcia cudowne i pełne życia. Córcia jak zwykle wygląda bajecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kobiety, czy też oboje partnerów mają różnorakie powody by mieć wyłącznie jedno dziecko. Czytałam już o tym temacie bardzo, ale naprawdę bardzo dużo. Jednak nikt nie rozumie powodów oczywistych, czyli brak wsparcia, pomocy osób trzecich. Wiesz, tak czytam co Cię spotkało i wiem, że było Ci momentami bardzo ciężko. Zastanów się, czy gdyby spotkały Cię takie wydarzenia ale miałabyś pomoc np. ze strony dziadków w opiece to miałoby to dla Ciebie duże znaczenie?
    Ja zastanawiam się czy to nie jest jeden z ważniejszych powodów mojej decyzji... Jest pewien "główny" powód, dla którego zostanę przy jednym dziecku. Jednak jestem pewna, że jeśli ma się dużo problemów, a wsparcie na wyciągnięcie ręki to człowiek czuje się pewniejszy :).
    Zawsze chciłam mieć minimum dwójkę ale cieszę się, że mam jednego Syna, bo niektórzy nie mogą mieć wcale.
    Ściskam Was :*

    OdpowiedzUsuń
  24. To bardzo trudny temat... od zawsze jest tak, że na dziecko nigdy nie ma odpowiedniej pory, ale to nie prawda... Dla chcącego, nic trudnego, no ale, zawsze znajdzie się to ale...
    Ja myślę, że każdy ma prawo decydować o tym ile chce mieć dzieci i nikomu nic do tego. Wcale Ci się nie dziwię, naprawdę wiele przeszłaś i wielkie ukłony dla Ciebie...
    Ja jestem jedynaczką i zawsze chciałam mieć rodzeństwo, niestety natura zadecydowała inaczej... dlatego chciałabym mojej Oli w przyszłości dać jeszcze jedną siostrę, albo brata, ale jak wyjdzie, to czas pokaże...
    A z rodzeństwem to rzeczywiście różnie bywa... dokładnie tak jak napisała Mamalla... moi rodzice mają liczne rodzeństwa i co? Zdecydowali się z Podkarpacia przecież na Mazowsze, bo nic ich tam nie trzymało, bo rodzeństwo ma swoje życie i jak oni się nie zainteresują, nie zadzwonią co u kogo słychać, to telefon wiecznie milczy. Tak to właśnie z tym rodzeństwem bywa, no ale nie zawsze tak jest, czasem zdarza się też rodzeństwo, które się wspiera i jest ze sobą mocno zżyte :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nic na siłę. Rozumiem Twoje argumenty. Poza tym każdy ma prawo decydować o swoim życiu. Po takich przejściach jak Twoje pewnie też nie zdecydowałabym się na kolejne dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  26. ja mam duży ból głowy jeżeli chodzi o planowany ślub ale to nic w porównaniu z myślami o posiadaniu później choćby jednego potomka, to będzie katorga

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak tylko patrzę na Melanię, to od razu zimno mi się robi :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja Cię doskonale rozumiem przecież nie każdy musi mieć gromadkę dzieci, jedni mają jedno dziecko, drudzy trójkę, a jeszcze inni wcale.
    A Melcia ma tak śliczne na tym zdjęciu sukienusie i kamizelkę, że oczu nie mogę oderwać.
    I zgaga mnie doskwiera podobnie jak w pierwszej ciąży.

    OdpowiedzUsuń
  29. no cóż... ja mam dwójkę dzieci bo nie chciałam mieć jedynaczki i wiem, że to była słuszna decyzja. Dla nas no i dla niej ;) teraz są dwie i widzę jakie im to daje szczęście :)
    Rozumiem Twoje obawy bo sama ciąże przechodziłam kiepsko i pierwszy poród był traumatyczny dla mnie. Decyzja posiadania lub nie posiadania większej ilości dziecka to tylko i wyłącznie Wasza sprawa i nikt nie powinien Was za to krytykować ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. ja jeszcze nie mam dziecka i szczerze mówiąc nie wiem jak to będzie... z jednej strony chciałabym, ale myśl o ciązy i związanych z nią zmianami przeraża mnie. dla mnie teraz najważniejsze są studia i chcę później spełniać się zawodowo i tak naprawdę nie wiem czy w moim planie mam dwa lata na siedzenie w domu, a poza tym chyba trzeba czuć jakiś instynkt macierzyński, a ja jak na razie nic nie czuję i ciekawa jestem czy mi się to zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Też tak miałam, że tylko na becikowe mogłam liczyć. Wkurzało mnie to bo przecież studia są zaliczane do pracy. Państwo jest zbudowane na patriarchacie, zależności kobiet od mężów, ojców ich dzieci. Godne pożałowania bo dla górników mają, dla rolników mają dla Ukrainy mają a dla tych kilku tysięcy matek studentek nie mają. Ja po drugiej córce mam okropne wspomnienia ciążowo -porodowe. I chętnie bym zdecydowała się na trzecie ale na myśl o porodzie chcę mi się dosłownie rzygać. I nie chodzi o sam poród, choć to też było ciężkie przeżycie, ale podejście większości lekarzy i personelu w szpitalach do rodzących. Moja cesarka została tak skwitowana przez pajaca który mnie ciął "Najwyżej będzie dłużej do siebie dochodzić". Wspomnę jeszcze tylko, że musiałam błagać o zakończenie porodu mimo, że krwawiłam już od 24 h a skurczę porodowe miałam 2 doby, dzięki Bogu, że obie z córcią wyszłyśmy z tego cało.

    OdpowiedzUsuń
  32. Gada urodziłam sobie na trzydziestkę. Zakładaliśmy, że może za 4-5 lat będzie drugie i wciąż jeszcze tli się we mnie myśl, że przydałaby się jej siostra, ale... Po TAKIEJ ciąży nie wyobrażam sobie przechodzić przez to drugi raz. Nie kosztem Gada. Będzie jedynaczką i będzie szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  33. Rozumiem obawy ale każda ciąża i poród są inne i nie jest powiedziane, że znowu będą takie problemy. Mam poważne kłopoty zdrowotne różnej natury i mam dwie córki z 5 letnią różnicą wieku. Super się ze sobą dogaduja i bawią i spędzaja wiele czasu razem. Mam nadzieję, że całe życie będą się wspierac i trzymać razem i myślę, że to, że mają siebie to dla nich największy prezent od losu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat co do ciąży potwierdzone jest, że kobieta ma pewne predyspozycje i jeśli np. pierwsza ciąża była przedwczesna, druga prawdopodobnie rozwiąże się jeszcze wcześniej, podobnie co do przenoszenia. Ja po prostu dziękuję za kolejne przygod i nie chcę- jedna córa mi wystarczy, daj Boże, a Wam życzę jak najlepiej i oby córki były wspaniałymi siostrami, bo z moich obserwacji wynika, że takie kochające się rodzeństwa, które mogą na siebie liczyć to niestety rzadkość, choć oczywiście znam też wyjątki.

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.