Granica szczerości

            Ostatnio pojawił się u Sabiny wpis na temat piętna otyłości, po czym podjęła go również Valium tutaj. Nie mogłam obok tematu przejść obojętnie. Choć nigdy gruba nie byłam, ba, ja nie byłam nawet gram otyła, to niestety z tym piętnem otyłości żyję do dziś.
            Miałam szczęście urodzić się w całkiem zwyczajnej rodzinie. Moja mama jest skromną, perfekcyjną panią domu, chorobliwie pedantyczną szaloną kobietą, która aktualnie spełnia się prowadząc mikro biznes, a mój tata to typowy skromny, małomówny bread winner, w którym drzemie niespełniona, artystyczna dusza (tak, tak- dobrze widzicie, jestem wierną kopią obojga...). Mój tata do najczulszych nie należy i do tej pory, gdy dzwonię do domu i słyszę go w słuchawce, natychmiast mówię "tato, daj mamę" ;), za to moja mama to istna rodzinna, kwoka- tuląca, ciepła, czuła, obsypująca tysiącem ciepłych słów, komplementująca, (ale jednocześnie bardzo, bardzo wymagająca- do tej pory pamiętam te pytania "a dlaczego czwórka, a nie piątka?!?", które skończyły się dopiero w liceum?..). Mam poczucie, że mama budowała we mnie pewną siebie osobę, chciała żebym znała swoją wartość, dostrzegała własne zalety i niestety, nie wiem, czemu- poległa. Mam wrażenie, że udało jej się wiele, jeśli chodzi o moją osobę, ale w tej kwestii przegrała wojnę. Z kretesem. I tutaj powstaje pytanie: czy to wina mojej mamy, że nie potrafiłam udźwignąć złośliwości i jestem osobą zakompleksioną? NIE! Dla mnie to jasne, że nie, jednak mimo wszystko codziennie córce powtarzam, że jest najpiękniejsza, najmądrzejsza i tresuję męża, by i on codziennie zachwycał się nią- także, jako małą kobietką.
        Chciałabym mojej córce dać poczucie pewności siebie, braku zakompleksienia, dla mnie może być nawet zarozumiałą tupeciarą, byle tylko kompleksy nie przesłoniły jej świata i zamknęły w twardej skorupie. Mam takie życzenie (a może roszczenie...) wobec losu, żeby te geny przejęła od rodziny męża (broń Boże mojej) - będę mieć gwarancję, że odniesie sukces i wyrośnie z niej gwiazda.
       Czy byłoby mi łatwiej w życiu gdybym była zarozumiałą tupeciarą? Oj byłoby! Na słowa kolegów, że jestem rudą, piegowatą świnią reagowałabym pewnie ciepłym moczem, a nie łzami. Na słowa koleżanek, że jak biegnę to uda mi się trzepią jak galareta pewnie umiałabym odpysknąć. Jednak gdybym była taką zarozumiałą tupeciarą, to pewnie i tak nikt nie mówiłby mi takich rzeczy, bo by nie miał wobec mnie takiej śmiałości (bezczelności?...)!
      Nie wiem, co we drzemie, że ludzie mają wobec mnie śmiałość i przekraczają tą cienką granicę szczerości, stając się wobec mnie bezczelnymi, co trwa aż do dzisiaj... Jak się domyślacie, najwięcej "miłego" słyszałam i słyszę oczywiście od kobiet... Zupełnie tego nie pojmuję, bo ja nie potrafiłabym wprost komuś powiedzieć, że ma np. krzywe zęby i powinien je wyprostować, albo, że ma za wysokie czoło i nie powinien czesać się do góry (nie mówię, że ja to słyszałam, to tylko przykłady). Chyba jasne jest, że w dzisiejszych czasach większość osób zdaje sobie sprawę ze swoich mankamentów, ale czy obecność tych mankamentów, (które na litość boską mamy wszyscy!!!) skreśla nas z życia publicznego???
        Czy mając wielki nos mam nie wychodzić z domu zanim nie odwiedzę chirurga? Czy mając krzywe nogi jestem skreślona wobec noszenia rurek? Czy mając żółte zęby mam się nie uśmiechać? Czy mając odstające uszy mam nosić długie włosy i przykrywać nimi co się da? Kto arbitralnie zadecydował jak JA mam wyglądać i czemu wszystkim, do cholery, przeszkadza właśnie to jak wyglądam?
          Dla mnie istnieje cienka granica pomiędzy szczerością a bezczelnością i łatwo ją przekroczyć raniąc kogoś, szczególnie kogoś wrażliwego i od najmłodszych lat słyszącego, co jest z nim nie tak- jak to jest ze mną.
           Nie daję nikomu prawa mówić mi jak powinnam wyglądać i co powinnam w sobie zmienić, tym bardziej, że ja NIGDY nikomu takich rzeczy nie mówiłam. Nie byłabym w stanie powiedzieć komuś w twarz, że jest za gruby, że ma zbyt rozbudowane łydki, że mu się trzęsą ramiona, gdy nimi rusza albo, że powinien się pomalować, bo ma brzydką cerę. Są pewne rzeczy, które każdy widzi w lustrze i które bolą (uwierzcie wszyscy Ci, którzy mnie uświadamiacie- doskonale zdaję sobie sprawę ze swych was, ale dzięki Wam niestety nie zdaję sobie sprawy z obecności jakichkolwiek zalet), choć zupełnie o niczym nie świadczą. Bo czy mnie, jako człowieka skreśla to, że jestem brzydka? Czy mnie, jako człowieka skreśla to, że mam beznadziejną figurę? Czy jestem gorszą matką, bo nie jestem piękna? A może dla mojej córki jestem najpiękniejsza, tysiąc razy piękniejsza od tej, które mówiła mi, że dupa mi się trzęsie jak galareta gdy biegam na w-fie? Może dla mojego męża jestem doskonalsza niż Angelina Jolie i doskonalsza od tej, która mówiła, że mam krzywe, brzydkie zęby?
         Znam osobiście taką dziewczynę pełną kompleksów, która jest obecnie chyba w jeszcze gorszym miejscu niż ja. Choć na moich oczach przeistaczała się bardzo powoli i subtelnie w odrobinę bardziej świadomą siebie kobietę, to jednak gołym okiem obserwowałam jak ciężko takie zmiany przychodzą. Ja nadal stoję w tym samym miejscu, w którym stałam, gdy byłam stłamszoną gimnazjalistką i nie tylko ja cierpię, nie tylko ja dźwigam to brzemię "brzydkiej i grubej", bo wraz z moimi kompleksami cierpi mój mąż, moi rodzice i mam tylko nadzieję, że uporam się z tym wszystkim jak najszybciej, a moja córka będzie obserwować i uczyć się od silnej kobiety. Mam nadzieję, że kończąc trzydziestkę, którą spędzę ze wspomnianą przed chwilką koleżanką na obiecanej wspólnej imprezie, (bo dzieli nas zaledwie pięć dni różnicy) będziemy bardziej pewne siebie, a może nawet będziemy już pewne siebie!, gotowe eksplorować naszą kobiecość, zupełnie obojętne na złośliwe, krzywdzące słowa sędziów atrakcyjności. 

Najpiękniejsza w całej rodzinie, w całym Żywcu, w całej Polsce i na całym świecie: Melania ma na sobie ;):
czapa- Terranova outlet
szalik- sh
futerko- sh 
jegginsy- Lupilu
buty- 5 10 15














57 komentarzy:

  1. Coś jakbym o sobie czytała. Niestety u mnie kompleks kompleksem jest poganiany i też nigdy by mi przez gardło nie przeszło żeby komuś powiedzieć, że jest taki czy inny. Najzabawniejsze jest to, że jeden z tych, którzy najbardziej mnie gnębili w podstawówce jest dziś moim najlepszym kumplem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że u mnie by to nie przeszło, ale skoro Wam udało się oczyścić relacje i wyjaśnić wszystko, to chyba można Was tylko podziwiać :) Gratuluję.

      Usuń
  2. Przeczytałam i zrobiło mi się smutno. Strasznie smutno. Wyobraziłam sobie Ciebie- nastolatkę, cierpiącą na te wszystkie słowa. Mi co prawda nie dokuczano, ale sama siebie krytykowałam, bo mam odstające ucho. Zawsze starałam się je ukryć.
    A może ktoś właśnie wytkał mi te ucho, że się go wstydziłam...?! Tego nie pamiętam.
    Też mi w domu zawsze powtarzano, że jestem piękna. Cięzko było mi w to uwierzyć, kiedy na mej twarzy zawitała zmora nastolatków- trądzik... Nikt mi nie dokuczał, ale pytanie koleżanki- robisz coś z nim?albo "dobrze, że ja nie mam z nim problemu" dobijały mnie. Przypominam sobie też pewną koleżankę, którą wyzywali wszyscy od grubych świń, śmiali się, że jak będzie biegała, to się zatrze itp. Ta dziewczyna miała mnie i inną koleżankę. Była wspaniałą dziewczyną, ciepłą miłą osobą. Zakompleksioną przez innych. Po powrocie ze szkoły płakała... i pewnego dnia zaczęła się odchudzać. W rok czasu doprowadziła się do stanu, że wyglądała jak anorektyczka. Do dziś pamiętam jak liczyłyśmy jej kręgi na kręgosłupie, kiedy latem się opalałyśmy. Wtedy to my miałyśmy z przyjaciółką kompleksy, bo Ona była szczuplejsza od Nas. Zaczęto na nią zwracać uwagę, bo była już piękna- chuda. Dlaczego nikt inny nie docenił jej osoby, kiedy taka nie była? Skończyło się to tak, że z dnia na dzień stała się lubiana, przez chłopaków rozchwytywana, koleżanek nagle pojawiło się pełno, a ja i moja przyjaciółka stałyśmy się jej zbędne. Zamiast Nas dwóch miała dziesiątki... Czy potrzeba akceptacji otoczenia, żeby czuć się dobrze we własnej skórze? Kto daje prawo innym oceniać, kto jest ładny, a kto nie? Czy istnieje ktoś, kto jest idealny???
    Przytuliłabym Cię najchętniej- może za dużo by to nie pomogło, ale może poczułabyś się lepiej na chwilę :) Słowa ranią bardzo i pozostawiają ślad. Szczególnie u osób wrażliwych.
    Nie jesteś już nastolatką, masz męża, masz piękną córkę. Widziałam Ciebie na zdjęciach i powiem, że to ja zazdroszczę Ci figury. Patrząc w lustro, powtarzaj sobie, że jesteś piękna. Nawet nie waż się myśleć inaczej. A teraz pytanie... czy te dziewczyny, które nie szczędziły Ci krytyki są dziś nadal "młode i piękne"?

    Wybacz, że się rozpisałam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie się rozpisałaś, dziękuję Ci za to i moszczę się w tych Twoich, wirtualnych uściskach. Pozdrawiam Cię ciepło.

      Usuń
  3. oh jak ja się z Tobą zgadzam. czasami granica miedzy szczeroscia a bezczelnoscia jest baaardzo cienka i łatwo kogoś zranić. w ogóle dziwi mnie ze niektorym zawsze łatwiej przejdzie przez gardło krzywdzaca krytyka niz ciepłe i miłe słowo wsparcia

    OdpowiedzUsuń
  4. W dzisiejszych czasach najłatwiej mają ładni, szczupli ludzie - niekoniecznie mądrzy. Wprawdzie nigdy nie doświadczyłam tego osobiście ale widziałam sytuacje, gdy dyskryminowano kogoś za wygląd. Przykre. Jesteś wspaniałą kobietą i masz wspaniałą córkę.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż jakby nie patrzeć każdy z nas chodź raz w życiu spotkał się z krytyką tego jak wyglądamy czy ile ważymy. Nie uchronimy przed tym dziecka, chodźby nie wiem ile razy usłyszy, że jest najpiękniejsza od mamy, na pewno zaboli ją złe słowo rówieśnika. Ba gdy będzie nastolatką za pewne sama sobie wymyśli jakieś bzdurne kompleksy. Na szczęście z wiekiem jesteśmy mądrzejsi i wiemy, kiedy ktoś chce nas zranić, a kiedy ktoś o nas po prostu się martwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mogę się z tym zgodzić. Każdy ma inną granicę wrażliwości i jedni są mniej a inni bardziej pewni siebie, znam osoby do których wręcz krytyka nie dociera (nawet ta konstruktywna), bo przekonani są o swej perfekcyjności. Właśnie dlatego buduję w córce takie ogromne poczucie własnej wartości (niekoniecznie się to uda), ale znam osoby których nie rusza krytyka, albo są tak pewne siebie, że nikt nawet nie śmiałby ich skrytykować. Co więcej, ja z wiekiem nie jestem wcale mądrzejsza, kompleksy rosną razem ze mną i moją wrażliwością. Ludzka psychika jest bardzo skomplikowana i co ważne, uważam że bolesna krytyka nigdy nie jest okazywaniem zmartwienia. Bo co to za martwienie się czyimś wielkim nosem czy umięśnionymi łydkami?

      Usuń
  6. Myślę, że niektórzy ludzie mają przyjemność w robieniu przykrości i krzywdy osobie, którą postrzegają jako słabszą psychiczne, delikatniejszą. Łatwo wpędzić w kompleksy osobę wrażliwą i mniej "wyszczekaną". To im daje siłę, karmią się takimi emocjami.
    Często analizowałam takie zachowania i zauważyłam, że agresorzy często są lub byli ofiarami kogoś innego.
    Warto nie zwracać uwagi na takie zachowania - jeśli dotyczą nas osobiście, a jeśli to się nasila interweniować. Obudzić w sobie lwicę! Przetestowałam takie zachowanie i odniosło zamierzony efekt, a poza tym dało dużo siły wewnętrznej :) To ważne przy wzmacnianiu poczucia własnej wartości.
    Jeśli Twoja córka jest dziewczynką wrażliwą, nic nie da chwalenie jej urody. Czar pryśnie w potyczce ze zwyczajną chamką, chuliganką, niestety. Ucz ją jak obronić swoje terytorium, swoje JA i nie przejmować się zbytni tym, co mówią inni. Na pewno będzie podświadomie przejmowała Twoje zahamowania, więc wzmocnij się! Uśmiechnij się i naucz ją czerpać silę z tego, w czym jest najlepsza!
    Bardzo fajny wpis. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za cenne uwagi! Rzeczywiście nie popatrzyłam na to w ten sposób, że chwalenie jej urody i tak nic nie da jeśli nie nauczę jej pewnych zachowań. Muszę więc uderzyć jeszcze z innej strony i mam nadzieję, że wychowam silną, niezależną kobietę, która zna swoją wartość :). Dziękuję :)

      Usuń
  7. pamiętam, jak kiedyś na lodowisku jakiś dzieciak krzyknął, że wyglądam, jak kiełbasa, było to pewnie z 15 lat temu, ale całą sytuację mogłabym odtworzyć, jakby to było wczoraj, ze wszystkimi emocjami, które mi wtedy towarzyszyły. dziś nauczyłam się żyć z tymi kompleksami, lać na krytykę "oj, Katarzyna, jak ty przytyłaś", jakiś czas temu zwróciła mi uwagę znajoma, "no, z tobą też czas łaskawie się nie obchodził" - odpowiedziałam, ale po cichy przeżywałam to, przecież wiem, kiedy przytyję, mam lustro, więc widzę. jesteś silna, masz fają córkę, olać wszystkich "uprzejmych"!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja moim chlopcom co chwile powtarzam, ze sa cudowni, madrzy I najukochansi. Jednak nie do konca sie zgodze,ze rodzice ksztalca nasze wartosci. Ja jak kazda kobieta jestem zakompleksiona, ale tylko wiara w siebie pomogla mi wierzyc, ze potrafie to czy wygladam tak, a nie inaczej. Nigdy nie liczylam na kogos by mowil mi jaka to jestem piekna, madra, wyksztalcoma , doswiadczona. Trzeba wierzyc w siebie, w swoje mozliwosci (nawet jesli sa one czasami zludne). Moj maz dziwi sie do teraz, ze nosze glowe wysoko, a moze czasami nie powinnam, ale ja wiem, ze pozytywne myslenie o sobie pozwala przenosic gory I postaram sie zrobic wszystko w mojej mocy by chlopcy tez czuli sie dowartosciowani I wiedzieli, ze sa kims I cos znacza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że rodzice nie są w stanie wykształcić w nas konkretnej osobowości. Dlatego napisałam właśnie, że choć moja mama się starała wyszło jak wyszło. Niestety na nasz charakter ma wpływ mnóstwo czynników, ale mam nadzieję, że moja córka będzie "mądrzejsza" ode mnie...

      Usuń
  9. Wiesz co Asiu, ja czasem żałuję, że nie mam charakteru zarozumiałej tupeciary. Takie, mimo że w większości nic specjalnego sobą nie prezentują, zawsze mają w życiu łatwiej.

    Patrzę na Twoje zdjęcia z fp i widzę piękną kobietę. Jestem pewna, że wszystkie te brutalne słowa wynikały z zazdrości.

    Gaja jest śliczną i szczupłą dziewczynką, ale wiem, że i tak znajdzie się ktoś, kto dopatrzy się w niej wad i będzie próbował ją poniżyć. Moja w tym głowa, żeby nie brała sobie takich słów do serca. Wytłumaczę jej, że ludzie są różni, a ona niezależnie od opinii innych zawsze będzie dla mnie wyjątkowa. Dobrze robisz, że dowartościowujesz Melanię, taka ochronna skorupa się jej przyda w brutalnym świecie.

    A szczerości aż do bólu...szczerze nienawidzę. Zresztą jest cieńka granica między szczerością, a podłością. Ktoś kiedyś mi powiedział, że jestem brzydka jak noc listopadowa i zargumentował to właśnie tym, iż jest szczery i nie owija w bawełnę. Dziękuję za taką szczerość i chełpienie się nią- szkoda że się nie widzi, jak pod pojęciem fałszywej szczerości rani się ludzi. Często żałuję, że nie odpowiadałam innym w ten sposób, ale naprawdę nie umiałam. Nie leży w mojej naturze poniżanie słabszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak mi słów. Jest to niezwykłe wyrachowanie ze strony tego, kto tak strasznie Ci ubliżył, zasłaniać nikczemną podłość pseudo szczerością. Serce mi ścisnął szczery żal jak przeczytałam Twój komentarz... To straszne, że tak wielu ludzi nosi w sobie tyle podłości i braku taktu, zastanawiam się jak "piękny, doskonały i dobry" był ten człowiek, który Ci to powiedział...

      Usuń
  10. W tych czasach ludzi bezczelnych jest ogrom. Sama się s tym spotykam. Nie należę do osób szczupłych, ale jest mi przykro kiedy cały czas ktoś wytyka mi mój wygląd. Mam przez to bardzo niską samoocenę. Dobrze, że chociaż mąż i syn akceptują mnie taką, jaka jestem.

    OdpowiedzUsuń
  11. do tej pory słyszę śmiechy w głowie że byłam przez sitko przez mamę opalana bo tyle mam piegów, no i oczywiście bawić się ze mną to obciach bo jestem ze wsi, a liczy się tylko miasto. Chyba wiele z nas się tego co Ty uczy.... I życzę nam z całego serca żebyśmy osiągnęły swój cel! pozdrawiam serdecznie Ilona!

    OdpowiedzUsuń
  12. To tak jakby czytała w swoich myślach. Uświadomiłaś mnie lub nakierowałaś tym postem jak nie wychowywać córki a jak postąpić by była szczęśliwa pomimo wszystko. Dobry tekst!

    OdpowiedzUsuń
  13. Wpis niemalże o mnie! Począwszy od rodziców a kończąc na zakompleksionej kiedyś nastolatce, teraz kobiecie!
    Reasumując: dzieci i młodzież są bezwzględnie okrutni! Niestety piętnowanie innych, słabszych pozostawia odciski na całe życie, a one z kolei w moim przypadku z wiekiem sie utrwalają. Do dziś w lustrze widzę grubego brzydala, Ehhh. Dobry tekst!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Moimi najwiekszymi kompleksami (zupelnie jak u Ciebie) byly moje piegi i kolor wlosow. W szkole bylam zawsze piegowatym rudzielcem. Bolalo... Dzisiaj moje wlosy juz nie sa rude. Przez wiele lat nakladania farb samoistnie zmienily kolor. Ja nauczylam sie je kochac i nie farbuje! Piegi tez lubie. Ba! Uwazam, ze piegi sa urocze ;) Pozbylam sie tych kompleksow, ale pojawily sie nastepne... Po ciazy przytylam i nie umiem sobie z tym poradzic. Komplesy znikaja, a na ich miejsce pojawiaja sie nastepne. Bledne kolo.
    Ja tez co dziennie mowie Filipkowi, ze jest madry, piekny i osiagnie sukces. Troche trzeba pomoc tym naszym dzieciaczka w budowaniu solidnej samooceny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nie chce Ciebie dobijać, ale ...myśląc o tym skąd wzięła się moja obojętność na takie "docinki", doszłam do wniosku, że z obserwacji mojej Mamy. ona też ma wylane w to, co myślą sobie o niej inni. siostra mojego Taty i moja Babcia, uważały moją Mamę za dziwaczkę. ta była bardzo obojętna wobec tego i robiła swoje. zaczynam się zastanawiać, czy osoby które nie są odporne na takie docinki, nie przyciągają złośliwości jak magnes. bo ja nawet nie pamiętam ile przykrości i co konkretnie słyszałam. Ty masz z tym problem.

    sama o sobie myślę, że jestem beznadziejna. gruba, brzydka, nieutalentowana i mało inteligentna. ale nie dlatego, że ktoś mi tak powiedział. takie mam doświadczenie życiowe. mam na koncie bardzo dużo bolesnych porażek i nikt jakoś szczególnie mnie uświadamiać nie musiał. mój Mąż ostatnio wychwalał mnie przy Ątusi. ja protestowałam, bo co on buduje jej jakąś totalną abstrakcję na mój temat. później uświadomił mnie, że dla Żabki jestem idealna, że ona nie potrzebuje innej mamy. On walczy z moimi demonami przeszłości, aktualnie bezskutecznie. zawsze kiedy mój Mąż mówi mi coś miłego, karcę go że się nabija.

    jak dane nam będzie się kiedyś spotkać, chętnie wysłucham Twoich uwag odnośnie mojego wyglądu. nie mam z tym problemu, jak ktoś mówi mi coś konstruktywnego i jakieś uwagi są podyktowane tylko moim dobrem.

    gdzieś czytałam, że rodzice Dody też zapewniali ją o jej wyjątkowości. także 3mam kciuki za Melanię :)
    my aktualnie budujemy w naszej Żabci dumę z bycia starszą siostrą. na wszelki wypadek zaczniemy budować coś jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Mam dokładnie to samo: nie potrafię przyjmować komplementów- nawet od tych najbliższych. Mam wrażenie, że to litość, uprzejmość, albo rzucanie słów od niechcenia. Mój mąż dzielnie walczy z moimi demonami- tak jak Twój, ale na razie idzie jak po grudzie. Przykre to jest, że nie dowierzamy własnym mężom... I to przez to, że zranili nas obcy, pełni goryczy ludzie...

      Usuń
    2. ja zraniłam siebie sama...

      bardzo boje się,że pewnego dnia Mąż zobaczy jaka jestem beznadziejna i ucieknie przerażony waląc głową w mur, jak tyle czasu mógł być z kimś takim..... .

      Usuń
  16. Jestem o wiele starsza od Ciebie, co oczywiście nie znaczy, że mądrzejsza. Jednak z mojego doświadczenia wiem, że poczucie własnej wartości, które to jest wzorcowo wpajane amerykańskim dzieciom, jest clue sukcesów na najróżniejszych płaszczyznach życia, w różnym wieku, pomaga w przezwyciężaniu najtrudniejszych chwil w życiu. Rozbudzanie poczucie wartości wymaga bardzo rozważnego podejścia rodziców, by nadmiernym wychwalaniem dziecka, sami nie byli sprawcami koszmarów swoich dzieci. Chciałbym być dobrze zrozumiana. Powtarzanie przysłowiowemu brzydkiemu dziecku, że jest najpiękniejsze, mało bystremu, że jest najmądrzejsze, otyłemu, że jest najzgrabniejsze etc. wcześniej czy później, w zderzeniu z prostolinijnymi rówieśnikami, przyniesie rozczarowanie. Dziecko może uznać, że rodzice oszukiwali go, nie przygotowali na odpieranie "ataków". Nikomu nie trzeba przypominać jak bezwzględne, nawet okrutne mogą być dzieci. Wg mnie sztuką jest pokazać prawdziwą wartość dziecka, nie tą zewnętrzną, ale wewnętrzną, która często trzeba wydobyć na świat, potem pielęgnować, pielęgnować i zachwycać innych. Wartością wg mnie jest skromność, która nie zabija siły w człowieku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem co masz na myśli i zgadzam się z tym, co mówisz. Wiem, że chowanie dziecka pod szklanym kloszem i wpajanie mu nieprawdy, zakrzywianie rzeczywistości może mieć opłakane skutki. Staram się jednak znaleźć złoty środek, wolę żeby moje dziecko było ciut zarozumiałe niż żeby nie dostrzegało własnej wartości. Nie chcę mówić jej, że ma piękne czarne włosy, podczas gdy jest blondynką, chcę tylko żeby była dumna z tego jaka jest i wiedziała, że jest wyjątkowa. Bo jest wyjątkowa :)

      Usuń
  17. Piękna sesja zdjęciowa i śliczna modelka :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie wiem dlaczego ale tak jest. Wyrozniasz się czyms z tłumu i od razu krytyka.
    Ja od zawsze jestem wysoka, przeżywali mnie drabina albo żyrafa - było mi przykro. Nie moja wina, ze rodziców mam wysokich i do najnizszych nie naleze. Dzieci są okrutne :(

    P.S. piękne zdjęcia! Płaszczyk aż trudno uwierzyć, ze z sh :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie będę się powtarzać bo już pisałam u Sabiny, że i mój maż cierpi z powodu zakorzenionych we mnei głęboko kompleksów. Wiesz, powiem Ci szczerze, że życie na obczyźnie pomogło mi nieco się od nich oderwać, ale tak na 100% to nigdy się ich niestety nie pozbędne. Mój mąż nie do końca rozumie moje kompleksy, gdyż jego zdaniem nie powinnam takowych mieć i nie do końca też kuma jak kompleksy mogą wpływać na charakter człowieka. No, ale mój ślubny to z kategorii ''mam szczerze wylane na to co inni o mnie myślą''. Ja tak nie potrafię, choć czasami mocno bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Ewuś, że należysz do tego samego "klubu". Śledzę komentarze pod wpisami Sabiny i podpisuję się pod tym, co czujesz...

      Usuń
  20. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzi przeważnie zawsze dostrzegają to, co jest na zewnątrz, a nie patrzą na to, że "brzydki" człowiek może mieć naprawdę cudowne, godne naśladowania wnętrze... To jest smutne :(
    Życzę Ci, byś siebie zaakceptowała i polubiła taką, jaką jesteś... a dla córeczki na pewno jesteś najlepszą i najpiękniejszą mamą na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana czy Ty dostałaś mojego maila? Mam zablokowane oglądanie Twojego bloga... Przesłałam Ci maila, na który prosiłam żebyś mi wysłała zaproszenie do Twojego bloga, ale wciąż nic... Nie mogę wejść na żaden post, choć wyświetlają mi się w aktualizacjach na blogerze...

      Usuń
    2. Dostałam i wysłałam... ale widocznie coś nie tak... pisałaś jeszcze coś poza tym? Zaproszenie cały czas wisiało jakby nie przyjęte... Póki co bloga odblokowałam :)

      Usuń
  21. Wpis Twój jest mi bardzo bliski, a jednocześnie bardzo daleki. Ja sama jestem zewnętrznie bardzo nieidealna. Moje dodatkowe kilogramy wadzily mi przez całe życie. Ale paradoksalnie, wcale w czasach kiedy miałam ich ciut mniej niż teraz nie żyło mi sie lepiej. Mojej mamie też nie wszysytko udało się mi wpoić, mimo ogromnych starań. Ale akurat przekonanie, że moje zewnętrze nie jest tak ważne jak wnętrze stało się moim motto życiowym bardzo wcześnie. Pewnie, że uwagi na temat wyglądu raniły. Dalej ranią w jakimś stopniu. Ale dużo bardziej ranią uwagi dotyczące wnętrza czy moich umiejętności. Ludzie wartościowi (a chyba tylko takich chcemy mieć wokol siebie) doceniają właśnie często nasze wnętrze. I paradoksalnie zawsze wsród znajomych w latach szkolnych miałam więcej kolegów niż koleżanek. Ze znalezieniem męża tez problemów nie miałam ;) Kolejny paradoks: To z czym mam problem do dzis, to wlasnie mój atut, moje wnętrze, umiejętności. Brak wiary w siebie. Przekonanie ze inny sa lepsi, potrafią lepiej. Czyżby to była porażka mojej mamy? Nie wiem... Ale chyba nie... Mysle ze to zależy dużo od nas samych, naszej struktury psychicznej... Ale dzieki za ten temat, skłonił mnie do dużej refleksji, moze jak go dogłębnie przemyśle, sama go ruszę od innej strony u siebie. Pozdrawiam i zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiara w moje umiejętności, wykształcenie, zdolności i wiedzę to temat na jeszcze dłuższy post. Jeśli chodzi o udowadnianie mi, że jestem nikim to za uszami ma i UP i połowa pracodawców u których byłam na rozmowie o pracę lub którzy wykorzystali mnie na stażu itp. Nie pomaga bycie bezrobotną, nie pomaga świadomość, że lata lecą a ja jestem kurą domową z wyższym wykształceniem, dyplomami i brakiem perspektyw. Czasem czuję się zupełnie nic nie warta...

      Usuń
  22. Ja jestem strasznie zakompleksiona i mam wielką nadzieję, że nie przekażę tych tej tendencji córce...

    OdpowiedzUsuń
  23. Ciebie Twoja matka chciała wspierać. Ja dzięki swojej mam wielkie kompleksy, których chyba nigdy się nie pozbędę. Odkąd pamiętam powtarzała mi, że jestem niefotogeniczna. Nie mam ani jednego zdjęcia z przedszkola w przeciwieństwie do trójki mojego rodzeństwa. Na każdym kroku dawała mi odczuć, że jestem brzydka. Nie mówiąc już o innych kwestiach...

    OdpowiedzUsuń
  24. Budowanie poczucia własnej wartości- tak, podcinanie skrzydeł- nie. Ja wiele razy miałam je podcinane, nie wierzono w moje umiejętności. Kompleksy? Ma je każdy, nawet niezależnie od tego co mówią inni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że każdy ma kompleksy, ale każdemu utrudniają życie, współżycie itp. Każdy ma inną wrażliwość i psychikę, nie mówiłam na temat takich sobie kompleksów, które ma każdy, tylko takie które trują Cię, niszczą życie a Ty wymagasz potrzeby z zewnątrz. Tego nikomu nie życzę i córkę będę się starała przed tym uchronić. Kompleksy? Jasne, że je mieć będzie, byleby traktowała je zupełnie naturalnie, a nie z obawą że z takimi nogami czy czołem to skreślą ją wszyscy, więc zacznie robić głupie rzeczy, które pozornie dają siłę...

      Usuń
  25. Sama też miałam/mam kompleksy i nieraz słyszałam czy miałam nogi na beczce prostowane, ale akurat mnie to "oblatuje". Niemniej czytam to i odniosę się do mojej córki. Też chcę żeby znała swoją wartość, często jej mówię, że jest mądra, ślicznie wygląda, jest dzielna, wspaniała itd., a ona... zaprzecza. "Wcale nie jestem!" Ma 3 lata i upiera się że tak nie jest! A dlaczego? Bo mam w rodzinie osoby, które mówią: "A Twój braciszek taki grzeczny, a Ty chwili nie usiedzisz", "Ale ty jesteś niedobra, a on taki spokojniutki", "Dlaczego go popchnęłaś, no dziecko czy ty jesteś mądra?". No mnie po prostu strzela jak to słyszę i nie raz zwracałam uwagę, że mają tego nie robić. Bo jeden ach och a ona ta zła. Dorośli ludzie a jak grochem o ścianę. A mi tak ciśnienie skacze zaraz, że doskoczyłabym najchętniej, złapała i przeliterowała. Jakby trzeba było to i na chiński bym przełożyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wspaniałą, sprawiedliwą mamą- mam nadzieję, że uda Ci się rozmowami i swoim zachowaniem udowodnić córce, że jest najlepszą istotką pod słońcem. I może poturbuj kogoś z rodziny, tak dla przykładu ;)

      Usuń
  26. Też mam kompleksy i niestety, ale chyba obarczam nimi męża... i mam krzywe żeby i to dość mocno i mam nadwagę (a może już otyłość? ale próbuję z nią walczyć!) I wiesz, że czytam to i sobie od razu przypominam sytuację z poniedziałku.... Wyszłam z pracy i spotkałam powiedzmy "byłą przyjaciółkę" sprzed lat. Taką co to kontaktu z nią nie mam i nawet nie chcę zbytnio mieć. Swego czasu się wszystko usrało i nie próbowałam nawet tego odbudować, choć ona od czasu do czasu dzwoniła pochwalić się nowościami typu "Biorę ślub".... i idzie ta E. ze swoim nowym mężem i mnie zagaduję... a co tam, a jak tam.... mówię, że lecę do domu, bo się z pracy zwolniłam tak się źle czuję. Oczywiście pyta i wnika co i jak, to mówię że żołądkowe sprawy, chyba efekt wczorajszej wieczornej wizyty w McDonaldzie. A ta E. na to do mnie z głupim uśmiechem "No właśnie widać, że lubisz zjeść" Po czym zwraca się do swojego męża "Wiesz jaka ona była kiedyś szczupła" ........ jakby mnie tam nie było, ale ja stoję i słucham.
    No kur.... aż się w człowieku gotuję. A ja głupia na to, ze no tak przytyłam, właśnie próbuję coś z tym zrobić. Boże! Widzisz i nie grzmisz. Tłumaczę się przed nią i mówię to ze skruchą, jakbym jej krzywdę tym zrobiła, ze przytyłam! Dopiero w domu usiadłam i ochłonęłam i zastanawiałam się dlaczego ja niby taka pyskata a jej nie odszczeknęłam czegoś?! ?! Dlatego, że mam kompleksy i kiedy o nich ktoś wspomina robię się mała i bezbronna! Ale od tamtego poniedziałku postanowiłam koniec z tym. Moje życie, moja dupa i moja nadwaga! I jeśli się odchudzam to dla siebie, bo się z tym źle czuję, a nie dla kogoś, żeby mu zrobić dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie uświadomiłaś coś: gdy ktoś drugi mówi takie słowa, to czujesz się mała. Mam dokładnie to samo jakbym nagle kuliła się w sobie i robiła jak krasnal. To jest straszne, że dla ludzi takie poniżanie to normalka, że nie mają wstydu żeby się ugryźć w język. Twoja życie, Twoja dupa i Twoja sprawa czy Ci ona wadzi czy nie! Bardzo dobrze! Trzymam kciuki, żebyś tego się trzymała. A tak na marginesie: ja uczę się odpyskowywać, wiesz? Na razie na bliższych, ale może odważę się też odcinać tym obcym, do których mam dużo, dużo, dużo mniej śmiałości...

      Usuń
    2. haha ja bliskim to umiem. Ale powiem Ci, ze nawet inaczej się słyszy coś w stylu "Magda przytyłaś trochę" od siostry, a inaczej od jakiejś właściwie obcej nam osoby, na której zdaniu i opinii nie powinno nam zależeć. A jednak... bardziej przejmuję się akurat jej opinią niż siostry. Dlaczego?! Bo wiem, że siostra, mama czy mąż i tak mnie kochają bez względu na wygląd a ludzie "obcy" często oceniają po wyglądzie po czym jesteśmy z góry skreśleni... Ech... ciężki temat... Ale pyskujmy, nie dajmy się :D Ja tak żałuję, że nie byłam wredna do tej E. i jej nie wygarnęłam, że szkoda, że się nie interesuję sobą i tym jak ona wygląda spalona solarą na maksa. Ponadto jej "prowadzenie się" pozostawiało wiele do życzenia. Najpierw kilka lat temu zdradziła narzeczonego i 2 tygodnie przed ślubem uciekła z innym. Później przez kilka lat zmieniała facetów co kilka miesięcy, w końcu z którymś zaszła w ciąże.... eee tam. nie ważne, długa historia. I Ona ma czelność mi zwracać uwagę na mój wygląd jak samej jej daleko do ideałów pod wieloma względami. Ja bym jej nigdy czegoś tak wrednego nie powiedziała. Bo to nawet nie jest już szczerość tylko złośliwość, uszczypliwość....

      Usuń
  27. Oby udało Ci się być bardziej pewna siebie do 30 urodzin.
    Sama mam masę kompleksów, ale potrafię jakoś sobie z nimi radzić, może dlatego, że nikt nie był w stosunku do mnie tak bezczelny jak do Ciebie. Nie wiem czemu kobiety potrafią być takie okrutne dla innych kobiet, ale ciesz się ze dla męża jesteś najpiękniejsza. Miałam kiedyś faceta, które mnie domowa i wiedział w kompleksy, ciężko jest wtedy uwierzycie siebie, na szczęście teraz mam wspaniałego męża.
    Mama tak pięknej córki nie może być brzydka :) rośnie Ci profesjonalna modelka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa. Wiesz, też miałam kiedyś faceta, który był ze mną i gdy tylko miał możliwość to szpila i szpila. Porównywał mnie do mijanych na ulicy kobiet, mówił bardzo bolesne rzeczy.... Długo z nim byłam, nie wiem czemu, a jak zerwałam to błagał żebym z nim była. Znalazł sobie kozła (teraz jak to widzę, to on miał bardzo trudną osobowość, był niezwykle podły)- dobrze że zmądrzałam i w końcu go zostawiłam.

      Usuń
    2. Widzę, że przerabiałyśmy podobny temat.
      Ale ja tu wróciłam napisać o czymś innym, znalazłam właśnie Twoje zdjęcia na instagramie i wiesz co jesteś PIĘKNĄ kobietą, te wszystkie chamskie komentarze to na pewno z zazdrości, i masz przepiękne i cudowne oczy ;D

      Usuń
    3. Madziu, z komplementami radzę sobie podobnie słabo jak z krytyką :P. Bardzo Ci dziękuję za te przemiłe słowa. Postaram się uwierzyć, że nie kierowałaś się litością z powodu postu ;). Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  28. Ja też miałam i mam kompleksy, nauczyłam się z nimi żyć nie było łatwo bo ludzie są okrutni.
    Jesteś cudowną kobietą i masz cudowną córeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Również jestem posiadaczką kompleksów ( niestety) ciężko mi z nimi idzie . Czasem wydaje mi się że to nie ważne , że przecież można z Tym żyć to nic takiego , z drugiej strony chciałabym się zamknąć w domu i siedzieć . Zawsze brakowało mi pewności siebie i tu mogłabym winę zwalić na rodziców , nie mam im tego za złe , ale czasem ciężko mi się z tym żyje . Ja również swojej córce co dziennie powtarzam że jest piękna , najwspanialsza na świecie , powtarzam jej również żeby zawsze miała swoje zdanie lecz żeby starała się nie ranić ludzi . Spokojnie powoli uczę ją życia , żeby wiedziała co ją czeka jaka znieczulica czasem może na Nas trafić .
    Masz śliczną córeczkę :) Życzę Ci aby udało się spełnić Twoje marzenie i żebyś nawet przed trzydziestką osiągnęła swój cel . Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie bardzo wiem jak wyglądasz, ale czasami niektóre osoby wyglądają na takie, które by muchy nie skrzywdziły, bardzo delikatne i wrażliwe. I takie osoby są często pożywką dla wszystkich tych, którzy innych muszą ściągnąć w dół żeby poczuć się lepiej.
    Ja kiedyś sobie też kiepsko radziłam z krytyką, ale od 5 lat wystawiam siebie niemal co drugi dzień na blogu i przez ten cały czas usłyszałam cały arsenał... różności... na mój temat :) Nawet nie wiesz jak mnie to zahartowało :) W pewnym momencie zrozumiałam, że całe nasze życie tak naprawdę dzieje się w naszej głowie. I wszyscy mogą myśleć o Tobie źle, Ty o tym nie będziesz wiedziała i będziesz czuła się świetnie. Rozumiesz? To ty możesz decydować jak będziesz odbierać rzeczywistość. I to, czy ktoś uzna, czy jesteś świetna, czy beznadziejna w żaden sposób nie zmieni Twojej codzienności. Nadal nastanie nowy dzień, nadal będziesz miała rodzinę, nadal będziesz tą samą osobą. A Ci, którzy na głos mówią rzeczy, których nie powinni cóż... sami przez to pokazują na jakim są poziomie. I to od Ciebie zależy, czy tego typu osoby są w stanie mieć jakikolwiek wpływ na twoją samoocenę.

    OdpowiedzUsuń
  31. Widze że blog ciekawy ale chyba na nim nie zarabiasz. A możesz zarobić całkiem nieźle promując produkty związane ze zdrowiem , szkoda żeby ruch na twojej stronie się marnował, jak możesz dorobić sobie niezłą pensję, wpisz sobie w google - spieniężanie stron o zdrowiu i urodzie

    OdpowiedzUsuń
  32. I have been surfing online more than 2 hours today, yet I never found any interesting article like yours.
    It's pretty worth enough for me. In my opinion, if all webmasters and bloggers made good content as you did, the web will be
    much more useful than ever before.

    my blog post: crossy road hack ()

    OdpowiedzUsuń
  33. Przeczytałam... i od razu zobaczyłam siebie, mała dziewczynkę, najmniejszą ze wszystkich. Często była wyśmiewana z tego powodu, nie była dziewczynką do której wszyscy lgnęli - przeciwnie. Powodzeniem w szkole cieszyły się te o silnym charakterze, te z "lepszej", "wyższej" sfery, których rodzice byli lepiej sytuowani, na ważnych stanowiskach. Ja byłam wychowana przez mamę, której było ciężko gdy została sama z trójką dzieci. Nie miałam pięknych ubranek... co często było również wytykane palcami. Byłam wyśmiewana za nazwisko z którego byłam dumna bo to jedyne co zostało mi po ojcu który zmarł gdy miałam dwa lata. Nie było łatwo... ale wiesz co? Nie wiem jak, ale zapomniałam o tej dziewczynce. Nie dałam się, zapomniałam i z głową wysoko podniesioną do góry szłam przed siebie. Nie wszystko udało się osiągnąć, tak jak to sobie wymarzyłam, ale chyba nie jest najgorzej - ja czuję satysfakcję i mam zamiar rozwijać się nadal mimo, że jestem dawno po trzydziestce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten poruszająco szczery komentarz. Nie zapominaj o tej dziewczynce tak do końca, to musiała być cudowna osoba skoro stała się taką silną i mądra kobietą.
      P. S jesteś dawno po 30? Kłamiesz! :)

      Usuń
    2. Masz rację! Nie powinnam o niej zapominać w końcu tak wiele jej zawdzięczam.
      P.s. No może nie aż tak dawno... 4 lata po 30 ;) Ale jednak!

      Usuń
    3. Kochana, Ty się nawet nie przyznawaj, spokojnie 24! Każdy to polknie :)

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.