Mięso w mojej kuchni

        Problem mięsa zatruwa mi głowę odkąd natykam na badania i artykuły łączące wzrastającą liczbę zachorowań na raka z wzrastającym spożyciem mięsa wśród ludzi na przestrzeni lat. Po całkiem niezobowiązujących wywiadach (polecam je i Wam) wśród mojej rodziny mogę potwierdzić, że 10, 20, 30, 40 lat temu jadało się relatywnie mniej mięsa- im dalej w przeszłość. Ludzie jedli mięso rzadziej z różnych przyczyn: od finansowych po całkiem błahe: jak brak mięsa w sklepach. Obecnie są domy, w których mięso na obiad jada się codziennie, a oprócz tego szynka na śniadania/kolację. Śmiem twierdzić, że takich domów jest więcej niż tych, w których mięso jest 2-3 razy w tygodniu. Do tej pory nie zapomnę miny mojej teściowej jak powiedziałam, że u nas w domu szynki się nie jada- nie mogła sobie więc wyobrazić co my jemy i kilkakrotnie zadawała pytanie na ten temat, które i do dziś czasem powraca. Ostatnio moja mama przytaczała też przykład swojej znajomej, która nie potrafiła zrobić obiadu jeśli nie miała mięsa w lodówce. Przyzwyczailiśmy się do dań mięsnych! Sałatka z piersią grillowaną z kurczaka, penne ze szpinakiem i łososiem czy zwykły kotlet schabowy lub gulasz- nie ma innych opcji. Mięso, mięso, mięso!
        Gdyby nie problemy zdrowotne, które spadły na mnie zanim Melania skończyła roczek, pewnie dalej co drugi dzień smażyłabym kotlety albo parowała łososia. Świadomość kruchości zdrowia i życia sprawiła, że zaczęłam drążyć temat.
         Póki co nie zrezygnowałam z mięsa w naszej diecie, ale jemy je maksymalnie 3 razy w tygodniu i jak mówiłam szynka u nas to rzecz wyjątkowa. Jeśli piekę mięso to rzadko wykorzystujemy je do chleba, po prostu jest daniem obiadowym, ale obiecuję poprawę i zamiast raz na miesiąc kupować kilka plastrów szynki- będę ją po prostu piec. Tym bardziej, że nie jest to wyczyn.

Jakie mięso więc jadamy?

Zdobyczne :P. Mąż ma znajomego, którego żona prowadzi agroturystykę, więc kilka razy kupiliśmy od nich młodego króliczka. Taki królik u nas równa się kilka obiadów, rosół i pasztet więc jest to mega opłacalna transakcja, tym bardziej, że wcale nie kosztuje więcej niż w sklepie.

Ryby. I tutaj zaczynają się schody. Kiedyś uwielbiałam łososia, kupowałam go raz na jakiś czas, dzieliłam tak żeby Melcia miała na kilka dni, a dla nas reszteczki np. do makaronu ze szpinakiem. Karmiłam ją dumnie tym drogim łososiem i wierzyłam, że dostarczam jej zdrowych tłuszczy. Gdy mąż powiedział, że norweskie łososie (dokładnie te, które idą do dyskontów) są hodowane porównywalnie do kurczaków i pokazał mi zdjęcia zmutowanych ryb- przeraziłam się. Od tej pory jemy ryby również ze sprawdzonych źródeł. Wolę nasze słodkowodne, hodowane w Polsce niż oszukane łososie- w dodatku drogie jak fiks. Zainteresowanych sprawą łososi odsyłam choćby tutaj:


Prócz zdobycznych królików kupuję w lokalnych sklepach mięsnych także wieprzowinę. Wyczytałam, że jest dużo mniej nafaszerowana niż wołowina i że ludzie kupują ją najrzadziej, więc póki co hodowla świń nie musi być tak masowa jak choćby kurczaków czy wołowiny. Mimo wszystko jadamy ją dosyć rzadko i najczęściej w formie pieczonej, duszonej lub parowanej. Nie pamiętam kiedy ostatnio smażyłam kotlety...

Muszę się przyznać, że zdarza mi się kupić kaczkę w Lidlu. Lubimy mięso z kaczki, a moja ostatnia przygoda z konfitowaniem nóżek wzbudziła w moim mężu taki zachwyt, że na pewno kaczka na naszym stole zagości nieraz. Odkryłam jednak, że w lokalnym mięsnym można świeżą kaczkę zamówić i następnym razem właśnie tak zrobię.

Indyk to mięso, które pojawia się u nas najczęściej. gotuję na nim rosół, piekę udka, grilluję piersi do przeróżnych sałatek. Póki co jest to podobno najbezpieczniejsze drobiowe mięso- również kupuję indyka w lokalnych sklepach mięsnych.

       Niemniej jednak mięso jadamy rzadko, a w dni bezmięsne oczywiście króluje u nas soczewica, ciecierzyca, przeróżne kotlety warzywne, bezmięsne gulasze itp. Przepisów na dania jarskie jest multum, a z dodatkiem soczewicy smakują zupełnie tak jakby zawierały mięso. W tym momencie moja rodzinka jest tak przyzwyczajona do mojej kuchni i tak się nią zajada, że nigdy nie słyszałam, że mają ochotę na więcej mięsa lub że kotlety z soczewicy są nudne. Wręcz przeciwnie. Mój mąż się nimi zajada i twierdzi, że są lepsze od mielonych (a to jest standardowy facet- jak mu nie smakuje to nie tknie). Tym sposobem nie pamiętam nawet kiedy mielone otsatnio jedliśmy... Z ręką na sercu- mogłam je smażyć z dwa lata temu...

        Do wszystkich, którzy będę zastanawiać się nad zdrowiem mojej córki: mięso trzy razy w tygodniu w zupełności wystarcza, ja jako dziecko również nie jadłam mięsa codziennie i mam się dobrze. Do wszystkich próbujących mi udowodnić, że gdybym nie chciała jeść mutowanych łososi i nafaszerowanych antybiotykami i hormonami kurczaków to bym nic nie mogła jeść, bo i warzywa są pryskane itd, itp. WIEM! Dlatego po prostu wybieram mniejsze zło. Skoro mogę czegoś świadomie uniknąć, to czemu nie? Jak to elegancko ujął mój sąsiad: "unikam tego szkodliwego, co tylko mogę- to jest mój świadomy wybór". Nie mam wpływu na wiele rzeczy i spraw, ale skoro na pewne jednak mam, to czemu mam z tego wyboru nie skorzystać??? Zamiast kupować pomidory zimą z dyskontu, kupuję je latem na targu- wtedy kiedy mam pewność że w miarę naturalnie rosną (a one mogą rosnąć bez wspomagaczy, bo moi teściowie mają mini szklarenkę i pomidorów bez liku!) Skoro mogę kupić królika lub zrobić kotlety z soczewicy to tak robię. Nie jedliśmy kurczaków odkąd na świat przyszła Melcia. Czy czuję się zdrowsza? Czuję! Czy moje dziecko jest statystycznie niższe? Jest! I to mi wystarczy :P

30 komentarzy:

  1. Dlatego marzy mi się bycie kurą domową na pełen etap. Domek, duży ogród, szklarnia i jakaś koza,kurki ;) Wszystko swoje od znanego producenta czyli mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ah to mięso jest faktycznie probemem- ja jem za dużo kurczaka i od jakiegos czasu staram się kombinować co tu gotować, żeby było zdrowiej. uwielbiam łososia, ale ostatnio się przeraziłam, bo ogladałam na tvn style dokument o hodowli łososi i oprócz tego, że to jest produkcja a ni hodowla to problem jest taki, że karmią je paszą robioną z ryb z bałtyku, a bałtyk jest bardzo zanieczyszczony i nie powinno się w ogole jeść z niego ryb... przeraziło mnie to, że generalnie to tera naprawdę nie wiadomo juz co jeść, żeby wyszło to na zdrowie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Święta racja z tym mięsem.Wszyscy jemy za dużo mięsa.U mnie w domu rodzinnym jadało się przeciętnie 3 razy w tygodniu z racji oszczędności.U męża natomiast chyba co drugi dzień o ile nie codziennie.U nich znów - z braku czasu.Bo przecież nie ma szybszego obiadu niż kotlet :)
    W mojej rodzinie z uwagi na męża- mięsożercę jemy stanowczo za dużo mięsa.Co gorsza dziewczynki wdały się z tatusia i też mięso uwielbiają.Samo jedzenie mięsa nie jest złe, ale chodzi tu chyba skąd to mięso pochodzi i jakiej jest jakości.O ile zwierzak nie pochodzi z własnej hodowli nikt tak naprawdę nie wie, co jemy...Producenci faszerują zwierzaki hormonami i antybiotykami a my tym się zajadamy :(
    Zaciekawiłaś mnie tymi placuszkami z soczewicy.Polecisz mi jakiś sprawdzony przepis?Może uda mi się czasem oszukać tych moich mięsożerców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz i masz. Spodziewaj się postu z przepisem jutro bądź pojutrze :) Akurat soczewica mi na gazie kipi :P

      Usuń
    2. Właśnie tez chciałam prosić o sprawdzony przepis. Sama soczewicy nigdy nie jadłam. Ostatnio moja mama zwróciła mi uwagę, że kiedyś mięso było tylko dodatkiem, a u mnie jest jednym z głównych składników, bo dla mojego meza obiad bezmiesny to nie obiad... Ja mogłabym w sumie żyć bez tego. Chyba pora iść na kompromis. Łososia tez uwielbiam, ale teraz tyle się słyszy... Strach jeść cokolwiek!

      Usuń
  4. Może nie podchodzę aż tak radykalnie jak ty, ale też zwracam dużą uwagę na to co jemy. Mięso też nie jest u nas codziennie i nikt nie narzeka. Warzywa też staram się kupować na targu albo hurtowo przywożę od rodziców, którzy mają sklep spożywczy i wiem że jak kupię u nich to kupię dobry towar. To samo z jajkami, też tylko ze znanego źródła. Nie fiksuję na punkcie ekologii, ale tak jak napisałaś tam gdzie się da, wybieramy mniejsze zło.

    OdpowiedzUsuń
  5. A my mamy kury i kaczki z własnego chowu, mamy dziczyznę- ponieważ zarówno jeden, jak i drugi dziadek są myśliwymi.
    Kiedyś kupiłam piersi z kurczaka, w domu wyjęłam z reklamówki, żeby po porcjować i co? Tak śmierdziało, że prawie zwymiotowałam. Posiłki przygotowuję tylko z tego co mam pod ręką, a nie tego, co ze sklepowej półki. Już od dawna nie kupuję drobiu ani wołowiny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ci zazdroszczę! Ja niestety nie mam takich możliwości, a jeszcze ta dziczyzna. Muszę przyznać, że jak na te czasy to jesteś wyjątkową szczęściarą! :)

      Usuń
    2. I ja to wiem i ja to doceniam :)

      Usuń
    3. A do tego pomidorki ze szklarni i swój ogródeczek :D Trochę roboty przy tym jest, ale ważne, że wszystko jest "swoje" :)

      Usuń
  6. kurczę a ja mięso wcinam codziennie.... A łososia nie lubię wole tuńczyka....

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny artykuł. U mnie w domu też jada się niewiele mięsa. Czasem są takie tygodnie, że cały tydzień obywa się bez niego. Wołowiny i wieprzowiny w ogóle nie jem. Kuczaka też przestałam kupować. Czasem sporadycznie używam do jakiejś potrawy, ale to raz na 2 miesiące. Najczęściej jemy indyka, kaczkę i ryby. Super, że napisałaś o tym łososiu. Do dzisiaj też myślałam, że jem sobie pysznego łososia z morza norweskiego. Będę musiała zacząć robić zakupy w centrali rybnej raz na miesiąc i mrozić. A jeśli chodzi o szynkę to też nie jadamy. Czasem kupuję tylko taka jedną ekologiczna bez chemii i ulepszaczy. Ostatnio zaczęłam piec mięs, żeby potem jeść je na zimno jako wędlinę do chleba. Też uważam, że trzeba jeść świadomie i starać się niezdrowe produkty zastąpić czymś zdrowszym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzisz a ja mimo, że mieszkam na wsi i możliwość kupna mam mięsa od sąsiadów, to wolę kurczaka ze sklepu. Może to głupie ale kurczak domowy mi nie smakuje. Wiem, że chemia się z niego wylewa ale mimo to, sklepowy to sklepowy.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja staram sie rozwaznie podchodzic do kupowania miesa, chociaz u Nas wystepuje przewaznie 5 razy w tygodniu. Wolowiny praktycznie nie jemy, bo chlopcy nie lubia. Kurczak to numer jeden, ale staramy sie kupowac te organiczne. Mieso zawiera w sobie duzo toksyn I ciezko wchlaniane jest przez organizm.
    U mnie w domu mieso bylo od swieta, bo nie bylo nas stac by jesc codziennie.

    Najwazniejsze jednak to starac sie jesc ZDROWO...

    OdpowiedzUsuń
  10. Staramy się jeść zdrowo, ale nie zawsze to wychodzi. Czasami po prostu nie stać nas na eco mięso ze sklepu, z resztą na ile ono w ogóle jest eco to nigdy nie wiadomo. Przeważa zdecydowanie drób, najczęściej kurczak. Wołowiny tyle co nic. Teściowa bardzo często dostaje ze wsi kuraki czy też króliki i smak ich zdecydowanie lepszy niż tych sklepowych.
    Zupa z soczewicy owszem. Ostatnio jednak mniej, bo Stefi zdecydowanie jest na nie (kiedyś lubił). U nas z mięsem jest problem bo syn generalnie mięsem gardzi a niestety jeść je musi. Może inaczej, mięsa jeść by nie musiał gdyby jadł soczewice, ciecierzyce itp...ale tu jest jeszcze bardziej na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dzieciakami nie jest tak prosto- to prawda. Jak się im wmusza to jest odwrotny skutek- a tego nie chce żadna mama, ale skoro macie dostęp do wiejskiej kurki czy królika to jest wielki sukces! My niestety póki co możemy liczyć tylko na króliki, ale to bardzo zdrowe mięsko, więc nie narzekam :)

      Usuń
  11. Szrzecze mówiąc to jak się patrzy na piramide żywienia to tam mięso zajmuje najmniej miejsca. Teraz to tak faszerują te miesa że nawet nie wiadomo czy mieso to mieso. Kupione było kiedyś miesą- pierś z kurczaka i tak było nafaszerowane czymś że pokroiłam je na schabowe i dostałam takiego uczulenia że nawet wapno nie pomogło :/ A co do soczewicy to od pewnego czasu się zastanawiam nad spróbowaniem jej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz, że ja nawet się nie zastanawiałam specjalnie nad tym jakie mięso jest zdrowsze. Część zdrowszych alternatyw, które stosujesz, ja stosowałam całkiem nieświadomie. Nad resztą się zastanowię i być może wprowadzę je w życie. Dziękuję, że uzmysłowiłaś mi, że wybór mięsa jest tak istotny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że odnalazłaś w tym poście coś nowego dla siebie :). Pozdrawiam Cię Kasiu!

      Usuń
  13. U nas jest tylko kurczak i ryby. Schabowym można mojego męża zabić. Choć jak czasem kroję mięso i widzę jak się rozchodzi to zastanawiam się nad sensem jego jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja zawsze wolałam dania bez mięsne i miałam nawet epizod w swoim życiu byłam wegetarianką przez 5 lat, a pracowałam w McD :) ha można, można. Pamiętam jak miałam w lodówce przygotowany gulasz sojowy, który z lodówki wykradł mi mój brat i w rozmowie z mamą powiedziała mama co to za mięso w tym gulaszu było jagnięcina, bo zajadaliśmy się z dziewczyną, że mała głowa. A i u nas jest zasada mięso na zmianę z zupą, którą gotuje tylko i wyłącznie wegetariańskie nauczyłam się będąc wegetarianką, na śniadanie wolę twaróg niż szynkę i ja zdecydowanie wolę zupę od mięsa.

    OdpowiedzUsuń
  15. A i jeszcze co do łososi słyszałam, że jak kupować to najlepiej naszego łososia bałtyckiego, który nie jest hodowlany jak te w Norwegii.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja nie jem prawie w ogóle mięsa (mam swoje powody, nie jestem wegetarianką). Moje dzieci jedzą 3 razy w tygodniu, mięso przywozi nam mój tata ze sprawdzonego źródła ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. U nas kroluja kurki z podworka tesciow :) Bardzo lubimy ryby w szczegolnosci pstraga. Caly czas staram sie wprowadzac jak najwiecej miesa indyczego, ale ciezko znalezc dobry "towar" :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świadomość jest najważniejsza. Świadome wybory to coś dobrego. Mam podobne podejście, choć mąż bez mięsa raczej nie potrafi przeżyć, haha. Więc on sobie je te wędliny i mięso często (no dobra, codziennie) a my z Młodym jak jest na obiad, czyli właśnie moze ze 3 razy w tygodniu. Każdy ma prawo do własnego wyboru, i trzeba go szanować. Ja szanuję bardzo :-)))
    Przez ponad 6 lat nie jadłam w ogóle mięsa. Nie dlatego, że było mi żal kurczaczków czy świnek ale po prostu mnie odrzucało. Sam zapach powodował mdłości. Nie wiem jak, ale tak było. Będąc w ciąży też mięsa nie jadłam (o zgrozo!) ale nie był to najmniejszy problem dla mojej lekarki :) Młody urodził się zdrowy, wielki dosyć , a wyniki miał książkowe. Trzeba zawsze zbilansować dobrze swoją dietę i nikomu krzywda się nie stanie :-))
    Bo co poniektórzy uważali, że ponieważ nie jadłam mięsa zachorowałam na przypadłość,na którą zachorowałam. Z drugiej strony, jeszcze inni są do dzisiaj zdania (naprawdę!), że zachorowałam bo używam komputera a nawet, że za szybko jeżdżę autem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę- jeśli jesteśmy świadomi pewnych rzeczy i dokonujemy wyborów mając na uwadze pewne fakty to wszystko w porządku. Najgorsze jest takie oszukiwanie siebie: niby wiem, ale nie do końca. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego uniknąć, ważne żeby się świadomie nie truć :)

      Usuń
  19. Mięso jadam... od święta. Bo nie lubię. Od czasu do czasu jakaś pierś z kurczaka ze szpinakiem, czy innym dodatkiem i dziękuję. Raz na jakiś czas, to raz na miesiąc? :) Ryby jadam, bo mi smakują. Mój Narzeczony za to na umór mógłby jeść wołowinę, a inne mięso może dla niego nie istnieć. U mnie to głównie walory smakowe - mięso mi nie smakuje i już. A przy tym szkoda mi zwierząt:)

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.