Surowy to nieczuły? Czyli jak wychować żeby się nie zmęczyć...

Znów temat wychowania powraca na mój blog. Od ponad trzech lat jestem aktywnym, wychowującym rodzicem, ale długie lata byłam biernym obserwatorem wychowywania mojej dużo młodszej siostry. Na temat wychowania trochę wiem, a teraz jako siostra nastolatki widzę też jakie są jego efekty. Dlatego pomimo trudności poruszanego tematu, nie waham się- podejmuję!
Byliśmy wczoraj w przychodni z Melcią (długa historia, ale mała dzielnie się trzyma, w zasadzie zdrowa, więc nie tłumaczę :) i tam też doznałam niezwykłego napuszenia mojego ego :P. Ego matki. W poczekalni dla dzieciaczków była czwórka dzieci: bardzo grzeczny, bawiący się z mamą niespełna trzylatek, moja córa i dwójka diabełków. Trzyletni chłopiec i na oko pięcioletnia dziewczynka robili taki rajwan, że po 10 minut pękała mi głowa. O ile zdaję sobie sprawę, że dosyć trudno może być zapanować nad energicznym trzylatkiem (choć nie jest to niemożliwe- przecież to nie wyprawa na Jowisz), o tyle zwrócenie uwagi przerośnietej dziewczynce krzyczącej, biegającej i zrzucającej zabawki chyba trochę łatwiej.
Mamy w zasadzie milczały większość czasu jak zaklęte (ewentualnie cieszyły się jak głupie do sera), a co zdziwiło mnie najbardziej to ich wiek. Mamom tym bliżej było bowiem wiekowo do mojej mamy niż do mnie, a zawsze mi się wydawało, że takie poważniejsze mamy powinni być nieco surowsze, a już na pewno aktywnie wychowujące.
Moja córa za każdym razem gdy chciała wziąć jakaś zabawkę lub coś zrobić to zerkała na nie pytająco- mój uśmiech to dla niej znak przyzwolenia. W pewnym momencie zauważyłam, że te mamy nas obserwują i miałam nieodparte poczucie, że widzą we mnie mamę tresera, a przecież ja nie jestem zimną matką, ja tylko chce mieć grzeczne dziecko. Nie uznaję chowania dziecka, bo dziecko to mały człowiek, czyli obecnie najdoskonalsza istota na Ziemi- chyba można od niej wymagać więcej niż od małpy.
Dlaczego w naszym czasach słowo surowy kojarzy się z zimnym, nieczułym rodzicem? Surowy rodzic to opozycja niesurowego. Jaki to rodzic niesurowy? To rodzic ciepły i czuły czy rodzic niewymagający i pobłażliwy? Chyba jednak to drugie...
Ja jestem bardzo czuła, ciągle tulę córę, obsypuję pocałunkami (gdzie się da!), prawię stosy komplementów i wyznaję miłość, chwalę ją, bawię się z nią, poświęcam jej mnóstwo, mnóstwo czasu, staram się robić wszystko żeby była zadowolona, ale czy to oznacza, że mam od niej nie wymagać?
Nienawidzę, gdy muszę Melanii powtarzać coś trzy razy, gdy za trzecim, czwartym dalej robi swoje- natychmiast idzie do kąta. Stosuję kary, ganię ją. Ostatnio toczyły się u nas walki o mówienie sąsiadom "dzień dobry"- wprost nie znoszę udawania dzikusa i chowania się za mną by uniknąć przywitania się z sąsiadem, z którym przecież po chwili Melcia się oswaja i nawet bawi! O nie, co to to nie! Kilka razy wystarczyło nie puścić obiecanej bajki i od tej pory Melcia wszystkim bez wyjątku grzecznie mówi dzień dobry i do widzenia, nawet do przesady, czyli gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia jako drugi (ale i na tym etapie tłumaczeń jesteśmy). Nie uznaję chamstwa, gburstwa, kłamstwa i udawania, że się nie słyszy- za to u mnie są kary i zawsze będą. Nie uważam się za surową; moja mama twierdzi, że i tak zbytnio córze pobłażam - i pewnie tak jest, a moja mama przecież surowa nie jest. Jest niezwykle ciepła i czuła, ale jest bardzo wymagająca. Jest zwyczajnie krzyczącą, tulącą, kochającą mamą, która wychowała nas, tak sądzę, na bardzo uprzejme, ogarnięte dziewczyny, Też chcę tak wychować Melcię, bo choć jako nastolatka miałam swoje za uszami, to jednak byłam w sumie dość posłuszna, a patrząc na dzisiejszą młodzież to chyba nawet bardzo posłuszna :P
Dlaczego więc istnieją rodzice, którzy tępo patrzą na swoje pociechy roznoszące przychodnię w pył, przewracające inne dzieci bez skrupułów, zabierające zabawki, krzyczące w kościołach, skaczące po grobach itp? Czemu nie zwrócą uwagi, nie zastosują kary? Znam odpowiedź. Bo się im nie chce! Tak, tak właśnie uważam. Wrogiem rodzica jest lenistwo- nic więcej. Bycie wymagającym rodzicem, który wychowuje to bycie rodzicem pracującym i to niezwykle ciężko. Wiem to z autopsji, bo w naszej rodzinie właśnie tak role są podzielone. To na mnie spoczywa obowiązek wychowywania Melanii. Owszem, mój mąż jest świetnym tatą- rozpieszcza małą, poświęca jej dużo czasu, kąpię ją, zabawia, tuli, całuje i... na tym jego rola się kończy.
Co gorsza, gdy mojemu mężowi się nie chce- wystarczy, że wyjdę zalać sobie czystek- wracam, a mała jest z telefonem w ręku i gra. Mnie zalewa krew, bo jestem temu kompletnie przeciwna. Nie chcę wychować córki na zalegającą przed tabletem czy laptopem otłuszczoną cyber nastolatkę wierzącą bezgranicznie w złudną wirtualną rzeczywistość. I tutaj potwierdza się moja reguła- wrogiem rodzica jest JEGO lenistwo! Nie ma cięższej, żmudniejszej, ale też bardziej satysfakcjonującej pracy niż bycie rodzicem. Jakim rodzicem się było można dopiero tak na prawdę ocenić po latach... i jedynymi osobami, które ucierpią na lenistwie rodziców i ich niekonsekwencji są oni sami! Czy to oznacza, że mnie zawsze się chce? O nie, mnie też się nie chce! Ale gdy nie chce mi się czasem (każdemu się to zdarza!) pobawić z córką, nie daję jej laptota, tylko mówię : "kochanie pobaw się teraz troszeczkę sama, przecież jesteś już duża i mądra, na pewno wymyślisz coś super" albo "może utulisz teraz laleczkę do snu, a mama napije się kawy"- zawsze działa! Nic nie zwalnia nas z obowiązku myślenia!
Czy to znaczy, że nie było żadnych porażek w mojej krótkiej historii macierzyństwa? Było mnóstwo! Bardzo często zdarza się tak, że muszę córze kilka razy powtarzać, a ona zachowuje się jakby nie słyszała, ale wtedy proszę męża: "zwróć Melci uwagę, bo mnie nie słucha" i wtedy skutkuje, bo jednak mąż rzadko zwraca jej uwagę i w 90% przypadkach na moją prośbę. Co też pokazuje jak ciężko mi jest jako mamie, skoro muszę męża prosić, żeby zwrócił córce uwagę- zupełnie jakby sam nie widział, że sobie z czymś nie radzę, że mała mnie nie słucha, że jest niegrzeczna... Ale to temat na inny post. Na post o drużynie mojej córki i mojego męża, który stawia się z nią po drugiej stronie barykady i robi wszystko to, czego w relacjach rodzice- dzieci się zabrania...
Nie jest łatwo być rodzicem, ale nie ma przyjemniejszego uczucia niż bycie mamą jedynego grzecznego dziecka w piaskownicy czy przychodni ;).

Melania ma na sobie:
zielona bluza- Lupilu
ocieplacz- sh

Poniżej:
bluzeczka- F&F
spódniczka- sh





33 komentarze:

  1. Czytając ten post z ręka na sercu mogę powiedzieć, że jestem surową mamą i nie uważam, że robię mojemu dziecku krzywdę. Pokazuje granicę jakich nie można przekroczyć, co jest dobre a co złe. Przede mną dużo pracy, ale mąż jest w opozycji ze mną a nie przeciwko mnie :) Wszystkie moje decyzje są popierane, a rozmowy o wychowaniu zostawiamy gdy mała śpi.
    Bardzo dobry post!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle mądry, pouczający tekst :)Z tym wychowaniem to różnie bywa.My też staramy się wychowywać dzieci podobnie jak ty ale starsza córka jest ostatnio bardzo oporna na wszystko.Na kary,, podniesiony głos itp reaguje napadami histerii, krzyczy i denerwuje się.Ostatnio nie wiemy jak sobie z nią poradzić.Nikogo nie chce słuchać,z wszystkim jest na nie.Zauważyłam,że jedynie dobrocią jestem w stanie coś wskórać...Mam nadzieję,że przechodzi tylko jakiś bunt obecnie, bo naprawdę czasem załamujemy ręce...
    Ps.Świetne fotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, u nas też jest różnie. Jak napisałam: nie brakuje u nas porażek, trzeba szukać odpowiednich środków- tak jak Ty :)

      Usuń
  3. Wychowanie to ciężka praca. Zaangażowany rodzic, reagujący rodzic, konsekwentny rodzic, wymagający rodzic, a zarazem bezgranicznie kochający rodzic to najlepszy rodzic :) stawić czoła zbuntowanemu 3 latkowi, wymuszającemu płaczem to nie lada wyzwanie, wymagające od nas dużo wysiłku, ale tak jak piszesz niektórym rodzicom łatwiej jest być leniwym, udawać, że nie ma problemu...ale drodzy rodzice dziecko samo się nie wychowa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuję się pod tym tekstem, a szczególnie pod zdaniem o lenistwie. Wychowanie dziecka to nie tylko siedzenie obok i podrzucanie zabawek,cktórymi mogłoby się zająć. Wychowanie wymaga pracy, doskonalenia się i zaangażowania :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam chyba podobny charakter i też jestem właściwie z tym sama. Mąż podobnie jak Twój raczej rozpieszcza i jak ja to czasem mówię "psuję" pewnie zwyczaje. Jedna (z wielu) sytuacji - mój Krzyś smoka i pieluchę miał tylko do spania, a w ciągu dnia nigdy nie zabierał smoczka, nawet gdyby leżał na widoku. Po tygodniu spędzonym całymi dniami z tatusiem, bo tata był na chorobowym zaczął wołać smoka i pieluchę w ciągu dnia. Co chwilę zabierał sobie swój "zestaw do spania" i chodził do taty jak On to mówił "Tata, apka, lelać" A tatuś zamiast wytłumaczyć dziecku, że pielucha i smok to tylko do spania, zabierał Małego na kolana, przytulał i siedział w fotelu wgapiony w TV. Spokój miał? Miał. Dziecko zadowolone? Zadowolone. A później? Przyszła "zła" matka z pracy po czym było 10 minut płaczu i wołania, że chce lelać i smoka i pieluchę, którą schowałam w sypialni. Kilka dni tłumaczenia i matka odzwyczaiła od "lelania" z pieluchą i smokiem. Ech... czasami tak ciężko być tym wymagającym i wychowującym rodzicem z zasadami. Ale też mnie duma rozpiera jak widzę, że mój synek jest grzeczny na tle innych urwisów ;) To taka nasza nagroda za ten trud - duma i radość z efektów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest dokładnie to samo! "Zła matka" - dokładnie tak. Tatuś pozwala grać na telefonie, kupować setnego lizaka i wtedy nadchodzę ja- zła matka... Oj niełatwy masz też los, niełatwy.

      Usuń
  6. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja. Dwa zupełnie różne podejścia do wychowania. Uwielbiam dzieci które potrafią się zachować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo denerwuje mnie bezstresowe wychowanie a raczej chowanie. Niczym nie różni się od chowania krowy. Trzeba mieć umiar we wszystkim i wychowywać dziecko rozsądnie.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Melcia to chyba do Taty podobna? Hmmmm lenistwo wyrządza wiele zła od najmłodszych lat. Ale nie jesteśmy w stanie zmienić myślenia ludzi jeśli sami tego bis będą chcieli dla siebie i swoich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie jestem mamą, ale niańczyłam kilkoro dzieci w swoim życiu. Masz rację są leniwi rodzice - koniec kropka.
    Hmmm Twoje teksty są tak dobre, że bez wysiłku i z chęcią pozostawiam Ci komentarze, choć nie mam tego w zwyczaju robić. I najważniejsze gratuluję ponad 50000 wyświetleń.
    Pozdrawiam ByMagdaJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa! I miło, że zauważyłaś mój mały sukces dot. wyświetleń ;)

      Usuń
  10. Ciekawa jestem czy posypie się fala komentarzy co do karania dziecka. Kiedyś poruszyłam podobny temat u siebie i kara czy wysłanie do kąta zostało objechane w komentarzach przez jedną komentującą. I to słowo, które mnie doprowadza do drgawek bezstresowe wychowanie, a potem masz tego skutki kiedy dzieci roznoszą przychodnie. Jak najbardziej popieram Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dasz mi link do Twojego postu? Chyba gdzieś mi umknął, a bardzo jestem ciekawa komentarza takiej "bezstresowej" mamy... czekam aż jej dziecko podrośnie...

      Usuń
    2. Hmm poszukam, bo miał Ci prawo uciec post, bo pisałam go już jakiś czas temu

      Usuń
  11. Uwielbiam to zdjęcie w nausznikach ;)
    Moja Polka jest aktywną prawie 3-latką. Wszędzie jej pełno, w przychodni tez czasem jest głośna. Ale upominam i mniej więcej się słucha. W tym wieku chyba ma jeszcze prawo troszkę rozrabiać, chociaż nigdy tragedii nie było.
    Też chcę by Polka była w miarę grzeczna. Niegrzeczna jest jak się nudzi, więc zawsze staram się znaleźć jej jakieś zajęcie. Ostatnio do przychodni zabraliśmy karty z zagadkami czuczu. Panie się na nas patrzyły dziwnie, ale z uśmiechem. A obok niewiele starsza dziewczynka z komórką w ręce (Polka też się oczywiście zainteresowała). My Poli komputera nie udostępniamy, telefonu nie dajemy (nawet nie mam smartfona), a tableta nie mamy. Nie ma więc problemu, jest "skazana" na lalki, klocki i puzzle :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko ma prawo rozrabiać- to jasne, może roznosić przychodnię w pył i tym podobne- trzeba tylko wiedzieć kiedy zareagować i reagować- tak jak to robisz Ty.
      Nasza też jest niedopuszczana do komputera w ogóle itp, ale niestety czasem ze smartfonem ma do czynienia... na szczęście to, co najbardziej lubi na nim robić to "zięcia" czyli zdjęcia ;)
      Niemniej jednak gratuluję konsekwencji, Twoja Polcia tylko na tym skorzysta! Dziecko powinno być "skazane" jak najdłuższej wyłącznie na klocki, puzzle i zwyczajne zabawy- takie jakie towarzyszyły nam w dzieciństwie.

      Usuń
  12. Jestem surową mamą ! nie, nie jestem jestem normalną mamą która chce mieć grzeczne dzieci. Taką sytuację ja Ty, przeżyłam w zeszłym tygodniu na nocnym dyżurze. Moje dzieci pytały się mnie, dlaczego ten chłopczyk tak biega i krzyczy i próbuje się dostać do maszyny ze słodyczami a rodzice siedzieli i się śmieli. Dziwiłam się co ich tak rozbawia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z Tobą w zupełności.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja się obawiam, że mimo wszystkich wysiłków młody będzie rozrabiaką. Staram się naprawdę, się staram :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja również jestem zwolenniczką zasad. Bo wprowadzenie granic (nawet takich w ramach, których dziecko ma sporo swobody) to naprawdę nic złego. Często jest to utożsamiane z tzw. "zimnym chowem", a to zupełnie błędne. Póki co mój syn ma 13 miesięcy, ale podstawowe zasady i normy już staram się mu przekazać i nie pozwalam na wszystko. Ostatnio u mnie na blogu poruszałam temat młodych matek i ktoś skomentowałam, że starsze mamy są dużo bardziej pobłażliwe, bardziej nadskakują dzieciom. Może coś w tym jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kontrowersyjny temat, ale moje pokolenie jest naocznym świadkiem tych "bachorków" wychowanych bezstresowo, psychologowie z moich roczników zdołali już nieco przebadać konsekwencji takiego wychowania i podobno my już uczymy się na błędach starszych od nas i podobno lepiej, surowiej wychowujemy dzieci. Czy tak jest? Pewnie kolejne lata to wykażą... Niemniej jednak na pewno rozpieszcza się wiele lat wyczekiwane dziecko... to też jest na pewno znacząca zmienna

      Usuń
  16. Ja to mam wręcz alergię na biegające rozwrzeszczane dzieciaki, a w zasadzie to na ich rodziców. Najwyraźniej też jestem surowa choć moja mama również twierdzi, że powinnam być surowsza. Zgadzam się w pełni z twoim tekstem. Co prawda odkąd mam dwoje dzieci zdarza mi się czasem być leniwą, mój starszy syn kompletnie nie używał laptopa, smartfonów czy tabletów, teraz pozwalam dzieciakom trochę pograć czy pooglądać bajki bo dwie energie to nie jedna, a ja jednak czasem muszę coś zrobić tym bardziej, że nie mogę się specjalnie podeprzeć autorytetem tatusia, którego dzieci w tygodniu praktycznie z powodu pracy nie widują.

    OdpowiedzUsuń
  17. Swietnie opisałaś tę sytuację - znam i podpisuję się pod tym obiema ręczynami.*zuza

    OdpowiedzUsuń
  18. W kolejce do lekarza można wiele zaobserwować. Ja byłam kiedyś świadkiem jak mama namawiała swoje dziecko do tego, aby było niegrzeczne. Chciała w ten sposób wymusić ustąpienie kolejki. Pisałam o tym na blogu. Jak chcesz to zajrzyj: Maamaa u lekarza.
    Ja też uważam, że od dziecka należy wymagać więcej niż od małpki. Każda mama chce mieć grzeczne dziecko, a to na pewno ułatwi dziecku życie wśród ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Kobiety za pozno decyduja sie na potomstwo. Ostatnio bylam swiadkiem gosci hotelowych, ktorzy mieli troje dzieci. Dziewczynka 9 letnia, kolejna 7 I chlopiec 5. Tych dwoje wariowalo na recepcji, biegalo bez butow, rozrzucalo ulotki. Ojciec ? Poltorej h na komorce, zwracal dzieciom uwage patrzac w ekran telefonu.
    Pozniej przyjrzalam sie rodzicom, ktorzy byli grupo po 40.
    Wywnioskowalam wiec, ze sa za "starzy" na wychowanie dzieci , nie chce im sie...

    Ja staram sie, by chlopcy mnie sie sluchali. Publicznie - sluchaja, w domu - juz niekoniecznie... :/

    OdpowiedzUsuń
  20. Sama na wychowaniu dzieci się nie znam, ale nic nie denerwuje bardziej niż jakieś pomieszczenie sterroryzowane przez dziecko, które szaleje w najlepsze. Po 10 minutach człowiek nie wie co z sobą zrobić, a rodzice siedzą i nie reagują. Przerażenie mnie ogarnia, gdy takie rzeczy dzieją się w restauracji, a maluchom grozi np. widmo poparzenia. Rodzice bez wyobraźni?

    OdpowiedzUsuń
  21. Słusznie prawisz. Nachodzą mnie często takie przemyślenia i dochodzę do takich samych wniosków :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wychowanie dziecka to najtrudniejsza życiowa rola jaką przychodzi nam pełnić.

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetne jest te pierwsze zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jezu, jak ja się cieszę, że nie jestem sama na tym świecie!!! Na mnie moje psiapsióły, mówią "Gestapo". A ja tylko wychowuję przyszłych dorosłych. Nie bije, moich cudowniaków, ale dyscyplina jest i głupawki też są, jedno drugiego nie wyklucza. Chciałabym, żeby więcej rodziców przyłożyło się do tego tematu, bo pamiętajmy, że każde z Waszych słodkich pociech, to przyszłe żony i mężowie, partnerzy i koleżanki, Naszych Dzieci.

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.