Nawyki żywieniowe dziecka czyli zdrowa dieta w domu

        Jakiś czas temu opublikowałam na FP post, w którym zdefiniowałam sukces tymi oto słowami: "córka wybierająca mi pęczak z talerza, odmawiająca kupnego piernika przez częstująca ją sąsiadkę, zajadająca się moimi marchewkowymi babeczkami". Dziś powiem Wam jak to zrobiłam.
Jakiś czas temu chwaliłam się Wam jakie słodycze je moje dziecko. Był to post na temat słodyczy w diecie dziecka i odsyłam Was do niego, jeśli go przeoczyliście.
        Mam to szczęście, że moje dziecko, nawet w towarzystwie, powstrzymuje się od wyjadania delicji, michałków czy innych łakoci, które przyjmujący nas w gości wykładają na stół (jak dobrze, że rzadko ludzie nas zapraszają :D, kto wie co by to było :P). Dlaczego tak się dzieje? Nie dlatego, że jej zabraniam, nie dlatego, że boi się robaczka próchniaczka itd. itp. Dzieje się tak tylko i wyłącznie dlatego, że takie słodycze nie bardzo jej smakują. Pisałam, że w naszym domu zastać można tylko gorzką czekoladę albo moje wypieki albo ewentualnie ekologiczne herbatniki/ babeczki/ ciasteczka. To sprawiło, że kinderki i inne cuda wianki nie podchodzą Melci, bo są za słodkie i za sztuczne w smaku. Uwierzcie! Detoks od kupnych słodyczy sprawi, że nigdy do nich nie wrócicie. Być może wydaje Wam się teraz, że ktoś kto twierdzi iż Snikers czy czekolada Milka są niesmaczne jest szalony, ale nie jestem! One są wyjątkowo niedobre, sztuczne w smaku, przesłodzone, ohydne. Też kiedyś myślałam, że Bounty i Kit Kat są najlepszym deserem pod słońcem, ale ja byłam wtedy jak ten ślepiec w jaskini Platona ;). Uwierzcie mi na słowo i na miesiąc zrezygnujcie z kupnych słodyczy. Wyczyśćcie półkę ze słodyczami, zacznijcie piec, kupować gorzką czekoladę (minimum 60%), robić owocowe koktajle na deser- wszytko, byle nie chemiczne batony i inne przysmaki od fioletowej krowy. Po miesiącu "pozwalam" Wam spróbować wrócić do tych świństw; gwarantuję Wam, że nie będą już Wam smakować. Słodyczowy detoks i Wasze kubki smakowe wyjdą z jaskini ;).
        No dobrze, słodycze słodyczami, a co z resztą posiłków? To, co lubi nasze dziecko jest wynikiem tego jak je karmimy. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje, ale z reguły tak jest, że to co jemy, jak mówimy, jak się zachowujemy, jakie mamy poglądy, czy chodzimy do kościoła, czy żyjemy w pedantycznej czystości czy wolimy bałagan (sprawy wielkiej i małej wagi)- to wszystko- "wynosimy" z domu. Warto więc zadbać, żeby od małego uczyć dziecko odpowiednich nawyków żywieniowych.
           O mięsie w naszej diecie również już pisałam. Zaznaczałam, że mięso jadamy rzadko i staram się by pochodziło ono z wiadomego źródła. Kurczaka nie kupiłam w sklepie ani razu od trzech lat- odkąd Melcia zaczęła jeść z nami. Nawet rosołu nie robię z dodatkiem kurczaka- nie ma takiej opcji. Uczę Melanię jeść kanapki z najróżniejszymi pastami, a pasta na bazie awokado i jajek jest jej ulubioną. Staram się by posiłki były bardzo urozmaicone, nauczyłam córkę miłości do warzyw. 
Osobiście nie przepadam za owocami, lubię truskawki, jabłka, śliwki-  po prostu rodzime owoce i tych owoców uczę jeść córkę. Jeśli chodzi o owoce, które naturalnie u nas nie występują- nie uświadczysz ich u nas w domu. Jedzenie cytrusów zimą to największa głupota ludzkości. Nie bez powodu cytrusy rosną w ciepłych krajach i nie bez powodu rosną wtedy, gdy robi się coraz cieplej. Zadaniem cytrusów jest bowiem wychładzanie organizmu, a my- Polacy najczęściej się od takich owoców uczulamy. Nic dziwnego, Matka natura/Bóg najlepiej wiedzieli jakie warzywa i owoce  i gdzie rozlokować, żeby ludzie mieszkający na danym terenie byli zdrowi.
           Nie przykładam jednak wielkiej wagi do tego, by moje dziecko jadło owoce. Jabłka są u nas zawsze, w sezonie gruszki, śliwki, brzoskwinie, truskawki, jagody (i do jedzenia tych owoców zawsze będę zachęcać córkę), ale przede wszystkim skupiam się na warzywach, bo są dużo mniej kaloryczne, nie zawierają tylu kwasów i cukrów, mają dużo błonnika. Uparowane  lub świeże warzywa jemy codziennie. Dla przykładu: wczoraj mieliśmy do obiadu surówkę z sałaty z ogródka teściów, a dziś będzie brokuł na parze. Moja córka uwielbia surową paprykę oraz marchewkę i zajada się nimi na drugie śniadanie lub podwieczorek. To, że córka wybiera warzywa i z owoców najchętniej zjada jabłka potwierdza moją teorię, że to my wyrabiamy w dzieciach odpowiednie lub nieodpowiednie nawyki żywieniowe. Jeśli Twoje dziecko na deser najchętniej je czipsy lub chrupki, robi to prawdopodobnie dlatego, że i Ty i/lub Twój mąż tak właśnie robicie...
           Od małego uczyłam córkę jeść kasze. Kasza to u mnie podstawa. Pęczak, gryczana niepalona oraz jaglanka- minimum dwa razy w tygodniu, któraś z nich musi się pojawić na naszych talerzach. Tutaj kolejnym przykładem potwierdzającym moją teorię jest mój mąż. Przesmarzone jabłka, z córką, jemy wyłącznie z jaglanką- mój mąż nie przełknie, bo w domu jadł jabłka z białym ryżem. W moim domu biały ryż jest zakazany, a mój mąż nie dostaje jabłek- robię mu wtedy jajo sadzone z jakimś warzywkiem. Takie mam zasady i się nie ugnę ;). Prócz kasz bardzo ważne są w naszej diecie także soczewica, ciecierzyca, groch, fasola. Z ciecierzycy bardzo często robię moją ulubioną zupę krem, z soczewicy ubóstwiane przez mojego męża kotlety, a z grochu grochotto. 
         Dzięki temu, że mam pewnie zasady co do częstotliwości występowania w tygodniu ziemniaków, kasz, makaronów itp. nasze posiłki są bardzo urozmaicone. Oczywiście bywa różnie, czasem mamy mniej możliwości, czasem mniej czasu na ścisłe trzymanie się moich zasad, ale staram się dopilnowywać tego, żeby nie było tygodnia bez kaszy czy soczewicy.
          W moim domu nie znajdziesz nie tylko białego ryżu, nie znajdziesz też zwykłego makaronu, pszennego chleba czy czystej, pszennej mąki. Makaron kupuję tylko i wyłącznie pełnoziarnisty (no chyba że jajeczny do rosołu, ale rosół to rosół- tutaj się wyłamuję ;)), mąk mam kilka rodzajów: żytnia, pszenna pełnoziarnista, z amarantusa, kukurydziana, ziemniaczana, ryż wyłącznie brązowy, czarny lub dziki (też pełnoziarniste), chleb zawsze kupuję mieszany pełnoziarnisty, a najchętniej żytni, ale prawdziwy, czysty żytni chleb jest ciężko kupić.
           Podkreślam, że nie zabraniam córce jeść niezdrowych przekąsek. Gdy ma ochotę na pączka- kupuję jej go, gdy ma smaka na frytki- dostaje (i nigdy nie zjada), gdy jesteśmy w gościach- pozostawiam jej wolność wyboru. Po pierwsze wiem, że w domu je bardzo zdrowo, a po drugie znam jej gust, jej smaki i póki co- nie boję się o nią. Wiem, że nie ma nadwagi i jeśli będzie pielęgnować nawyki, które w niej wyrabiam, nigdy jej mieć nie będzie, nawet jeśli tak jak ja, codziennie będzie jeść łakocie. Wiem, że jest zdrowa, cieszy mnie to, że chętnie je świeże lub parowane warzywa, że lubi rodzime owoce i uwielbia kaszę jaglaną oraz pęczak. Jestem zachwycona gdy wsuwa suszone owoce i orzechy, gdy wyjada mi z kubeczka jogurt naturalny z amarantusem ekspandowanym i jagodami goji.
           Moja trzy i pół letnia córa ma rewelacyjne nawyki, nie trzeba jej zmuszać do jedzenie kalafiora czy past jajecznych, nie trzeba chować przed nią Nutelli ani innych świństw. Jeśli chcesz by Twoje dziecko jadło zdrowo, chętnie i z radością, jeśli nie chcesz wmuszać mu/jej warzyw, kasz czy pełnoziarnistego chleba musisz najpierw zacząć od siebie. Jeśli takie jedzenie w Waszym domu to będzie normalka, a jedyne słodycze jakie będziecie posiadać to herbatniki, wtedy nikt z Was nie będzie miał żadnych dylematów. Wszystko będzie po prostu przychodzić Wam naturalnie!
Dziecko uczy się przez obserwacje, a jeśli będziesz robić co innego niż mówisz- jesteś niewiarygodna/ny. Musisz o tym pamiętać!



dziewczynka szarlotka



30 komentarzy:

  1. Oj zazdroszczę ci. Długo by opowiadać jak z mojego cudownie jedzącego dziecka synuś przeistoczył się w kulinarnego nic nie jedzącego potwora przy okazji z biegiem czasu zarażając tym brata :) W każdym razie ja osobiście mogłabym się do ciebie wprowadzić. Słodycze nie kręcą mnie w zasadzie w ogóle i to ani te kupne ani te swojskie. Oczywiście to nie jest tak, że zupełnie ich nie jem,ale zdarza się to rzadko, a na obiad będą dziś kotleciki z soczewicy (ciekawe co na to moja ekipa:) ). Acha i żądam wręcz przepisu na zupę krem z ciecierzycy,a jeśli już gdzieś był to chociaż o link :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Link do zupki: http://www.zfilizankakawy.pl/2014/11/nieoceniona.html?m=1

      Nie martw się, skoro Ty jesz zdrowo i się starasz, dzieciaki w końcu się przestawią, to zapewne przejściowy okres albo wpływ rówieśników.

      Usuń
  2. te muffiny mnie kuszą :)
    alexanderkowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Zanim urodził się Filip wcale nie zwracałam uwagi na to co jemy. Nie interesowały mnie składniki odżywcze, witaminy, ilość żelaza w produkcie, to czy jest swojski czy kupny. Pojawienie się dziecka zmieniło moje nastawienia ogromnie. Jajeczka i kurki mamy od teściów. Na ogrodzie własną szklarnie z pomidorami i ogórkami. Na działce u rodziców wszystkie warzywa. Staram się unikać słodyczy. Nie zawsze mi to wychodzi i często popełniam błędy jednak wieżę, że jesteśmy na dobrej drodze. Może przy okazji uda mi się schudnąć... Wszystko małymi kroczkami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje podejście jest godne naśladowania:) Mój synek też je kaszę, a za gryczaną to wręcz przepada. A to tylko dlatego, że dawałam mu ją od momentu gdy skończył rok. Koleżanki się dziwią...a same nawet nie próbowały podać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo bym chciała mieć tak w kuchni jak Ty. A póki jedliśmy z teściami (jedna kuchnia) to niestety córka stała się niejadkiem.
    Ja zabraniając dziecku słodyczy mam miano terrorystki, która dziecku słodkiego zabrania. Od jakiegoś czasu kupuje córce gorzką czekoladę i ją ładnie ze smakiem zje. Chcę też wyeliminować z jej (i mojej!) diety niezdrowe rzeczy. Co prawda kurczak to moje ulubione mięsko wiec z tego nie zrezygnuję, ale to co masz w domu to ideał do którego chcę dążyć!
    Myślisz, że jeszcze uda mi się przestawić moją 2 latkę na dobre tory?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że ja przestawisz :). To jeszcze wpatrzony w Ciebie maluszek z nie do końca zastanymi poglądami ;), takie dzieciaki fajnie jest otwierać na nowe smaki, uczyć otwartości na na kuchnię. Póki jest mała masz dużo możliwości, a teraz kiedy już sama rządzisz w kuchni wszystko w Twoich rękach. Może nie być łatwo, dlatego najlepiej powolutku i stopniowo. I nie martw się, nie miałaś lekko dzieląc kuchnię, więc doskonale rozumiem, że mogło się to potoczyć w zła stronę. Trzymam za Was kciuki!

      Usuń
    2. Na pewno dam znać jak nam się układa :)
      Dla mnie fajnie, że Młoda lubi gorzką czekoladę :)
      Dziś piekę ciasto - a że lubię to już przyjemność :D

      Usuń
    3. P. S tylko uważaj z kurczakiem. Ten supermarkotowy to sama chemia. Udostępniłam kiedyś na FP że nawet przed załadowaniem na tackę są obstrzykiwane. Kurczak musi być z dobrego źródła, inaczej ma mnóstwo hormonów i antybiotyków.

      Usuń
  6. Chyba jutro przepis wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przed ciążą jadłam śmieci a teraz dbam o to co na talerzu. Zwracam uwagę co je Antek, chce żeby nauczył się zdrowych nawyków żywieniowych.
    U Ciebie króluje peczak a u nas manna :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubimy kasze, oprócz mojego małego kawalera i z nim mam największy problem. Dziewczyny jedzą wszystko, warzywa uwielbiają a Alan warzyw nie ruszy.
    Ps. Przepis na muffiny wypróbuję, może nie wyczuje marchewki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma szans- nie wyczuje ;). Ja zawsze je robię na urodziny Melanii i dzieciom smakują, dorośli też chętnie jedzą, niektórzy je uwielbiają (amatorzy pierników;). Robiłam już ciasto z burakiem, cukinią i nikt jeszcze z moich gości nie wyczuł :P

      Usuń
  9. obserwuję! :D spoko teksty i świetną masz córeczkę :-) pozdrawiam Was!

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dużo do myślenia mi dałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z Tobą, że po detoksie od kupnych słodyczy nie chce się do nich wrócić. ja ze względów zdrowotnych byłam zmuszona odstawić je i byłam bardzo zaskoczona jak szybko się od nich odzwyczaiłam. Teraz kiedy idę do sklepu i widzę te wszystkie czekolady, batoniki i ciasteczka, to aż mnie obrzydzenie bierze jak sobie pomyśle co tam jest w środku. Podejrzewam też, że jeśli bym ich spróbowała, to by mi nie smakowały. Wolę sobie zjeść suszonych daktyli lub fig albo pieczone jabłko z dżemem (oczywiście bezcukrowym). A ja tradycyjnie jak w każdy czwartek zapraszam Cię serdecznie wraz z Twoim artykułem na moje Linkowe Party u Lifestylerki:). Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale zgrałyśmy się czasowo z tymi słodyczami :) Cieszy mnie to, że coraz więcej osób zwraca uwagę na to co jemy. U nas przygoda z kaszami zaczęła się dość późno, a wszystko za sprawą przypadku. Syn miał przynieść do szkoły jak najwięcej nasion i kasz, najlepiej w różnych kolorach, bo mieli robić z tego obrazki. I kupiłam wtedy min. różne kasze, soczewicę, mak i to czego nie wykorzystał w szkole przyniósł do domu. Skoro przyniósł to wypadało to zjeść, żeby się nie zmarnowało i tak powoli, popróbowaliśmy tych wszystkich produktów, z czego ogrom nadal gości w naszym menu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety nie jest to takie proste jak mogłoby się wydawać. Kiedy mieszkaliśmy sami jedliśmy zdecydowanie zdrowo. Teraz, kiedy żyjemy "w gromadzie" trzeba się dostosować, choć staram się przemycać zdrowe produkty. Oboje z mężem nie możemy się doczekać aż znów będziemy na swoim.

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas niestety średnio zdrowo jest. Julka owoców nie chce, warzyw tym bardziej. Warzywa przemycam jej codziennie w zupie ale z owocami jest problem. No ale pączka czy serek to zje. Masakra :(

    OdpowiedzUsuń
  15. ja słodycze jem jak mam fazę. na co dzień staram się jeść racjonalnie i nie przesadzać z niczym . ani ze złym ani z dobrym żarciem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy przesadzać z dobrym jedzeniem?

      Usuń
  16. Super! Ja tez zakorzeniłam w córce zamiłowanie do owoców, jedynie trochę za mało zwróciłam uwagi na to co pije i mimo, że lubi wodę czy ziołowe herbatki to jednak dość często sa soki.... niby dla dzieci, ale .....Poza tym tez uwielbiam kasze a słodycze dzielnie jej wydzielam, bo przeciez wszystkiego jej odmówic nie mogę zwłaszcza, że sama zycia bez czekolady sobie nie wyobrażam poza tym zawiera cenny magnez ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem właśnie w trakcie zmiany nawyków żywieniowych mojej rodziny. Moje dzieci uwielbiają warzywa, pija wodę, jedzą dużo owoców. Ale chcę jeszcze lepiej! Takie posty pomagają.

    OdpowiedzUsuń
  18. Super to wszystko ca napisałaś, ale ja czytając to mam takie przemyślenia: że jest chyba to wszystko strasznie drogie, i wymaga dużo czasu, by to kupić, a potem zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko mi powiedzieć, pomyśl ile wydajecie na jedzenie na Waszą rodzinę. My na naszą trójkę wydajemy około 600-700 złoty na całość wyżywienia na miesiąc i w porównaniu do ludzi, których znamy to bardzo mało, ale zapewne dla kogoś to będzie ogromna suma. Ja jednak wolę jeść rzadziej rarytasy a częściej żywić się skromnie a zdrowo niż zapychać się pseudo tanim żarciem w większych ilościach. Wiem coś na ten temat, bo rozmawiając z ludźmi okazuje się, że więcej na słodycze wydają Ci, co jedzą biedronkowe czy inne świństwa niż my kupując eko i piekąc samodzielnie. Nie wspominając już o obiadach czy śniadaniach.
      Ja jestem mega oszczędna i szczerze wątpię, żeby mój styl życia był dla kogoś drogim... Trzeba umieć się dobrze gospodarować ;)

      Usuń
  19. Gdzies ty sie ukrywala z tym blogiem przez ostatnie kilka lat mojego życia? Wprowadzam sie tu na stałe;) A co do żywienia dzecka od najmlodszych lat zgadzam sie w 100 % z tym co napisałas ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Chciałabym zapytać o jedną rzecz. Dużo ciekawych i inspirujących rzeczy napisałaś na temat odżywiania, w 100% popieram. Ale na zdjeciach widać, że Twój mąż ma nadwagę. Więc nie do końca się zgadzam się z tym, co piszesz, że masz złoty środek na zdrowie rodziny i dieta, jaką stosujecie, gwarantuje sukces.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dietą pewnych rzeczy się nie wyleczy, to Ci powie każdy onkolog, hematolog itd, itp. Ja na przykład nie jestem w stanie zbić moim zdrowym trybem życia testosteronu, który mam bardzo ponad normę. To mój blog, więc nie będę dzielić się szczegółami z życia mojego męża i jego wynikami badań, bo to jego prywatność, ale cieszę się, że wypowiadasz się na ten temat. Ja nadal obstaję przy swoim, że moja dieta i mój sposób na zdrowie jest w zasadzie pozbawiony wad. Poza tym zapewne naoglądałaś się i moich zdjęć i doskonale wiesz jedną ważną rzecz: ja noszę rozmiar 34 :)

      Usuń
  21. Dziękuję za odpowiedź. Właśnie w tym rzecz: pisząc bloga, zapewne liczysz się z tym, ze czasem trafi się komentarz dość obcesowy. Mój był obcesowy więc dziękuję za uprzejmą odpowiedź. Pozdrawiam i dzięki za filmik o rybach - bardzo pouczające (psudozdrowy łosoś, brr...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bloguję ponad rok i wiem już z czym się je anonimowe komentarze. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.