Sposób na udany związek

poniedziałek, czerwca 08, 2015
       11 czerwca mija nam cztery lata małżeństwa. To bardzo krótko, dlatego nie jestem upoważniona dawać komukolwiek recepty na udany, a już na pewno nie na na trwały związek.
      Związek małżeński/partnerski (bo taki dziś rozważać będę) to relacja, w której dwoje osób świadomie decyduje się na wspólne życie: wspólne zamieszkanie, może nawet wspólny kredyt, jedzenie razem posiłków, dbanie o miejsce w którym mieszkają. Koniec ze studenckimi dyżurami sprzątania łazienki, koniec z wyliczaniem się co do grosza za mięso i ziemniaki, koniec z kłótniami o ciszę- rozpoczynasz nowy etap, gdzie stajecie się jednością i wyliczanie sobie czegokolwiek staje się początkiem końca.
       Dla mnie receptą na dobry związek jest właśnie świadomość wspólnoty. Nie wyobrażam sobie dzielić się rachunkami na połowę i ukrywać przed sobą własne dochody. To nie zda egzaminu, bo skoro dzielimy wszystko na pół i nie żyjemy na wspólny rachunek to znak, że wszystko mamy prawo dzielić na pół i niczego nie dorabiamy się wspólnie. Samochód- nie nasz!, bo połowa moja, mieszkanie- nie nasze!, bo połowa moja. Trwała, ciągła intercyza. Intercyza materialna i niematerialna, bo skoro ja zrobiłam śniadanie dziś, to Ty je zrób jutro, nawet jeśli masz 40 stopni gorączki i jesteś w stanie lewitacji, sprzątanie co drugi weekend na zmianę, ale co z Twoją skarpetką pod łóżkiem? Ja jej nie podniosę, bo Ty ją zrzuciłeś, to Twoje zadanie. Nie upiorę Ci koszulek, bo piorę swoje, nie zrobię obiadu, bo gotuję dla siebie. Dziecko? W połowie moje? Nie przejdzie! Nie można się rozliczać i wyliczać. Trzeba nauczyć się żyć wspólnie pozostawiając sobie jednocześnie wolność. Opłacamy rachunki razem, auta dorabiamy się wspólnie, ja gotuję obiad dla nas wszystkich, jeśli chcesz możesz pozmywać, podniosłam Twoją skarpetkę i zapominam, bo wiem, że Ty wyprasowałeś mi sukienkę, gdy prasowałeś swoją koszulę.Nie wypominamy, nie kodujemy, żyjemy razem i wszytko co jest- jest wspólne. Od bałaganu w salonie na nieudanym obiedzie kończąc.
        Jeśli wspólne finanse są dla Was kontrowersyjne i uznajecie inne podejście do sprawy, macie system który się sprawdza- ok, rozumiem, ale co do reszty... nie wyobrażam sobie tego. Nie wyobrażam sobie dzielić wszystkiego na pół, fajnie jest czasem zrobić coś dla kogoś, przejąć pewne obowiązki, a inne pozostawić połówce- spontanicznie, bez wieczornego obmyślania grafików, razem, zwyczajnie dla siebie. Zdaję sobie sprawę, że istnieją osoby totalnie egoistyczne, które nagną taką zasadę, zrzucając wszystko na drugą stronę. Jeśli masz nieszczęście być z kimś takim, musisz na początek niestety zacząć od dyżurów ;)
        Bycie z kimś oznacza zrezygnowanie z części siebie. Przeraża Cię to, co napisałam? Poczekaj! Nie chodzi o rezygnację z własnych pasji, przekonań czy ambicji, ale rezygnację z czegoś bardzo negatywnego. Z egoizmu właśnie. Im więcej (niezdrowego!) egoizmu uda Ci się wyzbyć, tym lepiej Dla Was. Nie chodzi o to by o sobie zapomnieć, by zamienić comiesięczne wizyty u fryzjera na masowanie swojego męża albo oglądanie z nim meczy. O nie! Chodzi mi o to, że przestajesz być dzieckiem. Nie czekasz aż mama ... partner przepraszam, Cię wyręczy, tylko działasz, Nie lubisz zmywać?  Powiedz to, nie zmuszaj się, po prostu podejmij się czegoś, czego nie lubi partner. Wygodnie, bezkonfliktowo, wymiennie. Ty gotujesz- on zmywa, Ty robisz zakupy- on wyprowadza psa. Nie czekasz, aż mąż Ci przypomni, aż lodówka będzie pusta, aż pranie wyjdzie z kosza, a zepsuty pomidor przyjdzie powiedzieć że śmietana spleśniała- działasz, robisz, stajesz się odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za Was dwoje, a potem troje lub więcej. Od dziś robienie dla siebie, oznacza robienie dla Was, a Ty stajesz się w domyśle Wami- bez wyliczania, bez dopominania, bez wypominania.Wspólnie i dla siebie nawzajem.
Gdy przyjdzie taki moment, że dobro zaczniesz utożsamiać z dobrem wspólnym, że myśląc o wakacjach zastanowisz się, czy taka opcja przypasuje Twojej żonie/mężowi to znak, że jesteście "jednością", że działacie wspólnie dla Waszego dobra, że Twoje dobro jest Waszym dobrem i na odwrót. Bez rezygnowania z własnego szczęścia, bez poświęceń. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, dojść- najlepiej wspólnie, bo związek to sztuka kompromisu i rzeczywiście tak jest, a kompromis to wspólna rezygnacja z czegoś, to obopólne poświęcenie i obopólna satysfakcja. To jest recepta na udany związek.




24 komentarze:

  1. Niby takie proste, a jednocześnie takie trudne, ale w związku sztukę kompromisy, trzeba opanować do perfekcji ;).
    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy, żebyście zawsze byli razem tacy szczęśliwi, jak na załączonym zdjęciu ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam za sobą 11 lat małżeństwa i zgadzam się w kwestii, że albo wspólnie, albo na razie. Jednak są związki, gdzie tylko jedna strona ciągle robi to o czym piszesz. Pomimo wspólnych kont, opieki itp., to zawsze ktoś ma więcej na głowie. Zazwyczaj jest to kobieta, która jak się nie upomni, to musi większość sama robić. Dlatego w kwestii coś za coś, nie do końca się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem co masz na myśli i masz niestety stuprocentową rację. Ten post bardziej skierowany jest do płci bardziej egoistycznej ;). Im więcej robi się dla kogoś, tym więcej robi się dla związku i niestety kobiety przoduja w tej domenie, ale ogólnie widać poprawę np w kontekście ojcostwa :). Trzeba po prostu pracować - wspólnie, czasem nad własnym egoizmem a czasem nad ... zbyt wielkim altruizmem...

      Usuń
  3. Od początku wspólnego życia to co moje jest jego, co jego jest moje, nie rozgraniczamy. Znam wiele związków, które właśnie żyją na "pół" płacą po połowie za mieszkanie, za zakupy, śmieszą mnie teksty "musisz mi oddać 10 zl za mięso" no heloł??

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas w związku jest podział duży, tzn ja się zajmuję obowiązkami domowymi: pranie, sprzątanie, gotowanie itp, a moja druga połowa sprawami majsterkowymi: naprawianie różnych rzeczy, montaż różnych rzeczy, sprawy związane z autem i inne, i nam ten układ bardzo pasuje,kwestia dogadania, konto wspólne więc nie ma podziału w kasie, tu nie ma dyskusji skoro żyjemy razem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nam w sobotę stuknęła 6 wspólnego pożycia małżeńskiego i jak wiadomo w każdym związku były są i będą wzloty i upadki, ale najważniejsze, że się kochamy i jesteśmy dla siebie oparciem.Jesteśmy szczęśliwi :)
    I tak jak piszesz nie da się wszystkiego podzielić w życiu na równe połówki.

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie wyliczanie i nie wypominanie sobie to naprawdę ważna sprawa :) Wszystkiego dobrego na kolejne lata!!!!! ja świętuję dzien wczesniej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze napisane :) Choć niestety chyba w większości przypadków - tak i u nas to na mojej głowie są wszystkie opłaty, zakupy itd. Oczywiście dostęp do konta męża też mam ja, bo muszę wszystkie sprawy finansowe załatwiać. Nie mamy podziałów, że coś jest w połowie moje, a w połowie Jego. Pieniądze są wspólne, zarówno te zarobione przez niego jak i te przeze mnie, choć tak jak napisałam jeśli na mojej głowie jest większość wydatków i opłat to ja "trzymam kasę". A nam minie 4 rocznica ślubu 25 czerwca :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy zwiazek musi się dotrzeć.
    U mnie w zwiazku nie ma podziałów wszystko jest wspólne i nawzajem sobie pomagamy.
    Wszystkiego Dobrego z okazji zbliżającej się rocznicy ślubu. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas 4 lata było 4 czerwca :) co prawda niestety nie obchodziliśmy (córka była bardzo chora), ale to 4 magiczne lata. I nasze wszystko. I nasza córka kochana i dom i samochód :) Chociaż mąż się śmieje, że auto moje ;) A finanse? U nas podział jasny. Mąż płaci rachunki! Ja robię zakupy, ale on kupuje pyszne pomidorki z hali :) U nas nie ma podziałów "damsko-męskich" i to chyba jest najpiękniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mądry wpis :) Muszę go pokazać narzeczonemu. Niech poczytam i pomyśli :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uważam, że receptą jest oprócz miłości być w związku przyjacielskim. Mąż jest moim największym przyjacielem. Resztę recept napiszę jak będziemy obchodzić złote gody, bo te 6 lat to pikus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To odezwij się wtedy i daj znać, zawsze to dwa lata więcej doświadczenia ;)

      Usuń
  12. My w sierpniu także będziemy obchodzić czwartą rocznicę ślubu. Na początku było ciężko przejść na myślenie, że wszystko jest wspólne. Każde z nas miało swoje marzenia do których uparcie dążyło. Z biegiem czasu ta wspólnota i kompromis same się wykształciły. Uczyliśmy się jak żyć aby dwie strony czuły się spełnione, usatysfakcjonowane i na równi. Staraliśmy się aby nie było lepszych i gorszych, u nas w domu nie ma stereotypu kobiata przy garach i facet w garażu.
    Do ideału jednak nam jeszcze daleko. Potrafimy się sprzeczać o głupoty i twardo stać przy swoim stanowisku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam! U nas jest bardzo podobnie, jak widać po czterech latach stoimy w podobnym miejscu ;). Związek to praca 24/7 i niestety przez całe życie, przecież i nasi rodzice się sprzeczają, prawda?

      Usuń
  13. PS. Gratuluję okrągłej sumy odwiedzin bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetne spostrzeżenie. Też uważam, że trzeba w sobie wyrabiać to poczucie wspólnoty oraz odpowiedzialności za związek. U mnie w tym roku będzie już 10 lat po ślubie. Ten okres nauczył mnie, że w związku bardzo ważne jest wysłuchanie i zrozumienie drugiej osoby. Nie wolno tez dusić w sobie emocji, czy urazy, o wszystkim trzeba rozmawiać (na spokojnie), wyjaśniać i dochodzić wspólnie do kompromisu. A ja zapraszam Cię dzisiaj na moje Linkowe Party u Lifestylerki, które trwa od czwartku do niedzieli. To jest świetna okazja, żeby nawiązać nowe blogowe znajomości oraz zaprezentować swojego bloga. Z tygodnia na tydzień moje party cieszy się coraz większą popularnością, także po prostu nie może Cie na nim zabraknąć:). Serdecznie zapraszam i pozdrawiam Ania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakie to jest piękne :( Gdyby wszyscy tak robili (włącznie ze mną oczywiście) to świat byłby CUDOWNY!

    OdpowiedzUsuń
  16. ja choć dużego doświadczenia w stałym związku nie mam, a małżeńskiego stażu nie mam wcale :) to całkowicie zgadzam się z tym co piszesz, no może trochę nie do końca w kwestii finansów, ale co do reszty to zupełnie :) nie jest łatwo przejść z tego 'egoizmu' na myślenie o byciu razem jako o pewnej wspólnocie i ja w sumie wciąż jestem na takim etapie przejściowym, a mieszkam z moim partnerem już prawie 2 lata. ja doceniam mojego partnera za to, ze jak stoja gary w zlewie to pomyśli i je umyje i u nas w domu nie ma czegos takiego jak sztuczny podział obowiązków - cały czas staramy się uzupełniać i pomagać sobie nawzajem. podział obowiązków jest jedynie w kwestii prasowania, bo mój partner tego nie cierpi - ja też, ale traktuję to jako mój wkład w 'wspólnotę' (on za to nauczył się zwijać skarpetki przed wrzuceniem do kosza na pranie, bo ja mam taką małą manię haha )

    OdpowiedzUsuń
  17. Każdy człowiek jest inny i w czym innym czuje się dobrze; jeden w robieniu zakupów, inny w sprzątaniu. Jeśli związek opiera się na wzajemnym szacunku, miłości, cierpliwości i zrozumieniu to nikt nikomu nie będzie robił wyrzutów ,że przecież ja wyrzuciłem śmieci , pozmywałem okna i wyprowadziłem psa, a Ty tylko pomyłaś okna. Każdy ma prawo czuć się zmęczony, ma prawo mieć gorszy dzień. Najważniejsze jest zrozumienie, że nie wszystko w życiu jest idealne. Idealne związki nie istnieją. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas, bo nie będziemy wyceniać miłości za umycie kibla.

    OdpowiedzUsuń
  18. zgadzam się, że oboje muszą w związku razem uczestniczyć, razem decydować i każdy powinien potrafić zrezygnować z czegoś dla dobra związku

    OdpowiedzUsuń
  19. bardzo ciekawy i rozsądny post :)
    zapraszam do promowania swoich wpisów w nowym serwisie - http://www.bloglov.es/

    OdpowiedzUsuń
  20. A nam w tym roku stuknęło 17 lat bycia razem. I w tym roku odkryłam właśnie, że od 2 lat w życiu mojego męża jest inna kobieta. Wcześniej wydawało mi się, że nasz związek jest dobry. Przeżyłam szok, załamanie. Zaczęłam analizować swoją postawę i nasze życie z ostatnich kilku lat i okazało się, że wcale nie było tak różowo, jak mi się wydawało. Pośrednio to ja pchnęłam go w ramiona innej kobiety, a właściwie mój chłód i egoizm. Gdyby nie ta zdrada żyłabym w przeświadczeniu, że żyje w udanym związku. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, popłakaliśmy się. Teraz jest naprawdę cudownie, tak fajnie jak na początku naszego związku. Może to złe określenie w tym przypadku ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.