Aniołek...

       Rodzicielstwo bliskości, o którym wiele się teraz mówi, a o którym ja mam informacje pozostające w sferze zasłyszenia lub intuicji, polega prawdopodobnie na tym, że staramy się mieć z dzieckiem więź, nie uciekamy się do kar cielesnych i z tego co się orientuję: śpimy z nim. Na tym etapie mogę stwierdzić, że nasze metody wychowawcze to właśnie rodzicielstwo bliskości. Melania śpi smacznie z nami w jednym łóżku trzymając nogi albo na mojej twarzy albo brzuchu, śpi rzecz jasna w poprzek i rzecz jasna od mojej strony... Melania nie otrzymuje kar cielesnych i prawdopodobnie nigdy nie otrzyma, staram się na nią nie krzyczeć i nie podnosić głosu, wszystko polega na tłumaczeniu, tłumaczeniu i ewentualnie staniu w kącie ( co zdarzyło się do tej pory w jej życiu góra osiem razy...).
        Robimy wszystko, żeby nasza córka była szczęśliwa. Nie posiadamy ani zasobów finansowych ani też chęci żeby zasypywać ją pseudo edukacyjnymi zabawkami, które w rezultacie i tak są tylko zbieraczami kurzu, za to poświęcamy jej wiele czasu, organizujemy tysiące rozrywek, bawimy się z nią; jednym słowem nasz świat kręci się wokół Melanii.
       Z całych sił staram się jednak zaszczepiać w niej dobre nawyki i wychowanie, uczę mówić "dziękuję, proszę i przepraszam", witać z sąsiadami, grzecznie odpowiadać na pytania, odpowiednio zachowywać się w kościele i innych miejscach, gdzie ludzie lubią mieć spokój. Mogę śmiało powiedzieć, że na tym polu odniosłam sukces. Ludzie z reguły są zachwyceni tym jaka jest grzeczna, otwarta, uśmiechnięta. Ma humorki- to jasne, ale ogólnie to mały aniołek (jak ostatnio usłyszałam w jupi parku).  
       Muszę to przyznać, że w jej pokoju panuje idealny porządek, a gdy coś jest wyciągnięte na wierzch wystarczy moje słowo i już tego nie ma. Melania "pomaga" mi w domu, chętnie stoi ze mną w kuchni i obserwuje jak gotuję, można rzecz: cudowne dziecko. 
        I rzeczywiście jest cudownym dzieckiem, ale jak każde ma swoje wady, nad którymi czasem nie wiem jak pracować. Martwi mnie fakt, że chociaż to ja poświęcam jej więcej czasu i chociaż to ja uczę zasad i "wychowuję", nie mam u niej kompletnie autorytetu. Czasem mam wrażenie, że traktuje mnie jak koleżankę, a ja absolutnie nie chcę nią być. Owszem, chcę być jej najlepszą przyjaciółką, ale nie koleżanką, kumpelą, która nie posiada należnego matce szacunku. Martwi mnie to, że jedyną osobą u której ma posłuch to jej tata no i fakt, że tata nie widzi tyle, co widzę ja. Nie mam pojęcia ani jak z w tym walczyć ani gdzie popełniłam błąd, bo prawda jest taka, że to ja jestem surowsza niż tata, a zarazem jestem mega czułą mamą (wiem o tym)- myślałam że będzie to złoty środek, że będę idealną mamą. Okazało się, że wychowałam cudowne, grzeczne dziecko, które prawie nie sprawia problemów, za które nie muszę się wstydzić, ale okazało się, że to dziecko ma do mnie dziwny stosunek i mam wrażenie, że choć starałam się z całych sił, nie jestem Melanii nawet w połowie tak bliska jak ona jest mi... Dramatem jest też fakt, że obecnie mała reaguje już na moje wskazówki, tylko wtedy gdy pogrożę że zadzwonię do taty... Mam dosyć szantażów, mam dosyć uciekania się do jej taty, jak to naprawić?
       Czasem mam wrażenie, że chyba dobrym rozwiązaniem byłoby gdyby za mną zatęskniła, gdybym wyjechała na kilka dni. Może wtedy doceniłaby mój wysiłek i zaangażowanie? A może wcale tak by nie było? Może nawet nie zauważyłaby mojej nieobecności mając tatę na wyłączność...













42 komentarze:

  1. Ja też nie mam autorytetu w domu. Mąż się śmieje, że w domu panuje hierarchia Tata, Michaś, Pies i potem na samym końcu ja. Michaś na razie mało rozumie, ale obawiam się, że będziemy mieć podobny problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty już byłaś świadkiem mojej niemocy...

      Usuń
  2. Dziecko, powinno spać w swoim łóżeczku w tym wieku, bo później będą dużo większe problemy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko jak już śpi z rodzicami to max do 16 miesiąca życia !!!! Nie mówię o wypadkach gdy dziecko jest chore albo coś złego mu się śni. Co się dzieje poczytaj w google, albo idź do dobrego psychologa, a odpowie Ci dokładnie na to pytanie. Jest też sporo mądrej literatury. Tylko napisze, że to też ma związek z buntami, sprzeciwianiem się i poczuciem oddzielności.

      Usuń
    2. Nie stać mnie na psychologa, ale jestem wdzięczna za odpowiedź. Mogę liczyć na polecenie jakiegoś nazwiska/tytułu? Mam teraz bibliotekę pod nosem, może akurat taka pozycja się znajdzie. Chętnie poczytam i może uda mi się potem sklecić mądry post.

      Usuń
  3. Taa, ja zazwyczaj mówię: 'OK, Ty mnie nie słuchasz, nie robisz o co Cię proszę, to ja Ciebie też nie będę słuchała'. Co do kar - nie karzę swoje Dziecko, ale nieraz wprowadzam konsekwencje zachowań. Jeśli w ogole nie słuchają, nie robią co potrzeba - wtedy maja zakaz oglądania bajek, albo nie kupujemy ulubionego serka (dramat totalny), ale widzę też poprawę. Nie mam problemu, że bardziej słuchaja taty. Aha, i ja nie chcę być przyjaciółką moich Dzieci. Chcę być ich mamą, z którą mają super relacje, ale nie przyjacielskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chcę być przyjaciółką, mamą i przyjaciółką. Ale dla mnie przyjaźń to wielkie słowo i żadnej kobiety prócz własnej mamy nigdy bym tak nie nazwała. W tych czasach bardzo trudno o prawdziwą przyjaźń, można nawiązać bardzo bliskie relacje ale przyjaźń jest chyba niemożliwa obecnie między obcymi kobietami :P

      Usuń
  4. Też zastanawiam się jak nasi rodzice nas wychowywali, że słuchaliśmy, byliśmy grzeczni i mieliśmy do nich ogromny szacunek. Obecnie rodzice stają na rzęsach, a dzieci i tak robią swoje. Patrzą w oczy, gdy powtarzasz im setny raz to samo, a i tak się buntują przeciwko temu co mówisz. Czasami mam wrażenie, że łatwiej mi okiełznać dwudziestkę w przedszkolu (z paroma upartymi wyjątkami) niż moją dwójkę, ale czasami - bo u mnie najważniejsza jest konsekwencja, aczkolwiek nie powiem, aby to do moich dzieci przemawiało. Żadne "karne jeżyki" czy inne "niezawodne" metody superniani nie działają. Każdy musi znaleźć sam złoty środek, a szantaż, jak sama mówisz, na dłuższą metę się nie sprawdzi. W końcu przestanie się przejmować - bo i tak nie dzwonisz. A może właśnie oddelegowanie jej z łóżka też by przyniosło jakiś efekt? Rozumiem Waszą więź, ale może postrzeganie dziecka jest inne, bo skoro pozwalasz, aby 'zajmowała Twoją przestrzeń', kładła Ci nogi na twarz itp. to może ma wrażenie, że jesteś taką dobrą kumpelą, której z biegiem czasu można wejść na głowę. Może właśnie fakt, że spędzasz z nią praktycznie cały dzień (poza np. przedszkolem) i jeszcze całą noc przynosi taki skutek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to, co robi przez sen mam nadzieję robi całkiem nieświadomie... Większość dzieci rozwala się na łóżku, a że śpi po mojej stronie... Cóż, chyba warto zacząć poświęcać jej mniej uwagi jak zauważyłaś... Oddelegowanie z łóżka na pewno ma sens, ale ona i tak każdej nocy budzi się i jeśli jest u siebie w łóżku to płacze że się boi itp. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, bo budzi się każdej nocy... (od przeprowadzki staramy się właśnie żeby spała w swoim pokoju, który wreszcie ma i konsekwetnie co noc trzeba ją przynieść bo się boi i płacze w środku nocy).

      Usuń
    2. Śpi po Twojej stronie bo... Dzieci już chyba tak mają. Mama ich nie przepchnie :-) Gdy ja przenosilam córkę do innego pokoju zapalałam jej na noc malutką lampkę (taka do kontaktu), którą daje delikatną poświatę. Jest bajka do czytania np. Franklin boi się ciemności - może by pomogło. Ja się poswiecalam trochę i nie zabierałam do naszego pokoju tylko kladłam się u niej, a gdy zasypiała wracałam do siebie (jeśli się obudziłam :-)).

      Usuń
    3. Tak też próbujemy ale wtedy budzi się non stop i trzeba u niej zostać. Spróbuję z tą lampką!

      Usuń
  5. A ja sama nie wiem kto ma większy u nas autorytet, wiem, że ja jestem ta bardziej surowa, ale i ta bardziej mająca większy pokłady cierpliwości. czasem jest tak, że mama powie raz i jest zrobione, a czasem mogę powtarzać jak zdarta płyta i nic, wtedy tata wkracza do akcji i jest zrobione, a czasem na odwrót. Ale wiem, że moje dziecko mimo swoich wad, które ma, bo aniołkiem ona z pewnością nie jest kocham ją nad życie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz tak zastanawiam się jak to było ze mną i moja mama, ja z nią jako nastolatka i potem miałam rewelacyjny kontakt - z tata również, pomagali mi z wszystkimi problemami, o chłopaków, moje emocje ,lęki i problemy szkolne. Bardzo dużo razem rozwiązywaliśmy moich problemów, wiadomo czasem szłam tylko do mamy jeśli chodziło o facetów, a czasem nawet i w tym temacie sięgałam rady taty, potrafili mi powiedzieć ze jestem za bardzo naiwna i lecę jak tylko chłopak zadzwoni :) bulwersowałam się wtedy mówiłam ze tak nie jest! Ale dzięki nim w końcu to ujrzałam:)

    No ale przejdźmy do wieku Twojej córki - mama wtedy nie próbowała być moją przyjaciółką, to dopiero nastąpiło jak zaczynałam dojrzewać. I muszę przyznać, że to było dobre- miałam do niej szacunek, bałam się, że jak przeskrobie to, że to mama będzie zła na mnie, taty też się bałam nie wiem kogo bardziej - po prostu wyznaczyli takie granice, że nie przekraczałam ich. Ale oni nie radzili sobie z bałaganem jaki tworzyłam, z moją niechlujnością (nie sprzątałam nic!) z innymi wadami, które Twoja córka ni e ma;)
    Jednakże w naszym domu było dużo miłości, radości i wygłupów :)

    Po za tym nie raz, nie dwa dostałam po tyłku czy jakąś karę. Dostawałam po tyłku nawet jak się wywaliłam. Nigdy nie powiem, że to było dla mnie dobre! Wręcz sama nie chcę dawać kiedyś dzieciom klapsy. Jednakże to co napisałaś mnie naprawdę zastanowiło - bo sama się tego boje, bo widzę takie relacje u znajomych, jak córa traktuje mamę jako koleżankę, i jest wszystko dobrze jak mama pozwala, jak nie to mama wtedy jest ta zła.

    Myślę sobie co te znajome robią inaczej niż moja mama do której tak się ani ja ani brat nie odnosiliśmy - jedynie co widzę: mama miała swoje życie, nie była skoncentrowana na nas tak bardzo, musieliśmy sami się szybko uczyć odpowiedzialności i szacunku do niej, że teraz nie ma czasu, ale wiedzieliśmy, że potem jak znajdzie czas na pewno z nami go spędzi, że np. jak rodzice mieli imieniny to dzieciom nie wolno było siedzieć i słuchać rozmów dorosłych, że były pewne zasady, których nie mogliśmy złamać.

    oczywiście kłóciłam się z nią, wychodziłam do pokoju trzaskając drzwiami i mówiąc pod nosem jak ją nienawidzę (straszne...) ale czy tego da się uniknąć?

    Mojej koleżance rodzice pozwalali na wszystko! Gdy wpadła w wieku nastoletnim to rozpoczęły się wtedy dopiero ogromne kłótnie bo mama narzucała jej jak ma wychować dziecko. Ale za czasów dziecięcych i nastoletnich koleżanka mogła wszystko - wracać kiedy chciała, nie musiała się uczyć itp itd.

    Moim zdaniem poruszyłaś bardzo ważny temat, chętnie dowiem się jak inne mamy radzą sobie z tym tematem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz i cieszę się, że problem Cię zainteresował. Mam nadzieję, że nasza dyskusja doprowadzi Cię do mądrych wniosków, a przynajmniej nie popełnisz moich błędów ;)

      Usuń
  7. Czesc. Ja zawsze Cię czytam, a nie zawsze komentuję. Dziś przeczytałam cały wpis dwa razy. i wszystkie komentarze. Co ja mogę o tym powiedzieć? Przede wszystkim z Twojego wpisu daje się odczuć ogromną miłość jaką darzysz córkę i mądrość z jaką podchodzisz do jej wychowania. Twoje przemyślenia i odczucia świadcza o tym, jak bardzo Ci na niej zalezy. Jak sie starasz by była dobrym człowiekiem i córką. Mysle ze to co opisałaś jest niestety normalne. U nas w rodzinnym domu było tak samo. Tata mial autorytet, mama też, ale z nią jakoś automatycznie można było wiecej. To niesprawiedliwe, ale teraz u nas tez tak jest. Maja ma poltora roczku a męza słucha duzo bardziej niz mnie, choc on spedza z nią 1/10 tego czasu co ja. Myslę, że Melania Cię kocha i ma do Ciebie szacunek i autorytetem również jesteś. Ale ten tata... sama nie wiem czemu tak jest. Dzieci chyba jakos automatycznie tak mają, że słuchają się ojców bardziej niż mam.

    A odnośnie spania w jednym łóżku. Nie chcę się wtrącać i nikomu rządzić, bo ja jestem raczej z tych mam które uwazają, że każda robi jak uwaza bo chce najlepiej dla swojego dziecka. Zarowno w temacie cyca a MM, sloiczków a BLW, porodu SN a CC, spania, noszenia, szczepienia. Kazdy powienien robic jak uwaza.

    Ale w temacie spania z dzieckiem we wspolnym łóżku w wieku kilku lat- hmmm... uczyłam się o tym na studiach na psychologii rozwojowej. Dziecko, tym bardziej kilkuletnie powinno spać już w swoim łóżku. Nie mnie Was oceniać czy moralizować bo ja się na tym nie znam. Jeśli jednak będziesz zainteresowana tematem poczytaj sobie np o fazach rozwoju psychoseksualnego wg Zygmunta Freuda. Mielismy m in o tym na zajeciach z bardzo madrym psychiatrą i psycholgiem dzieciecym. Świadomosc seksualna dzieci kształtuje się od urodzenia, i przechodzi różne etapy.

    Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie jak długo jest OK by dziecko spało z rodzicem. Do 5 roku życia? a może do 10? a jeśli tak to czemu nie od razu do 15 roku życia?

    Trzeba niezwykłej roztropności, aby dziecku nie brakowało poczucia bezpieczeństwa i czułości, ale zarazem, żeby niechcący nie zaburzyć jego rozwoju.

    A odnosnie przyjaciółek. Jestem najlepszym dowodem na to że można przyjaźnić się nie tylko z mamą ale i z innymi kobietami. Mam 28 lat a do dziś przyjaźnię się (tak prawdziwie i szczerze i głęboko) z przyjaciółką z LO i z 3 cudnymi przyjaciółkami ze studiów. Ale ogólnie chyba jestem szczesciarą w temacie spotykania cudownych ludzi, wiec moze jestem wyjątkiem.

    Serdecznie Cię pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też otacza sporo serdecznych i wspaniałych ludzi jak choćby moja fantastyczna Agata, ale po prostu przyjaźń to dla mnie wielkie słowo, bardzo pokrewne miłości i poświęceniu.Nie o tym jednak mowa.
      Freud i jego poglądy na kobiety itp nieco mnie przerażają a czasem i śmieszą, ale rozumiem ideę, domyślam się o co Ci chodzi i wiem że ma to sens. Ostatnio przeczytałam na FB wypowiedź mamy cytującej położną, że tylko my z gatunku ssaków wyrzucamy młode z legowiska. I to myślenie też rozumiem, tylko właśnie, kiedy wyrzucić to młode z legowiska. Kiedy jest na to odpowiedni moment? Z jednej strony Melania wydaje mi się jeszcze taka malutka, ale z drugiej ssaki mają zasadę, że jak samodzielne to wynocha więc idąc tym tropem utrzymywanie kilkunastolatków a już na pewno studentów to głupota. Niemniej jednak chętnie poczytałabym jakąś mądrą literaturę na ten temat tylko że co metody to poglądy i tego też się obawiam (bo w takich tematach nic nie jest tak proste i pewne jak twierdzenie Pitagorasa). Kiedyś było modne wychowywanie surowe i bez nadmiernej czułości czego owocem był choćby Hitler, potem bezstresowe czego owocem jest dzisiejsza młodzież. Jak wychowywać żeby wychować zdrowego, dobrego człowieka?

      Usuń
    2. Polecam książkę "Rodzice w akcji" M.i M. Gajda. Tam jest wiele cennych informacji jak się kochać i szanować na wzajem a zarazem zachować odrębność rodzice-dzieci. Pozdrawiam

      Usuń
  8. jeszcze jestem samotny wiec nie wiem czy mam prawo się wypowiadać, ale wydaje mi się, że czasami jednak kara się należy za nieposłuszeństwo, nie mówię o biciu ale może zakaz oglądania tv, zakaz wyjścia na plac zabaw takim czymś próbowałbym egzekwować posłuszeństwo jeżeli prośby już by nie działały.
    Wyjazd na kilka dni, żeby dziecko zatęskniło to dla mnie takie trochę obrażanie się na dziecko co chyba nie jest właściwe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie chodzi o obrażanie, to chodzi o to że spędzam z nią 24/7, dla niej to jest normalka, pewnik, że jestem na każde z zawołanie. A są mamy które wyjeżdżają na szkolenia, na delegacje, pracują- dzieci mają okazję zobaczyć jak to jest bez mamy. Melania nie ma takiej okazji. Co do kar : u nas jest kąt, czasem brak bajek, ale niestety za rzadko, problemem chyba jest brak konsekwencji...

      Usuń
  9. Kochana, nie martw się aż tak bardzo...pamiętaj, ze efekty Twojego wychowania będą widoczne za kilka, nawet za kilkanaście lat. Bo to co dziecko dostaje w domu, powróci do Was. Każde dziecko to człowiek, ma prawo mieć swoje zdanie, swoje humory, my jesteśmy od tego by nauczyć ich radzic sobie z tym wszystkim. Niedługo będzie nastolatką, zawrze wiele znajomości, chłopcy itp., okres buntu - takie uroki - i tylko to, co wyniosła z domu (miłość, szacunek, brak krzyku a rozmowy ) - to zaowocuje, zawsze.
    I chyba w większości domów, tak zaobserwowałam, jakoś Ci tatusiowie prym wiodą :))

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas w domu było bardzo podobnie i w sumie nadal jest. Tata to ten z którym nie mamy nic do powiedzenia, zawsze robiło się to co powiedział i to bez zająknięcia. Mama pozwalała na więcej i to się wykorzystywało. Ale różnica teraz jest taka, że idę do mamy z problemem i bez krępacji o nim rozmawiam, nawet jeśli dotyczy bardzo intymnych sfer mojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też jestem przeciwna wobec kar cielesnych. Mój Filip nie dostał przysłowiowego klapsa i oby tak zostało. Ostatnio byliśmy świadkiem jak jakaś kobieta zdenerwowała się na córkę, złapała ją za rękę i mocno uderzyła. Mój synek bawiąc się w piaskownicy momentalnie zamarł i świdrował wzrokiem tą kobietę. Po czym poraczkował do mnie i mocno się przytulił, a serduszko biło mu jak oszalałe.

    Jeżeli chodzi o autorytet to może porozmawiaj z mężem i zapytaj jak to jest, gdy są tylko we dwoje? Może on nieświadomie robi coś co Melanię nakierowuje na takie myślenie? Może, gdy Melania zbroi mówi coś w stylu: nic się nie stało ale nie mów mamie. Może ktoś inny na nią tak działa? Polecam na spokojnie przemyśleć od kiedy to się zaczęło. Za wiele nie pomogę, bo te wszystkie sytuacje dopiero przede mną. Jednak bardzo chętnie poczytam jak się rozwinie dyskusja, bo temat jest ciekawy i trudny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu bardzo, bardzo ciekawe spostrzeżenie. Wiesz, czasem jak jestem z nimi to oni niejako mają sztamę i oboje stawiają się przeciw mnie. Wprawdzie niby w bzdetach, ale jak na nich patrzę to oni często sprawiają wrażenie drużyny, która gra przeciw mnie...

      Usuń
  12. Przede wszystkim myślę że powinnaś porozmawiać o tym z tata córki. Powiedz co czujesz i niech Ci pomoże. Tata w tym przypadku może zdziałać wiele. Jeśli stale będzie powtarzał ze ma słychać mamy, że mama tak bardzo kocha, że mama dla Ciebie zrobiła np. Ciasto. To powinno jej pomóc zrozumieć jaka jest Twoja rola. Widocznie się pogubiła. Ale najważniejsze - córki zawsze będą córeczkami tatusia i nie zmienisz tego. Myślę, że wspólne spanie w tym wieku też może się do tego przyczynić. W pewnym sensie może zacząć traktować tatę jak partnera. Ciężko mi to jasno wytłumaczyć pisząc przez telefon ale postaram się jeszcze rozwinąć myśl jak będę miała dostęp do komputera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba rozumiem do czego zmierzasz i mam wrażenie, że masz dużo racji (zarówno w pierwszej jak i drugiej części wypowiedzi)... Dzięki za cenne rady i czekam z niecierpliwością na rozwinięcie.

      Usuń
  13. Jesteś cudowna mamą :-). Ja tłumaczę raz, a potem nie reaguję na pewne rzeczy. Im więcej się mówi do dzieci, tym więcej zaczynają dokazywać. Uważam, że ton głosu ma ogromne znaczenie. Jeśli chcemy pokazać dziecku, że coś nam się nie podoba, to musimy odpowiednio to zaakcentować. Miałam okazję być przy waszej rozmowie, kiedy Melcia była w złym humorze i wiesz co? Ty zawsze jesteś dla mnie miła :-) Nawet jak mówiłaś jej, że coś się Tobie nie podoba w jej zachowaniu, to mówiłaś to tak słodko :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Kompletnie nie znam się na macierzyństwie dlatego nie jestem w stanie Ci pomóc, aczkolwiek uważam, że jesteś cudowną mamą, która z pewnością w przyszłości zostanie doceniona. Ważne jest wychowanie na zasadach, karach, ale i nagrodach, aby dziecko nie wyrosło na takie typowo bezstresowo wychowane - wszyscy wiemy o co chodzi.
    http://milionymysli.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślę, że to super, że tak Cie traktuje, ale tylko w sytuacji gdzie własnie masz u niej posłuch. Sama mówisz, że wystarczy jedno słowo i ona rozumie co ma zrobić i jest ogólnie grzeczna. Gdyby traktowała Cię bez szacunku, wtedy mogłabyś się martwic. A tak przyjaźń miedzy matka, a córka to coś o czym marzy chyba każda mama :)
    Dziewczyna ja osobiście Ci zazdroszczę!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękna sesja! A propos autorytetu, moja mama i ja też zawsze byłyśy jak kumpele. Miałyśmy nawet pewien pakt (ze swoimi tajemnicami) przeciwko reszcie rodziny :D Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i wydaje mi że, ten autorytet zawsze był, ale zaczął przejawiać się dopiero z czasem. Trzymam kciuki i pozdraiwam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz co nie pomogę Ci. Nie chciałabym podać jakiś cudownych sposobów, rad, które okazałyby się strzałem w kolano. Poczytaj może książkę Faber, Mazlisch jak mówić żeby dzieci nas słuchały...podobno można znaleźć tam mnóstwo wskazówek. Jeszcze nie czytałam ale mam zamiar :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A nie jest przypadkiem tak, że w pewnym momencie rozwojowym u dzieci dzieje się tak, że tata staje się autorytetem? To jest zdaje się, normalny proces u dzieci 2-3 letnich. To jest tez etap, który mija. Tak mi się wydaje :) Mogę pogrzebać w książkach ze studiów, jeśli chciałabyś potwierdzenia :D Bo wiedzę przyswoiłam, ale już zapomniałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko masz czas i ochotę to jasne! Ale rozumiem, że to przechodzi, tak? I mam szansę i ja kiedyś się nim cieszyć? Bo dla mnie zawsze autorytetem była przede wszystkim mama, ale obecnie są oboje rodzice, bo wiem że to wspaniali ludzie i chcę z nich czerpać.

      Usuń
    2. No i kurczę nie znalazłam;/ Albo źle szukałam. Także moja "czutka" nie ma poparcia naukowego. Ale jestem niemal pewna, że jest coś takiego, że córeczki w pewnym momencie "wolą tatę". I to normalny proces... To tylko moje przeczucie, ale wydaje mi się, że to tylko etap. Dzieci przechodzą różne fazy, i to też może być tylko fazą! Za co trzymam kciuki. Ja na Twoim miejscu kontynuowałabym taki styl wychowania, bo wydaje mi się naprawdę wartościowy i na pewno przynosi wiele pozytywnych efektów dla Twojej córci! Powodzenia w przezwyciężaniu trudności!

      Usuń
  19. Mam bardzo, bardzo dobry kontakt z moją dorosłą córką. Pogaduchy przy dobrym winie to nasz standard. Jak przeczytałam Twój tekst zobaczyłam nas wiele, wiele lat temu. Chyba po prostu tak jest, że relacje mama-córka nie zawsze należą do najłatwiejszych. Ot dwie kobiety, nawet jeżeli jedna jest całkiem mała:). Nie raz wydawało mi się, że córka traktuje mnie zbyt na luzie i to zdecydowanie nie było fajne. Z pewnością jesteś dla Małej najważniejsza na świecie, a te "babskie" przepychanki z pewnością nie sprawią,że przestaniesz być dla niej autorytetem. Wszystko wróci na swoje miejsce, zobaczysz. Zwłaszcza,że jesteś bardzo mądrą mamą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo Ci dziękuję, dodałaś mi mnóstwo otuchy bo taka relacja o jakiej piszesz to moje marzenie w przyszłości...

      Usuń
  20. Piszesz, że to Ty jesteś surowsza, a jednak słucha bardziej taty. A może tu też tkwi powód. Bo dla Ciebie to jest uczenie córki zasad i posłuszeństwa, a dla niej może zwykłe czepianie się o głupoty, ciagle. Nawet jeśli wykonuje polecenia i jest grzeczna, to nie odróżnia, która z tych spraw jest poważna, a która mniej. A tata wkracza tylko w sytuacjach poważnych lub przywołujesz jego autorytet, kiedy sama już nie dajesz rady. A to dla niej oznacza, że jak już tata ma interweniować, to sprawa jest powazna, więc trzeba posłuchać. A z Tobą to drobnostki, bo przecież cały czas jej czegoś zakazujesz/zakazujesz, więc i kilka z nich można "olać".
    Nie jestem psychologiem i może się mylę, ale może coś w tym być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie inaczej u nas to wygląda, więc to nie ten trop z pewnością... Ale dziękuję za zainteresowanie, na wszelki wypadek przyjzę się temu aspektowi :)

      Usuń
  21. Przeczytałam wpis i wszystkie komentarze.
    Z tego co obserwuję często zdarza się tak, że dziewczynki mają mocniejszą więź z tatą a chłopcy z mamą. Tu raczej nie chodzi, o przyjaźń czy szczególną więź tylko jakby zazdrość. Z pewnością ważną rolę pełni tu płeć.
    Eliza pisała o Twoim wręcz anielskim usposobieniu. Nie znam Cię "na żywo" więc trudno mi to oceniać, ale Eliza raczej wali prosto z mostu i nie jest to przesadzone. To, że podniesiesz głos na dziecko czy zmienisz ton na ostry i stanowczy nie zrobi mu krzywdy a jedynie pokarze, że to nie żarty i teraz to mama rządzi i trzeba jej posłuchać.
    Co do spania to Oli nie raz spał z nami nawet całą noc, bo coś go bolało albo był niespokojny i gdybyśmy go nie wzięli do łóżka to wstawalibyśmy co pięć minut. Jednak ogólnie śpi sam w swoim łóżeczku, obok naszego łóżka. Gdybyśmy mieli takie możliwości to spałby w swoim pokoju. Może pomoże lampka a może niania elektroniczna? My niani używamy odkąd Oli jest z nami. Kiedy się przebudzał w nocy zdarzało się, że aby ponownie zasnął wystarczyło żebym odezwała się do niego przez nadajnik.
    Co do przyjaźni z matką. Nie będę się wypowiadać, bo moja wyrządziła mi najwięcej krzywd w życiu i prędzej nazwałbym ja wrogiem niż przyjacielem.
    Na pewno warto żebyś o swoich wątpliwościach porozmawiała z mężem.
    Ach i jeszcze jedno, pod żadnym pozorem, nawet w zabawie, Twój mąż nie powinien wspólnie z Melanią stawać przeciwko Tobie. Ty z nim "przeciwko" niej tak, bo jako rodzice to Wy rządzicie i ona powinna Was słuchać.

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.