7/28/2015

Macierzyństwo zmarnowało mi karierę...

       Byłam na pierwszym roku studiów magisterskich, świeżo po sesji zimowej, kiedy dowiedziałam się, że jestem w piątym tygodniu ciąży. Kiedy już cała nasza rodzina została poinformowana o tym fakcie, kiedy już łzy radości u jednych, a łzy rozpaczy u innych przestały cieknąć, usłyszałam od pewnej osoby, że inna osoba (i mówimy tu bliskiej rodzinie) powiedziała, że ona w życiu by na to nie pozwoliła, żeby jej dzieci tak sobie zmarnowały życie i karierę. Abstrahując od przekonań religijnych, za i przeciw aborcji, adopcji czy innych rzeczy które mogła mieć na myśli osoba, rzekomo wypowiadająca te słowa, poruszyła ona bardzo ważną kwestię. 
         O ile kariera mojego męża dzięki tej ciąży została bardzo przyspieszona, bo zamiast po zajęciach i "laborkach" sączyć piwo w barze z kolegami, mój mąż poszedł do pracy, po to by w wieku 27 lat znaleźć się na stanowisku kierowniczym, o tyle moja kariera rzeczywiście stanęła w punkcie, w którym można już śmiało powiedzieć, że nie stoi w miejscu, a cofa się.
       Patrząc z tej perspektywy, słowa które usłyszałam były prawdziwe i gdybym usunęła ciążę czy zrobiła cokolwiek, co ta pani miała na myśli, przepowiadając rychły upadek mojej kariery, pewnie byłabym teraz...No właśnie, kim ja bym teraz była?
       Patrząc na większość moich koleżanek byłabym teraz singielką i korpoludkiem. Siedziałabym sobie w pracy od godziny 9 do 17, zarabiałabym niezłe pieniądze, pewnie mieszkałbym w Krakowie i z tych pieniędzy mogłabym zrobić niezły użytek: począwszy od wynajmowania pokoju jedynki, po wyjścia na kawę z koleżankami. Wstawałbym o 7 (bo Kraków czy inne duże miasto jakoś przejechać trzeba) czyli nieco wcześniej niż zwykle wstaję, malowałabym się i stroiła, potem jechała do pracy, siedziała sobie w swoim boksie i jak maszynka ciurkała na klawiaturze. Wracałabym już nieco późno, bo wieczorem, czasem bym się z kimś umówiła, może nawet z jakimś facetem, którym byłby niezajęty, ale wedle prawdy toaletowej, wiadomo jaki by był skoro nie byłby zajęty... Ja być może byłabym szczęśliwa, miałabym czas i pieniądze na kosmetyczkę, może nawet byłoby mnie stać żeby raz na jakiś czas kupić ciuchy z nowej kolekcji, ba, może nawet wzięłabym kredyt na kawalerkę na 30 lat. Taką oto fantastyczną karierę zmarnowałam. Karierę singielki robiącą papierki w korporacji, mającą kredyt na lat 30 lub wynajmującą pokój w mieszkaniu z innymi studentami czy pracującymi. 
      Czy patrząc na moje koleżanki czuję się gorsza, czuję że coś zmarnowałam? Niekoniecznie. Czasem sobie myślę, ale im fajnie, świetnie wyglądają, są spełnione, wydają się szczęśliwe, ale niestety ile JA bym tak wytrzymała? Nie wyobrażam sobie w tym wieku bawić się w grafiki sprzątania i denerwować czy tej nocy będę spała, bo ktoś wróci i będzie hałasował o 4 nad ranem. Nie wyobrażam sobie być korporacyjnym gryzipiórkiem i to powtarza mi każda osoba, która mnie zna, że ja , tak czy siak, do tej pracy się nie nadaję. No i jak długo fajnie jest byś samym? Super jest mieć koleżanki, z którymi można iść na babskie pogaduchy. Jak urodziłam Melanię bardzo mi tego brakowało, ale teraz okazało się, że i tak te przyjaźnie które pozostały, rozpierzchły się po całym niemal świecie i podobnie jak teraz, tak i w innym przypadku, musiałabym nawiązać nowe kontakty i przyjaźnie. Koleżanki są super, babskie wypady są super, ale jako dodatek. Fajnie jest wrócić do domu, w którym ktoś na Ciebie czeka, a jeszcze lepiej, gdy jedna z tych osób rzuci się na 
Ciebie i obślini Ci cały makijaż, a druga zrobi Ci masaż stóp wieczorem podczas wspólnego oglądania serialu (tak, mój mąż codziennie tak robi). 
        Czy coś zmarnowałam? Myślę, że tak, na pewno coś zmarnowałam, podobnie jak coś zmarnowały dziewczyny, którym nie udało się znaleźć fajnego faceta i zajść w ciążę zanim skończyły te 25-26 lat. Czy to oznacza, że drogi mamy zamknięte? Jasne, że nie. Ja mam teraz czas na robienie "kariery"- może nawet tej korpokariery, która nigdy dla mnie karierą nie będzie, chyba że mnie awansują na prezeskę, a wszystkie spełnione zawodowo singielki mają jeszcze czas żeby znaleźć fajnego faceta i założyć rodzinę. Czy można więc rozpatrywać w ogóle taki rodzaj życia jako zmarnowany w jakimś sensie? No bo jak można mówić, że coś zmarnowałam skoro mam super rodzinę, jestem nie najgorszą matką i staram się rozwijać. I jak można mówić, że moja koleżanka coś zmarnowała, skoro sama się utrzymuje, dobrze zarabia, jest samodzielna i spełniona zawodowo? Czy któraś z nas rzeczywiście coś zmarnowała?












100 komentarzy:

Hej Bob! Blog pisze...

Amen!
I chyba tylko tyle należy powiedzieć.
:)

Sabina Trzęsiok-Pinna pisze...

Z macierzyństwem, czy bez, ja i tak żadnej kariery nie zrobię, więc akurat nie miałam podobnych dylematów. Niestety czasy mamy takie, że pracodawcy niechętnie zatrudniają matki, bo to się im zwyczajnie nie opłaca. A szkoda, gdyż wiele z nas chciałoby się spełniać zawodowo, a nie ma tej szansy. W każdym razie nie uważam, że zmarnowałam cokolwiek z powodu tego, że zostałam matką. Wręcz przeciwnie, to mnie wzbogaciło o wiele bardziej, niż praca :).

Iza Damsé pisze...

Asiu, co tam kariera, masz coś o wiele bardziej cenniejszego. Ja byłam na trzecim roku licencjatu, gdy świadomie zaszłam w ciążę. Skończyłam studia, urodziłam, zdałam egzamin. Ludzie szli na magisterki, mnie się nie chciało. Pierwszy rok siedziałam z Polką w domu i uczyłam się zaocznie na policelace (której nie skończyłam), zaczęłam pracowac w domu. Dziecko nie przeszkodziło mi w pracy, w zawodzie. Nie w korporacji, bo do tego mnie nigdy nie ciągnęło, nie za kokosy, ale starczyło, by przeżyć. Miałam plan- wyjść z pieluch do 30 i ten plan realizuję. Moje koleżanki dopiero się zaręczają, śluby itp., ja mam już rodzinę, doświadczenie zawodowe, mieszkanie (no nie do końca moje). Mam czas by wyjechac gdzieś sama, mam czas na swoje pasje. To w domu, z dzieckiem, rozwinęłam się o wiele bardziej niż w pracy ;)

Martuś Arcydziełko pisze...

Wiem z wlasnego doświadczenia że na wszystko przychodzi w naszym życiu czas :) grunt to wierzyć że to co się nam przytrafia jest 'po coś' i konsekwencją każdej jednej rzeczy jest szereg kolejnych (nie raz pozytywnie zaskakujących) wydarzeń. Wystarczy się rozejrzeć i przetrzeć oczy:)a ddodatkowo blogosfera daje wiele możliwości i nowych znajomości ... :) Ciepło pozdrawiam!

Anna Wawruch pisze...

Nie ma nic wazniejszego niz rodzina. Na kariere zawsze jest czas zreszta po co kariera skoro nie mialoby sie dla kogo zyc??

Connie M pisze...

Jest czas na 'karierę' i czas na macierzyństwo :) Ja postanowiłam najpierw zabrać się za dziecko. Czy coś straciłam...? Myślę że nie. Mam 21 lat i jeszcze wszystko przede mną. Mam mnóstwo czasu na pracę. Narazie jest mi dobrze tak, jak jest- w tej chwili za nic w świecie nie zamieniłabym dbania o dom, o siebie, kawek i plotek na mieście z koleżankami, kolacyjek z mężem i przede wszystkim- spędzania maksimum czasu z synem. :) Jak młody skończy pięć lat, wtedy ja pomyślę o samorozwoju. ;)

Katarzyna Balbierz - MaaMaa BaalBinkaa pisze...

Jak ja uwielbiam takich ludzi co dobrze wiedzą czego nam w życiu trzeba! Może tamta osoba ma inny system wartości ale to nie znaczy, że każdy na tym świecie musi mieć taki jak ona. Ludzie są różni, mają inne cele, inne marzenia i powinniśmy się wreszcie tego nauczyć.

madame b pisze...

Marnuje sie tylko wtedy gdy nic sie nie robi. A tak wszystko ma swoje plusy i minusy. Ja ciesze sie ze zdazylam cos tam osiagnac bo jestem spokojna o prace, ale ma tez to swoje minusy :) bo jestem korpoludkiem :p

Kasia Harężlak - MummysWorld.pl pisze...

Jeśli to, w jakim punkcie jesteś sprawia, że czujesz się spełniona i szczęśliwa, to nie można mówić o zmarnowaniu czegokolwiek. I to się tyczy nas wszystkich i mam, i singielek ;)

Matka Antyterrorystka pisze...

Ja w temacie albo i nie w temacie, ale mnie takie przemyślenia naszły. Matka nie marnuje kariery i innych rzeczy dlatego, że ma dziecko. Marnuje ją społeczeństwo- nie zatrudnimy pani bo ma pani dziecko, będzie chorować, jest pani za młoda zajdzie pani w ciążę...o tak ja to widzę

Wspolczesna_mp pisze...

Gdy myślę o zmarnowane czegoś to dopiero wtedy, gdy nie będę w stanie tego już nadrobić. A na karierę, taka czy inna, zawsze jest czas :-) na dzieci nie zawsze... Pozdrawiam :-)

Ewiczka pisze...

Mi nie tyle macierzyństwo co emigracja zmarnowała szansę na ''karierę''...nie żałuje jednak mam kochającego męża i syna...a praca, coż może jeszcze kiedyś znajdę.

Nie rozumiem tych tesktów ''o marnowaniu sobie życia zachodząć w ciążę" - mojej siostrze też życzliwi inynuowali, że zachodząc w ciążę traci szanśe na karierę (mimo, iż była mężatką)...ale ''utarła'' im wszystkim nosa - obecnie jest mamą trójki super dzieciaków i nadal rozwija się zawodowo. Poza tym jak na ironię, z każdym dzieckiem przychodził do niej sukces również na płaszczyźnie zawodowej...dwa miesiące po trzecim porodzie dostała nominację sędziowską :) Kariera i rodzina mogą iść w parze!

wprawoczywlewo pisze...

Zarówno ty jak i koleżanka singielka dokonałyście wyboru. Ja tu nie widzę, aby któraś z was cokolwiek zmarnowała:)

Eli Milamalim pisze...

Ja również zaszłam w ciążę na pierwszym roku studiów i akurat uważam, że to był dar od losu. Gdyby nie to, nigdy bym nie zmieniła studiów. A po urodzeniu młodego, poszłam tam gdzie chciałam, a nie tam gdzie jest przyszłość. Dodatkowo, mam 30 lat i unormowaną sytuację życiową i sprecyzowane plany na przyszłość. Dzięki wpadce, bo nazwijmy rzecz po imieniu, nie marnowałam czasu na szukaniu swojego miejsca w świecie, na użalaniu się, na szwendaniu się bez sensu. Musiałam się zmobilizować i działać, przyspieszyć proces swojej kariery. I dziękuję losowi za to, bo znając mnie, to dzisiaj byłabym w czarnej ...... .

justekmakemesmile pisze...

Nic nie zmarnowałaś, masz cudowną rodzinę....a wielka kariera jest jeszcze przed Tobą:)

Justyna Goldman pisze...

Najważniejsze, żeby żyć w zgodzie z sobą i mieć niekłamaną i nieudawaną świadomość, że jest dobrze. Ja wiem, że coś przeoczyłam, bo poszłam na l4 w momencie, kiedy zaczęło się dobrze kręcić w pracy i zaraz wracam i zaczynam od zera, ale tak miało być - jest dobrze. Nie żałuję niczego :).

Z filiżanką kawy pisze...

do tego też w sumie zmierzałam, że co to w ogóle jest ta kariera tak naprawdę? Siedzenie w boksie i wypełnianie excela przez 8 godzin? Owszem, chciałabym się spełniać zawodowo, ale w naszym kraju i bez dziecka miałabym z tym wielki problem...

Z filiżanką kawy pisze...

Zgadza się, masz zupełną rację. Ty to w ogóle wygrałaś, odniosłaś już sukces na każdym polu, ale ja Cię dogonię kiedyś, zobaczysz :P ;)

Z filiżanką kawy pisze...

Wciąż masz czas żeby to zmienić i tego Ci życzę, bo wiem że działasz :)

Z filiżanką kawy pisze...

Masz 100% racji!

Anonimowy pisze...

Kazdy dokonuje swoich wyborow. Ty jestes szczesliwa siedzac w domu kiedy twoj maz pracuje na kierowniczym stanowisku. Moze po prostu nie chce ci sie pracowac? Dziecko masz juz duze wiec i do pracy mozna by bylo pojsc. Ja urodzilam dziecko majac 29 lat. Pracowalam i nadal pracuje w korporacji (do twojej wiadomosci - nie kazde stanowisko w korporacji to siedzenie i wstukiwanie danych w excela - operujesz stereotypami i nie masz zielonego pojecia o czym piszesz). Ja sie spelniam jako mama, zona i jako pracownica. A na marginesie -moj maz prowadzi wlasna firme i nie musialabym pracowac bo pieniedzy mamy wystarczajaco, ale po prostu chce pracowac i sie realizowac. Przemysl temat o ktorym zamierzasz pisac bo mozesz zranic innych swoimi cudownymi przemysleniami. Wez sie do roboty bo swoje nierobstwo usprawiedliwiasz nie do konca przemyslanymi postami. Z nudow wlasnie powstaja takie bzdury...

uBubinka pisze...

Bardzo nie lubię takiej perspektywy: marnowanie czegoś. Życie każdego układa się zupełnie inaczej. Każde doświadczenie jest lekcją. i to od nas zależy czy uznamy nasze przeżycia uznamy za czas zmarnowany. Ja ani czasu spędzonego w korpo ani tym bardziej żadnej sekundy spędzonej z Bubinkiem nie uznaję za czas zmarnowany. Ale raczej za cenną lekcję.

MamaMi szyje pisze...

W dość krótkim poście chyba wyczerpałaś temat ;) też ostatnio z Mężem doszliśmy do podobnych wniosków :)
Śliczne zdjęcia!

Młoda Mama pisze...

Szczerze. Mam koleżankę, która zawsze twierdziła, że za mąż wyjdzie dopiero gdy skończy studia a o dziecko postara się po 30 kiedy będzie miała zapewnioną stałą pracę. Śmiała się ze mnie i pukała w głowę gdy jej oświadczyłam, że w wieku 22 lat wyszłam za mąż, w wieku 23 urodziłam dziecko. Długo nie musiałam czekać ponieważ szybko pozazdrościła mi rodzinnej sielanki i sama zaraz szykowala się do ślub i porodu.
Kariera jest ważna, ale rodzina ważniejsza. Kiedyś gdy pójdzie się na zasłużoną emeryture to człowiek bedzie siedział w czterech ścianach sam jak palec bie mając się do kogo przytulić. Po za tym jestem zdania, że kariere i macierzyństwo można pogodzić jeśli tylko się chce.
Pozdrawiam

Matko Zabawko pisze...

Nie czuję, że zmarnowałam sobie życie czy karierę. Mam 24 lata, 15 miesięczne dziecko i brak pracy. Taki wybrałam scenariusz, z którego jestem szczęśliwa :) a niestety karierę niszczy nam nasze państwo...

Iza Damsé pisze...

Wszystkiego jeszcze nie wygrałam, nie czuję sukcesu, a mam zamiar przeprogramować moje życie zawodowe o wiele bardziej :) Mam na to jakieś 1,5 roku i zaczynam powolo realizować plan ;)

Z filiżanką kawy pisze...

Masz 100% racji, ale na to już nie poradzimy nic...

Matki Polki Fanaberie pisze...

Mój były narzeczony najpierw chciał się dorobić, a potem zakładać rodzinę. Kiedyś zapytałam 'ile? Ile to jest dość pieniędzy żeby docenił to co ma?' Nie potrafił mi odpowiedzieć. Kiedy odeszłam przejrzał na oczy, ale było za późno. Z moim mężem niewiele się dorobilismy, mamy małe mieszkanie na wiecznym kredycie i bardzo stary samochód, nasi znajomi finansowo przebijają nas o głowę - czy jestem nieszczęśliwa i niespełniona bo jestem z dziećmi w domu? Nie bo nie każdy nadaje się na korpoludzika. Na pewno nie ja. Wkurza mnie tylko to, że każdemu muszę się tłumaczyć ze swojego 'siedzenia w domu' i nikt nie chce mi uwierzyć, że mi jest naprawdę dobrze.

Karolina Gie pisze...

Ja miałam obawy co będzie już przy pierwszym dziecku. Nie chciałam jednak szukać od razu pracy, bo właściwie większość pieniędzy i tak by poszła na opiekunkę, a to JA chciałabym być ze swoim dzieckiem. Ale nie ma tego złego. Gdyby nie dziecko nie założyłabym bloga, nie odkryłabym nowej pasji, nie myślałabym o swojej działalności... Dziecko tak naprawdę nie musi być żadną przeszkodą.
Podoba mi się to zdanie : "Taką oto fantastyczną karierę zmarnowałam. Karierę singielki robiącą papierki w korporacji, mającą kredyt na lat 30 lub wynajmującą pokój w mieszkaniu z innymi studentami czy pracującymi. " :)

Klaudia Osmanowska pisze...

Moim zdaniem to ani macierzyństwo nie marnuje kariery, ani brak dziecka nie marnuje życia. Każdy robi to, co mu pasuje :)

Z filiżanką kawy pisze...

Bo wiem na 10000% że taki wiodłabym żywot gdybym nie zaszła w ciąże. Ten post miał służyć pokazaniu konkretnie co by było, gdyby nie Mela, bo do takiej egzystencji sama siebie wiodłam. Wcale nie jest gorsza, ale to po prostu nie jest nic tak fantastycznego, dla czego byłoby dobrze zrezygnować z dziecka :).
P.S u mnie podobnie, gdyby nie ciąża nie byłoby bloga, nie byłoby fotografii, byłabym zupełnie kimś innym :)

TrzyRazyPe pisze...

Kiedy rodzi się dziecko, zmieniają się priorytety. Gdy urodziła się moja córka, chciałam przede wszystkim być Nią. Moja praca została odsunięta przeze mnie na dalszy plan. I bardzo dobrze się z tym czułam :) Teraz sytuacja się trochę zmienia, gdyż wracam na część etatu do pracy... wracam powoli do życia zawodowego. Myślę, że na wszystko jest czas prędzej, czy później :) Pozdrawiam

Z filiżanką kawy pisze...

Oczywiście, że tak, na wszystko jest czas, ale czas ucieka i ja o tym wiem. Ważne, żeby niczego w życiu nie żałować i ja nie żałuję mojej decyzji :). Znajdę pracę prędzej czy później, taką lub inną i życzę tym spełnionym zawodowo, żeby one odnalazły w życiu to, czego chcą- niekoniecznie rodzinę, nie każdy jej pragnie.

Zuzinkowy Świat pisze...

Mam 21 lat mam Męża, ukochaną Córkę. I niczego nie żałuje. Czasami są gorsze dni, ale to właśnie po nich wychodzi wielkie słońce i mówi : " Kocham Cię Mamusiu" . Chyba nie ma nic piękniejszego jak usłyszeć takie słowa z ust dziecka, które 9 miesięcy nosiło się pod sercem, i które przez kolejne pare- naście lat będzie się wychowywać. Nie dorobiłam się majątku. Pracowałam w swojej branży 2 lata, potem była ciąża w technikum uzupełniającym, które to skończyłam z najlepszym wynikiem w klasie. Nie zmarnowałam swojego życia. Mało tego osiągnęłam najwyższy szczyt w swoim życiu. Tym szczytem jest rodzina!

Szczypta o Mnie pisze...

Ja z pewnością nic nie zmarnowałam, a wręcz przeciwnie wygrałam los na loterii w postaci mojej rodziny :)

Anonimowy pisze...

Z nudów powstają komentarze takie jak twój, wielka kobieto sukcesu. Zajmij się lepiej karierą w korpo, a nie obrażaj innych, bo jak widać, nie sięgasz dalej, niż czubek twojego nosa. Jeśli sądzisz, że kobietom, które siedzą w domu, nie chce się pracować i są wygodne, to grubo się mylisz. Takie pancie jak ty nie mają prawa nikogo osądzać. Zejdź z piedestału, paniusiu!

Ania Abakercja pisze...

nie wiem, czemu zakładasz, że gdybyś wtedy usunęła ciążę to teraz byłabyś samotnym korposzczurem. przecież to od Ciebie zależy. równie dobrze mogłabyś zajść w ciążę i wziąć ślub tylko nieco później i też mieć szczęśliwe życie. a z tym zmarnowaniem to przecież nigdy nic nie wiadomo. rezygnacja z macierzyństwa nie jest gwarantem kariery i na odwrót. Tobie "macierzyństwo zmarnowało karierę" a innym "kariera zmarnowała szansę na macierzyństwo". nie można mieć wszystkiego. nie w jednym czasie. życie polega na wybieraniu. każdy ma inne priorytety. najważniejsze, żeby czuć się dobrze ze swoimi decyzjami.

madziulllaaaa pisze...

Ja z własnego wyboru wyszłam za mąż w wieku 21 lat i pół roku później postanowiliśmy starać się o dziecko. Pracowałam w biurze od 9 do 17. Dzięki temu, że zaszłam w ciąże wyrwałam się stamtąd, a później nie miałam już opcji powrotu na starych warunkach. Jedyna możliwość to pół etatu oczywiście za pół kasy (z najniższej krajowej!). Zrezygnowałam. To było bez sensu. Bardziej opłacało mi się siedzieć w domu z dzieckiem za prawie tą samą kasę z zasiłku z PUPu niż w pracy, której nie zbyt lubiłam. Dzięki temu po pół roku kiedy zaczęłam szukać pracy trafiłam do mojej obecnej, w której jestem szczęśliwsza, mam większą kasę, jestem bardziej doceniana, mam lepsze godziny pracy (7-15 lub 9-17 na zmiany). Gdyby nie dziecko, nigdy bym się nie wyrwała z poprzedniej pracy i pewnie nadal siedziałabym za najniższą krajową wkurzając się codziennie, że muszę tam znów iść. W moim przypadku dziecko odmieniło moją karierę zawodową na plus :) Każdy spełnia się inaczej, nie jedna kobieta woli być pełnoetatową mamą, a inne stawiają na karierę i tak jak napisałaś nie ma co żałować, że się coś zmarnowało! Zawsze są plusy każdej sytuacji :)

Anonimowy pisze...

Nie każda z nas może tak sobie siedzieć w domu z dzieckiem i rozważać że fajnie, że nie muszę pracować w korporacji, gdy się ma męża na kierowniczym stanowisku, który pewnie niźle zarabia. Niejedna z nas nie ma takiej możliwości. W większości rodzin jest tylko jedna pensja i to niewielka, często w okolicach najniższej krajowej, więc kobieta mając już tak odchowane dziecko, jak Twoje natychmiast szuka jakiejkolwiek pracy, za pracę w korporacji byłaby wdzięczna.

Patrycja Małachowska pisze...

Cześć, tutaj 21 letnia mama. Swoje dziecko urodziłam pod koniec 2014 roku. Odczucia były mieszane. Przechodziłam już przez wiele faz radości, mega ekscytacji jak i tych momentów załamania, kiedy jedyne co wpada Ci do głowy to właśnie "Zmarnowałaś sobie życie".
Czytając Twojego posta myślę, że masz wiele racji ale też budzą się we mnie jakieś sprzeczności. Bo uwierz mi, chciałabym być mamą, która może zapewnić dziecku wszystko co najlepsze a podejrzewam, że znajdujemy się w podobnej sytuacji (również finansowej). Chciałabym móc bez zawahania pójść do sklepu kupić nowy wózek, nowe ubranka, nowe zabawki. Chciałabym urządzić pokój dla dziecka, mieszkać wyłącznie z narzeczonym i córeczką i nie martwić się co przyniesie jutro. W tym momencie myślę sobie, że wczesne macierzyństwo to wielki stres dla rodziców. Świadomość, że nie mam możliwości by zapewnić dziecku wszystkiego co najlepsze przytłacza mnie najbardziej.
Drugie w kolejności jest to, że zachodząc w ciążę nie mając pracy na umowę o jakimkolwiek macierzyńskim można jedynie pomarzyć. I ja właśnie tak marzę, sfrustrowana, że z każdą potrzebą muszę lecieć do faceta i prosić się żeby kupił coś, co jest mi niezbędne.

Z filiżanką kawy pisze...

Nie widzę powiązania między wczesnym macierzyństwem a brakiem stabilizacji finansowej. Znam wiele kobiet (także blogerek) które są starsze ode mnie, pracowały przed ciążą a teraz nie mają do czego wrócić. Maja ponad 30 lat i są dokładnie tak samo zależne od partnerów jak ja i Ty. Myślę, że problem który nas dotyczy nie leży w tym że mamy dziecko i że urodzilysmy je w normalnym wieku, tylko w państwie i społeczeństwie. Ja mam już duże dziecko i dalej problem z byciem niezależną finansową. Nie masz gwarancji, że gdybyś poczekala z dzieckiem, znalazlabys po studiach super płatną pracę na umowę. Ja wciąż nie mogę, mając kilka kierunków,certyfikaty i nie zerowe doświadczenie w pracy...

Mamatorka pisze...

Nie można ocenić ani jednej ani drugiej strony. Oczywiście jeśli każda ze stron jest szczęśliwa, żyjąc swoim życiem. Wczesne macierzyństwo nie jest "zmarnowaniem życia" jest ZMIANĄ. Czasami na lepsze. Dlaczego? Dziecko często daje nam kopa! Mamy dziecko, więc musimy dla niego i dla siebie walczyć o swoją przyszłość. Wiele młodych mam robi karierę i macierzyństwo w niczym im nie przeszkadza.

Anonimowy pisze...

"Z nudów powstają komentarze takie jak twój, wielka kobieto sukcesu. Zajmij się lepiej karierą w korpo, a nie obrażaj innych, bo jak widać, nie sięgasz dalej, niż czubek twojego nosa. Jeśli sądzisz, że kobietom, które siedzą w domu, nie chce się pracować i są wygodne, to grubo się mylisz. Takie pancie jak ty nie mają prawa nikogo osądzać. Zejdź z piedestału, paniusiu!"

Są takie kobiety.

Anonimowy pisze...

A co się dziwisz anonimowy -30 lipca 2015 08:24.

Ludzie tak patrzą dziwnie bo nie zarabiacie. Teraz tylko kasa się liczy.

Z filiżanką kawy pisze...

Serdecznie proszę o zapoznanie się z regulaminem bloga.

Anonimowy pisze...

Przepraszam to już nie można wyrazić swojego zdania? Taka prawda.Obraziłaś kobiety,które chcą robić coś więcej w życiu niż tylko siedzieć w domu z dzieckiem.

Z filiżanką kawy pisze...

Kłania się czytanie ze zrozumieniem :)

stylpasja by Magda pisze...

dużo starszych ludzi uważa że właśnie za wczesne macierzyństwo marnuje życie... ja osobiście uważam że wczesne macierzyństwo ma dużo plusów! Marzyło mi się urodzić dziecko w wieku 25 lat... Młode mamy są fajne, szybciej dorastają, staja się bardziej odpowiedzialnie i takie dorosłe. Aktualnie mam 26 ale pewnie zaraz po ślubie będziemy planować dzidziusia :-)

Anonimowy pisze...

A Wy myślicie,że te kobiety ,które są w domu nie narzekają? Np,że im wszystko spadło na ich głowę,mąż im nie pomoże,nie mają do kogo ust otworzyć bo dzieci i mąż poza domem,a koleżanki prawie wszystkie też pracują . Wszystko ma swoje plusy i minusy.
Odpowiedz

Anonimowy pisze...

Ciekawe co byście wszystkie zrobiły jakby nagle mąż już nie był w stanie Was utrzymać . Różnie bywa w życiu. A miłością samą nie nakarmi się dziecka.

Z filiżanką kawy pisze...

Dokładnie to samo co robimy teraz gdy ja od lat nie mogę znaleźć pracy i radzimy sobie bez niczyjej pomocy. Wiesz, że znam takie rodziny w których oboje partnerzy tracili pracę w przeciągu dwóch miesięcy i wracali z dwójką dzieci na garnuszek swoich rodziców. Trzeba trochę pokory wobec życia i wiedzy i doświadczenia. Nic się w życiu nie przewidzi, dlatego ludzie boją się brać kredyty i zakładać rodziny. Dziś Ty i Twój mąż zarabiacie po pięć tysięcy na głowę i splacacie dwupoziomowe mieszkanie z tarasem, jutro ktoś może stracić pracę a drugie zdrowie i co wtedy?

Anonimowy pisze...

Kobiety dajcie spokój.Macierzyństwo to nie wyścig szczurów,która kobieta gorsza ,a która lepsza.Każdy ma w życiu inne priorytety.

Z filiżanką kawy pisze...

Bo kochana wiem, że tak wyglądałoby moje życie. Pisałam o sobie i tylko sobie i znam siebie troszkę lepiej niż Ty mnie i pamiętam dokąd zmierzałam w życiu i co mi ciąża, niby, pokrzyżowała :).
Poza tym widzę, że zupełnie nie zrozumiałaś mojego postu i mojego przekazu. Nie mam pojęcia na jakiej podstawie wnosisz, że "czemu zakładasz, że gdybyś wtedy usunęła ciążę to teraz byłabyś samotnym korposzczurem"? Czy ja w którymkolwiek miejscu napisałam, że myślałam o usunięciu ciąży? Jestem katoliczką, aborcja kłóci się z moimi poglądami i tym co myślę o życiu. Nigdy przez by myśl mi nie przeszło, żeby ciążę usuwać. No i oczywiście gdyby nie ciąża byłabym jak większość dziewczyn w moim wieku: samotnym korposzczurem. Nie wiem ile masz lat i w jakim miejscu w życiu się znajdujesz. Być może jesteś bardzo młoda lub w moim wieku i wyjątkowo nie utknęłaś w korporacji jako singielka lub wieczna narzeczona, ale niestety taki model życia jest coraz częstszy i pewnie i ja bym tak teraz żyła, gdyby nie moja córka i mój mąż.

Gender Gosposia pisze...

Zmarnowane życie? Zmarnowana kariera ? Bo nie zostałaś korposzczurem z 20- 30- letnim kredytem hipotecznym i zgiętym karkiem ,,bo trzeba'' spłacać raty. Jesteś szczęśliwa, jesteś matką, żoną, prowadzisz dom i masz męża-partnera. To szczęście ..... i wstęp, doświadczenie do rozpoczęcia przygody z własnym biznesem. Dla banku korposzczur jest jednym z miliona takich samych klientów. Wiarygodnym jak te pozostałe 999 999 w tej samej nie pewnej sytuacji. Ty jesteś pożadanym klientem - stabilnym, ograniczającym ryzyko ze względu na rodzine i sumiennym.

Mama notuje pisze...

To w takim razie mi zmarnował karierę mój facet, bo rzuciłam studia na magisterce żeby się do niego przeprowadzic za granicę. Nie żałuję, bo ja też bym nie wytrzymała takiego życia. Praca to nie wszystko, chociaz jeśli kogoś to satysfakcjonuje, to czemu nie.

Wiktoria pisze...

Mnie to póki co nie czeka, ale jak widzę niepełnoletnie matki to jestem przerażona, że ciąża mogłaby stanąć na drodze do kariery. Nie chciałabym mieć dziecka w momencie, w którym go nie oczekuję i go nie pragnę z całego serca no i w którym nie jestem gotowa finansowo :) independentgirl98.blogspot.com

Z filiżanką kawy pisze...

Życzę Ci żebyś była gotowa finansowo wtedy jak zapragniesz, a nie wtedy kiedy będziesz już na macierzyństwo za stara. Niestety ludzie są coraz mniej odpowiedzialni, czekają na dobrą pracę, potem na spłatę kredytu, aż budzą się gdy mają 40 lat i myślą że są gotowi na dziecko. Cóż, gdyby pomyśleli trochę rozsądniej i zmierzyli siły na zamiary to rozwiązałoby to wiele problemów. Być może nigdy nie będziesz finansowo gotowa na dziecko, bo człowiek to takie zwierzę które zawsze chce więcej i zawsze myśli, że może być lepiej. Czasem po prostu lepiej nie mieć dzieci tylko skupić się na karierze i pieniążkach.

Z filiżanką kawy pisze...

Święta prawda...
Pozdrawiam ciepło

Z filiżanką kawy pisze...

Bardzo trafne spostrzeżenia!
Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Praca też jest bardzo ważna bo z tego rodziny żyją.

Z filiżanką kawy pisze...

Brawo! Widzę, że mam do czynienia z kimś, kto ma pojęcie o życiu :)

Anonimowy pisze...

Może źle się wyraziłam ,każdy z nas z tego żyje.

Anonimowy pisze...

Pisze się tylko o kobietach ,a co mają powiedzieć faceci? Też by woleli zamiast siedzieć cały dzień w pracy być w domu z rodziną. Niektórzy ojcowie widzą swoje dzieci dopiero jak te są już w łóżkach.,więc nie tylko my kobiety mamy ten problem.

Anonimowy pisze...

Ja myślę,że niech każdy układa własne życie jak chce. Każdy z nas jest inny.

Anonimowy pisze...

Autorko,nie trzeba być samotnym,żeby pracować w korporacji. Znam takie co pracują i mają rodziny. Niektóre pracują bo muszą bo 1 pensja nie starcza na życie,a są takie co po prostu chcą , mąż i dzieci im w tym nie przeszkadzają.Zgadzam się z Anią to zależy od nas samych.

Z filiżanką kawy pisze...

Bardzo dobrze się wyraziłaś koleżanko, zgadzam się z Tobą i dalej utrzymuję, że masz pojęcie o życiu.

Z filiżanką kawy pisze...

Oczywiście szanowna anonimko (nie będę sama Cię przydzielać do kategorii z regulaminu, Ty już tam sama wiesz kim jesteś), że nie trzeba być samotnym żeby pracować w korporacji, to chyba jasne. Mam nadzieję, że przeczytałaś mój post uważnie i że umiesz czytać ze zrozumieniem.

Anonimowy pisze...

A co mają powiedzieć samotne kobiety? One muszą same sobie radzić w życiu,same na siebie zarobić bo rodzice już się wyłączyli z tego obowiązku ,nie mogą powiedzieć ,że się nie nadają.
Alex

Z filiżanką kawy pisze...

Nie widzę związku. Samotne kobiety radzą sobie jak potrafią (i są w całkiem odmiennej sytuacji, post zupełnie o tym nie traktował), ja radzę sobie z mężem jak umiem i MPF radzi sobie jak umie najlepiej i myślę, że każdej z nas wychodzi to póki co całkiem nieźle.

Anonimowy pisze...

Chodzi o to jakby była samotną kobietą,matką,albo męża jakby nie dawał rady utrzymać całej rodziny. Tu nie ma miejsca na "Nie nadaje się" Alex.

Young Wife pisze...

Świetny post! Jedyne, co mnie niejako zdruzgotało, to spojrzenie KOGOŚ na ciążę dorosłej kobiety jak na tragedię. Rozumiem, że gdybyś była nastolatką, można byłoby mówić o błędzie, zmarnowanym życiu i rozpaczać nad Twoim losem. Ale w takim wypadku zupełnie tego nie rozumiem...

Save the Magic Moments pisze...

Bardzo mądry i piękny tekst. Ludzie tak łatwo oceniają. A przecież każdy ma własną receptę na szczęście. Ja też nie chciałabym być korpoludkiem. Coraz ciężej mi się z nimi dogaduje. Ta korpogadka, że firma padnie bez nich, jakie to ważne co robią... dla mnie ważna jest rodzina - cała reszta to dodatek :)

Ciepło pozdrawiam!

Z filiżanką kawy pisze...

Prawda? Też nie do końca tego rozumiem, ale skoro większość ludzi czeka teraz z macierzyństwem jak się dorobi, a w Polsce zwykle dorabia się około 40, o ile do tej pory uda się kredyt spłacić... to... no cóż... ;) byłam szczeniakiem w porównaniu do "młodych" czterdziestoletnich mam.

Petunia pisze...

Jeszcze nie mam dziecka, a męża będę dopiero miała - jestem świeżo po zaręczynach i mam skończone 21 lat. Jestem bardzo szczęśliwa z moim wybrankiem, mam znajome - ale już teraz każda z nas pracuje, inna studiuje dziennie i ciężko znaleźć czas na spotkanie. Teraz jestem tak szczęśliwa, a co dopiero jak będziemy małżeństwem, a później powiększymy rodzinę? :) To są właśnie moje wartości i pomimo mojego wieku, wiem doskonale czego mi do szczęścia potrzeba :) Bardzo mądry wpis!

Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Ja myślę,że niech robi jak uważa,jedni chcą mieć od razu dzieci inni później. Tacy jesteśmy,każdy ma inne w życiu ma inne priorytety.Dla jednych ważniejsza będzie rodzina a dla innych nauka i praca. Też nie każdy znajduje swoją miłość po 20.
Wera

Anonimowy pisze...

Tak się gada zrezygnować z pracy,miałam taką kobietę w rodzinie,zrezygnowała z pracy z powodu dzieci,niestety mąż odszedł do innej ,ta została z niczym bo nie chciał płacić alimentów,musiała szukać pracy. Dzisiaj też takie przypadki się słyszy. Państwo w ogóle nie dba o takie kobiety.
Daga

Anonimowy pisze...

Matki Polki fanabarie -bo ludziom trudno uwierzyć jeżeli ledwo kogoś stać na utrzymanie rodziny z jednej pensji. Monia

Karolina Dobies pisze...

O karierze zawodowej można mówić wtedy, kiedy zajmuje się wysokie stanowisko, a nie dobrze zarabia na niższym szczeblu. Korpo to wypełniacz ludzi bez pomysłu na siebie. Niczego twórczego się tam nie dokona.

Z filiżanką kawy pisze...

Myślę podobnie, chyba zaraz nas zjedzą za to ;)

Anonimowy pisze...

Niech każdy pracuje gdzie chce,tak samo będąc w domu też można nie mieć pomysłu na życie. Werka

Anonimowy pisze...

A czy planujesz mieć więcej dzieci?

Z filiżanką kawy pisze...

Jeśli uda nam się kupić mieszkanie przed 30 to tak. Jestem absolutną przeciwniczką późnego macierzyństwa, ale mamy jeszcze trzy lata więc może się uda :). Trzymaj kciuki, bo serdecznie i życzliwe myśli zwykle się spełniają i pamiętaj karma powraca, a zanim zaczniesz trzymać kciuki zerknij na regulamin i nie zapomnij się następnym razem podpisać.

Anonimowy pisze...

Mąż i dzieci to nie jedyny cel życia. Milka

Z filiżanką kawy pisze...

Nie jedynym i nie celem. Mąż i dziecko to najważniejsze wartości i elementy życia, a najważniejszym celem powinna być w życiu każdego człowieka miłość i zdrowie.

Anonimowy pisze...

No i praca też jest priorytetem. Milka

Z filiżanką kawy pisze...

Chwała Bogu, że nie dla wszystkich.

Anonimowy pisze...

No dla Twojego męża musi być bo z czego byś żyła . Po prostu nie zgadzam się z tym,że rodzina jedynym sensem życia. Milka

Z filiżanką kawy pisze...

Kochana, Ty jesteś chyba jeszcze bardzo młodziutka albo nie masz rodziny i jesteś singielką lub na utrzymaniu rodziców. Właśnie dlatego, że praca nie jest dla niego priorytetem, tylko ja i córa, to mamy z czego żyć. Właśnie dlatego, że rodzina, zdrowie i miłość jest dla nas głównym celem w życiu, to tak dobrze nam się układa. Też kiedyś byłam niedojrzała i patrzyłam na świat pustymi kategoriami, ale życie nauczyło mnie pokory i pokazało co jest w życiu najcenniejsze. Dzięki temu cieszę się tym, że udało mi się zbudować coś trwalszego niż "pomnik ze spiżu", mam cudowne, wychowane dziecko, troskliwego męża i zawsze ciepły obiad na stole. To mi wystarczy i to przyszło nie dlatego, że mój ma pracę, tylko dlatego, że ma dla kogo pracować, a ja mam dla kogo się poświęcać.
Być może nigdy tego nie zrozumiesz, być może będziesz miała szczęście kiedyś to pojąć, a być może dla Ciebie istotne będzie tylko i wyłącznie satysfakcja i duma z siebie samej. To nie praca jest warunkiem szczęśliwej, kochającej rodziny, jest tylko i wyłącznie efektem. A im lepsza relacja, tym mniejsze znaczenie ma to ile ktoś zarabia i jaką "karierę" robi. Przynajmniej dla tych, którym do życia wystarcza miłość i rodzina. Być może odbieramy świat na innych płaszczyznach i dlatego próbujesz mi wytłumaczyć coś, co dla mnie jest zupełnie inną kategorią.

Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci, żebyś znalazła szczęście i spełnienie dokładnie tam, gdzie ich szukasz. Ja moim postem nie chciałam nikogo nawracać ani nic nikomu udowadniać, napisałam tylko i wyłącznie o sobie. Jak widać są osoby, które czują tak jak ja i zupełnie inaczej. Każdy ma to tego prawo.

Pozdrawiam Cię Milko.

Z filiżanką kawy pisze...

I jeszcze dla ścisłości, żebyś dobrze mnie zrozumiała. Dla wielu, wielu rodzin praca jest środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. I z reguły to te rodziny są stabilne i kochające. Zauważ, że w rodzinach gdzie mamie bardzo zależy na karierze, nie ma jej w domu, a jej obowiązki przejmuje niania czy babcia, dzieci nie są do końca szczęśliwe i zwykle wychodzi to dopiero w wieku nastoletnim. Nie bez przyczyny natura tak pokierowała ssakami, że nie kończy się na wydaniu potomstwa i choć trzeba je wykarmić, to trzeba je też przygotować do życia.
Nie dla wszystkich rodzina i potomstwo to cel. I bardzo dobrze, ludzie muszą się różnić. Ja tylko napisałam, że jestem szczęśliwa, że było mi dane w porę się ogarnąć. W tym momencie, gdybym była spełnioną karierowiczką, mieszkałabym w studenckim mieszkaniu lub mikro kawalerce i wieczory spędzała w gronie kumpelek lub co rusz z innym facetem (który pewnie utwierdziłby mnie w przekonaniu, że teoria kibla jest jednak właściwa). Nie byłabym szczęśliwa. Wiem jednak, że są kobiety, które tak właśnie chcą żyć :). I dobrze, bo mężczyzn jest mniej niż kobiet w społeczeństwie i wielu z nich jest gejami.

Anonimowy pisze...

"Kochana, Ty jesteś chyba jeszcze bardzo młodziutka albo nie masz rodziny i jesteś singielką lub na utrzymaniu rodziców. "

Właśnie to mnie to mnie nie dotyczy. Po prostu ja bym nie wytrzymała w domu.Milka.

Anonimowy pisze...

"Zauważ, że w rodzinach gdzie mamie bardzo zależy na karierze, nie ma jej w domu, a jej obowiązki przejmuje niania czy babcia, dzieci nie są do końca szczęśliwe i zwykle wychodzi to dopiero w wieku nastoletnim."

Bo nie każda kobieta chce być na utrzymaniu faceta,chce coś robić więcej w życiu niż tylko dzieci i dom i tak w kółko.Mam znajomą ,która myślała podobnie jak Ty,ale niestety sielanka się skończyła. Milka

Z filiżanką kawy pisze...

W takim razie cieszę się bo ja kocham dom i słowo "wytrzymać" mnie nie dotyczy. Fajnie, że są takie kobiety jak Ty i ja i musimy się wspierać, a nie kłócić. I tak mamy ciężej niż faceci wiec po co sobie jeszcze dokładać nawzajem.

Pozdrawiam Cię Milko.

Anonimowy pisze...

Większość tutaj tak się wypowiada,a nie ma pojęcia o pracy zarobkowej.
Berta

Z filiżanką kawy pisze...

Każdy w życiu pracował, dłużej bądź krócej. Wątpię, żeby ktokolwiek się tutaj wypowiadający nigdy nie pracował zarobkowo. To, co Pani napisała to jakieś brednie, naprawdę :)

Anonimowy pisze...

Autorko uwierz mi ,że są takie kobiety. Berta.

Anonimowy pisze...

Anonimowy30 lipca 2015 08:24

Znam takie co otwarcie mówią,że nie pracują bo im się nie chce.

Z filiżanką kawy pisze...

A ja znam tylko takie co nie mogą się doczekać, żeby wrócić do pracy bo mają już dość siedzenia w domu i wykonywania ciężkiej pracy, której nikt nie szanuje. Uwierz, prościej jest zostawić dziecko i dom babci albo niańce, odstrzelić się, wyjść z domu i wrócić z pełnym portfelem (nawet jeśli to jest 1200 złoty). Gdyby tak nie było nie szukałabym pracy naprawdę byle gdzie, przynajmniej ja. Przed chwilą wysłałam cv to kilku butików, bo tak bardzo chcę po prostu iść do pracy i zostawić ten majdan, a potem wrócić po 8 godzinach i oczekiwać podziału obowiązków. Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Ja jeszcze mam dużo czasu na dzieci.... H.

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z Milką.A co zrobisz jak ta rodzina Cię zawiedzie? Ile się słyszy,że dzieci oddają swoich rodziców do domu starców bo im zawadzali? 0 zainteresowania. Tomasz

Z filiżanką kawy pisze...

Naprawdę oczekujesz od dzieci, że będą się Tobą do śmierci zajmować gdybyś przypuśćmy był obłożnie chory? Ja nie chciałabym być ciężarem dla mojej córki i jeśli wymagałabym złożonej opieki, wolałabym być oddana w dobre ręce niż stać się przyczynkiem np. rozpadu jej rodziny. Życie nie jest tylko czarne i białe i nie zawsze jest możliwość, żeby opiekowały się Tobą Twoje dzieci, nie można mieć tak roszczeniowej postawy, tym bardziej jeśli dzieci mają już swoje własne dzieci, pracę, dom i masę obowiązków. Dzieci nie powołuje się na świat, jak w średniowieczu, po to żeby były siłą roboczą w zamian za wikt i opierunek. Owszem, szacunek i miłość to niezaprzeczalna podstawa, ale są różne sytuacje i oddanie rodzica pod opiekę pielęgniarską na przykład wcale nie oznacza, że ktoś kogoś zawiódł.

Prześlij komentarz

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger