Przyczepka weehoo- czy warto?

       Do tej pory trasy rowerowe przemierzaliśmy z odziedziczonym po dzieciach szwagra siedziskiem do roweru. Niestety, już pod koniec zeszłorocznego sezonu rowerowego, jadąc za moim mężem i córką ściskało mnie w dołku. Córka była coraz cięższa, a fotelik był już naprawdę leciwy i niestety nie rósł wraz z Melanią. Tylna opona obciążona była do granic i wyglądała jak flak, a moja córka przy najmniejszych dziurach (a tych w Polsce nie brak na drogach) niebezpiecznie przechylała się wraz z fotelikiem to na jedną to na drugą stronę.
       Gdyby nie fakt, że mieliśmy okazję przetestować przyczepkę weehoo pewnie byśmy się na nią nie zdecydowali. Na szczęście, dzięki życzliwości sąsiada, mogliśmy solidnie ją wypróbować, bo zanim zaczął jej używać upłynęło kilka tygodni, które sumiennie wykorzystaliśmy.
      Przyczepka jest przede wszystkim zgrabna, mam tu na myśli, że jest wąska i przejedzie dokładnie tam gdzie rower. Porównując ją do przyczepki croozera właśnie to przekonało nas, że jednak weehoo będzie dla nas idealnym rozwiązaniem. Ścieżki rowerowe nie zawsze są szerokie, a my nie zawsze ich używamy, często jeździmy między lasami czy po polanach i tam croozer zwyczajnie mógłby się nie zmieścić. Weehoo to niemal przedłużenie roweru, i to dosłownie, bo dziecko ma własne koło, które może napędzać siłą nóg za pomocą pedałów. Co możecie zobaczyć poniżej: 


       Zwinność i zgrabność przyczepki to oczywiście nie wszystko. Ważnym aspektem była jej ładowność. Na rowerach jeździmy dużo i często, więc zależało nam, żeby Melania mogła korzystać z przyczepki tak długo, aż sama nie zacznie bezpiecznie jeździć na swoim rowerku. Weehoo zapewnia w tym względzie komfort psychiczny na długie lata, bo iGo Pro ma ładowność aż do 30 kg, ale są też jeszcze bardziej pojemne opcje, bo takie, w których sama mogłabym być pasażerem :P (no, musiałabym zrzucić z 2 kilo, ale myślę że i mnie weehoo przyjęłoby na klatę ;)).
       W moim rowerze mam doczepiony wiklinowy koszyk, który zamówiłam od razu przesyłając projekt kolorystyczny roweru. Rower męża jest pozbawiony koszyczka, dlatego i tu przyczepka jest dla nas świetnym rozwiązaniem, gdyż ma kilka pojemnych kieszeni. Choć na pierwszy rzut oka wydają się małe, do jednej byłam w stanie schować aparat fotograficzny i torebkę, w drugiej wieźliśmy drobne zakupy, a w siateczkowej, znajdującej się na tyle krzesełka, znajdowały się nasze bluzy.


       Przyczepka prócz tego, że ma wyrazisty kolor jest dodatkowo oznakowana jaskrawą chorągiewką, dzięki czemu kierowcy są w stanie bezbłędnie ocenić odległość w jakiej znajdują się od mini rowerzystki. Bezpieczeństwo jest w tym względzie najważniejsze, bo coraz więcej słyszy się o "kierowcach", którzy potrącają rowerzystów lub po prostu w nich wjeżdżają. Jako rowerzystka muszę niestety potwierdzić, że duża część kierowców jeździ bez wyobraźni.
      Drodzy kierowcy: mijanie rowerzysty zachowując odległość 20 cm jest po prostu niepoważne. Wyobraź sobie, że chcę lekko ominąć dziurę, albo w tą dziurę wjeżdżam i tracę panowanie nad rowerem, drogi kierowco jeśli zjadę te 20 cm (to jest naprawdę niewiele) w Twoją stronę- to mnie zabijesz, a na Twoim aucie nie będzie nawet rysy...
Tak na marginesie, bo zachowanie kierowców względem rowerzystów wymaga osobnego postu...


Co mówi o przyczepce dystrybutor:

- Weehoo spełnia standardy CPS, ASTM (amerykańskie) oraz EN (europejskie)
-to jedyna jak na razie przyczepka, która zapewnia równocześnie bezpiecznie przypięcie do siedziska i aktywne pedałowanie wraz z rodzicem
-bezpieczne przymocowanie dziecka za pomocą trzech punktów pasowych
-samodzielny i niezależny, zabudowany łańcuch
-łatwo się prowadzi dzięki ruchomemu zaczepowi i konstrukcji jednośladowej
-zaprojektowana dla przedziału wiekowego 2-9 lat (czyli idealnie!)

      Podsumowując, polecam przyczepkę wszystkim tym, którzy nie mają odwagi żeby pięcio-sześcio...- ośmioletnie dziecko jeździło samodzielnie na rowerku obok rodziców, wszystkim którym zależy na bezpieczeństwie i wygodzie. Jeśli jeździcie na rowerach często, a Wasze dziecko nie waży już 10 kg, myślę że iGo Pro będzie idealnym rozwiązaniem, oczywiście są dostępne opcje jeszcze bardziej "pro", ale wraz z wygodą rośnie także cena...
      Co bym zmieniła? Na pewno doprecyzowałabym instrukcję po polsku. Mąż po zmontowaniu, stwierdził, że jest za mało dokładna i gdyby przyszło skręcać Weehoo kobiecie, na pewno zajęłoby jej to dłużej niż powinno (cytuję męża i jego stereotypy, które nosi w głowie). I ta kolorystyka... a raczej jej brak. Szkoda, że nie ma choćby trzech dostępnych kolorów do wyboru. Gdyby była w palecie niebieska lub brązowa przyczepka, byliśmy wniebowzięci, bo idealnie współgrałaby z rowerem męża. Może wydaje się to dziwne, że narzekam na brak palety kolorystycznej, ale w obecnych czasach wybór dla konsumenta to podstawa, tym bardziej w sprawach koloru. Niemniej jednak, przyczepka jest super!

41 komentarzy:

  1. fajna sprawa :) my mamy fotelik, ale córka juz z niego wyrasta a poza tym jeździ juz sama na swoim rowerku :) Taka przyczepka jest fajna bo dziecko ma więcej miejsca dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza też jeździ, ale chyba dostałabym zawału, gdyby miała jeździć sama obok ścieżkami rowerowymi. U mnie to nie przejdzie, zbyt niebezpiecznie :)

      Usuń
  2. Świetna ta przyczepka! My jak na razie jesteśmy na etapie fotelika, ale może w przyszłości wrócę do tego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale czaderskie! Pewnie lepsze niż standardowe przyczepki - już tydzień po zakupi żałowaliśmy swojej decyzji.

    OdpowiedzUsuń
  4. widziałem coś podobnego u mnie w mieście, fajne, mnie tylko zastanawia się czy rodzic mając dziecko z tyłu nie zastanawia się czy jego pociecha czegoś nie wymyśli nie wyskoczy z wózka, a oglądać do tyłu co chwilę tez jest niekomfortowe ani za bardzo skuteczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko jest przypięte zupełnie tak samo jak w standardowym krzesełku, ale powiem szczerze że nigdy nie wypadłabym na to, że dziecko może mieć taki szatanski pomysł żeby się odpiąć... Ja zawsze jadę z tyłu i Melcia po prostu podziwia widoki, uwielbia tak podróżować- być może od tym względem po prostu dopasowalismy się jako rodzina ;)

      Usuń
  5. Ale świetne rozwiązanie nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  6. ekstra sprawa! zawsze mi się bardzo podoba jak widzę mamuśkę albo tatuśka z dzieciakiem w takiej przyczepce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda naprawdę fajnie i funkcjonalnie. A co do kierowców i rowerzystów... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :) Mnie nie raz rozwala zachowanie rowerzystów gdy jadę autem. Ale to chyba zależy od człowieka, a nie od tego czym jedzie. Ps. Byliście na Uroczysku? Podobało się?

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo pomysłowa. :) Zdradzisz ile kosztuje?

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację, że w dzisiejszych czasach konsument lubi mieć duży wybór. Także w gamie kolorystycznej ;) Melcia zadowolona, a to chyba najważniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bym się chyba jednak bała jechać z taką przyczepką, bo na miasto to chyba nie za bardzo się nadaje, chyba że na wały wiślane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czym jeździć z kilkuletnim dzieckiem? :)

      Usuń
  11. calareszta.pl10 lipca 2015 23:44

    Bardzo mi się te przyczepki podobają. Gdybym miała jedno dziecko na pewno bym sobie taką kupiła!

    OdpowiedzUsuń
  12. Widziałam taką przyczepkę w użyciu. Nie podobała mi się. Przyczepka chyliła się podczas jazdy w jedną stronę. Robiło to dziwne wrażenie, jakby maluch zaraz miał upaść. Ale może była źle zamontowana, albo inny producent. Używamy fotelik na rower.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, lekko się przechyla przy skręcaniu, ale dużo mnie niż nasz fotelik, raczej tak naturalnie. Być może była źle dokręcona lub nasz fotelik w tak dramatycznym stanie. Moim zdaniem ta przyczepka jest bardzo solidna, naprawdę bardzo, nie ma prawa i możliwości się wywrócić. Zresztą za ceną idzie jakość, a my rok szukaliśmy i głowiliśmy się co i czy kupić. Gdyby była do bani nie wydałabym na nią tyle pieniędzy, tym bardziej że my bardzo dużo podróżujemy, a jak mówiłam będzie nam służyć wiele lat, bo jakoś nie wyobrażam sobie pięcio-, sześcio- czy siedmioletniego dziecka wozić w foteliku, a już na pewno nie pozwolić mu jechać samodzielnie obok na ścieżce rowerowej przy ruchliwej jezdni. Zawsze jest jeszcze croozer- to już mega stabilna rzecz, tylko mniej "zgrabna".

      Usuń
  13. Super ta przyczepka. Niestety moje dzieci mają chyba uszkodzony jakiś gen odpowiedzialny za umiejętność jazdy na rowerze i kompletnie się do tego nie garną. A może mają to po matce, która co prawda na rowerze jeździć umie, ale się boi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chi, chi. Doskonale Cię rozumiem! Też się boję sama, skrzyżowania mnie paraliżują, gdyby nie mój mąż to ja jeździłabym tylko wokół bloku albo chodnikami :P

      Usuń
  14. Bardzo fajne rozwiązanie z taką przyczepką..

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie widziałam jeszcze takiej przyczepki. Ja chce kupić tą popularną wersje - czyli zabudowaną.
    Niestety koszt wysoki, a wydatków od cholery :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na olxie chodzą taniej. Kupiliśmy za 900zł. :)

      Usuń
    2. Zgadza się, używane. Bardzo polecam nie kupować nowego, bo to sprzęt nie do zdarcia i szkoda przepłacać. Ten nasz ma kilka tysięcy na przebiegu i wcale nie jest zużyty. Co mi przypomina, jak przyczepkę, w której jeździła na początku ośmiomiesięczna Klu - użytkowała piątka maluchów przed nią. Ona jest z końca lat 90. Nadal jeździ, na oryginalnych oponach, żeby było smieszniej. :) Ale ja to z tych, co nawet wózka dziecku nowego nie kupiło, bo po co, skoro są 4x tańsze na aukcjach, albo znajomy się pozbywa, albo coś w tym stylu. Tylko fotelik mamy nowy, bo żaden ze znajomych niestety nie miał takiego z pięciopunktowymi pasami, a my potrzebowaliśmy wozić w nim roczniaka, zwykłe trzypunktowce to jednak strach dla takiego malucha.

      Usuń
    3. Faktycznie nie do zdarcia i mega niepopularne w Polsce jeszcze. Żeby dostać używaną trzeba mieć albo kupę szczęścia albo znajomości ;). My do szczęśliwców nie należymy, raczej do tych od których szczęśliwcy będą kupować. Miejmy nadzieję, że do tego czasu wciąż będzie taka rozchwytywana na olx ;).

      Usuń
    4. Polowałam na okazje od zeszłego roku, znam ten ból. Ale za parę lat będzie lepiej, namówiłam na Weeho paru znajomych, w mojej okolicy z widzenia znam trójkę dzieciaków, która w tym jeździ. Niedługo może być też trochę taniej, bo W. wprowadza nowy model, czyli będą wyprzedawać końcówki tego. Pewnie po tak zwanym sezonie, no ale tak czy siak warto śledzić ich fanpejcze, czasem robią konkursy.

      Usuń
  16. Twój mąż jest szowinistą. Skręciłam go sama bez problemu. Totalnie intuicyjny, wszystkie śruby podobne. Nie wiem z czym miał problem. No może z kołem, które niestety wbrew logice nie jest na klips ale starym sposobem na śruby z nakrętką. No i Weeho ma jedną wadę-brak odblasków. Nocą jest totalnie niewidoczna, ale od czego lampki, folie odblaskowe samoprzylepne i inne bajery. Z użytkowania trzeba pamiętać, by użyć dobrej końcówki na sztycę, by się pałąk nie kolebotał na boki. A i jeszcze, to jest od 96cm wzrostu więc raczej na szwedzkiego dwulatka a nie polskiego. My w rodzinie mamy szwedzki wzrost, więc mała pasowała mając 2,2roku, niemniej była wyższa wtedy o głowę od rówieśników. W polskich warunkach to jest bardziej dla przedszkolaka. :) A i te sakwy są malutkie. Na nasze wyprawy zabieramy po 2 normalne duże crosso na rower i jeszcze te dwie malutkie i z ledwością się mieścimy. Gdzieś trzeba upchnąć koce, hamak, picie, żarcie, piłkę, pluszaki, ubrania na zmianę... w przyszłości planujemy domontować na tył zwykły bagażnik rowerowy, to będzie kilkadziesiąt litrów więcej bagażu. :) Docelowo chcemy podróżować z namiotem i carimatami,noclegi w lesie, nie na kempingach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sakwy wcale nie są malutkie, w życiu się z tym nie zgodzę. A co do wieku: każde dziecko jest inne. Ja mogę w tym wypadku stwierdzić, że dzieci czteroletnie które mają rozmiar buta większy niż 24 są jakimiś dinozaurami, bo moja małą nożke a rozmiar nosi prawidłowy 104. Tu akurat nie ma co polemizować, bo tym tropem idąc zaraz ja wsiade do tej przyczepki i udowodnie że jest dla drobnych, zmęczonych mam ;) :P

      Usuń
    2. To są najmniejsze sakwy rowerowe, jakie widziałam. Nawet moje do holendra mają 3x większą pojemność. Wchodzi do nich pluszak, bidon i aparat foto, może dwie pieluchy. Więcej wchodzi do plecaka rowerowego. Niestety nie da się do nich upchnąć kubełka na foremki do piaskownicy. Moja ma rozmiar buta 26/27 w zależności od producenta. Za chwilę kończy 3 lata. Jest ogromna, przebiła 100 cm wzrostu. 104? My jej kupujemy ubrania na 110, zwłaszcza leginsy, bo ma długie nogi. I są akurat. :)

      Usuń
    3. Jeśli macie ogromne potrzeby, można kupić model z dodatkowym miejscem na bagaż. Nam wystarcza tak jak jest.
      P.S Jak widzisz nie ma, co się niepotrzebnie dochodzić o rozmiary, bo jakbym schudła 3 kilo to sama bym nią mogła jeździć, więc 2-9 to wiek orientacyjny- nie każde dziecko rośnie wedle metryczki. Jedne dzieci są wielkie a inne drobniutkie, my należymy do drobnych kobietek, ale piszę że od dwóch, bo tak podaje producent.

      Usuń
    4. Dlatego napisałam, że producent pisze o tych dwóch latach trochę na wyrost. Moim zdaniem mało który polski dwulatek osiąga wzrost 96cm, a to jest minimum, by dosięgnąć do pedałów. Może oni dają wspólny wiek dla Weeho podwójnego? Drugi pasażer już nie pedałuje i wtedy może być jak najbardziej dwuletni. Wiesz, z producentami to tak trochę trzeba patrzeć na ręce. Mieliśmy nosidło turystyczne, które było opisane jako od 10m. No jeszcze czego, to było nosidło dla co najmniej 1,5roczniaka. A potem się widuje wiszące w tych ustrojstwach niemowlaki na szlakach. Wspomniałam o wzroście 96, bo producent gdzieś tam głęboko w specyfikacji u siebie ten wzrost podaje i on jest bardziej miarodajny niż wiek. Górne widełki wzrostowe to bodaj 135cm (piszę z pamięci) i to też lepsze niż wiek. Ja mając 9 lat miałam 155cm wzrostu, hihi.

      I w ogóle dostaję info o komciach u Ciebie, a nie widzę ich tu na blogu, cudawianki. Co do przyczepek, mieliśmy dwie, jednąpocżyczoną (tę z długim przebiegiem, jest regularnie pożyczana, pierwsze dzieci, które nią jeździły, są prawie dorosłe), a Weehoo wzięliśmy po obecnie siedmiolatce, która z tego wyrosła po prostu.

      Co do sakw, jest jeszcze jedna wada. One nie są wodoszczelne. Trochę chronią, przed małym deszczem, ale nie jest to dobra cordura, poza tym wszystko przeleci przez suwak. Miałam kiedyś sakwy z podobnego materiału, środek ociekał wodą po letniej ulewie niestety. Fajny bajer, ale niepraktyczny na długie trasy. Trzeba cały dobytek ładować w worki kurierskie, żeby nie trzeba było wszystkiego suszyć. Więc docelowo na pewno przerzucimy się na przednie sakwy crosso na zwykłym bagażniku zamiast firmowych. W sieci jest fajny tutorial, jak to zrobić. Wiesz, my docelowo chcemy jeździć tak: http://www.familie-schmidt.nl//wp-content/upload/santos_weehoo1.jpg

      No i jeszcze spanie dziecka. Póki co nadal pracujemy nad wygodnym patentem, mamy dziecię, które jak zaśnie, to nie można go dobudzić, więc czasem musimy ze śpiątkiem jechać i kombinujemy z kocami na dłuższych trasach, czasem nawet zdejmujemy kask, żeby sobie nie uszkodziła kręgów szyjnych (nadmierny ciężar). Test chusty do noszenia dziecka uwiązanej dookoła i zatkniętej za błotnik jeszcze przed nami. ;)

      Usuń
    5. Nie wiem jakie komcie? Moje komcie czy Twoje komcie? Publikuję wszystko od Ciebie jak leci, nic nie usuwam.
      Cóż, nasze wycieczki to maks 30 km i nigdy w deszczu. Wiesz, my jeździmy dużo, ale rekreacyjnie, na zasadzie miłego wypoczynku.
      Musze Ci powiedzieć, że mając 9 lat byłaś niewiele niższa ode mnie :P.

      Usuń
    6. Twoich nie widzę, swoje widzę. Chyba blogger znów coś fika. 30 km to rzeczywiście niewiele, na taki dystans to nawet ulewa niestraszna, zaraz człowiek do domu wróci. Zupełnie inne potrzeby bagażowe :)

      Mam takie fajne zdjęcie z wakacji, gdzie mając 9,5 roku stoję obok koleżanki babci i jej córki i jesteśmy równe wzrostem. Mamę przerosłam trochę później, w 6 klasie. Rodzina ojca taka wielka, z dziewczyn wcale nie jestem najwyższa. Po prostu straszliwie wyrosłam w czasach przedszkolnych i musiałam się wręcz schylać, by nawiązać kontakt wzrokowy z rówieśnikami. Ale mocno przez to chorowałam na stawy, boję się tego z moim dzieckiem, bo niestety ich wiotkość odziedziczyła po mnie. Przez jakiś czas musiała chodzić w butach ortopedycznych nawet, ale póki co jest ze stopami w miarę dobrze, ale jak znowu zacznie dziko rosnąć, po 3cm na miesiąc tak jak wtedy, gdy miała 1,5 roku, będę ją znów musiała wbić w to niewygodne dziadostwo, meh.

      Usuń
    7. Strzele focha zaraz. Antek ma 15 miesięcy i rozmiar 23-24. Mam dinozaura w domu?

      Usuń
    8. Chłopcy mają większe stopy z reguły. Klu pierwsze buty były w rozmiarze 21. Letnie sandałki, które we wrześniu już były za małe. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Najszybciej skoczyła ze stopą w rejonie 15-18m, a potem to już tak szło i idzie nadal. Na początku roku jeszcze mieściła się w 25, teraz wyrasta z 26. Jak jej tak zostanie, trzeba będzie jej kupować pantofelki w sklepach dla transwestytów, no wiecie, rozmiary od 44 w górę ;)

      Usuń
    9. Cha, cha! No właśnie nie, bo to nie ma znaczenia, chodziło mi właśnie o to że to wszystko jest orientacyjne, bo każdy rośnie swoją miarą. Myślałam, że jest to jasne z kontekstu mojej wypowiedzi. Będę się starała dobitniej i wyraźniej pisać komentarze, nie chcę nikogo urazić, a tym bardziej oceniać- szczególnie po wyglądzie. Mój komentarz miał pokazać, że nie ma oceniać porównując do własnego dziecka, o to nie jest w żaden sposób miarodajne :).

      Usuń
    10. To jest internet, łatwo o komedię omyłek. To nawet ja zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, bo chyba za ostro zareagowałam. :)

      Usuń
    11. Niestety!!! Rewelacyjne to opisałaś. Też wielokrotnie źle kogoś odebrałam. Niestety zapominamy o tym, że ponad 70% komunikacji stanowi ta niewerbalna, dlatego świat wirtualny tak bardzo wykrzywia i wypacza i tak bardzo dążę do spotykania innych blogerek w realu. To wszystko weryfikuje.

      Usuń
    12. O, to ja mam dokładnie na odwrót. Bez internetu nie miałabym żadnych znajomości. Spotkanie w realu nie daje mi kompletnie nic, bo nie rozpoznaję drobnych niuansów i sygnałów wysyłanych za pomocą twarzy (patrzenie w oczy nie daje więcej niż patrzenie na szafę). Pewnych zwrotów grzecznościowych można się nauczyć na pamięć, czy też zapamiętanie, co trzeba powiedzieć w jakiej kolejności, żeby wysłać list na poczcie, ale prowadzenie rozmówek towarzyskich to tragedia. Jak się człowiek mieści w spektrum autyzmu, bez internetu to jak bez ręki czy bez nogi. Tutaj mam większe szanse, bo wszyscy mają tu tak, jak ja mam całe życie. Nie mogą nic wyczytać z twarzy, mają tylko słowa. Jasne, że łatwiej o kłótnie, bo ludzie w sieci są bardziej szczerzy... no ale właśnie dzięki temu paradoksalnie jest mi łatwiej niż w świecie neurotypowym, gdzie ważniejsze jest wymowne spojrzenie i niedopowiedzenia (dla mnie zagadka) niż słowa.

      Usuń
    13. Właśnie ja mam to szczęście (w realu), że od razu jestem w stanie wyczuć czy ktoś jest nieszczery. Chociaż np. pozoranctwo też można wyczuć np wirtualnie, są pewne rzeczy które można rozpoznać bez gestów i mimiki, ale mnie ona np bardzo pomaga wyrazić siebie. Dużo gestykuluję, więc podejrzewam, że dlatego ciężko mi jasno coś wyrazić w internecie :P

      Usuń
    14. Nieszczerość jest wpisana w naturę człowieka. Jest coś takiego jak norma kłamstwa. Po prostu każdy normalny człowiek nieco mija się z prawdą, w zasadzie odruchowo. Przyczyn wiele, niemniej kiedy człowiek zupełnie nie umie kłamać i zawsze mówi z grubsza to, co myśli - jest bardzo trudnym kompanem w towarzystwie. A mi w testach wychodzi, że "kłamię" jeśli w ogóle można tego słowa użyć, średnio 4x rzadziej niż przewiduje minimum normy. I zazwyczaj tylko w odpowiedzi na pytanie, którego nie do końca rozumiem. To czasem bywa gorsze niż permanentna nieszczerość. Z mojego punktu widzenia kłamią wszyscy, a raczej najczęściej co innego mówią, co innego myślą i co innego robią - diablo trudno się w tym połapać w rozmowie twarzą w twarz, jeśli nie ma się tego wyczucia. W sieci też niełatwo, ale łatwiej się skupić. W wyrażaniu siebie pomagają mi emotikony, których czasem nadużywam, ale ciągle mi dają złudne wrażenie, że jednak nie zostanę zrozumiana dosłownie, że jest w tym nuta żartu czy ironii. No, różnie z tym bywa. ;)

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.