10 sposobów by zniszczyć swój związek

        Dużo pisze się o tym jak naprawić relacje, ożywić uśpione uczucia, rozpalić na nowo dawną namiętność. To jest jednak bardzo trudne i żmudne zadanie, które wymaga obustronnego zaangażowania i wysiłku.
      Związek to relacja dwojga i żeby był on dostatecznie mocny i satysfakcjonujący trzeba włożyć w niego mnóstwo pracy i jednocześnie działać wspólnie w tym samym kierunku. Czasem obie strony pracują, ale działania kierując w zupełnie inne strony i niby się starają a związek jakimś cudem się sypie.
        Nie jestem w stanie Wam podpowiedzieć jak to zrobić, żeby żar namiętności nigdy nie wygasał, a nuda i monotonia nie dotyczyły Waszego małżeństwa/związku, mogę Wam za to podpowiedzieć jak skutecznie i błyskawicznie zepsuć to, co wypracowaliście:

1. Mieszkacie razem, po co więc wychodzić na randki? Szkoda czasu na dojazd, szkoda pieniędzy na kino. Ileż prościej jest wyciągnąć paczkę chrupek i skonsumować je wspólnie przed telewizorem oglądając kolejny odcinek "Trudnych spraw" czy "Detektywów"? Nie musisz myć tłustawych włosów, ani malować oczu, a Twój facet nie musi zmieniać przepoconego podkoszulka i golić zarostu, który wcale nie sprawia że wpisuje się w obecne trendy. Wygodnie, przyjemnie, po najmniejszej linii oporu, w końcu po to razem zamieszkaliście, prawda?

2. Idziesz do ubikacji? Super! Pochwal się tym drugiej połowie. Najlepiej zostaw uchylone drzwi tak żeby dźwięki rozchodzące się po mieszkaniu nie pozostawiały żadnych złudzeń, być może ukochana/ny idąc do pokoju obok zobaczy to i owo lub nawet poczuje, a wszystko dlatego, że między Wami nie ma tajemnic! Przecież jesteście w związku, na tym to polega żeby się siebie zupełnie nie krępować.

3. Koniec ze wstydem. Śpijcie nago, jedzcie nago, chodźcie nago po domu- opatrzcie się sobą tak mocno na ile to możliwe. Po co nutka tajemniczości, po co ładna bielizna, po co tracić czas na ściąganie ubrań i kuszenie zalotnymi ciuchami, jak można od rana do nocy chodzić w stroju Adama i odciskać ślad dupska na każdej kanapie?

4. Jesteście po ślubie? Zamieszkaliście razem? No to znak, że już będziecie z sobą do końca życia. Rozwody nie istnieją, walizek nie macie. To czyste błogosławieństwo, żeby dzień zaczynać od frytek, na obiad zjadać tort szwarcwaldzki, a na kolację trzy zestawy z pobliskiej budy z fastfoodem. Co z tego, że w końcu dobijesz do 100 kg mając 160 cm wzrostu? Ktoś chyba ślubował, tak? Na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, tak? Przecież otyłość to choroba naszych czasów. Mieściłeś się w koszulkę M przed ślubem, a Twoja ukochana w S, pora to zmienić i zamienić się w rasowe wieloryby!

5. Skończył Ci się balsam do ciała i perfumy, masz odrost na pół głowy? Co z tego? Przecież masz cudownego mężczyznę u boku, w którego oczach możesz się przeglądać i dla którego jesteś i będziesz zawsze najpiękniejsza. Po co tracić czas na piling ciała w łazience jak możesz go spędzić oglądając z ukochanym kolejny odcinek "Pielęgniarek"? Po co robić maseczki, farbować odrosty, depilować nogi? Masz swojego adoratora, zrzucaj ciuchy wedle punktu trzeciego i śmigaj odciskać tyłek na kanapie. Nie zapomnij tylko chwycić po drodze czwartej paczki czipsów.

6. Spędzacie z sobą niemal każdy dzień, znacie się jak łyse konie. Nie ma sensu rozmawiać, nie ma sensu pytać co u drugiej połówki, przecież jesteśmy w stanie to wszystko wyczytać z twarzy. Strzępienie języka jest bezcelowe w przypadku związków z długim stażem, najlepiej rozwalić się wygodnie na kanapie i obejrzeć coś w telewizji, a jeśli są wakacje i lecą tylko powtórki to przecież macie laptopy, komputery, smartfony i inne wynalazki! Twój facet może pograć w CS, a Ty pooglądać youtuberki jak ćwiczą lub się malują- popatrzeć nie zaszkodzi, prawda?

7. Przytulanie i trzymanie za ręce jest dobre dla nastolatków. Seks jest ok, ale tylko taki który określić można słowami "wlazł, wylazł". :D

8. Komplementy? Jakie komplementy? Komplementy to można mówić jak się startuje do dziewczyny. Twoja żona/partnerka powinna już mieć zakodowane, że zawsze wygląda pięknie: na co dzień w dresach i od święta w ponętnej sukience. Nie ma sensu jej komplementować, a może po prostu nie ma sensu na nią patrzeć (wtedy tak ciężko zauważyć nową fryzurę czy seksi spódnicę na jej nadal zgrabnym tyłku- nie patrzysz nie widzisz, po problemie, ona i tak powinna wiedzieć co myślisz...)?

9. Uwodzenie? Tak, uwodzenie to dobra rzecz na początku związku. Faceta trzeba uwodzić, trzeba flirtować, ale jaki jest sens robić to gdy jesteśmy z sobą już pięć lat? To tylko tracenie czasu na bajery, które Twój facet i tak zna na wylot (w końcu faceci są tacy spostrzegawczy w tych sprawach...).

10. Pamiętaj, że Twoja druga połówka to pewnik,to współlokator w Twoim mieszkaniu, który w zasadzie niczym się nie różni się od ruchomego mebla. Cudownie jeśli posiada dodatkowo umiejętności iRobota Rumby i Thermomixa, a jeśli nie, to niech chociaż przynosi kasę.

Jeśli kiedyś uda mi się wprowadzić wszystkie te 10 punktów w życie, zresztą wystarczą nawet dwa z nich, ale stosowane skutecznie i konsekwentnie to dam Wam znać o rezultatach. Póki co, chcę mieć męża i pełną rodzinę, jeśli zmienię zdanie- obiecuję zastosować własne rady, o ile mój mąż nie zastosuje tych rad przede mną...




57 komentarzy:

  1. Normalnie się uśmiałam z Twoich tekstów zawartych w tym poście. Jednak racji wiele w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dałaś mi do myślenia... chyba czas zacząć pracować nad swoim związkiem, mimo że wydawał mi się prawie idealny... hm

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst. Uświadamia wiele rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się banałami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój wpis utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem facetem idealnym :) Tylko, dlaczego jestem sam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki tekst daje do myślenia.....niektóre z tych punktów w jakis sposób mnie dotyczą! Niektóre rzeczy wprawiaja człowieka w rozleniwienie i tylko siebie możemy obwiniać za to, że nasze życie w związku jest monotonne......

    OdpowiedzUsuń
  6. Wychodzi na to, że mój związek jest na 'wyczerpaniu' :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byleby pozbyć się punktu 2,6 i 7, reszta dotyczy czasem w pewnej mierze każdego związku i łatwo wpaść w pewne pułapki. Ale dla mnie te trzy punkty które wspomniałam w związku to już istny dramat bez powrotu...

      Usuń
  7. Nasze życie - również trwające z kimś razem składa się w przeważającej części z przepełnionej rutyną codzienności - sami do niej dążymy wkładając w nią wiele pracy i wysiłku... Nie ma jednego uniwersalnego przepisu na "udany związek" podobnie jak nie ma przepisu na szczęście... Oczywiście są aspekty życia, które gdy źle funkcjonują mogą przyczynić się do pogorszenia wzajemnych relacji ale miłość, przywiązanie i chęć posiadania "czegoś" pewnego, stałego sprawia, że o wiele łatwiej o kompromisy skutecznie tuszujące wady... Nie zmienia to faktu, że warto się starać i nie ustawać w dążeniu do utopijnej perfekcji...

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialne! Krotko mówiąc - mimo wszystko trzeba dbać o siebie. To wydaje się dla mnie oczywistością, jednak widocznie niektórzy robią to tylko dlatego, by znaleźć drugą połówkę, a nie dla samych siebie.

    OdpowiedzUsuń
  9. No nic, właśnie mi uświadomiłaś, że już dawno powinnam się rozwieść ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cha, cha! Nie gadaj, że Twój namiętny Włoch to typ wlazł, wylazł :P ;). P.S Nie wierzę, że spełniacie te 10 punktów :)

      Usuń
  10. Swietny tekst i trochę budujący dla mnie, bo widzę, że przełamuję większość tego co napisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja tak przyznam się, że większości punktów w moim związku mogę się doszukać i o dziwo jesteśmy razem już 3 lata, może to początek końca a może nie mam się co bać bo jeszcze po ślubie nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
  12. "śmigaj odciskać tyłek na kanapie" - padłam i nie powstanę :D tekst przegenialnie przekomiczny.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rewelacyjny tekst! Pozdrawiam i może lepiej nie wprowadzaj swoich zasad w życie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. większość punktów to moim zdaniem dyskusyjna sprawa. nie każdy potrzebuje komplementowania, randek i wyglądania jak z katalogu. jeżeli para najlepiej się czuje gnijąc w łóżku, w poplamionej ketchupem pościeli zajadając pizzę przy akompaniamencie trudnych spraw to nie wiem, czemu taki związek miałby się rozpaść. o ile tylko dwie strony preferują taki tryb życia to związek może być całkiem udany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, pod warunkiem że zawsze tak żyli i tak zaczął się ich związek. Ja jednak nie do tych ludzi post pisałam, nie znam takich ludzi osobiście i to nie moja "liga". Piszę zgodnie z moimi przekonaniami i z tym jak żyję i jakich ludzi znam. Nie będę pisała jak żyć będąc żoną muzułmanina, skoro związana jestem ściśle z kulturą katolicką.

      Usuń
    2. P.S jeśli dla kogokolwiek ta kobieta z mojego postu, ta z wydepilowaną nogą, czystymi włosami i w schludnym dresie to kobieta jak z katalogu to naprawdę nie to miałam na myśli. Chodziło mi raczej o takie zwyczajne dbanie o siebie: czystość, schludność, tak jak się "do ludzi" wychodzi, a nie na czerwony dywan :)

      Usuń
    3. jasne, że pisałaś o sobie i na podstawie swoich poglądów i doświadczeń, no bo jak by inaczej ;) ja patrząc na starsze stażem małżeństwa (typu moi dziadkowie ;)) widzę, że są zupełnie inne ale widzę również, że się kochają. zaobserwowałam teraz pewną tendencję, modę w związkach. generalnie fajną i dobrą, ale nie dla każdego. wszyscy teraz dookoła propagują ten obecny wzorzec związku, a wcale nie trzeba się do niego dostosowywać jeżeli ktoś jest szczęśliwy w swoim związku nawet jeżeli odbiega on od standardów.
      znam też ludzi, którzy dzielą się swoimi toaletowymi sprawami, często załatwiają je w swojej obecności i dla mnie to jest bardziej objaw takiej naturalnej bliskości i nieskrępowania (normalnymi jakby nie patrzeć sprawami) niż coś obrzydliwego. chociaż oczywiście znam też ludzi, dla których te sprawy są bardzo intymne i osobiste i pomimo zaufania do partnera nie wyobrażają sobie nie zamknąć drzwi (na zamek).
      chodzenie non stop nago też nie wydaje mi się złą opcją. nawet jakiś czas temu polecano tę metodę. ja w sumie też jestem bardziej za niż przeciw. szczególnie teraz, w te upały ;)

      Usuń
    4. Jak kto woli. Ja jestem typem wzrokowca i szybko się "opatrzam". Jak dla większości ludzi, sukienka która wczoraj mnie zachwycała jutro mnie znudzi jeśli będę w niej chodzić codziennie. Myślę, że nutka tajemnicy jest dobra dla związku, a wykładanie wszystkich kart na stół po zamieszkaniu razem to nie jest dobry pomysł. O związek trzeba dbać, o siebie trzeba dbać. Czemu tak mało widzę ludzi na ulicy z tłustymi włosami i puszczającymi bąki w kolejce po chleb? Czemu gorzej mamy podchodzić do drugiej połówki niż współpracownika?

      Usuń
    5. bąki to aż nie, ale ludzi z tłustymi włosami i w poplamionych ciuchach widuję na co dzień ;)
      w ogóle idealnie by było gdyby człowiek nawet jak jest sam i sam mieszka to nosił czyste ubrania i kąpał wtedy, kiedy trzeba a najlepiej chwilę wcześniej. ale czasami można sobie odpuścić. tak samo jak czasami fajnie jest naprawdę się wystroić dla drugiej połowy i to niekoniecznie na wyjście do restauracji tylko na powitanie go w drzwiach jak wraca z pracy. a czasami obydwoje siedzimy jak te fleje w poplamionych ketchupem koszulkach i zajadamy pizzę wycierając łapy o spodnie. i jest nam super :) i to nie jest wcale gorzej. to jest lepiej. to jest "ufam ci, nie wstydzę się i nie krępuję przy tobie, nie czuję potrzeby udawać że się nie pocę ;))

      Usuń
    6. Nie chodzi o to, żeby udawać, ale czy fakt, że każdy z nas się poci może usprawiedliwiać to, że cuchniemy? Uważam, że o związek trzeba ciągle się troszczyć. Ja mam taki przykład z domu, taki widzę związek teściów. Mam nadzieję, że mąż nigdy nie doświadczy takiej zmiany w mojej osoby, że pomyśli "gdzie ja miałem oczy, to nie ta sama osoba!".

      Usuń
  15. Oplułam monitor ze śmiechu :D :D
    Pocieszyłaś mnie żadnego z Twoich punktów z mężem nie stosujemy więc jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Haha, uśmiałam się :D szczególnie z pkt 3. W te upały praktycznie cały czas chodzę nago po mieszkaniu, bo tylko wtedy nie poce się jak mysz. Mój chłopak jakoś nie narzeka, If you know what I mean ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli się mieszka razem, to faktycznie nie ma sensu się stroić, bo dla swojej drugiej połówki i tak będziesz wyglądać idealnie. I chociaż bąk puszczony w toalecie może popsuć idealną ciszę, to przecież nie można za każdym razem wychodzić na balkon, bo się jeszcze zawiasy w drzwiach uszkodzą. Idealne stroje i makijaże rzeczywiście są dobre tylko nas początek znajomości. Potem trzeba sobie odpuścić i pokazać jaka jest prawda, bo żeby kogoś pokochać trzeba poznać jego najgorszą wersję i zaakceptować ją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dramat! Od początku trzeba pokazywać jaka jest prawda i do samego końca należy dbać o związek- takie jest moje zdanie :). A zawiasy lepiej wymienić niż słuchać wątpliwie przyjemnego koncertu.

      Usuń
    2. Gwoli ścisłości: uważam, że im szybciej facet zobaczy kobietkę bez makijażu i cycków wypchanymi push-upem tym lepiej dla nich, nie oznacza to jednak że po zamieszkaniu razem kobieta czy mężczyzna ma wyglądać jak totalny niechluj. Przeraża mnie takie myślenie. Nic dziwnego, że są zdrady skoro w domu ma się pierdzącego luja, który gnije w brudnej pościeli co wieczór grając w CS, skoro już wolno bo już się kogoś ma.

      Usuń
  18. Bardzo mądrze napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć, na moim blogu czeka na Ciebie nominacja - Mama nie idealna

    OdpowiedzUsuń
  20. U nas parę punktów znajdzie się w naszych codziennych relacjach

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się. O związek trzeba dbać, zwłaszcza po ślubie, a już w szczególności po narodzinach dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  22. ja akurat lepiej sie prezentuję w dresie niż w sukience i mąż w dresie też mi nie przeszkadza, uważam, że jeżeli nasz związek miałby się rozpaść z powodu tłustych włosów i nieogolonych nóg, to oznaczałoby, że nie był niczego wart.

    OdpowiedzUsuń
  23. uważam, że należy sie akceptować w dresie i w tłustych włosach, jezeli mąż miałby sie odkochac widząć moje nieogolone nogi, to taki związek były bez sensu. Ps. lepiej wyglądam w dresie niż w sukience :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam dobre nogi, warto je pokazywać. Do sukienki trzeba mieć figurę, to fakt.

      Usuń
  24. Świetny tekst i prawdziwy ,sama często o tym napomykam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Właśnie nadrabiam zaległości w czytaniu i powiem ci Asiu, że dawno nie czytałam tekstu, który tak wspaniale oddaje sedno naszego istnienia w związkach! Ten post idzie w świat, na bank!

    OdpowiedzUsuń
  26. Tekst fajny, ale przyjmuję go z przymrużeniem oka. Nie ma siły żeby po tylu latach małżeństwa nie wkradła się rutyna. U nas jest i nieźle się zadomowiła, ale jak czas, tfu teściowa, pozwoli (czyt. przyjedzie popilnować dzieci) to śmigamy na randki czy wychodzimy ze znajomymi więc potrafimy jeszcze tą rutynę przełamywać.

    OdpowiedzUsuń
  27. Autorko, trochę tego życia jeszcze przed Tobą. Nie wiesz jak będzie reagowało Twoje ciało na ciężar mijających lat. Zawsze mnie śmieszy takie moralizatorstwo: mąż cię zostawi, bo jesteś za gruba! ... W życiu są różne sytuacje, życiowe tragedie, choroby a potem menopauza! To, że dziś mamy figurę seksbomby, nie znaczy że będziemy ją miały również i za 5 lat... Zawsze powtarzam mężowi, że mamy się cieszyć względną młodością, bo później będzie coraz trudniej utrzymać się w formie... Od pewnego czasu obserwuję, jak wiele blogerek powiela taki schemat: masz nadwagę, to znaczy, że jesz świństwa, nie dbasz o siebie itd. A w wielu przypadkach prawda jest zupełnie inna! I my kobiety, zamiast się wspierać wzajemnie, niszczymy jedna drugą, no bo przecież, za co ten idota ją kocha, za ten tłuszcz?! Takie to smutne i takie prawdziwe.... A spojrzmy na tych mezczyzn na ulicach, na sasiadow i znajomych czy wygladaja wszyscy jak milion dolarow?....Na pewno nie...
    Można występować codziennie w pełnym makijażu, obsesyjnie liczyć kalorie, podążać za ostatnimi trendami mody ale co nam z tego, jeśli nasz ukochany mąż, wypachniony, wykąpany, wystylizowany i wyrzeźbiony na siłowni, w trudnych dla nas chwilach, po prostu przy nas nie będzie... Znam wiele takich związków, gdzie wszystko było cacy, dopóki żyło się bez większych problemów... W najtrudniejszych dla nich momentach, te zakochane i dbające o siebie panie zostały same. To już lepszy bałaganiarz i spanie w poplamionej pościeli, ale na dobre i na złe....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie potrafisz czytać ze zrozumieniem i nie potrafisz się podpisać lub zalogować w google to znak, że wedle regulaminu tego bloga jesteś sfrustrowana, zazdrosna lub upierdliwa. Nikt nie pisze o pacykowaniu się na milion dolarów, tylko nie zamienianiu się w hipokrytę, który z super osoby zamienia się w cuchnącego wieloryba tylko dlatego, że już nie musi się starać. W tym poście nie o to chodzi.
      P.S a co zrobi że mną czas to można się domyśleć, wystarczy spojrzeć na własnych rodziców. Ja oddycham z ulgą.

      Usuń
    2. A co do reszty się zgodzę: kobiety w tym kraju niszczą się wzajemnie, są dla siebie podłe i złośliwe. Każda wie lepiej jak wyglądać, jak być dobrą matką, jak pracować, jak gotować. Jednak nie o tym pisałam. A co do nadwagi, cóż niestety w 99% przypadkach to wynik obżarstwa, skoro jeśli ze zgrabnego szczypiora w przeciągu roku od ślubu ktoś zamienia się w suma z 20 kg nadwagą. Owszem, jest cukrzyca, jest tarczyca, jest antykoncepcja, ale nie usprawiedliwiajmy każdej śmierdzącej kobiety z odrostem na pół głowy, z przetłuszczonymi włosami, nieogolonymi pachami, że to wynik choroby, bo z reguły tą chorobą jest ignoranctwo i pewność, że ona już nie musi się starać.

      Usuń
  28. Wiem, że emocje często ponoszą, ale jeśli chcesz utrzymać czytelniczki, powinnaś być troszkę milsza nawet jeśli nie zgadzasz się z każdym jednym komentarzem... Pewnie to nie jest zamierzone z Twojej strony droga Autorko bloga, ale odbieram Cię niezbyt pozytywnie. Nie w postach, ale w komentarzach pokazujesz zbędny pazur... Absolutnie Cię nie atakowałam, a Ty robisz ze mnie zazdrosną i upierdliwą debilkę która nie potrafi czytać ze zrozumieniem..... Cóż, jeśli nie można podyskutować, a jedynie grzecznie lajkować posty to ja serdecznie dziękuję. Dlatego życzę wszystkiego najlepszego ale już tutaj nie wrócę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś jest nieuprzejmy, nie czyta moich postów do końca itp to znaczy że nie szanuje mnie jako osoby (cytuję Twój komentarz: " Zawsze mnie śmieszy takie moralizatorstwo: mąż cię zostawi, bo jesteś za gruba! ..."- gdzie wyczytałaś to w moim wpisie???). Prawda jest taka, że lepiej nie zajmować sobie cennego czasu byciem dla mnie uszczypliwym i złośliwym i przekręcaniem moich słów, bo to zapewne nie daje komentującemu za wiele satysfakcji, lepiej też nie marnować mojego czasu.
      Ja nie robiłam z Ciebie debilki i nie pisałam tego posta o Tobie, nawet Cię nie znam. Poczułaś, że ten wpis jest o Tobie, zdenerwowało Cię coś w nim? To już nie moja wina, to Twoje odczucia. Szkoda też, że wchodząc w moje progi nie potrafisz się nawet przedstawić, tym bardziej że wykorzystujesz wiedzę na mój temat- na temat mojego wieku.
      Miło mi, że ktoś mnie odwiedza i czuję się tu jak u siebie, niemiło mi natomiast, że się ze mną nie wita, a pije z mojej filiżanki.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  29. Ależ to głupie

    OdpowiedzUsuń
  30. Cudny wpis :D Uśmiałam się i próbowałam wyobrazić sobie siebie w tych sytuacjach :D
    Choć u mnie "idę siku" jest na porządku dziennym ;)
    Ale randka zawsze poza domem (mój mąż w cudowny sposób zawsze mnie na nia zaprasza, uprzednio wszystko planując), a ja czuję się jak przed pierwszą randką :)
    No i inwestuję w piękną bieliznę :D Uwielbiam i ja i mąż ;)
    Poza tym (jeśli kogoś nie stać, bo różnie bywa) można organizować sobie wieczory we dwoje :) My mamy takie 2 razy w tygodniu :) Cudownie zbliża i możemy porozmawiać o mijającym dniu, tygodniu. Tylko my, muzyka, przekąski, wino i ... dziecko smacznie śpi, więc mamy CZAS dla siebie a nie bukfejsów i innych portali. Telefony też zostają oddelegowane do innego pomieszczenia :P

    OdpowiedzUsuń
  31. Ojej, autorko powinnaś, sama czytać komentarze ze zrozumieniem, bo tutaj Anonimowy, wcale Cie nie obraził tylko zwrócił uwagę, że w życiu rożnie bywa i trzeba się kochać na dobre i na złe... Ja to tak odebrałam...
    Rzeczywiście teraz tu wygląda, albo wypowiesz się dobrze, albo się nie odzywaj...
    zrobiło się nie miło... jeszcze się taki nie urodził by każdemu dogodził, każdy ma swoje zdanie i nie każdą wypowiedź jako Anonim powinnaś odbierać jako atak na swoją osobę.
    pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście nie umiem czytać ze zrozumieniem.

      Usuń
  32. Ciekawe podejście powiem Ci - dobrze, że od tej drugiej strony napisane :) Koniecznie muszę częściej wyciągać mojego M. na randki!

    OdpowiedzUsuń
  33. Fajnie napisane :D:D:D:D:D naprawdę strzał w dziesiątkę:*

    OdpowiedzUsuń
  34. Oj tak to prawda, trzeba pracować nad związkiem, nad wzajemnymi relacjami, nad sobą, nad wyglądem własnym, umawiać się na randki (uwielbiam)...

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo lubię patrzeć na Wasze rodzinne zdjęcia - jesteście taką sympatyczną i pozytywną rodzinką! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Pkt. 2 ;)))) Dobry tekst. Taki oczywisty, a jak poruszający!

    OdpowiedzUsuń
  37. Asiu, świetny tekst! Zgadzam się ze wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny tekst, pośmiałam się jak czytałam:) Ja jak na razie trzymam się z daleka od tych rad, udaje mi się starać i dla związku i dla siebie:)

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.