Weź się za siebie, matko!

        Kiedyś przeczytałam, że w jakiejś kulturze (nie pamiętam jakiej) kobiety po zamążpójściu obcinały włosy, które są jedynym widocznym wabikiem seksualnym. Podobnie jak zakonnice je zakrywają, tak mężatki obcinały je na znak tego, że są już zajęte i nie mają potrzeby kusić mężczyzn.
          Mam wrażenie, że zwyczaj ten pokutuje do dziś i jeśli nie po ślubie, to po porodzie spora część kobiet ścina włosy. Abstrahując od aspektów wygody, zmian konturów twarzy itp jest to niezwykły symbol tego jak małżeństwo oraz macierzyństwo odmienia niektóre z nas. Podobnie oczywiście dzieje się z mężczyznami, ale dziś nie o nich, dziś im odpuszczam. Zawsze możecie sięgnąć do jednego z moich ostatnich postów, który wzbudził troszkę kontrowersji zarówno części damskiej oraz męskiej czytelników "10 sposobów by zniszczyć swój związek".
        Ja nie obcięłam wprawdzie włosów i nie przytyłam 10 kilogramów, ale wskoczyłam w poplamione obiadem dresy i schowałam kosmetyczkę na strychu u rodziców na jakiś czas. Nie uważam, że dobrym rozwiązaniem byłoby bieganie w szpilkach po domu z perfekcyjnym smokey eye i włosami wypacykowanymi jak na pokazie Victoria's Secret, ALE!
      Jestem zwolenniczką braku makijażu, dobrze się bez niego czuję i nie uważam, że oko wymalowane wyłącznie na większe wyjście to grzech. Uważam jednak, że był w moim życiu taki moment kiedy popłynęłam z matkowaniem, z gospodarzeniem i każdego dnia wyglądałam jak skacowana koleżanka Pana Zdzisia, który mieszka w pubie "U Władka".
            Tłuste włosy wiodły prym, powyciągany dres zastępował kuchenną ścierkę, a krem do golenia często był towarem reglamentowanym w mojej łazience. Mogłam wyglądać jak zmokła kura, mogłam pachnieć wyłącznie curry i mlekiem, mogłam zapomnieć umyć włosów przez pięć dni, ale nie mogłam nie upiec ciasta na poobiedni deser.
        Abstrahując od tego co na ten temat sądził mój mąż, przestałam istnieć jako kobieta i ograniczyłam się do bycia matką i gospodynią domową z główną szkodą dla mnie. Nastał moment, że unikałam odbicia w lustrze, że cieszyłam się gdy mąż miał nadgodziny i wracał do domu, gdy było już ciemno, że odprowadzałam córkę do przedszkola w czapce nie dlatego że było zimno... Zatraciłam się w roli matki i usłużnej żony, dramatem było dla mnie, gdy nie zdążyłam zrobić obiadu na dwa dania, bo prasowałam i sprzątałam cały dzień. Miałam natomiast gdzieś, że w między czasie nie zdążyłam uczesać włosów i przebrać splamionych legginsów, choć zdecydowanie powinnam to zrobić, tym bardziej że nie zajęłoby to więcej niż pięć minut.
         Nie pomagał mi fakt, że jestem gospodynią domową, czy jak kto woli: home managerka, na pełnym etacie. Nie miałam presji z zewnątrz, żeby wyglądać dobrze, odczuwałam natomiast silną presję wewnętrzną żeby mój dom, obiad i deser wyglądały perfekcyjnie.
Czy naprawdę tak wiele potrzeba, żeby pielęgnować w sobie kobietę, a jednocześnie by dom na tym nie ucierpiał? Absolutnie nie. Wystarczy tylko dobrze zorganizować ten niewielki nadprogramowy czas, by w pełni wykorzystać go dla siebie.
          Tak niewiele potrzeba by dobrze się z sobą poczuć i by zawsze czuć się kobieco. Świeże włosy, opięte legginsy zamiast poplamionych dresów, maseczka stosowana regularnie podczas prasowania stert koszul, pomalowane paznokcie u stóp (tak rzadko trzeba poprawiać pedicure ;), on jest prawie niezniszczalny!). Nie musisz robić perfekcyjnego makijażu każdego ranka, nie musisz gotować obiadu w małej czarnej ani podawać do stołu z włosami, które wcześniej upinałaś dwie godziny. Wystarczy niewiele i przede wszystkim wystarczy pamiętać, że oprócz bycia mamą, kucharką, sprzątaczką, praczką itd, jesteś przede wszystkim kobietą. I to fajną babką!


To fantastyczne zdjęcie zrobiła mi Ewa z bloga dihanea, zapraszam także do jej galerii zdjęć na facebooku. MUA mojego autorstwa, bo naprawdę nie trzeba wiele, żeby wyglądać dobrze.


35 komentarzy:

  1. z tymi paznokciami stóp to święta prawda. wystarczy raz pomalować i trzyma się to dwa tygodnie albo i lepiej jak jakiś porządniejszy lakier. i od razu człowiek inaczej wygląda z pomalowanymi paznokciami u stóp.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, ja tez mialam czas poplamionych dresow i tlustych wlosow. Na szczescie sie z tego otrzasnelam i jestem nie tylko matka i zona, ale i kobieta kochajaca siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to poszłam w inną stronę. Tyłam jak opętana i nazbierałam ładny nadbagaż. W końcu zaczęłam źle się czuć we własnej skórze. Postanowiłam coś zmienić i zaczęłam dietę ;) Obecnie zrzuciłam już prawie 11 kg. Na razie pauzuję z dietą i staram się utrzymać obecną wagę. Od miesiąca mi to wychodzi (waham się kilogram w górę, kilogram w dół). Teraz czuję się znacznie lepiej, atrakcyjniej i kobieco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dotyczy każdej z nas, zaraz po urodzeniu dziecka, tylko u każdej przejawia się inaczej. Ja wyglądałam jak lump z baru Zdzisia, Ty przytyłaś, inna obetnie włosy- niby nic, ale nagle czujemy się z sobą coraz gorzej i to jest meritum sprawy. Gratuluję takiego osiągnięcia, jesteś śliczną dziewczyną i Tobie nawet kilka kilo nie przeszkadza, ale najważniejsze, że Ty czujesz się atrakcyjniej :).

      Usuń
  4. To ja jakoś tak chyba na przekór bo po urodzeniu dzieci zamiast ściąć włosy to je zapuściłam i zrobiłam to z lenistwa i braku czasu bo utrzymanie u mnie perfekcyjnej,a przynajmniej w miarę przyzwoitej fryzury,przy krótkich włosach, wymaga dużo czasu :)
    Co do dbania o siebie to w pełni się zgadzam, tak niewiele potrzeba żeby wyglądać w miarę dobrze i nie straszyć męża i listonosza :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten wpis powinien być obowiązkowy dla wszystkich świeżo upieczonych mam, z punktu widzenia faceta, to dajcie czasem sobie pomóc, facet też coś potrafi zrobić przy dziecku i choć może nie zrobi tego tak perfekcyjnie, to własnie wtedy uchwycicie chwilę czasu dla siebie, choćby na wyskok do fryzjera czy do koleżanki. Szczęśliwa kobieta w domu to szczęśliwy dom, ot, taki truizm.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na szczęście mnie to nie dopadło. Również uważam, że to bardzo ważne by oprócz bycia matką trzeba być KOBIETĄ. Po urodzeniu syna kilka razy w tygodniu wieczorem zostawiałam syna pod okiem męża, a ja ukrywałam się w łazience :) Za to bycie Panią domu idzie mi średnio :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie przez jakiś czas jest tak, że wpadam w wir obowiązków domowych i zapominam o sobie. Ale na szczęście mój mąż stoi na baczności i mówi "zrób coś dla siebie" ;)
    Poza tym co każda mama powinna mieć oprócz dziecka? Pasję! I ją rozwijać!

    OdpowiedzUsuń
  8. Z Ciebie to fajna babka jest! Piękna i mądra! Nie wiem dlaczego we wszystkich poradnikach dla przyszłych rodziców nie ma specjalnych rozdziałów o rozpadzie małżeństwa po porodzie właśnie z takich małych, głupich powodów (lub z powodu pieluszkowego zapalenia mózgu u kobiet)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo popadne w samozachwyt ;), a tak na serio to pięknie Ci dziękuję i słuszna uwaga, z tym pieluszkowym zapaleniem. Śmieszne, ale jakie prawdziwe... :)

      Usuń
  9. Calą ciążę miałam długie włosy, po również. I nawet przetrwałam ten etap ich mega wypadania. Każdy mi mówił, że zaraz je zetnę, ale nie było o tym mowy :) Chyba każda kobieta ma taki moment, nawet jeśli on trwa tylko nanosekundę. Dobrze, że szybko człowiek trzeźwieje ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niektóre kobiety tak ja Ty nie potrzebują wystrzałowego make up wystarczy włos zaczesać i wbić się w obcisłe rurki i już wygląda bosko na co przykładem jest zdjęcie powyżej. Ja mimo tego wszystkiego co napisałaś powyżej codziennie rano w mojej porannej toalecie jest must have make up.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nigdy nie byłam zwolenniczka mocnego makijażu i to zostało mi po dziś dzień, ale o włosy zawsze dbałam, to moje hobby , mimo że są niesforne i poskręcane , ale w dresach tez potrafiłam przechodzić kilka dni 😃 . No i fajny blog , będę cześciej tu wpadać . Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
  12. Woow! Ale z Ciebie laska! Ja pomału wychodzę na prostą. Wydaje mi się, że naturalnym jest taki dresiarski styl po porodzie. Sama na niego zapadłam. Teraz częściej wskakuję w sukienkę, ogarniam włosy i nie maluję się, bo nie lubię. Z resztą makijaż latem dla mnie to mordęga :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. home menager - ooo to mi się podoba, ale u mnie tylko na pół etatu, bo drugie pół to prawdziwy menager, w pracy. ot taki zawód wybrałam, fajnie byc menagerem jak sie okazuje 24/dobę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Podoba mi się! Super wyglądasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj pamiętam te czasy kiedy również wyglądałam jak lump domowy, jak usłyszałam że zaraz ktoś ma do nas wpaść na chwilę, to wpadałam w panikę! Przecież nikt nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie :) Ale już mam to za sobą..chyba :) czasem mam lenia i mam dzień lumpa domowego :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wyglądasz fantastycznie!!!!!! Masz rację - ja maseczkę nakładam (na włosy lub twarz) i jednocześnie szoruje wannę, albo pedicure... tu też się zgodzę-przysiądziesz raz i starcza na dość długo, nie to co paznokcie u rąk! Pociągnięcie rzęs tuszem też nie wymaga sterczenia godzinami przed lustrem :) Wymieniłam rozciągnięte dresy na legginsy i na dres, który jak dres wcale nie wygląda a na dal pozostaje mega wygodny! Czasem nie trzeba mega wysiłku by poczuć się kobietą :) Mi paznokcie schną, gdy przeglądam inne blogi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Święta racja! Cudna kobietka z Ciebie. A skąd te super buty? Zakochałam sie w nich:)

    OdpowiedzUsuń
  18. No ja nie obcięłam włosów więc ciągle są do pasa. Faktem jest, że w domu żadna mama nie wygląda supersexy. Staram się jednak malować paznokcie, myć włosy i choć trochę malować się przed wyjściem z dzieckiem. Lubię wyglądać ładnie, ale czasem ten czas szykowania wolę poświęcić na zabawę z synkiem :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja uczę się myśleć o sobie. Mam nadzieję, że się nie wycofam z tego postanowienia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. ja ma niestety takie włosy, że musze je umyć codziennie bo jeżeli są 2 dniowe to wyglądają jak niemyte tydzień i to mnie strasznie wkurza, bo są średnio długie, gęste i długo schną.

    OdpowiedzUsuń
  21. oj jak Ja to doskonale znam. Co prawda włosy przed ciążą miałam krótkie ale po urodzeniu Młodego zapuściłam z lenistwa, wygodnictwa i braku czasu by cokolwiek z nimi robić. Po domu chodziłam w rozciągniętych podkoszulkach i tak mam trochę jeszcze do dziś ale to dlatego, że jestem w drugiej ciąży ;-) Muszę z ręką na sercu przyznać, że zapomniałam o tym że jestem kobietą. Weszłam w rolę Matki i Żony. Dbałam o Męża i o Syna zapominając bardzo często o tym, że jeszcze jestem przecież Ja. Zamieniłam się w przykładną praczkę, sprzątaczkę, kucharkę i służącą. Często pod koniec dnia nie wiedziałam już jak się nazywam a i tak robiłam. Któregoś dnia spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i wpadłam w histerię. Wyłam chyba z pół godziny zastanawiając się kim jestem albo raczej czym się stałam i jak mogłam do tego dopuścić. Przyznaję, że się załamałam i zahaczyłam mocno o depresję. Nawet wtedy nikt nie zauważył, że źle się zemną dzieję. Nie było pomocy od nikogo. Ale pewnego dnia obudziłam się z myślą, że jeśli sama o siebie nie zadbam to nikt o mnie nie zadba, nikt się nie zatroszczy, nikt się nie zainteresuje tak jak było do tej pory. Małymi, drobnymi kroczkami zaczęłam się podnosić. Jeszcze daleka droga przede mną, bardzo daleka ale jestem jej świadoma a to już jest pół sukcesu. Mam nadzieję, że starczy mi sił. Muszę od nowa odnaleźć siebie samą pamiętając że przede wszystkim jestem Kobietą.

    Pozdrawiam serdecznie
    www.myslimamyprzykawieblog.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  22. oj jak Ja to doskonale znam. Co prawda włosy przed ciążą miałam krótkie ale po urodzeniu Młodego zapuściłam z lenistwa, wygodnictwa i braku czasu by cokolwiek z nimi robić. Po domu chodziłam w rozciągniętych podkoszulkach i tak mam trochę jeszcze do dziś ale to dlatego, że jestem w drugiej ciąży ;-) Muszę z ręką na sercu przyznać, że zapomniałam o tym że jestem kobietą. Weszłam w rolę Matki i Żony. Dbałam o Męża i o Syna zapominając bardzo często o tym, że jeszcze jestem przecież Ja. Zamieniłam się w przykładną praczkę, sprzątaczkę, kucharkę i służącą. Często pod koniec dnia nie wiedziałam już jak się nazywam a i tak robiłam. Któregoś dnia spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i wpadłam w histerię. Wyłam chyba z pół godziny zastanawiając się kim jestem albo raczej czym się stałam i jak mogłam do tego dopuścić. Przyznaję, że się załamałam i zahaczyłam mocno o depresję. Nawet wtedy nikt nie zauważył, że źle się zemną dzieję. Nie było pomocy od nikogo. Ale pewnego dnia obudziłam się z myślą, że jeśli sama o siebie nie zadbam to nikt o mnie nie zadba, nikt się nie zatroszczy, nikt się nie zainteresuje tak jak było do tej pory. Małymi, drobnymi kroczkami zaczęłam się podnosić. Jeszcze daleka droga przede mną, bardzo daleka ale jestem jej świadoma a to już jest pół sukcesu. Mam nadzieję, że starczy mi sił. Muszę od nowa odnaleźć siebie samą pamiętając że przede wszystkim jestem Kobietą.

    Pozdrawiam serdecznie
    www.myslimamyprzykawieblog.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  23. A u mnie jednak poszło w drugą stronę. Zresztą ja z domu nie wyjdę bez umycia włosów i wzięcia prysznica. No i wszelkie zaplamione ubrania momentalnie trafiają do kosza na brudy. :) no i schudłam sporo :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Przy Julce miałam motywacje :) ,,ja Ci pokażę" to się tyczyło ojca córki. Przy Alanie i Lenie za każdym razem podcinałam włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja bym włosów nie obcięła, bo wyglądałabym jak szogun :-). Kręcą mi się od spodu i pewnie musiałabym modelować, a tego nie znoszę. Gdy miałam 10 lat mama zaprowadziła mnie do fryzjera, który obciął mnie na krótko -każdego ranka każdy włos w inną stronę. Powiedziałam NIGDY WIECEJ. Fakt z makijażem. Chociaż ja ograniczam się tylko do tuszu i kredki to przed urodzeniem dziecka nie wyszłam z domu bez tego, nawet chyba to była dla mnie podstawowa cczynnośćo poranku jak mycie zębów. A lakier do paznokci... Ostatnio byłam w szoku bo kupiłam taki co odpada z paznokci od stóp po dwóch dniach i żeby nie było, nie kosztował 2-3 zł, bo nawet takie są trwalsze :-) Chylę Ci czoła za te dwudniowe obiady, u mnie takie są tylko w niedzielę :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zdjęcie rzeczywiście fantastyczne. Kurcze, macierzyństwo jeszcze przede mną, ale mam nadzieję, że uda mi się nie zatracić siebie w tym czasie. Pozdrawiam serdecznie, Asia.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja obcięłam włosy do ramion,krócej nie mogłam bo wyglądałabym jak owca. Mam kręcone włosy.
    Wiki

    OdpowiedzUsuń
  28. Tak jak napisałaś - nie chodzi o to, żeby nie wiadomo co robić, chodzić w szpilkach i cekinach rozwieszać pranie. Ale trzeba pozbyć się starych dresów i dbać o siebie bardziej niż o ciasto na stole.

    OdpowiedzUsuń
  29. Hehehhe To ja w takim razie zapraszam Cię na mój tekst MATKO POLKO WYLUZUJ! :P
    Włosy zawsze miałam krótkie, też nie przytyłam, ale chodzę w dresach z wygody. Bez makijażu nie wychodzę i na szczęście głowę myję codziennie - no dobra dziś wybrałam spanie :P Ale doskonale wiem, o czym mówisz. Czasem też mi się nie chce. Choć widzę inne mamy i zastanawiam się, czemu same sobie to robią. Ale w macierzyństwie łatwo się pogubić.

    ps. na zdjęciu wyglądasz zjawiskowo!

    OdpowiedzUsuń
  30. Co prawda jak Cię sobie przypomnę z sobotniego spotkania blogerek to ciężko mi uwierzyć, że wyglądałaś "jak skacowana koleżanka Pana Zdzisia, który mieszka w pubie "U Władka"", ale reszta tego tekstu to szczera prawda.
    Zapuściłam się, zapędziłam w bycie genialną, idealną mamą i panią domu. O ile przy bliźniętach można być w 100% idealną panią domu. Oh wait, Perfekcyjna Pani Domu też ma bliźniaki. To może ja się już lepiej nie będę pogrążać...
    Chodzi mi ot to, że po 1,5 roku macierzyństwa nie mam bladego pojęcia jak się wyplątać z matni tj. znaleźć trochę czasu dla siebie i się ogarnąć z tego czegoś, czym się stałam.
    Ale chłopcy mają co 1-2 dni inny deser ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Aż chciałoby mi się krzyknąć: Oh Yeah !
    Masz we wszystkim absolutną rację. Trzeba mieć umiar we wszystkim i czas tylko dla siebie. Na początku mojego macierzyństwa nie wychodziłam z łóżka i zrobiłam sama z siebie maszynę do karmienia. Teraz jak o tym myślę to pukam się w czoło i cieszę się, że mam tak kochającego męża, bo by się to mogło rozwodem skończyć :-p nie ma co się użalać nad sobą i spinać ze wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  32. Jestem tu pierwszy raz i bardzo mi się tu podoba :). Miło Cię poznać Asiu i odkryć podobny punk widzenia na kwestię dbania o siebie w ferworze macierzyństwa :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo miło :), dziękuję za ciepłe słowa.

      Usuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.