Ceń się blogerze!- czyli jak wyceniać swoje posty na blogu

     Każdy z nas popełnia błędy. Pewnie większość z nas ma na swoim koncie post w zamian za balsam, sukienkę dla dziecka albo zestaw książeczek. O ile rozumiem post za rzecz, która jest nam potrzebna, albo na którą nas nie stać, o ile rozumiem takie wpadki na początku kariery blogowej, kiedy nikt do końca nie wie jak się cenić, o tyle nie akceptuję wpisów za rzecz wartą 15 złoty, którą robi bloger prężnie działający np. dwa lata.
     Nigdy nie zaczniemy zarabiać, jeśli znajdzie się taki który opublikuje swoje wypociny za 10 złotych. Nie zaczniemy zarabiać jeśli będziemy się godzić na posty za rzeczy, które stoją nieużywane w pokoju dziecka, zbierając kurz albo ustawiając się w kilometrowej kolejce w szafce w łazience. Nie tędy droga. Zawsze znajdzie się firemka, która zaproponuje 10 mililitrową próbkę balsamu w zamian za post z linkiem, ale to nie oznacza że mamy się godzić na śmieszne warunki.
     Dzięki See Bloggers dowiedziałam się jednej, istotnej rzeczy ( w zasadzie dwóch, ale ta jest ważniejsza ;)). Bloger, który ma 15 000 unikalnych użytkowników może życzyć sobie za post 1000 złotych. Im większa liczba UU, tym większych stawek można żądać.
     Pomyśl, jeśli miesięcznie czyta Cię na przykład 30 tysięcy osób to tak jakby 30 tysięcy osób kupowało miesięcznie taki właśnie nakład Twojej gazety. Uwierz, są czasopisma które sprzedają się tylko w takich ilościach (w dobie internetu gazet sprzedaje się coraz mniej)- wszystko to łatwo sprawdzić w sieci, a nawet to ile takie czasopisma liczą sobie za średniej wielkości reklamę. Siła drzemie w internecie i w nas blogerach.
   Załóżmy, że czyta Cię miesięcznie 15 tysięcy osób (te 15 tysięcy osób nie równa się miesięcznej liczbie odsłon bloga- pamiętaj!, unikalny użytkownik to jedna osoba, niezależnie od tego ile postów Twojego bloga jednocześnie ma otwartych, ani ile razy odświeża stronę), załóżmy, że masz zamówienie na post za 1000 złotych zaledwie raz na miesiąc. Dla szarego człowieka to ogromne pieniądze.
     Gdybym ja mogła zasilić nasz budżet tym tysiącem miesięcznie, poczulibyśmy ogromną finansową ulgę; dlatego myślę, że warto konsekwentnie odmawiać propozycjom: post za rzecz, tym bardziej jeśli rzecz warta jest niewiele albo jest nam zupełnie niepotrzebna. Gdy więc następnym razem zobaczysz w skrzynce mailowej zupełnie nieintratną propozycję, nie myśl sobie: "no dobrze, ale im więcej współprac, tym więcej osób będzie chciało ze mną współpracować". Niekoniecznie. Małe firmy- być może, ale dla poważnych klientów istotne będą Twoje statystyki, a nie liczba współprac, a za dobre statystyki dobrze się płaci, a nie sypie gifcikami- zbieraczami kurzu.
     Nie kieruję tych słów do małych, niszowych blogów, które dopiero zaczynają, których czyta miesięcznie niewiele osób i dla których każda maluteńka nawet współpraca jest ogromnym kopem do działania i wielką radością. Piszę do tych, którzy mogą żądać więcej, a zaniżają opinię blogerów na rynku. Blogosfera jest odzwierciedleniem rynku pracy. Wiem, że wciąż mnóstwo jest osób godzących się na 800 złoty za miesiąc pracy na czarno, ale o ile te osoby czasem nie mają innego wyjścia, o tyle wiem, że skoro stać Cię płacić za internet i siedzieć przy komputerze, to masz prawo się cenić, bo prowadzenie bloga to nie takie hop siup. Wiem, że to dodatkowa "praca", dodatkowe zajęcie, że możesz myśleć "e tam, kremik (szampon, misiek, skarpetki etc.) mi wystarczy", ale z drugiej strony, pomyśl, ile osób porzuciło pracę, bo naprawdę zarabia na blogu. Wiem, że w obecnych czasach przebicie się bez odpowiednio opłaconego marketingu graniczy z cudem, ale cuda się zdarzają, więc jeśli Twoje statystyki rosną i masz szansę na swoim blogu (i naprawdę ciężkiej pracy) zarabiać- to wykorzystaj to!
     Wiele jest zmiennych wpływających na to ile możesz liczyć za post sponsorowany, ale skoro miesięcznie wraca do Ciebie 8, 10, 15 czy 50 tysięcy osób, to może warto przestać godzić się na propozycje za których dzieci nie wyżywisz. Dzięki See Bloggers uświadomiłam sobie, że wszyscy Ci wielcy blogerzy (ja patrzę na znanych parentingowców, bo w lidze parentingów stoi mój blog- tak myślę) jeśli już prezentują na blogu jakąś rzecz, to nie dość, że ją dostają, to dodatkowo otrzymują zapłatę za jej reklamę (przynajmniej takie sygnały dostawałam na warsztatach). Uważam, że jest to jak najbardziej uczciwe. Być może dla Ciebie to za wielkie żądania- doskonale to rozumiem, ale co innego zgodzić się na post w zamian za grill elektryczny, a co innego zgodzić się na wpis sponsorowany rajstopkami dla dziecka.
     Każdy post, w którym coś recenzujesz czy zachwalasz może odbić Ci się czkawką. Wielu ludzi pójdzie w Twoje ślady, a firma może zyskać ogromne przychody i zainteresowanie, ba!, może się dzięki Tobie przebić na rynku. Czy warto wiązać swój wizerunek i polecać kogoś za trzy pary majtek (nawet najpiękniejszych)? I kwestia Twojego wysiłku. Ja nad każdym postem pracuję do dwóch godzin, owszem, czasem mam wenę, ale nawet za weną muszą pójść zdjęcia i potem udostępnianie posta w różnych grupach itd, itp. Jestem pewna, że i Ty sporo pracujesz nad swoim wpisem, szanuj więc siebie, szanuj swój czas, swój wizerunek, a także wizerunek swojego dziecka- jeśli go publikujesz. Twój blog to Twoja marka.
     Dlaczego postanowiłam o tym napisać? Bo zdaję sobie sprawę, że wiele osób zupełnie nie wie jak się wyceniać, a ja dzięki See Bloggers jestem o tę wiedzę mądrzejsza. Dodatkowo poszperapałam, poczytałam i już wiem, że jak we wszystkim w życiu, tak i w blogosferze, trzeba się cenić.

Jak wyceniać posty?


51 komentarzy:

  1. M2:Prowadzę kilka blogów, plus portal. Ten o tematyce dzieciowej ma swoje grono odbiorców- bloguję od ponad dwóch lat, ale mimo wszystko zdarza mi się pracować na zasadzie barteru, jednak nie zgodziłabym się na wpis za "rzecz " wartości kilku (dziecięciu ) złotych.
    Potrzebowałam łóżka - jest warte ponad 3 tysiące. Nie żądałam pieniędzy za wpis.
    Potrzebna nam była pościel dla alergików - droga jak cholera, wzięłam, zrobiłam wpis, byłam zadowolona.
    Jeżeli natomiast chodzi o portal, to gdy tylko dostaję jakąkolwiek propozycję, odpisuję, że współpraca owszem, ale wyłącznie płatna. Portal istnieje od roku , odwiedza go ponad 50 tyś uu miesięcznie, to moja ciężka praca... PRACA.. nie będę działać charytatywnie. Ja to rozumiem- JUŻ, ale wiem, jak to jest na początku ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kominek już dawno na to zwrócił uwagę, ale chyba do niewielu jeszcze ten fakt dociera. A ja nadal cierpliwie czekam na swoją życiową szansę ;)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama prawda; miałam kilka takich propozycji. Wpis za przedmiot o wartości 20zł czy mniej - delikatnie odmówiłam ale są osoby, które takie propozycje przyjmują a potem wszyscy myślą, że wcisną Ci kit za szeroką reklamę.

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście! i to od samego początku! brawo za swietny wpis, może w końcu zrozumieją co niektórzy, że prowadzenie bloga, to nie tylko wielka frajda, ale i ogrom pracy. po drugie my same musimy się cenić, bo inaczej nikt na nas nie spojrzy poważnie. po trzecie świat blogosfery zaniżają te blogi, które za prezenty, fatałaszki i inne tego typu pierdółka recenzują firmom praktycznie za darmo...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za ten wpis :-) tak bardzo chciałam się dowiedzieć jak to jest z tym wycenianiem ale zawsze było mi głupio pytać ;-) jeszcze raz dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie napisane i pozwala przejrzeć na oczy. Jeszcze mi trochę brakuje do takiej liczby odwiedzin na blogu, ale statystyki rosną z każdym miesiącem - mając w pamięci Twój post będę wiedziała jak postępować, gdy pojawi się jakaś "cudowna" propozycja za "czypieńciesiąt" ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie zarabiam na blogu, a "współprac" blogowych nie mam prawie żadnych. Statystyki też jakoś nie szybują wysoko. Czasem jak coś potrzebuję i akurat wpadnie oferta, to zgadzam sie na barter, ale takich akcji mam naprawde niewiele.
    Ja może inaczej do tego podchodzę, bo mam stałą pracę i nie widzę potrzeby robienia z bloga źródła utrzymania. Dla mnie to przyjemność, pasja pisania i odskocznia od dnia codziennego. Ale masz rację- jeśli ktoś ma sporo czytelników, to cenić się powinien, jeśli traktuje blogowanie jak pracę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę tak jest też na niektórych spotkaniach. Warto wybierać się na takie, na których nie ma obowiązku linkowania wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, przecież na BL mnie nie było. Byłam na Sosnowiec Łączy Blogerki, fajnie to było zrobione.

      Usuń
  9. Bardzo mądry post. Mam nadzieję, że dotrze do szerszego grona odbiorców. Ci starsi lub dłużej siedzący w temacie, zrozumieją w mig o co chodzi. Chyba głównym problemem są gimnazjalistki, które za bluzkę, nie tylko napiszą post, będą się nazywać sławnymi szafiarkami,bo przecież ta i ta marka z nią "współpracuje", ale zaspamują wszystkie miejsca w sieci linkami i prośbami o kliknięcie, bo muszą jakąś tam normę wyrobić, wtedy dostaną spodnie gratis...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie mrozi jak tylko widzę gdziekolwiek hasło dresslin* ;), od razu wiem, że mam do czynienia z gimnazjalnym klikaczem, którego życiowe motto to obs/obs itd., itp.

      Usuń
  10. Masz rację, zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Barter jest ok, jeśli faktycznie jest to dobra jakościowo rzecz, która się na pewno przyda, a samemu by się nie kupiło, bo za droga. Inna sprawa, że mnóstwo osób po prostu nie wie, jak się cenić, bo nie zna przykładowych cen, blogerzy nie chcą mówić o tym, ile biorą.
    Czytając Twój post utwierdziłam się w przekonaniu, że wołam jak najbardziej adekwatne kwoty do poziomu, na jakim jest blog. Szkoda, że dla wielu zleceniodawców to i tak za wiele.
    Ostatnio jedna pani zaproponowała mi, żebym napisała post o jej wyrobach handmade za kolczyki, ale muszę opłacić przesyłkę. Popukałam się w czoło, ale co druga blogerka byłaby zachwycona.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też nie miałam pojęcia jak się cenić i jak już się dowiedziałam, to postanowiłam się tym podzielić. Kiedyś myślałam, że mam wygórowane żądania (bo sieć milczy o stawkach, a wiele firm słysząc moją propozycję nigdy nie wracało), ale teraz już wiem że nigdy nie były wysokie.

      Usuń
  11. Kilka współprac odmówiłam, bo nie czułam się w takich ofertach gdzie sama sobie bym przeczyła. Bardzo lubię współprace z wydawnictwami, bo książek nigdy dość :) Jednak do takich sum odwiedzających to mi jeszcze daleko...

    OdpowiedzUsuń
  12. Otóż to! Brawo! Do mnie jak czasem piszą znane firmy chcące zaproponować współpracę i wymagania mają wielkie, a proponują produkt za 30 zł to nie wiem czy się śmiać czy płakać? Najgorsze jest jednak to, że trafi się taka blogerka ( sama taką byłam na początku blogowania i myślałam, że wygrałam w Totka, dostając zestaw proszków do prania ;/- szybko oprzytomniałam.) która za te 30 zł zrobi im reklamę jak marzenie... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większość z nas był takim blogerem kiedyś, dlatego zdecydowałam się na ten post, bo domyślam się, że problem u wielu osób tkwi w tym, że nie są do końca świadomi lub że się nie doceniają. Dobrze, że większość z nas przytomnieje :)

      Usuń
  13. Wiekszosc jest chyba uzalezniona od gratisow. Co najlepsze firmy zwykle placa za posty jesli otwarcie poda sie stawke, ale po co jak ktos sie zgodzi za barter? Duzo jest tez blogerow, ktorzy chca zarabiac ale jesli firma odmowi to godza sie na barter i to nawet byle jaki. Wbrew pozorom firmy sie znaja i wiedza co moga u nas utargowac :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Właśnie czytam książki Kominka i wielokrotnie podkreśla powyższy temat. Ja zgadzam się na barter jeśli jest to coś co rzeczywiście używam i mi się przyda, albo coś co chętnie wypróbuję. Śmieszy mnie maksymalne zachwalanie czegoś co akurat dostało X blogerek. Można przedstawić produkt, napisać czy jest ok, czy nie... natomiast robienie z tego najlepszego produktu EVER akurat jak jest wysyłany do połowy blogerek... dla mnie brzmi to sztucznie. No i reklamowanie rzeczy które kompletnie nie pasują do tematyki bloga... też średnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wpadłam na Twój blog przypadkiem, przez jakąś grupę na fb, zaciekawił mnie temat. Piszę dla przyjemności i dla zabawy, a każda informacja o tym, że to co napisałam dodaje skrzydeł i chce się więcej. Na razie nie myślałam o współpracach, szczerze nie wiem do końca jak się za to zabrać, jednak jeśli coś się u mnie zmieni będę mieć Twoje słowa na uwadze. W konsekwencji zawsze liczy się jakość, a na dobre rzeczy zawsze znajdą się chętni:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja jeszcze nie pisałam żadnego sponsorowanego posta. Miałam za to przyjemność dostać prezent. Lubię pisać swój blog, dzielić się z innymi moimi pomysłami. Ogromną satysfakcje daje mi to, że ktoś zagląda na moją stronę, udostępnia moje posty i co najważniejsze korzysta z nich bawiąc się z dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję Ci za ten post! Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem, a dzięki Tobie wiem jakich błędów nie popełniać od początku. Być może będę pisać tylko dla własnej przyjemności i nie zostanę zauważona, ale gdyby pojawiły się jakieś oferty współpracy zastanowię się dwa razy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzeba się cenić i koniec kropka Amen !

    OdpowiedzUsuń
  19. Masz rację - jednak zawsze pojawia się jakieś "ale" prawda? Niektórzy/ niektóre boją się wyskoczyć z taką sumą do firm, albo nie wiedzą tak na prawdę jaką kwotę powinny podać.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zaskakuje mnie zachowanie niektórych blogerek. Mi za taką rzecz za 20 zł nawet nie chciałoby się logować na bloggerze a co dopiero wpis o tym pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Masz rację i poruszyłaś bardzo ważny problem. Jeżeli my nie szanujemy własnej pracy, to trudno wymagać by szanowali ją inni.

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja na blogu zarabiać nie planuję. Piszę, gdy mam potrzebę. Jeśli coś mi się podoba, to przedstawiam moją opinię. Nie czytam postów w których tytule pada słowo "recenzja". Nie są dla mnie wiarygodne. Myślę jednak, że Twój post ma w sobie wiele prawdy nie tylko w blogosferze. W życiu po prostu trzeba się cenić...

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny wpis! W koncu ktoś szczerze się na ten temat wypowiedział, bo blogerki często unikają tego tematu chyba obawiając się konkurencji?? Nie wiem. Jestem blogerką mającą miesięcznie ok4-5tys odsłon, czasem mniej! Może dla kogoś to malutko, dla mnie - chwilo jestem zadowolona, ale wiadomo,że marzę o szerszej liczbie czytelników! Póki co za posty dostaję książki, czy gry dla córki. Jednak ich wartość jest całkiem konkretna (dla mnie), a dla córki mnóstwo radości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to jest temat tabu, podobnie jak liczba UU. Nie wiem dlaczego to drugie generuje tyle tajemnic,osobiście uważam że blogów nie ma co porównywać i liczba UU dla każdego będzie inna, nie ma się czego wstydzić, wiele czynników na to wpływa. Natomiast stawki za post itp powinny być w szerszym obiegu, dzięki temu część osób która się nie docenia, zaczęłaby się cenić bardziej- to byłoby z zyskiem dla wszystkich.

      Usuń
  24. Prawda! Święta prawda. Ostatnio dostałam propozycje 40 zł rabatu za to, że zrobie post, podlinkowanie, zdjecia e plenerze w ładnej scenerii i uwagaaaa filmik !!!! Całe szczescie, że byłam na spotkanie blogerów i juz dowiedziałam sie jak cenić i rozmawiac z takimi firmami... Z poczatku myslalam, że to wygrana. W totolotka, a teraz fakt za taki rabat nie chce mi sie ruszyć z domu.. Albo i chce wole zrobic bez zbędnego gadżetu piekna sesje córce i byc z niej dumna!

    OdpowiedzUsuń
  25. Już na samym początku obiecałam sobie, że nie będę pisała za gratisy i tego się trzymam. Niestety dopóki znajdą się tacy, którzy będą pisali za "majki" tym trudniej będzie się wybić tym, którzy chcą z blogowania uczynić swoje źródło zarobków. Praca za kiepski barter rozleniwia też reklamodawców i psuje rynek, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  26. W końcu konkretne liczby i $, oby ten post miał dużo odbiorców, życzę Ci tego, bo mało kto decyduje się na tak dogłębne wytłumaczenie kto i za ile ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo wartościowy wpis! A tekst "Twój blog to Twoja marka" daje sporo do myślenia i do rozważnego działania w sieci (muszę to zapisać i powiesić nad biurkiem!).
    Trafiłam kiedyś na kilka blogów, których autorki dostawały drobne pierdółki w zamian za napisanie postu o produkcie - i nie wiem czy to autorki, czy jakość produktu na to wpłynęła, ale okropnie czytało mi się takie posty. Czasami rzeczywiście lepiej już odpuścić taką współpracę niż pisać post "żeby był, bo dostałam krem/ gacie/ waciki". Zwłaszcza że, jak już powiedziałaś, w sieci nic nie ginie i można później być kojarzonym nie z ciekawym i wartościowym blogiem, a darmowymi próbkami o których samemu dawno się zapomniało.

    OdpowiedzUsuń
  28. Asiu, miałam w roboczych bardzo podobny wpis :)
    W tym miesiącu miałam takich propozycji współprac 21 wszystkie odrzuciłam, najlepsze jest to że większość firm była zdziwiona. Przecież wszyscy się na to godzą :O

    OdpowiedzUsuń
  29. Ostatnio dostałam maila z propozycją współpracy. Wyceniłam się i... Nie dostałam już maila zwrotnego. Ale nie żałuję, bo nie mam zamiaru do interesu dopłacać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dostaję duuużo takich maili i jak widać na moim blogu po wycenie też nie wracają ;). Wiem nawet, że część udaje się do dużo mniejszych blogerek, co mnie zastanawia, bo skoro mają do wyboru zapłacić komuś, kogo czyta 20 tysięcy UU albo dać bzdet trzem osobom, których czyta 2 tysiące UU, to i tak na tym tracą... Ich wybór :), a my mamy satysfakcję, że nie promujemy rzeczy, które i tak byśmy nie kupiły.

      Usuń
  30. Ja zaczęłam niedawno blogować, założyłam bloga kulinarnego z myślą o tym, żeby kiedyś na nim zarabiać, nie chcę wracać na etat po macierzyńskim, nie mam z kim dzieci zostawić po powrocie do pracy a żłobka nie chcę za skarby świata :) wszystkiego uczę się sama i powoli, promuję blog na różnych grupach, w ostatnim miesiącu miałam 11 000 UU, wiem że ciężko się przebić w tej tematyce, ale próbuję. Jak macie jakieś rady to chętnie wysłucham. A tekst bardzo pomocny. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! To ja jestem szczerze powalona na łopatki, że tak szybko osiągnęłaś tak dużą liczbę UU. Moje gratulacje, to znak, że jesteś na bardzo dobrej drodze.
      Moje rady? Śledź jeszcze dokładniej Google Analytics: jak długo ludzie są na Twojej stronie, ile postów czytają statystycznie, skąd do Ciebie przychodzą, po jakich frazach Cię wyszukują. Ja to kontroluję.

      Usuń
  31. Dziekuję za ten post:) Otwiera oczy, póki co do tej pory byłam konsekwentna. Myślę, że chociaż do takich liczb UU mi trochę brakuje, to jednak czasami warto powiedzieć nie:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Propozycji współpracy dostaje sporo,a le sensownych bardzo niewiele. Temat-rzeka, ale w sumie to chodzi o szeroko pojęty szacunek. Nie zamierzam fundować firmie reklamy. W moim przypadku (blog kulinarny) to musiałabym dopłacać. Dostanę coś z czego mam przygotować potrawę. Jak przeliczyć, to wychodzi, ze to "coś" to kropla w morzu kosztów. Tłumaczenie, że przecież zjem to, co ugotuję już mnie nawet nie rozśmiesza, lecz denerwuje. Firma w mediach płaci krocie za reklamę, a nam rzucają ochłapy i oczekują wdzięczności po grób. Niedoczekanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest rewelacyjna konkluzja. A blog masz przepiękny, zdjęcia zachwycające i przepisy zaskakujace - mój klimat. Tak trzymaj i nie dajmy się :)

      Usuń
  33. szkoda, ze firmy nie rozumieją, ze to samo się nie zrobi :)

    dziękuję za miłe słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Cenne wskazówki i bardzo mądra postawa. Ja wciąż czekam na swoją szansę w tej dziedzinie, ale blogowanie ma być przede wszystkim pasją :)

    OdpowiedzUsuń
  35. To prawda! Fajnie, że promujesz taką postawę wśród blogerów, bo nadal są osoby, które chwalą się, że dostały np. darmowe zakładki do książek... Ja zachwycałam się darmowymi książkami do recenzji przez trzy lata, ale w końcu stwierdziłam, że nie będę pracować za darmo. Zmądrzałam, zamknęłam starego bloga, przeczytałam książki Tomka Tomczyka i otworzyłam nowy blog na prywatnym hostingu. Po miesiącu dostałam pytanie o współpracę i o to, ile kosztowałby wpis u mnie. I zarobiłam już pierwsze pieniądze, a Partyzantce leci dopiero czwarty miesiąc. Można? Można. :)

    OdpowiedzUsuń
  36. ja odmówiłam współpracy na początku blogowania, zaoferowano mi jedynie link na stronie w zamian za częste moje posty na ich temat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam tez kilka takich "jakże intratnych" propozycji... Ech...

      Usuń
  37. Zresztą jak na razie bloguję dla siebie nie dla kasy :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście i to najlepsze podejście, ważne żeby w pewnym momencie nie dać się zamroczyć pierdołami. Lepiej pisać tylko dla siebie niż dostać dwa razy w miesiącu paczkę majtek i musieć zrobić sobie z nimi zdjęcie :)

      Usuń
  38. Całkowicie się zgadzam. Prowadzę od kilku miesięcy bloga książkowego, barter to w zasadzie tutaj norma. Już raz odmówiłam i o ile ktoś nie zaproponuje mi pieniędzy to na współpracę zgodzić się nie mam zamiaru.

    OdpowiedzUsuń
  39. Mnie jeszcze nigdy nie spotkała propozycja współpracy od firmy zewnętrznej. Być może dlatego, że mój blog jest o nietypowej tematyce. Ale popieram Twoje zdanie i uważam, że trzeba się cenić, tym bardziej, że każdy post to Twój czas i ciężka praca.

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.