Nie jesteś piękna pomimo...

poniedziałek, października 19, 2015
     Szlachetna idea promowania samoakceptacji, wiary w siebie i budowania poczucia własnej wartości, choć jest niezaprzeczalnie konieczna i użyteczna, to niestety mam wrażenie, że nie do końca dopracowana. Jestem zewsząd bombardowana hasłami: "jesteś piękna pomimo wad", a jak można poczuć się piękną, skoro ktoś z zewnątrz jednak nam o tych wadach ciągle przypomina, skoro ktoś arbitralnie zadecydował o tym co moją wadą jest, a co nie jest? 
     Nie zrozumcie mnie źle. Każdy z nas ma wady, w szczególności w charakterze, ale ja potraktuję ten post zupełnie jednotorowo i odniosę się tylko do kobiecej powierzchowności. Mamy wady, to fakt, ale dlaczego mam uznać, że szerokie biodra, długi nos lub rzadkie włosy to moja wada? Może mnie pasuje oklapła czuprynka, brazylijski tyłek i nos Pinokia. Czemu mam słuchać ludzi,o których wygląd dba sztab ludzi i chirurgów lub ludzi, którzy mają krzywe nogi, zeza i stopy jak kajaki? Kto zdecydował, że moje wady to wady i mam pokochać siebie pomimo nich, a nie właśnie za nie? Nie wystarczy wad zaakceptować, żeby pokochać siebie. Żeby pokochać siebie, uwierzyć w siebie i poczuć się pewną, musimy pokochać się bezwarunkowo, nie tylko zaakceptować. Musimy uświadomić sobie to jak wyglądamy, jaką mamy budowę ciała, co nam pasuje, w czym czujemy się seksownie i przede wszystkim pojąć że żadna z naszych wad, wadą nie jest. 
     Nie bez przyczyny mówi się, że współczesna kobieta dopiero po trzydziestym roku życia nabiera pewności siebie i świadomości swojego ciała. Jesteśmy bombardowane sprzecznymi hasłami, sprzecznymi informacjami, upiększonymi graficznie, nieprawdziwymi zdjęciami kobiet, dlatego potrzeba czasu, żeby zmądrzeć, a następnie uświadomić sobie, że to JA jestem najlepszą wersją siebie. Nie sąsiadka, nie aktorka, nie ja po sesji w solarium i u kosmetyczki, tylko Ja, po prostu Ja- bez makijażu, bez wypracowanej fryzury, w bawełnianych majtkach i białym podkoszulku. 
     Kiedy pokochasz swoją skórę albinosa i tysiące piegów, bo zrozumiesz że one nie tylko definiują Ciebie, ale to właśnie one dodają Ci urody, kiedy z dumą wciągniesz ołówkową spódnicę na szerokie biodra, by wszystkim pokazać swoje pełne kształty, kiedy wyrzucisz do kosza workowate ciuchy, bo dotrze do Ciebie, że 8 kilo na plusie to nie jest otyłość, tylko nabieranie kobiecej sylwetki, którą trzeba umiejętnie podkreślić, będzie to znak, że z drogi akceptacji i lubienia siebie "pomimo", zeszłaś na jedyną słuszną drogę miłości do siebie i kochania swojego ciała za każdy jego szczegół. To właśnie Twoje ciało daje Ci się siłę i energię do życia, być może wydało na świat najcudowniejszą istotę na świecie, dzięki niemu tańczysz, pracujesz, zarabiasz, tworzysz, uwodzisz, karmisz, tulisz.
     Nie pozwól sobie wmówić, że masz kochać siebie pomimo defektów swojej urody. Popatrz na uciekające oko Kate Moss, wadę zgryzu i wymowy Anji Rubik, diastemę Georgii May Jagger, na znane aktorki i piosenkarki- czemu ich wady mają być uznane za urocze a Twoje za wymagające zakrywania?

Za piękne zdjęcie i całą sesję dziękuję Kasi.
piękna kobieta


Wpis bierze udział w wyzwaniu u Save the magic moments.


32 komentarze:

  1. Ja pewności siebie nabrałam w momencie zostania matką. Kiedyś strasznie przejmowałam się swoim wyglądem, krótkimi nogami (czyli niskim wzrostem), kartoflanym nosem, prostymi jak druty włosami. Mogłabym wymieniać tak dalej. Dzisiaj widzę, że te moje "problemy" to takie małe głupotki, dzięki którym właśnie spodobałam się mojemu chłopu. Bo jak mówi stare porzekadło, jeden woli ogórki, a drugi ogrodnika córki. Co jedna osoba uważa za wadę, dla innej może być zaletą, która przyciąga jak magnes :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie przemyślany post. Jest to niesamowite ujęcie. Ja postanowiłam zakceptować siebie, bo wiem że się nie zmienię ....

    Mój blog ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. piękny wpis. mądry. każdy jest jedyny, niepowtarzalny i wyjątkowy. dlaczego? bo próżno w świecie szukać drugiej takiej samej osoby. dlatego spójrzmy na siebie jak na cud natury, na unikat, jedyny taki egzemplarz. doceńmy to , że jesteśmy białymi krukami. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie napisane i śliczne zdjęcie! No i święta racja, że kobieta dopiero koło trzydziestki zaczyna się akceptować. Po pierwsze, bo jest mądrzejsza, a po drugie bo już nie ma czasu na bzdury i patrzenie w lustro szukając swoich niedoskonałości :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że dopiero po 30 się mądrzeje. Lepiej jednak później niż wcale. Ja uczę się akceptacji tego czego nie mogę zmienić (chyba, że chirurgicznie a tego nie chcę) i zmieniam to co mogę aby lepiej czuć się we własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno nie czytałam tak mądrego wpisu. Ostatnio na pewnym blogu komentowałam w podobnym stylu "nerwice natrectw" lub jej pochodne. Skąd wiadomo, że przesady np.pedantyzm to choroba? Może to właśnie ludzie, którzy nie dbają o porządek są chorzy? Kto ustala te kanony? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie kobiety wciąż chcą wyglądać tak jak inne, każda zamast wyróżniać się z tłumu chce tak samo sie ubierac, miec tak samo piekne wlosy i co tylko

    OdpowiedzUsuń
  8. To prawda z tą 30stką. Nie wiem, co ona w sobie takiego magicznego ma. A może to nie 30stka tylko dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mimo zbyt niskiego wzrostu (zawsze te tabelki BMI zarzucają mi, że jestem za niska) akceptowałam siebie. Po porodzie się zmieniło. Byłam zła na moje ciało, że mnie tak zawiodło. Teraz uczę się kochać siebie na nowo. Dziękuję za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja odkryłam swoją kobiecość, swoje piękno to wewnętrzne jak i zewnętrzne, swoją wspaniałą ja pokochałam kiedy poznałam mojego męża najcudowniejszego faceta na ziemi, który właśnie ze mną zdecydował się kroczyć wspólnie przez resztę życia i za to go kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze powiedziane! No bo niby dlaczego to wszechobecne pomimo? Ktoś z góry ustalił kanony i jak się nie pasuje, to trzeba się do nich dokrzywić. A ja wolałabym dumnie paradować w swojej gruszce, jabłku czy klepsydrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem matką po trzydziestce , świadoma swoich wad i akceptuję je :) Nie próbuję się zmienić, chyb, że pewne rzeczy mnie samej przeszkadzają :) Jednak nie zmianiam się dla innych :)

    OdpowiedzUsuń
  13. gdybym wygladala jak ty tez uznalabym wady za nie-wady!
    Ja nie akceptuje siebie,swojego dużego tyłka i piersi krore straciły jędrność po ciazy,nie lubie swoich dużych uszu,wady zgryzu i wlosow które nigdy sie nie układają ! kocham swoje 62cm w tali! moj facet kocha mnie cała,moj syn mow że jestem "ładna mama" i może i mojr wady doprowadzaja mnie do szaleństwa ale to tylko wyglad i tak kiedys będą stara i pomarszczona...a moja dusza zawsze będzie taka sama

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja nie akceptuję siebie w swoim wygladzie. Staram się dopasować ubrania do figury, mam swój styl, zadbane włosy - nie jestem tez za dużo "za niska" w aspekcie BMI - jednak nie akceptuję siebie. Wiecie dlaczego? Bo nie bedę już nigdy tą 19-letnią dziewczyną o wadze piórkowej w której zakochał się mój mąż. Po rpostu nie mam dla kogo być piękna - nie mam motywacji. To głęboki temat oparty o psychiikę i pochodne psychologiczne bzdety, niemniej jednak - nie akceptuję siebie takiej, jaką jestem, nie podobam się sobie, nie uważam, zebym wygladała OK, a jednoczesnie - wcale mi się nie chce tego zmieniać. Taka już jestem. Tak wyglądam. Mogłoby byc inaczej, ale mi się po prostu nie chce. Nie widze sensu, zeby się katować - to niczego nie zmieni. Kocham sój umysł, pracuję glową, ponad wygląd cenię intelekt - to sa moje atuty, nie powierzchowność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo przykro mi to czytać, mam nadzieję, że kiedyś przeczytasz ten komentarz i złapiesz się głowę, myśląc "Niemożliwe, że tak siebie nie ceniłam!". Dobrze, że dostrzegasz zalety swojego umysłu i charakteru, ale uwierz mi, osoba o wspaniałej osobowości nie może być brzydka. I przede wszystkim nie chodzi o to żeby starać się być piękną dla kogoś, chodzi o to żeby być piękną dla siebie, wtedy już każdy uwierzy w to, że taka właśnie jesteś. Bo taka przecież jesteś, najpierw Ty musisz to zobaczyć,

      Usuń
  15. Lubię siebie, też dbam o siebie, to daje mi poczucie pewności. Mam coś, co skrzętnie ukrywam, już nie robię tragedii. Rzeczywiście coś jest w tym przekroczeniu 30-tki. Dojrzalsza, pewniejsza i zdystansowana.
    Piękne zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Sto procent racji ;)
    Ja pokochałam swoje ciało po ciąży. Trochę paradoks, bo przytyłam w niej 30 kilogramów, miałam tyłek jak stodoła, brzuch jak sflaczała opona i nie mieściłam się w 99% swoich ubrań. I właśnie wtedy się pokochałam, zaczęłam dbać, doceniać i pielęgnować. Wcześniej byłam mega szczupła, teraz jestem chyba całkiem przeciętnych gabarytów i jest mi z tym dobrze.
    Z resztą odkąd jestem mamą bardziej świadomie dbam o swój wygląd i bardziej się staram. Dla samej siebie, bo po prostu lubię wyglądać dobrze.
    A wady? Przez lata myślałam, że mam odstające brzydko uszy, grube uda i za małe cycki. A wszystko ze mną w porządku ;) Dojrzałam i zmieniłam zdanie ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. cudne to Twoje zdjęcie, na plakat, na wernisaż

    OdpowiedzUsuń
  18. Pokochać siebie? Chciałabym i to bardzo, bo każdego dnia, gdy spoglądam w lustro coś mi nie pasuje....

    OdpowiedzUsuń
  19. Pokochać siebie jest zdecydowanie najtrudniej, ja dalej nie mogę pogodzić się z kilkoma swoimi wadami...

    OdpowiedzUsuń
  20. Lubię siebie, ale miłością to bym tego nie nazwała :) Natomiast jest dużo racji w tym co napisałaś bo pomimo jakichś tam niedoskonałości, które mnie drażnią, zupełnie nie interesuje mnie co na ten temat sądzi ktoś inny. Przestała mnie dotykać krytyka ludzi z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo dobrze napisane. Tylko dlaczego ta miłość do siebie taka trudna? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? :( To chyba najtrudniejsza miłość...

      Usuń
    2. Niestety w takim świecie żyjemy, który próbuje wcisnąć nas w jakieś wyimaginowane ramy, a jak chcesz się z tego wyrwać to wytkna Cie palcami...

      Usuń
  22. fajny tekst, daje do myślenia. A Ty jaka piękna na tej huśtawce!

    OdpowiedzUsuń
  23. Pamiętam, że jak byłam mała... mama mi zawsze mówiła, że kochać, to trzeba przede wszystkim siebie, a potem już cały świat będzie nas kochał... - mama może trochę przesadziła z tym całym światem, ale to właśnie dzięki niej czuję się pewną siebie i wartościową kobietą. Lubię swoje wady, ale jeśli wiem sama, że chcę być pod jakimś kątem jeszcze lepsza, sama nad nimi pracuję... właśnie z tej miłości do siebie! ;)

    Ściskam,

    Panna Joanna

    Ps: Piękne zdjęcie :) !

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się z tym, że kobieta zaczyna czuć swoja wartość po 30 - stce, jestem tego doskonałym przykładem. Trzeba pokochać siebie za to kim się jest, a wygląd stanie się drugorzędna sprawą. Jeśli chodzi o ten chaos informacyjny i bombardowanie nas z każdej strony wiadomościami jakie powinnyśmy być, to nic innego jak to, że firmy wyczuły, iż kobieta, to łatwy łup. Mamy słabszą psychikę i łatwo jest nam wmówić niedoskonałości, a potem wielkie koncerny na tym bazują i robią kasę na nieszczęściu kobiet. Także jeśli kogos najdzie ochota na np. operacje plastyczne, to myślę, że lepiej by było tę kasę zainwestować w wizytę u dobrego psychologa;).

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetny post:) Bardzo przyjemnie mi się go czytało, szczególnie, że mam jakiś gorszy okres i zaczynam widzieć siebie i świat w niezbyt pozytywnym zwierciadle. Więc jeszcze raz dzięki! Zgadzam się, że doceniając siebie trzeba też docenić swoje wady, które po prostu są naszymi cechami charakterystycznymi, to po prostu my, więc dlaczego mam się ich wstydzić? Piękne zdjęcie;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie ma zmiłuj, niektóre rzeczy można zmienić innych nie - po co sie katowac myśląc ciągle o tym co by było gdyby.....

    OdpowiedzUsuń
  27. Święte słowa- te wady to wcale nie wady, kiedy je zaakceptujemy i spojrzymy na nie z innej strony.

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.