Poczuć się kobieco...

     W moim życiu przeważał okres, gdy nie czułam się kobieco. Ani kobieco ani nawet dziewczęco. Czułam się nijako, brzydko, beznadziejnie. Nie pomagały złośliwe komentarze, nie pomagały docinki i przytyki. Zawsze zastanawiało mnie jak podłym trzeba być, żeby brzydkiej lub chorej osobie wytykać jej wady. Niestety, w społeczeństwie zawsze znajdą się jednostki (?), które wyśmieją osobę na wózku czy będą czuły niezmierną potrzebę odnalezienia kozła ofiarnego, na którego przeleją swoje frustracje. Czy byłam brzydka w tym czasie, kiedy ciągle to słyszałam? Być może byłam i jeśli tak rzeczywiście było, to Ci wszyscy którzy na każdym kroku znajdowali we mnie coraz to nowe wady- powinni się wstydzić. Bo nie ma nic podlejszego niż kopać leżącego. Kiedyś pisałam wpis o tym, że istnieje granica pomiędzy szczerością a wrednymi przytykami i warto o tym pamiętać kiedy którąś/któregoś z nas znowu zaświerzbi język, żeby powiedzieć koleżance jak grubo wygląda w tych gaciach. Jeśli naprawdę wygląda niekorzystnie warto zrobić dobry uczynek: zamilknąć i umówić się z nią na zakupy albo przegląd szafy, bo to jej realnie pomoże. Warto też spojrzeć na nią jeszcze raz i zastanowić się czy rzeczywiście wygląda w nich grubo czy po prostu tak mocno zazdrościmy jej pięknych nóg, że ulży nam, gdy jej dogryziemy.
     Długo żyłam w przekonaniu, że nie jestem atrakcyjna i patrzyłam na siebie tylko i wyłącznie przez pryzmat moich wad- tych rzeczywistych i zupełnie naciąganych. Jak długo? Za długo. W ciąży poczułam się jeszcze gorzej. Wydawało mi się, że przez wystający brzuch wyglądam tragicznie i chociaż co chwilę słyszałam, że będę mieć syna bo pięknie wyglądam, to ja kompletnie tego nie słuchałam. Po ciąży moje kompleksy się nasiliły, na szczęście miałam wtedy tyle spraw na głowie, że zupełnie o sobie zapomniałam. Czasem zerkałam w lustro na zmęczoną siebie z podkrążonymi oczami z tłustymi włosami, nieszczęśliwą, niemającą zupełnie czasu dla siebie, utopioną gdzieś pomiędzy pisaniem pracy magisterskiej, rehabilitacją córki i gotowaniem mężowi obiadu, który ja z trudem przełykałam. Miarka się przebrała. 
     Szereg nieszczęśliwych wypadków sprawił, że musiałam zacząć dbać o siebie. Ulepszyłam dietę, zmieniłam sposób ćwiczeń z tych forsujących na kobiecą i rzeźbiącą ciało gimnastykę, spuściłam z tonu perfekcyjności i wzięłam się za siebie. Potem doszedł blog, kilka sukcesów i w końcu spełnienie oraz potwierdzenie swojej wartości jako kobiety.
     Nie skupiałam się na walce z kompleksami, w zasadzie przestałam o tym myśleć. Zrozumiałam, że nigdy nie będę piękna dla tych, którzy uważają mnie za brzydką i nigdy nie będę podobać się wszystkim. Potem dotarło do mnie jakie to normalne i sprawiedliwie, jakie to dobre, że nie muszę podobać się każdemu i że każdemu podoba się kto inny. I przyszedł wreszcie taki moment, że idąc po córkę do przedszkola, bez makijażu i zwyczajnie ubrana, spotkałam na sobie wzrok mężczyzny. Nie mojego mężczyzny, był to zwykły około 30-letni facet, a jego wzrok pomógł mi zrozumieć, że jestem fajną dziewczyną i mogę się podobać. Nie wszystkim, nie każdemu, ale znajdą się osoby, które zawieszą na mnie oko, a skoro tak się dzieje to na swój sposób jestem atrakcyjna.
     To był przełom. Przełom, który zawiódł mnie tu gdzie jestem teraz. Teraz mam już zupełnie gdzieś czy mogę się podobać czy już nie. Liczy się tylko to jak patrzy na mnie mój mąż, co mówi do mnie, kiedy nikt nie słyszy i jak dobrze mówi o mnie- mamie do naszej córy. Liczy się to jak kocha mnie moja córa i jaką wspaniałą mamą dla niej jestem, jak dumni ze mnie są moi rodzice i że wszystkich zamęczają chwaląc się mną i moimi sukcesami. Znalazłam się w momencie, w którym odczuwam ogromną siłę, czuję się zdolna, ambitna, utalentowana, czuję ,że wspaniale prowadzę dom, że jestem super mamą a to sprawiło, że bardzo się uspokoiłam, spokorniałam i poczułam się niezwykle kobieco.
   Nie muszę Ci się podobać, bo nie jestem miss świata. Mam wady i zdaję sobie z nich sprawę. Ale dla moich bliskich zawsze będę ładniejsza od Ciebie, ładniejsza od moich koleżanek, od pań z telewizji. Dla mojej córki zawsze będę najśliczniejszą mamą pod słońcem, a dla mojego męża seksbombą. Czy to nie wystarczający powód by poczuć się w pełni kobieco?

Za zdjęcia serdecznie dziękuję Kasi.

47 komentarzy:

  1. Super wpis i piękne zdjęcia :) Zupełnie nie wiem skąd wynikały Twoje kompleksy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niska samoocena i liczne docinki poniżej pasa okazały się zabójczą mieszanką. Wiek dorastania jest trudny i z reguły szuka się akceptacji, mnie spotkało coś zupełnie odwrotnego i tak się posypała lawina. Ale teraz już nawet o tym nie pamiętam, byłam wrażliwym dzieckiem, gdybym miała grubszy pancerz nie brałabym wielu słów do siebie. Szkoda, że było inaczej. Ale liczy się to, co teraz :)

      Usuń
  2. Taka dziewczyna jak Ty kompleksów mieć nie powinna :) W jednym masz rację - dla dziecka jesteśmy najwspanialsze, mąż kocha w nas wszystko i to jest najważniejsze :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Bardzo pokrzepiający i motywujący wpis :) Nigdy nie będziemy piękne dla wszystkich (nawet miss świata nie jest) najważniejsze by same siebie pokochać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bo nie ma obiektywnie pięknej osoby. Nawet Miss Świata to subiektywny wybór kilku osób i znajdzie się wielu, którzy wybraliby zupełnie kogo innego na jej miejsce ;)

      Usuń
  4. Po wczorajszej rozmowie w życiu bym nie pomyślała, że miałaś kiedyś niskie poczucie własnej wartości. :) Odebrałam Cię jako młodą, piękną, pewną siebie i przebojową kobietę, szczęśliwą w roli żony i mamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie to cieszy, nawet nie wiesz jaki to komplement dla mnie. Ja też już tak się czuję i cieszę się, że to widać :). Dziękuję, Ewa :)

      Usuń
  5. Ślicznie wyglądasz! Nigdy nie zapomnimy, jak jedna z naszych byłych koleżanek powiedziała: Teraz świetnie wyglądasz. A wcześniej to nie? Każdy z nas jest piękny, wyjątkowy i się podoba, wiadomo, że nie wszystkim, ale komuś na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślicznie, to jest własnie najważniejsze podobać się sobie i bliskim :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziwna jest taka zależność, że przeważnie piękne dziewczyny mają najwięcej kompleksów! A Ty z pewnością do pięknych należysz i niejedna chciałaby tak wyglądać!
    Śliczne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo trafny tekst. Trudno uwierzyć, że czułaś się nieatrakcyjne ale prawdwą jest że to siedzi w naszych głowach. Gdy same się lepiej postrzegamy jesteśmy pewne siebie, spełnione to wszystko widać na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże, jak tak piękna dziewczyna mogła kiedykolwiek czuć się brzydka i niekobieca?!?!?!
    To też chyba trochę tak jest, że jak same sobie się nie podobamy, to przestajemy się starać, trochę się zaniedbujemy i wtedy jest tylko gorzej. Na przykład, kiedy nie lubisz swojej figury, to nie próbujesz wyciągnąć na wierzch jej atutów, tylko chowasz ją w workach, które mają naśladować ubrania, a z tego nie może wyjść nic dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bo najważniejsze to być zadowoloną z samej siebie. Ja też mam kompleksy, ale staram się o nich nie myśleć :) Szkoda czasu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę nie mogę uwierzyć w Twoje kompleksy, kiedy patrzę na te zdjęcia ;) Piękna z Ciebie dziewczyna :)

    Myślę, że dla wszystkich kobiet etap dojrzewania jest mało ciekawy, a później jakoś się ze sobą oswajamy i zaczynamy się lubić - nawet rozmawiałam o tym ostatnio z koleżankami i wszystkie czujemy podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyglądasz cudownie, cieszę się, że czujesz się dobrze sama ze sobą;) To wielkie szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wpis. Chyba każda z nas ma swoim życiu taki okres, gdy czuje się brzydka i nieatrakcyjna. Ciekawe jest to, że często gdy się tak czujemy, inni odbierają nas podobnie. Pewna siebie uśmiechnięta kobieta jest uznawana za atrakcyjną, nawet gdy nie jest miss świata i daleko jej do idealnej figury.
    Na zdjęciach wyglądasz cudownie i mega kobieco, na żywo zresztą też.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mi jeszcze daleko do takiej świadomości. Kiedyś już byłam o krok od tego momentu, ale teraz jeszcze kawał drogi przede mną. Zwłaszcza w dniu dzisiejszym...

    OdpowiedzUsuń
  15. Drugie ujęcie piękne :)
    A co kobiecości to sama nigdy nie czułam się kobieco, od zawsze byłam okragła więc zakrywałam kształty pod rozciągnietymi bluzami, ale te czasy minęła, ja się zmieniłam i mam kogoś kto kocha mnie taką jaka jestem, nie ważne czy wystrojona na impreze czy rozczochrana w łóżku :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo! Najważniejsze siebie zaakceptować, czuć się dobrze i atrakcyjnie w swoim ciele. Zresztą "atrakcyjnie" dla każdego oznacza coś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moi synowie mówią zawsze, że jestem najpiękniejsza na świecie. To mi wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny, motywujący wpis i piękne zdjęcia! Dzięki za ten tekst ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. bo uczymy się żyć z tymi kompleksami , które właściwe nimi być nie powinny. Bo to błahe, bo to zupełnie banalne i nieistotne. Długi nos, duża pupa ? A komu to przeszkadza ? tylko nam. Ale lubimy czuć sie piękne, pełnowartościowe, takie zrobione, takie "łał" :) ale z biegiem lat o tym zapominamy, uczymy się siebie, słuchamy swojego wnętrza, Fajnie, że już to dostrzegłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  20. W końcu o gustach się nie dyskutuje jednemu podoba się córka, drugiemu matka :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wystarczy :) A na ostatnim zdjęciu wyglądasz jak syrena! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Też często miałam kompleksy na swoim punkcie, a tuż po porodzie to jakaś masakra była (zmęczona, tłuste włosy, stare szmaty zamiast ubrań)... Ale wzięłam się za siebie i teraz mam wrażenie, że lepiej wyglądam niż przed obiema ciążami ;) Nie ma co przejmować się opinią innych, ważne żebyśmy my czuły się świetnie we własnej skórze ;) Teraz ciągle chodzę uśmiechnięta i myślę, że to bardzo dużo mi daje. A zdjęcia jak zwykle przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękne, bardzo piękne zdjęcia. Mój syn gdy był mały zawsze powtarzał że jak urośnie to się ze mną ożeni.. :))

    OdpowiedzUsuń
  24. Nawet najpiękniejsza kobieta wpadnie w kompleksy, jeśli jakaś "życzliwa" dusza będzie ją przekonywać o tym, że jest brzydka. Znasz to powiedzenie, że gdy 99 osób powie ci, że jesteś piękna, a tylko jedna, że jesteś brzydka, to uwierzysz właśnie tej jednej? Mnie kompleksy zjadły pół życia niestety, ale się już nimi nie przejmuję, nie ma czym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabinko, właśnie dokładnie tak jest!!! Ja w ogóle zauważyłam, że my mamy skłonności do puszczania mimo uszu komplementów i wręcz "tłumaczenia" się z nich (ja jestem na etapie nauki odpowiadania "dziękuję" zamiast moich standardowych historii w stylu: "wyjątkowo dobrze spałam", "rzadko tak wyglądam", "to jest z lumpeksu", "ale patrz na moje odrosty" itd...), a każde przykre słowo bierzemy do siebie. Trzeba z tym walczyć, wszystkie jesteśmy super babki, w końcu nie miałybyśmy takich super dzieci :).

      Usuń
  25. A ja Cię cenię ,bo super wychowujesz swoją córkę a moją wnuczkę .Brawo ; babcia T.

    OdpowiedzUsuń
  26. Asiu, Ty mogłabyś być zawodową modelką. :* Piękne są te zdjęcie wśród trzcin (?).
    Ja mam problem z akceptacją siebie ale z roku na rok jest coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu :*, wiem, że u Ciebie też nie jest łatwo, już troszkę zdążyłam Cię poznać. To smutne, że tyle kobiet jest tak zakompleksionych i to zupełnie niepotrzebnie, w zasadzie przez innych a nie dlatego, że naprawdę mają ku temu powody. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, pamiętaj: zamiast przeglądania się w lustrze, przeglądaj się w oczach męża :). Ja od jakiegoś czasu tylko tak się staram na siebie patrzeć ;).

      Usuń
  27. Ty masz jakieś wady? :) Piękne zdjęcia i super tekst!

    OdpowiedzUsuń
  28. Nigdy nie będę piękna dla tych, którzy widzą tylko wady. Masz rację. Zgadzam się w 100%. Gdy już się odkryje, że wcale nie "trzeba" jest dużo lżej...

    OdpowiedzUsuń
  29. Jeżeli Ci dogryzali to chyba tylko z zazdrości! Nie wiem, jak wyglądasz w rzeczywistości, ale na tych zdjęciach wyszłaś fantastycznie.
    W życiu nie warto jest się przejmować docinkami innych. Cieszę się, że zamiast skupiać się na nich, doceniasz to, co w Twoim życiu najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Zastanawia mnie tylko ten trend do traktowania bycia szczerym z mówieniem innym przykrych rzeczy? Bycie szczerym, dla mnie, to bycie prawdziwym i spójnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety dużo osób pod płaszczykiem bycia "szczerym" wygłasza zawistne i bezczelne komentarze. Ja jestem szczerym człowiekiem, ale jak kiedyś pisałam, istnieje granica szczerości i powiedzenie komuś czegoś poniżej pasa z pełną premedytacją nie utożsamiam ze szczerością.

      Usuń
  31. Piękne zdjęcia, piękna twarz, sylwetka. :) Mi też na każdym spotkaniu rodzinnym mówią, że jestem chuda (w ciąży mówili, że gruba, tak, tak, w ciąży - bo przecież to nienormalne, przytyć ;)). Nie mogę tego zrozumieć, ja nie wchodzę do kogoś do domu i nie komentuję jego wyglądu. Trzeba nauczyć się filtrować opinie innych. Trudna sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  32. Kompleksy zupełnie niepotrzebnie miałaś, ale doskonale Cię rozumiem:-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie wiem czy kiedykolwiek przyjdzie mi coś podobnego napisać lub pomyśleć...
    Ale chciałabym... Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  34. piękne zdjęcia! Kochana ja nadal czasem patrzę na siebie tylko z punktu wad... Blog mi dużo pomaga uczę się pokazywać swoje wady i zalety i faktycznie najważniejsza jest pomoc swojego męża czy ukochanego.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja również w życiu bym nie pomyślała, że ktoś taki jak Ty może mieć kompleksy! Ile złego potrafią wyrządzić nam zatem swoimi komentarzami i docinkami inni ludzie...
    Pozdrawiam serdecznie,
    Justyna
    Ps. Podoba mi się u Ciebie, będę zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Kurczę, taka jesteś śliczna, że aż trudno uwierzyć, że miałaś aż takie kompleksy. Bardzo chciałabym być w tym momencie, w którym teraz jesteś. Ja kiedyś się sobą zachwycałam, później przestałam właśnie przez masę serdecznych komentarzy na temat mojego wyglądu i to ze strony ludzi, którzy teoretycznie dobrze mi życzą. Jest to strasznie bolesne i szczerze mówiąc przeżywam to do dzisiaj. Najgorsze jest to, że ja bardzo rzadko słyszałam coś takiego ze strony obcych mi osób - zawsze byli to ludzie z którymi byłam blisko i którym bardzo ufałam i to jest najbardziej bolesne. Jest to strasznie dla mnie przykre ponieważ coraz wyraźniej widzę, jak wielki wpływ na mnie i to, jak siebie postrzegam miały wszystkie te serdeczne teksty - najgorsze jest to, że nie rozumiem, dlaczego ktoś mówi mi coś tak obrzydliwego na mój temat (naprawdę, nawet, gdybym była najobrzydliwsza na świecie, nie umiem tego zrozumieć), bo przecież z jednej strony te osoby chcą mi jakoś pomóc, a przecież ja robię się od tych tekstów mniejsza. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby mówić ludziom takie rzeczy, ale wiem po sobie, jak bardzo takie komentarze ograniczają i pozbawiają siły. Kiedyś się sobą zachwycałam, dziś niewiele z tego zostało, ponieważ uwierzyłam innym, którzy na każdym kroku, za każdym razem, kiedy usiłowałam dobrze o sobie myśleć czy bronić się przed takimi komentarzami zawsze raczyli mnie jakimś tekstem w stylu "są lepsi od Ciebie, o co Ci chodzi, przecież Ty niczym specjalnym nie jesteś". Można usłyszeć coś takiego raz i jakoś sobie z tym poradzić, ale kiedy słyszysz coś takiego nieustannie, to nawet, gdybyś chciała, gdybyś się przed tym broniła, przestajesz wierzyć w siebie. Ja wiem, że mamy taką kulturę, która wręcz za cnotę uznaje pewną niechęć do samego siebie, ale ja zaczęłam w to wierzyć i wydaje mi się, że skoro od tylu osób dostawałam takie komunikaty, to to musi być prawda. I to jest bardzo bolesne, ponieważ mam poczucie, że na to nie zasłużyłam - ciężko mi w sobie znaleźć coś dobrego ale po prostu uważam, że nawet, gdybym była najgorsza i ostatnia, nie zasłużyłam na takie teksty, żaden człowiek na coś takiego nie zasłużył.
    To, z czego się cieszę to to, że ja (mam nadzieję) nie robię tego innym - nie upokarzam, nie pozbawiam wiary w siebie i nie jestem kolejną serdeczną osobą, która po płaszczykiem życzliwości podkopuje czyjąś wiarę w siebie. I mam wielką nadzieję, że nigdy, nigdy się kimś takim nie stanę. Kiedy patrzę na siebie z perspektywy czasu widzę, ile dobra zabrało mi w życiu przejmowanie się ludźmi oraz naiwne zakładanie, że każdy dobrze Ci życzy tylko dlatego, że tak powinno być z samego założenia. Dziś staram się dawać sobie coraz więcej wolności i żyć tak, jak ja chcę i potrzebuję a nie tak, żeby nie narażać się innym. Za wiele już straciłam, i za wiele płakałam przez -naprawdę - lata, z powodu braku czyjejś serdeczności czy akceptacji. I nie umiem sobie wytłumaczyć dlaczego coś takiego mnie spotkało ale wiem jedno, że ludzie, którzy coś takiego robią, muszą być zgnili w środku, tego typu zachowania byłyby dla mnie porażką.
    Dziękuję za ten tekst, bo takie zwierzenia dają mi nadzieję, że ja również dojdę kiedyś do miejsca, w którym jesteś i będę miała w dupie, co myślą o mnie inni, za to będę znała swoją wartość. To, co najcenniejsze to to, że ktoś się otwiera - zawsze patrzysz na drugiego i myślisz, że tej osoby to nie spotyka, że Ty jedna jesteś nieudana i jeżeli ktoś mówi Ci takie rzeczy, to znaczy, że to prawda, bo przecież inni tego nie doświadczają.
    Mam nadzieję, że się nie wybebeszam za bardzo, ale to tylko dlatego, że poruszył mnie ten teks, zawsze mi się wydawało, że tylko ja jedna tak miałam. Dzięki i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zobaczyłam pod tym postem Twój komentarz plus magiczne "anonimowy" przestraszyłam się. Przeczytałam kilka zdań i zrozumiałam, że przyszedł do mnie ktoś bardzo ważny i ani trochę anonimowy. Nie mam pojęcia kim jesteś, ile masz lat, jak wyglądasz, ale Twój niezwykle szczery tekst wiele mi uświadomił. Na początku chciałam zacytować w odpowiedzi jedno z Twoich zdań, jako sedno tego problemu, ale nie jestem w stanie wybrać tylko jednego ani nawet nawet dwóch, bo w każdym kryje się niezwykle ważna, szczera prawda.
      Przykro mi jest, bardzo przykro, że dostałaś od życia tak mocno po dupie i że ktokolwiek mógł powiedzieć Ci, że jesteś "zwykła". JESTEŚ WYJĄTKOWA i to nie są puste słowa, naprawdę, nikt na tej ziemi nie jest taki Ty i to już jest wystarczający powód, żeby nie słuchać bzdur.
      Kochana, wracam z warsztatów "Jestem sensualna" i tam usłyszałam coś bardzo ważnego: "stań przed lustrem, popatrz, tam stoi Twoja najlepsza przyjaciółka". Każda z nas jest piękna i ma w sobie pokłady dobra, Ty nie pozwoliłaś w sobie tego dobra zakopać (urzekło mnie, że chcesz być serdeczna i nie podkopywać wiary w siebie u innych), a to znak, że jesteś niezwykle silna i skoro jeszcze troszkę wierzysz w ludzi, to pierwszeństwo do tej wiary masz Ty sama. Jesteś swoją najlepszą przyjaciółką i zacznij z powrotem słuchać siebie sprzed lat, bo ta dziewczyna miała rację, zachwycając się Tobą.
      Chciałabym Cię kiedyś poznać, mam wrażenie, że miałybyśmy o czym pogadać.
      Jeśli tu kiedyś do mnie wrócisz, daj znać, czy mogę zacytować Twój komentarz na FanPage'u mojego bloga. Wiele z Twoich słów daje mocno do myślenia, a ja chciałabym żeby wszyscy Ci "oprawcy" zrozumieli, że istnieje granica między szczerością a bezczelnością, życzliwością a podłością i że są rzeczy, które ranią na całe życie.

      Usuń
  37. Podobno takie rzeczy dzieją się po 30tce:) Ludzie nawet z najbliższego otoczenia potrafią być tak zazdrośni, że będą robić wszystko byś uwierzyła w to co mówią. I niestety są to najczęściej kobiety. Dlatego trzeba mieć do wszystkiego dystans. A żeby mieć dystans trzeba być pewnym siebie i koło się zamyka. Ważne jest wtedy wsparcie rodziny i wsłuchanie się w to, co do nas mówią. Jesteś śliczną matką i żoną. Z brzuszkiem na pewno było Ci do twarzy:)

    OdpowiedzUsuń
  38. Sama prawda, chyba każda z nas przechodziła podobny okres. U mnie to jest ciągle sinusoida. Dzieci i mąż rzeczywiście działają budująco, ale jednak samoocena siedzi w głowie a nie w oczach innych. Tak więc walka trwa;)

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.