1/29/2015

Gdzie ucieka czas taty?

Gdzie ucieka czas taty?
Dziś chciałabym Wam zaprezentować książeczkę, która jako jedna z niewielu zainteresowała moją oporną na słuchanie bajek córę.
Książeczkę "Gdzie ucieka czas taty?" zamówiłam, jeszcze jak Melcia była maluteńka na Weltbild.pl. Urzekła mnie jej szata graficzna oraz tytuł. Wydawało mi się, że będzie ona poruszać tematy codzienne, choć trudne, tematy z kórymi nasze dziecko spotkać się może, ale nie musi.
Nie myliłam się. "Gdzie ucieka czas taty?" to zbiór niezwykle ciepłych, krótkich opowieści, które poruszają problem wyśmiewania i wykluczenia, niepełnosprawności, obrażalstwa a nawet nieobecności zapracowanych rodziców i różnicy pokoleń. W przystępny sposób wyjaśnia rzeczy niezrozumiałe, nie tylko dzieciom, ale i pewnym sensie także dorosłym. Delikatnie daje do zrozumienia co można zmienić i jak szukać bliskości oraz że pomimo różnicy pokoleń, zmieniających się czasów nic nas z dziećmi nie dzieli- jeśli my nie chcemy tych barier tworzyć.
Książeczka ma mały format, twardą oprawę i piękne ilustracje oraz delikatne barwy. Jest więc przyjazna oczkom maluszka a jednocześnie przyciąga uwagę.
W książeczce znajdziemy 10 krótkich opowiadań m.in. "Kiedy mama jest szczęśliwa?", 'Jak czaruje babcia Klara?", "Dlaczego Jasiek ma odstające uszy?". Książeczka jest autorstwa Małgorzaty Szyszko-Kondej, która pisze nie tylko dla dzieci i ale i dla dorosłych, w swoim dorobku ma już różne nagrody i wyróżnienia.
Regularna cena tej książeczki to 29 złoty, mnie udało się ją kupić za połowę ceny i uważam, że jest zdecydowanie warta tej kwoty. Polecam ją z czystym sercem, bo jest odrobinę inna niż regularne bajki dla dzieci:).






1/27/2015

Jak żyć? Czyli kobieta, mężczyzna i dziecko na 37 metrach kwadratowych...

Jak żyć? Czyli kobieta, mężczyzna i dziecko na 37 metrach kwadratowych...
Utrafiło nam się bardzo, bardzo tanio wynajmować klitkę bez balkonu, więc zagryzamy zęby i choć nie jest łatwo tak żyć- żyjemy, a dzięki gnieżdżeniu się, obijaniu się o szafki i krzesła, spaniu we trójkę w jednym łóżku i trzymaniu zimą jedzenia na parapecie (żeby w mikro lodówce zmieścił się np. rosół) jesteśmy w stanie spłacać nasze auto oraz w miarę godnie jeść i mniej więcej raz w tygodniu wyjść we trójkę do cukierni. Coś za coś. 
Ktoś tak jak ja, wychowany w przestrzennym domu z ogrodem, kochający wolność, jasność i duuuużo miejsca- wie co przeżywam. Nie wspominając o dusznościach, siniakach i klaustrofobii, nachodzą mnie zwyczajne smutki dnia codziennego np. "nasze dziecko wciąż śpi z nami", "nasze dziecko nie ma własnego pokoju", "nie mamy z mężem prywatności" itd., itp. Ten, kto dodatkowo tak jak my nie ma perspektyw na nic lepszego, wie doskonale jak frustrujące jest takie życie. Bo co innego gnić w niezbyt dobrej jakości klicie z myślą,że za pięć lat zmienię lokum, bo buduje mi się dom (lub coś w tym stylu), a co innego gnić w klicie bez jakichkolwiek perspektyw i nadziei... Ale dość narzekania! Dość polskości! Niech i na moim blogu zawita radosna hamerykańskość i cieszenie się z drobnostek :P

Jeśli masz podobną sytuację jak my, bardzo fajnym rozwiązaniem (w dodatku cieszącym oko) jest stworzenie kącika dla Twojego maluszka w Waszej wspólnej przestrzeni życiowej. My wyodrębniliśmy takie miejsce w naszym "salonie", czy jak on się fachowo nazywa w "pokoju z zabawkami" (cytat z Meli :P). 
Uszyłam Melci girlandę kolorystycznie pasującą do pokoju, która wisi dokładnie nad jej kącikiem. Nad girlandą znajduję się jej własnościowy obraz- dostała go od moich rodziców z okazji chrztu. Do girlandy doszyłam do kompletu dwie zawieszki serduszka, zrobiłam dwa pompony (również dobrane kolorystycznie) i tak "oznaczyłam" jej kącik. Pomysł bardzo jej się spodobał. Bez obaw- kurzołapki spokojnie nadają się do prania, więc nie ma strachu, że to wysiłek który może 1)pójść na marne lub 2) spowodować alergię. W końcu girlanda powstała z bawełny, a pompony z tiulu. Jeśli nie wiecie jak zrobić pompony zaglądnijcie tutaj. Jeśli chodzi o girlandę: wydrukowałam formę prostokąta równoramiennego, odrysowałam go 9 razy  na dwóch różnych tkaninach, zszyłam je, wywróciłam na prawą stronę, wyprasowałam i doszyłam do nich wstążkę. Oczywiście jeśli chcemy to zrobić równo i ładnie wymaga to trochę pracy, trochę mierzenia, szpilkowania itd. Układ kolorystyczny, ilość trójkątów, wielkość- to wszystko pozostawiam Waszej fantazji.



Marzą mi się literki ze sklejki tworzące imię Melania, ale na razie wystarcza nam prześliczna literka- prezent od Ladymami :). Literka z wyszytym imieniem- przytulana przez misia- pokazuje nam kto tutaj bez wątpienia rządzi ;).


Jeśli nie literki, można wyczarować sobie urocze serduszko z wybranych przez siebie słów i grafik- lub z samych tylko słów. Taki obrazek można wywołać w dowolnym rozmiarze, a następnie oprawić i zawiesić :). Takie spersonalizowane grafiki to nowoczesny i estetyczny element, które może ozdobić kącik maluszka.


 Ponieważ metraż jest mikroskopijny, a ja uwielbiam porządek Melcia nie dość, że zabawek ma bardzo mało, to w dodatku dbam żeby wyglądały estetycznie lub chowam je do ładnych pudełek. Na wierzchu córa zabawek prawie nie ma, leżą pod jej kremowym stoliczkiem z Ikei w pudełkach (jak poniżej). Jest pudełko z LEGO Duplo, pudełko z zestawem piknikowo-kawiarnianym i ozdobne pudełko z lalkami i ubrankami. Jest też krówka skoczek i dzięki temu, że pudełka są małe, wszyściutko się mieści pod jej stolikiem i zostaje nawet miejsce na nogi Melci jak chce przy nim rysować ;).



Króliczka również wykonałam sama. Bez formy. Naszło mnie, chwyciłam za materiał, narysowałam tak jak widziałam i fru- uszyłam. Oczywiście na maszynie do szycia :)




Łóżeczko dla lalek zakupiliśmy na allegro na drugie urodziny Melci, Było w surowym stanie, mąż je pomalował i złożył i jak widać służy nam ponad rok, więc odpowiednio użytkowane będzie trwałe :).
W tak małym pomieszaniu trzeba dbać o estetykę zabawek-  łóżeczko współgra nawet z donicą, a to mnie bardzo cieszy, bo lubię jak mieszkanie jest czyste i schludne, co przy dziecku i małym metrażu jest na prawdę trudne do osiągnięcia i utrzymania.

Oto więc moje rady na wygospodarowanie miejsca dla Waszej pociechy, nawet gdy to wydaje się niemożliwe :).I jak? Podoba Wam się kącik Melanii?

1/25/2015

Pomysł na Walentynki po kosztach ;)

Pomysł na Walentynki po kosztach ;)
            Przeglądasz internet w poszukiwaniu prezentu dla ukochanego z okazji Walentynek? My nie obchodzimy jakoś nadzwyczajnie tego święta (miły, wspólny wieczór to jest wszystko), ale z racji tego, że dnia następnego mój mąż ma urodziny zawsze staram się z okazji tych dwóch dni przygotować coś wyjątkowego : tort/ciasto, do tego lepszą kolację.
        Wracając do prezentów, zastanawiasz się nad nowym telefonem, a może przeglądasz smartwatche albo jakieś gry komputerowe, których Twój partner jest pasjonatem? Nie pomogę w rozwiązaniu tego dylematu. Jeśli masz odpowiednią pensję: olej ten post, bo to post dla kobiet z mega ograniczonym budżetem lub w ogóle bez niego (jak ja:P).
         Na początek musisz sprawdzić w jaki dzień tygodnia wypada 14 luty- jeśli to dzień pracy ukochanego, pamiętaj że musisz go przede wszystkim uraczyć porządnym obiadem. Jeśli to weekend dozuj pyszności od śniadania do kolacji. Pofolguj ukochanemu w ten dzień. Jeśli tak jak mój mąż lubi parówki z glutaminianem sodu i MOM-em polane keczupem i pszenne buły z serem- odpuść i przygotuj mu je wyjątkowo. Na śniadanie, obiad i/lub kolację ;). Jeśli tak jak mój mąż, Twój facet ubóstwia pizzę Twojej roboty z dwoma kg pieczarek na niej- zakasaj rękawki i do dzieła. W ten dzień odpuść mu kilkanaście kilo nadwagi, słabość do piwa i gier komputerowych i inne tego typu grzeszki- zobaczysz, jeśli zapomniał o walentynkach, po Twoim wyczynie odwdzięczy się dwukrotnie ;).
         Jak już będzie pojedzony, zaserwuj mu jego ulubiony napój: piwo, wino, drink, whiskey, albo kawa (ja ją zaserwuję w pięciolitrowym dzbanie, co by się mój mąż nacieszył). Ty już wiesz najlepiej, czym Twój mężczyzna najchętniej popija pięć kilo frytek czy sushi.
          Potem deser. Tu też panuje pełna dowolność. Choć jestem zwolenniczką wykwintnych deserów w stylu dyniowych serników, tiramisu i innych czarów, przy których muszę się w kuchni nasiedzieć, to w ten dzień pamiętam, że mój mąż jest zwolennikiem prostoty. Drożdżówka wydaje mi się jednak zbezczeszczeniem wspólnego, romantycznego dnia/wieczoru, dlatego pójdę na kompromis i upiekę szarlotkę- jedno z ulubionych ciast mojego męża. Zaakceptuję tak mało wyszukany deser :P, pod warunkiem że w zamrażalce będą lody waniliowe ;).
         Jak już się najecie bądź łaskawa- niech mu się głośno odbije.
       Po deserze nadchodzi czas na najważniejsze czyli prezent właściwy. Ja swój kupiłam za 30 zł na wyprzedaży w H&M, a zważywszy na fakt że wystąpię w nim zapewne kilka razy, jego koszt relatywnie maleje (przydatna rada na marginesie: jeśli zamierzasz coś kupić, zastanów się ile razy to włożysz i podziel koszt zakupu przez przewidywaną ilość założeń= tyle relatywnie kosztuje Cię ta rzecz).

       Radzę Ci zainwestować w taki właśnie "gifcik" lub przegrzebać szafę w odnalezieniu tego zapomnianego, jeśli podobnie jak ja nie zarabiasz lub zarabiasz bardzo mało. Następnie narzuć na siebie swój prezent i voila. Jeśli nie boisz się o zdrowie małżonka/partnera, gdyż ten ma mocne nerwy, możesz mu nawet odtańczyć jakiś zmysłowy taniec w stylu:

       Ale jeśli on ma mocne nerwy, a Ty obawiasz się, że się zaplątasz o własne nogi (nawet nie będąc na obcasach) to odpuść, bo sam Twój widok w bieliźnie będzie odpowiednio satysfakcjonujący.
       Post ten jednak nie sprawdzi się w związkach naturystycznych, jeśli więc na co dzień widujecie się tylko nago lub w sensualnej bieliźnie i raczycie się sushi, dla odmiany ubierz się w jego flanelową koszulę w kratę, zapodaj chipsy i piwo i przynieś konsolę. Nic tak nie cieszy i nie odświeża związku jak odmiana. Post ten pisałam jednak z mojej perspektywy, perspektywy kury domowej w poplamionym dresie, która wie, że czerwona bielizna jest strzałem w 10, pomimo że leży w moim pudełku na bieliznę od miesiąca...
     Ale spaliłam... Obmyślałam tą niespodziankę w pocie czoła miesiącami. Szukałam na wyprzedażach bielizny równie atrakcyjniej w wyglądzie jak i w cenie, oglądałam romantyczne filmy szukając inspiracji... A tu proszę, mój mąż otworzy w pracy internet i zerknie co nowego pojawiło się na moim blogu. A to Ci niespodzianka! Bezsens! Muszę w takim razie wymyślić coś innego, żeby go zaskoczyć... To jak? Podpowiecie? ;)

1/23/2015

Awokado- ja mam na nie pyszny sposób!

Awokado- ja mam na nie pyszny sposób!
      Awokado to niewielki owoc o twardej zielonej skórce, mdławym posmaku i cudownych wręcz właściwościach. Awokado jest zaliczane do tzw. superfood czyli nad-jedzenia, jedzenia lepszego niż pozostałe, o nieprzeciętnych właściwościach zdrowotnych. 
       Awokado jest kaloryczne, gdyż zawiera dużo tłuszczu. Ale to kalorie i tłuszcz, których nie musisz się obawiać. Tłuszcz zawarty w awokado to działający przeciwnowotworowo kwas oleinowy, ponadto spożywając warzywa czy owoce w towarzystwie awokado sprawiamy, że nasz organizm wchłania dużo więcej witamin i mikroelementów, niż gdyby tego awokado nie było, a to wszystko właśnie ze względu na obecność tłuszczu. 
      Awokado bogate jest w potas, zawiera go dużo więcej niż banany. Zawiera fitosterole, które przeciwdziałają stanom zapalnym, kwas foliowy (dlatego zalecany jest kobietom w ciąży), skwalen ( który chroni serce), witaminę K, witaminę B6 oraz C i miedź
Awokado zawiera dużo kwasów Omega-3, a to dobra wiadomość dla ludzi nieprzepadających za rybami oraz dla wegetarian. 
       Awokado polecane jest osobom z anemią, gdyż zawiera spore dawki żelaza. Nie zawiera sodu ani cholesterolu, więc mogą jeść je ludzie cierpiący na nadciśnienie. 
Awokado pobudza produkcję kolagenu, dlatego powinien znajdować się w diecie każdej kobiety. Ponadto dzięki działaniu przeciwgrzybiczemu oraz antybakteryjnemu może być spożywane przez rekonwalescentów, a nawet ludzi ciężko chorujących.

Jak przemycam awokado?
Osobiście uwielbiam je w sushi, a moja mała rodzinka kocha pastę na bazie jajek i awokado. Melania jest dość wybredna, ale tą pastą się zajada. To o czymś świadczy!

Składniki:
2 awokado (muszą być miękkie, ale nie jak błoto, o jędrnej, zielonej skórce)
4 jajka ( wiejskie, 0 PL, 1 PL- tylko takie! jeśli zamierzasz podać pastę dziecku)
1/4 pęczka szczypiorku
łyżka majonezu
łyżka jogurtu naturalnego
pieprz do smaku (ja nie solę już tej pasty, ale ja ogólnie używam soli bardzo mało, więc spróbujcie i oceńcie czy potrzeba soli czy nie- zależy to już od Waszego gustu, osobiście do ów pasty polecam himalajską)

Jajka i awokado ścieram na tarce na najdrobniejszych oczkach, szczypiorek siekam, a potem wszystko dokładnie mieszam :) i wykładam na chlebek pełnoziarnisty. 

Smacznego kochani!


awokado

pasta na śniadanie

1/21/2015

Urodziny malucha, czyli jak się nie zastawić, a postawić

Urodziny malucha, czyli jak się nie zastawić, a postawić
Nie przypominam sobie, żeby mama urządzała mi kinderbale gdy byłam jeszcze tak malutka, że ledwo mówiłam, ale czasy się zmieniają i urodziny dziecka to, coś co wymaga obecnie odpowiedniej oprawy.
Wielu rodziców wynajmuje sale w najróżniejszych figloparkach lub organizuje urodziny u siebie w domu/ogrodzie uprzednio wynajmując animatorów i/lub sprzęt taki jak trampoliny, dmuchane zjeżdżalnie, maszyny do robienia ogromnych baniek mydlanych. 
W gruncie rzeczy 3/4 czasu na takim "balu" dzieciaki mają zajęte- z reguły kreatywnie, przez osobę szkoloną w tej kwestii. Pozostała część czasu jest do wykorzystania w figloparku lub na zabawę. 
Nie jestem przeciwna takim rozwiązaniom, pod warunkiem, że dzieci są starsze i mamy na to fundusze. No bo jeśli organizujemy takie urodziny 3-latkowi, to jakie zorganizujemy mu za 4,6 czy 10 lat? Sweetsixteen na 12 urodziny z przyjęciem na 100 osób? A na 18-tkę imprezę przypominającą prawdziwe, wiejskie wesele? Trzeba znaleźć umiar, bo dzieci szybciutko przyzwyczajają się i do wygody i do naszej hojności. 
"Wynajmowanie lokalu dla pięciolatka zdawało mi się kompletnie porąbanym pomysłem. Kiedyś dzieciaki bawiły się w domu i komu to przeszkadzało? A teraz mam urządzać przedszkolakom balangę na mieście za mniej więcej pięćset złotych? (...) Dziecko nie uczy się pełnić roli gospodarza przyjęcia, bo od tego są wodzireje. Nie dowie się, jak witać i podejmować w domu gości. Nie nabiera zdrowego polskiego nawyku proszenia we własne progi, za to od małego przyzwyczaja się skrzykiwać towarzystwo do knajpy. (...) W podstawówce trzeba wynajmować tor kartingowy , kręgielnię albo kursy jazdy na quadach. ewentualnie może być przyjęcie połączone z kinową projekcją najnowszego filmu. 
Strach pytać co rodzic musi zakombinować w kontekście urodzin gimnazjalisty? Striptizerkę?"
żródło: M. Przewoźniak, M. Szarf, "Być rodzicem- to takie proste", Wydawnictwo Publicat, Poznań

Jak więc mądrze zorganizować urodziny dla maluszka, który najczęściej ma jedną czy dwie koleżanki/kolegów i nie trzeba mu na siłę zapraszać pół przedszkola? 
Moja córa ma urodziny jesienią a my nie posiadamy nawet balkonu, więc dylemat z tak wygodnymi urodzinami jakie można zorganizować w ogrodzie- niestety nas nie dotyczy. Zaprosiłam pięcioro dzieci, ale kto ma dziecko  w wieku 3 lat ten wie, że niektóre są bardzo strachliwe i nieśmiałe; i z piątki stawiła się dwójka uroczych gości. 
Najpierw przygotowałam przeróżne zabawy, które mogłyby dziewczyny zainteresować. Miałam w zanadrzu "pokazywane" wierszyki, najróżniejsze piosenki i mnóstwo zabawek Melci jak lekarz, klocki lego, puzzle. Musiałam być przygotowana na ewentualną nudę. Co wyszło w trakcie przyjęcia? Mogłam zniknąć. Dziewczyny doskonale się sobą zajęły i świetnie razem bawiły. 
Wniosek? Animator trzylatkom niepotrzebny.
Dla poszukujących zabaw dla mały dzieciaków podaję świetną stronę- kopalnię pomysłów, do której nieraz zaglądam, gdy nam się nudzi- oto i strona z zabawami

Przekąski.
Dzieci nie dość że jedzą mało, to w trakcie dobrej zabawy nie jedzą, z reguły, w ogóle. Najlepszym pomysłem jest zaproszenie dzieci w godzinach popołudniowych- kiedy mamy gwarancję że są po obiedzie (przynajmniej tym przedszkolnym) lub rannych, żeby rodzice zabrali je po skończonej imprezie na obiad. Nie podjęłabym się gotowania kilku obiadów- "dogadzania" trzylatkom, które mają zupełnie inne gusta, smaki i wychowują się w innych domach. 
Zakupiłam więc owoce, upiekłam muffinki, zakupiłam ciastka i żelki, bo to nie były urodziny wedle moich przekonań tylko dla mojej córki ;). W większości zniknęły żelki, zniknęło też pół banana, po pół muffinki, które dostały panienki i po pół soku Kubuś Play. 
Wniosek? Nie potrzeba robić sałatek warstwowych, kupować 10 kg owoców, robić galaretek, ciast, i ponczów. 
W 2013 trochę bardziej "postawiłam" się na urodzinach córy. Zrobiłam  m. in. tort, a zaproszone mamusie narzekały że jest za słodki. I pewnie bym się załamała- jak to ja, gdyby nie to, że mąż jednej z nich z przyjemnością spałaszował po niej niedojedzoną porcję, a ówczesna niania mojej córy skomentowała ich słowa niedwuznacznym spojrzeniem i zjadła z przyjemnością swoją porcję. Cóż, jedna z tych mam organizowała i swojej córze potem urodziny, ale tort był kupny i jak to kupny: czuć w nim było jedynie marcepan, cukier i biszkopt. Zrobiłam wtedy również kolorowe ptasie mleczko dla dzieci i dwa rodzaje muffinek... w tym roku wiedziałam, że wtedy zdecydowanie przesadziłam!
W tym roku postanowiłam nie robić tortu, ptasiego mleczka i tysiąca muffinek,  tylko okazałą muffinkę z kremem dla córy, w którą wbiłam własnoręcznie robioną cyfrę 3 i świeczkę, która to miała zastępować torcik, ponadto muffinki z kremem różowym i z białej czekolady oraz cakepopsy- dla gości. 
Pozostałe dekoracje jak girlandę czy chorągiewki również zrobiłam sama. 
Jako atrakcję zaproponowałam dziewczynom malowanie buziek specjalnymi kredkami i to była jedyna atrakcja, którą skwapliwie zaakceptowały. Potem, chciały się bawić same, w to co lubią. 

Tak oto wyglądały trzecie urodziny mojej córy. Jak widać nie trzeba ani się wykosztowywać, ani urabiać się po łokcie w kuchni. Wystarczą drobne przekąski i wyobraźnia dzieciaków, żeby zabawa była na prawdę udana!







Cakepopsy wyszły rewelacyjne, robiłam je po raz pierwszy z tego przepisu:










1/19/2015

Zimowe wyzwanie fotograficzne

Zimowe wyzwanie fotograficzne
Do zimowego wyzwania u Jest rudo podeszłam bardzo poważnie. Każde zdjęcie jest przemyślane i zrobione na tyle starannie, na ile opanowałam sztukę fotografii. Wszystkie zdjęcia, z wyjątkiem fotografii numer 3. i 4., zrobione są aparatem Nikon D90 wraz z obiektywami Nikkor 35 mm lub Nikkor 70-300 mm. Mam nadzieję, że spodoba się Wam zarówno interpretacja tematu jak i jakość wykonania. Zapraszam do mojej mini galerii :).

1. w oknie
2. kubek


3. płomień

4. blisko



5. na okrągło- bo kawa to napój bogów ;)

6. w bieli

7. jak słodko

8. tylko zimą- Grzaniec tylko zimą!

9. kształty

10. przy Tobie

11. autoportet

12. cicho-sza

13. błysk

14. na talerzu

15. płatki

16. przytulnie- chleb to dom, a dom to przytulność...

17. w drodze- do domu, z przedszkola...

18. poczuj

19. bez pośpiechu

20. przyjemności

21. detal

22. odświętnie

23. czerwienie

24. do twarzy

25. choinka

26. na zewnątrz

27. skupienie

28. ludzie

29. ślady


30. drobne przyjemności

Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger