2/27/2015

O co chodzi z tym Żywcem?

O co chodzi z tym Żywcem?
Nie tak dawno pisałam post- relację z naszej wycieczki do Wisły. Pojawił się wtedy temat Żywca- miasta z założenia turystycznego, które nawet w najmniejszym stopniu nim nie jest. Dziś chciałabym Wam wyjaśnić fenomen tego miejsca- miasta z potencjałem, którego nie wykorzystuje się nawet w 1%. Najpierw kilka ciekawostek.

Żywiec znany jest przede wszystkim ze swoich "złotych" kierowców:
           Są to niezwykli ludzie. Jeśli masz tę przyjemność stać z wózkiem na pasach, musisz czekać na Bożą interwencję, ażeby Cię na nie wpuszczono i pozwolono Ci przejść na drugą stronę. Jeśli stoisz na pasach i jest korek, w którym auta poruszają się z prędkością maszerującego żołnierza, również musisz liczyć na interwencję z niebios. W moim przypadku interwencja ta objawia się zsyłaniem jadących sąsiadów lub kolegów mojego męża z pracy. 
         Jeśli nie daj Bóg, jedziesz na obcych rejestracjach i na Twoje nieszczęście zaczynają się od litery W, to dopiero zobaczysz co to jest chamstwo na drodze. Żywczanie zrobią wszystko, żeby Cię nie wpuścić, przytrzymać, utrudnić Ci życie. Nas raz nawet Pan wyprzedzał na mikro rondku w taki sposób, że musiał przejechać poprzez rondo dosłownie (zaliczył po prostu wybrukowane kostką rondo- dobrze, że nie było tam kwiatuszków posadzonych jak to zwykle na rondach bywa, bo nic by z nich nie zostało), tylko po to żeby za chwilę stanąć w korku i zatarasować połowę ruchu. Nierzadko wyprzedzali nas też z prawej :D 
          Jeśli mało Ci historii o żywieckim kierowcach ciągnących rowerzystów przez kilka kilometrów, blokujących karetki na sygnale, wjeżdżających w matki z dziećmi i wychodzącymi z aut tylko po to, żeby wpieprzyć komuś na obcych blachach, to zapraszam Cię tutaj - na specjalny FP utworzony na cześć żywieckim kierowcom. Poniżej jego przedsmak:

wiadomości żywieckie


       Żywiec znany jest z nieustannych korków. W Żywcu mieszka 20 ludzi na krzyż, ale to nie przeszkadza żeby miasto wypełniał ogromny korek. Wszystko za sprawą remontu mostu, który łączy to niezwykłe miasto przedzielone rzeką na pół. Most oddany miał być do użytku w listopadzie 2014 roku, ale były to pobożne życzenia mieszkańców grzęznących w korkach o każdej porze dnia i nocy. Bo Żywiec to miasto niezwykłe. Możesz stać w korku, by dostać się do drugiej części miasta o godzinie 19, podczas gdy o 16 będą pustki, ale na dzień następny o tej samej porze będzie korek. To miasto nieprzewidywalne jak kobieta, zmienne, kapryśne i wredne.

         W Żywcu nic się nie dzieje. Kompletnie nie dziwię się turystom, którzy wybierają Szczyrk, Wisłę, Ustroń czy nawet Milówkę. W Żywcu jest mega drogo a zupełnie NIC się tutaj nie dzieje, miasto się nie rozwija, stoi w miejscu, a nawet cofa, bo nawet hotele się tutaj zamykają (a jest ich w Żywcu chyba z dwa...)! Prócz corocznego Męskiego Grania, kiedy to zjeżdżają tutaj tłumy i tak jak się nagle pojawiają, tak nagle znikają- nie ma nic ciekawego. Jest niby Tydzień Kultury Beskidzkiej, kiedy amfiteatr okupują regionalne zespoły, a pod sceną świecą pustki, jest Birofilia- ewidentnie zorganizowana dla bogatych pracowników- szych browaru, bo 100 ml piwa kosztuje na tej imprezie 10 zł... albo i więcej. Jest jakiś Hip Hop na żywca, ale chyba dla młodych i konkretnej grupy osób. Ogólnie Ci co tu mieszkają potwierdzą- Żywiec jest jakby martwy! Jeśli chciałabyś/byś wyjść ze znajomymi o 20 przygotuj się, że będziecie całować klamki. Punkt graniczny tutaj to godzina 18, czasem 20, no chyba że mówimy o żywieckiej piwiarni, ale przecież nie zawsze chcemy posiedzieć przy piwie na drewnianych ławach, prawda? Żywiec nie ożywa nawet w sezonie, tutaj nie ma sezonu. Stąd przewaga innych miejscowości, choćby Zakopanego, które poza sezonem umierają, ale w sezonie tętnią życiem ze zdwojoną siłą. Żywiec nie jest nawet sezonowy...

    W Żywcu jest baaaaardzo drogo! Myli się ten, kto wychodzi z jak najbardziej słusznego założenia, że w pipidówach powinno być taniej. W Żywcu drogo jest podobno dlatego, że nie ma konkurencji... Na krakowskim rynku czy Kazimierzu zjesz i napijesz się 20% taniej, chyba że na piwo pójdziesz do żywieckiej piwiarni-  tam jest tanio, ale jeśli chodzi o lokale na żywieckim rynku... Szkoda słów. Lepiej jechać do Bielska.

W Żywcu święci się McDonald's. Czy potrzeba więcej słów?

Żywiec

Jak ktoś jednak chce więcej informacji, to internet aż huczy od tego wydarzenia, zapraszam choćby tutaj.

W Żywcu powstała plaża, która wygląda jak wyrugowane pole... Nie wiem o co chodzi, kto o tym zdecydował i z czyich pieniędzy ów "plaża" powstała, ale wystarczy podjechać choćby do Wisły i zobaczyć jak tam rozwiązane jest miejsce nad rzeką. Są mini bulwary, ławeczki, nawet drewniane zadaszenia, gdzie można usiąść, zrobić piknik... Nam zrobili plażę, gdzie z pomiędzy brudnych kamieni wychylają się liche chwasty... Brak słów, bo pomysł z założenia był świetny!
Zdjęcie pochodzi z momentu przygotowywania "plaży", ale jej obecny wygląd różni się jedynie tym, że nie ma już ciężarówek.
krajobrazy Żywiec
Żywiec- mała ojczyzna. Mieszkańcy zdają sobie sprawę ze wszystkich absurdów i z faktów dotyczących tego miasta, ale nie daj Boże im to powiedzieć! Zjedzą Cię. Żywczanie są uczuleni na punkcie swojego miasta- swojej małej ojczyzny, kochają to miejsce i jak wypsnie Ci się, że chciałabyś wrócić do Krakowa, w swoje rodzinne strony to musisz liczyć się z publicznym linczem, pluciem w twarz i ukamienowaniem. Lepiej więc słuchaj dysput o absurdach żywieckich w milczeniu, a zapytana/zapytany o zdanie chwal to miasto ile wlezie. Regionalizm Żywca tyczy się nie tylko miasta, ale przechodzi też na osiedla i ulice. Jeśli mieszkasz na osiedlu (a tutaj to zamknięte społeczności!) również chwal ile wlezie, bo jak zdecydujesz się powiedzieć co myślisz o miejscu w którym mieszkasz- licz się z jeszcze większym wykluczeniem i kupą na wycieraczce każdego ranka. 

          Żywczanie (czy Żywczoki jak się o nich w Bielsku mawia :P) to ludzie z pozoru bardzo życzliwi i uśmiechnięci. Panie w sklepach są przemiłe, każdy z Tobą pogada, a jak chodzisz z ciążowym brzuszkiem latem, to pytają czy upał Ci nie doskwiera. Jeśli jednak zawiśnie nad nimi widmo Twojej wprowadzki do ich miasta Żywca, zajęcia ich terenu i nie daj Boże mieszkania w jakimś zamkniętym osiedlu to przekonasz się, kim są prawdziwi Żywczanie. Najpierw ukradną Ci przypadkiem zostawione pod drzwiami buty, potem będą wrzucać śmieci do wózka Twojego dziecka, będą walić Ci w ściany gdy przyjedzie do Ciebie trzyletnia kuzynka Twojej pociechy (tylko po to żeby dzieci dostały zawału serca i zapłakały się ze strachu), a na koniec skopywać Ci buty na sam dół klatki schodowej, połowa sąsiadów nigdy nie odpowie Ci dzień dobry, a druga będzie pytać "to kiedy się wyprowadzicie?".  

* Rodzino Justynki M z mojej klatki, rodzino Tomka M z klatki obok oraz Twojego brata Tomku i kilka innych rodzin z "mojego osiedla"- jeśli przypadkiem przeczytaliście ten post (co na szczęście jest mało możliwe), nie bierzecie go w żaden sposób do siebie, bo Wy jesteście zupełnie ponad tym wszystkim i dziękuję, że jesteście :).
** z kupą na wycieraczce i ukamienowaniem popłynęłam- niestety tylko tutaj popuściłam wodze fantazji

         Reasumując, Żywiec to miasto leżące nad jeziorem, rzeką i w górach- godzące odwieczne rodzinne niesnaski pt. "Morze czy góry". Żywiec to miasto z potencjałem. I tyle.
A. Zapomniałabym. Jest muzeum browaru Żywiec- nie jest złe, jest fajne, ale żeby specjalnie tu jechać to niekoniecznie... Gdybyście jednak byli w okolicy- zapraszam jak najbardziej. Jest interaktywne, ciekawe, a na koniec "podróży" dostaniecie szklankę i piwo. Warto też zajrzeć do piwiarni i napić się Brackiego oraz popytać o sezonowe piwa- niektóre są na prawdę pyszne. Potem spacer po przepięknym parku (majątek po Habsburgach) i podziwianie pałacu oraz zamku (wystawa raczej mierna, nawet nie radzę zaglądać). Jest jeszcze zabytkowy Kościół Trzech Krzyży. Jednym zdaniem- trzy godziny w Żywcu wystarczą, żeby posmakować i się nie znudzić, ale minuta dłużej to wyrok na Wasze szare komórki.

2/25/2015

Sprytne oszczędzanie

Sprytne oszczędzanie
      Oszczędność mam we krwi, a dodatkowo uczono mnie jej od dziecka. Rodzice nauczyli mnie też szacunku do pracy oraz świadomości, że na pieniądze, a co za tym idzie: wszelkie "zakupy", trzeba zapracować. Wiedziałam, że nic nie spada z nieba i miałam takie wewnętrzne poczucie, że nie chcę rodziców "naciągać". Jak każda nastolatka coś tam chciałam, ale jednocześnie potrafiłam zauważyć o co mogę poprosić, kiedy powinnam poczekać, kiedy rodzicom jest na prawdę ciężko, a kiedy mogę zechcieć czegoś więcej.
      Zaczęłam sobie dorabiać korepetycjami już w klasie maturalnej, pierwszą prawdziwą pracę również podjęłam na najdłuższych wakacjach każdego nastolatka, czyli pomiędzy zdaniem matury a rozpoczęciem studiów (około 4 miesiące luzu!). Widziałam jak rodzice z trudem wszystkiego się dorabiają i nabierałam pokory wobec życia i pieniądza, który raz jest a raz go nie ma (brzemię oglądania od podszewki i od najmłodszych lat jak to jest prowadzić własną firmę...).
        Mój mąż jest moim przeciwieństwem w tym względzie. Lubił wydawać pieniądze na zbędny luksus, lubił gadżety. Nadal to lubi, ale nauczyłam go pewnych priorytetów. Ktoś, kto nie ma nic, nie może budować swojego "majątku" od smartfona... To dla mnie jest absurdalne. Mając rodzinę trzeba zdawać sobie sprawę z pewnych priorytetów, a posiadanie oszczędności jest konieczne, choćby ze względu na nieprzewidziane wydatki (np. na lekarzy). Doszliśmy więc do kompromisu, wypracowaliśmy złoty środek: dajemy sobie margines na małe radości, ale jednocześnie dbamy o to, żeby nie żyć z dnia na dzień, żeby nie musieć się zapożyczać w razie "w", tylko dać sobie radę samodzielnie. Stawiamy sobie wybory jeśli chodzi o "atrakcje"np. wakacje czy nowy gadżet, wyjście do kawiarni czy kolejny fatałaszek, bo wiemy że nie stać nas na wszystkie zachcianki. Jednocześnie dajemy sobie ten margines na przyjemności, żeby nasze życie nie toczyło tylko wokół lokaty i dnia dzisiejszego.
     Nie zbieram paragonów, chociaż kiedyś korzystaliśmy z excela żeby sprawdzić na co najwięcej ucieka nam pieniędzy. Prowadziliśmy go jakiś czas, dopóki nie nauczyliśmy się ograniczać niepotrzebnych wydatków.

Opłaty. Były, są i będą. Staram się oszczędzać prąd, wodę oszczędzam od zawsze ze względu na szacunek wobec natury oraz innych ludzi (nie tylko ze względu na opłaty). Mój mąż zawsze rozważa najkorzystniejsze abonamenty na internet czy telefon. Staramy się dbać o to, żeby w tej kwestii ograniczać wydatki.

Jedzenie. Po excelowych rachunkach doszłam do dramatycznego odkrycia: najwięcej pieniędzy ucieka na pierdółki takie jak słodycze, chrupki, paluszki. W tym momencie wyeliminowałam to z naszego koszyka zakupowego ze względu na zdrowie, ale Wam podpowiadam: to zabiera najwięcej pieniędzy. Nie oszczędzam więc na jakości sera żółtego czy soli (wolę droższą himalajską czy morską), ale na tzw. bzdurkach, które nie dość że są drogie, to i niezdrowe. Nie omijam sklepowych półek z obniżkami. Koncerny zawsze dają termin przydatności nieco nad wyrost, więc jeśli macie możliwość kupienia w Lidlu czy Tesco jogurt z dwudniowym terminem: bez obaw, nie jest zatruty! Kupuję tam gdzie najtaniej. Warzywa w lokalnym warzywniaku i tylko sezonowe, mięso jadamy góra trzy razy w tygodniu ze względu na zdrowie, wprawdzie wybieram to dobrej jakości, ale lepiej zjeść drożej, rzadziej a dobrze, niż faszerować się codziennie kurczakiem pełnym hormonów i antybiotyków.

Sama przygotowuję posiłki oraz piekę nam łakocie. To nie tylko oszczędność pieniędzy, ale przede wszystkim ukłon wobec naszego zdrowia. Wiemy co jemy, a ja mam kontrolę nad wartością odżywczą oraz kalorycznością posiłków.

Planuję jadłospis na kilka dni z rzędu, co pozwala mi robić zakupy w środy i soboty. To rewelacyjny sposób na oszczędzanie. Raz, że niczego nie marnujesz, a dwa że nie musisz codziennie biegać czy podjeżdżać do sklepu po brakujące produkty.

Staram się wykorzystywać maksymalnie wszystko co mam w lodówce i nie tylko. Na przykład z resztek ziemniaków robię kluski śląskie na obiad na dzień następny, z resztek mięsa i warzyw z rosołu piekę pasztet, Jeśli mięsa jest mało, dodaję szklankę ugotowanej soczewicy. Nadaje ona posmak mięsa, gwarantuję Wam, że Wasz facet nawet tego nie wyczuje, a pomyślcie jak zdrowy jest taki domowy pasztecik z wiejskim jajkiem i soczewicą. Na resztce rosołu gotuję kolejny "gar" zupy: zwyczajnie dolewam wodę i np. buraki albo domowy przecier pomidorowy i mam zupę na kolejne trzy dni.

Nie gardzę używanymi rzeczami. Buszuję po lumpeksach w poszukiwaniu ubrań dla siebie, dziecka i męża, przyjmuję ubrania od rodziny czy znajomych (nie tylko dla Melci, ale nawet i dla mnie), jeśli kupuję nowe rzeczy to tylko i wyłącznie na wyprzedażach. Mam jednak to szczęście, że zarówno ja jak i mój mąż nosimy skrajne rozmiary, a te najczęściej nie schodzą.

Prawie nie kupuję zabawek. Tutaj znowu zawdzięczam to rodzinie, gdyż Melcia dostaje mnóstwo używanych zabawek, a nawet książeczek. Znam wprawdzie ludzi, którzy używanych rzeczy nie chcą i nie przyjmują z różnych względów; ja jednak póki mogę to oszczędzam, jeszcze przyjdzie czas, że córa będzie wymagała od nas tylko nowych zabawek.

Na powyższych zabiegach nie zaoszczędzicie majątku, ale na pewno uda Wam się odłożyć dodatkowe sto, dwieście a może nawet więcej złotych. Wszystko zależy jak bardzo weźmiecie moje uwagi do serca i jak w tym momencie żyjecie. Jeśli kupujecie ubrania tylko markowe i nowe, wdrażając w życie mój styl oszczędzania moglibyście odłożyć kilkaset złotych. Prawda jest jednak taka, że jeśli stać Was na lepsze życie, czasem nie warto aż tak szaleć i lepiej dać sobie chwilę zatracenia niż spinać się niepotrzebnie. Jeśli jednak czytasz ten post i czujesz, że warto, że jesteś w podobnej sytuacji, to spróbuj: być może zaoszczędzisz więcej niż myślisz.

Zdjęcie wygrzebane, robiłam je jesienią 2014 roku- moja przygoda z manualem się zaczynała, więc przymknijcie oko na jakość :)
płaszczyk- outlet Smyka
chustka- outlet ZY
sukienka- lumpeks
rajstopki- outlet Calzodonii
buty- Emel












2/23/2015

Efekty picia czystka- półroczna terapia

Efekty picia czystka- półroczna terapia
Pierwsze opakowanie czystku kupiłam w sierpniu 2014 roku. Zanim czystek kupiłam najpierw poszukałam informacji na temat tego zioła.
Zanim kupisz czystek przekonaj się czy opakowanie, które trzymasz w ręku zawiera cięte zioło. Dlaczego cięte? Do mielonego czystka dorzuca się gałązek, które nie mają żadnych właściwości i pogarszają smak, ale wypełniają opakowanie, dzięki temu Ty niepotrzebnie ładujesz pieniądze w kieszeń producenta, który Cię oszukuje. W dobrej jakości herbatce musi znajdować się przeważająca ilość pociętych listków.
Ja posiadam czystek z ecocertem i polecam go z całego serca.

Jak pić czystek? Przede wszystkim regularnie, ale tego pewnie się spodziewaliście. Ja wypijam około trzech średniej wielkości kubków dziennie. Córce podaję jeden do dwóch kubeczków.
Jak przygotowuję herbatkę? Mam specjalny kubek do parzenia ziół/herbaty liściastej, pewnie macie taki kubek albo specjalny metalowy jakby woreczek do parzenia. Jeśli nie- nie martwcie się, fusy opadają na dno. Uwaga! Czystek można zalać aż trzy razy i ja tak właśnie robię! Jedną łyżeczka zioła równa się trzem herbatkom.
Działanie czystka zostało sprawdzone na tysiąc stron przez niemieckich badaczy. M. in. badania z 1999 roku przeprowadzone w Loeffler potwierdziły wcześniejsze badania z Munster, że czystek powoduje rozmnażanie komórek przeciwgrypowych oraz, że osoby pijące czystek mają zredukowaną liczbę wirusów.
Czystek jako jedno z niewielu ziół nie może być przedawkowane! Możemy je pić więc regularnie, do końca życia, bez obaw o skutki uboczne.

Działanie czystka:
- czystek jest najbogatszym źródłem polifenoli, które mają działa antyoksydacyjne. Polifenole hamują wydzielanie wolnych rodników odpowiedzialnych za starzenie i powstawanie wielu chorób oraz wymiatają te istniejące. Mają działanie antyrakowe, chronią przede wszystkim przed rakiem płuc, żołądek, jelit, trzustki, wątroby, prostaty i skóry.

-czystek wspiera układ immunologiczny człowieka, działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, przeciwhistaminowo, przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybicznie

-działa przeciwgrypowo

-wspiera w walce z trądzikiem, opryszczką, łupieżem, łuszczycą, infekcjami zatokowymi i infekcjami grzybiczymi skóry

-stabilizuje pracę układu krążenia

-zwiększa gęstość kości

-poprawia równowagę flory bakteryjnej

-ma doskonałe właściwości na jamę ustną: wybiela zęby, odświeża oddech

-detoksykuje, wspiera usuwanie metali ciężkich, dlatego picie naparu zalecane jest na przykład palaczom

-czystek działa na krętka wywołującego boreliozę, dlatego zalecane jest picie go wiosną i latem, gdy występuję zagrożenie złapania kleszcza. Czystek nie tylko chroni przed ewentualnym zakażeniem, ale także pomaga walczyć z już istniejącym, oklejając krętki i unieszkodliwiając je.

-regularne picie czystka zmienia zapach wydzielin ciała, po kilku tygodniach picia naparu można zauważyć jak łagodzi się przykry zapach potu itp.

czystek właściwościCo zauważyłam ja po pół roku regularnego picia herbatki z czystka?

Przede wszystkim pozbyłam się kompletnie przykrego zapachu potu. Nie mówię, że miałam z tym jakiś problem, ale w tym momencie mogłabym zupełnie zrezygnować z antyperspirantu. Niemniej jednak pozostaję wierna ałunowi i mojemu własnej roboty deo- dzięki temu kompletnie nie mam problemu z przykrym zapachem, nawet po wysiłku. Zwiększyła się odporność moja i córeczki (mąż pije go nieregularnie, więc jego działanie omawiam na sobie i córze). Wprawdzie stosuję jeszcze inne naturalne sposoby na odporność mojego małego przedszkolaka, o których pisałam tutajtutaj i tutaj, jednakże sądzę, że czystek gra tutaj pierwsze skrzypce. Melania jest fenomenem w przedszkolu, do tej pory opuściła dopiero dwa tygodnie w przedszkolu z powodu choroby! Kto ma dziecko, ten wie, że pierwsze miesiące w przedszkolu oznaczają choroby, przeziębienia itd i nierzadko jest tak, że dziecko przez pierwsze pół roku przedszkola, było w nim łącznie mniej niż dwa miesiące. Ktoś może powiedzieć, że po prostu jesteśmy zdrowe jak ryby i mamy wysoki poziom odporności. Nie! Jestem mega chorowitym osobnikiem. Odkąd dwa lata temu zmieniłam podejście w zakresie żywności i sposoby życia zaczęłam coraz mniej chorować i nabyłam odporność, tak dużą, jaką nigdy się nie cieszyłam. Moja córcia też kiedyś duuużo chorowała, dlatego mam pewność, że nasze zdrowie zawdzięczam naturalnym metodom, które obecnie stosuję, tym bardziej, że Żywiec charakteryzuje się ogromnym zanieczyszczeniem powietrza, smogiem i sprzyjającym chorobom klimatem. Zauważyłam, że moje zęby są ładniejsze. Piję zawrotne ilości kawy, która kiedyś powodowała osadzanie się kamienia i przyciemniała zęby, teraz widzę, że dzięki piciu czystku zęby są dużo ładniejsze i po prostu bielsze.
Jeśli jeszcze się wahasz, to nie zastanawiaj się i kup czystek. Jest bardzo, bardzo wydajny, dlatego relatywnie tani (pamiętaj, że jedną łyżeczkę możesz zalać trzy razy!) i skuteczny, a jego działanie potwierdzone naukowo. Jeśli masz maluszka w przedszkolu lub brak Ci sił, lub po prostu jesteś narażona na choroby nowotworowe, zrób swojemu organizmowi i swojej rodzinie przyjemność i zaopatrz się w czystek.
Czystek jest neutralny w smaku, możesz pić go z miodem i cytryną lub dosłodzić ksylitolem, by wzmocnić jego działanie przeciwpróchnicze i wybielające na zęby.

 Polecam ten czystekPolecam ten czystek





czystek właściwości


2/22/2015

Grafiki do kącika dziecięcego

Grafiki do kącika dziecięcego
Ostatnio robiłam wpis na temat aranżacji dziecięcego kącika/pokoju. Wspominałam, że można urozmaicić taki kącik między innymi różnymi grafikami. Postanowiłam zrobić więc dla Was coś miłego i przygotowałam grafiki, które możecie pobrać, wydrukować i powiesić w pokoju Waszej pociechy/pociech. Mam nadzieję, że choć jedna przypadnie Wam do gustu. Nie są to dzieła sztuki, ale zważywszy na panujący obecnie trend na grafiki rysowane jakby ręką dziecka, to myślę, że idealnie się wpasowuję ;).
Wystarczy, że klikniecie na zdjęcie, żeby móc pobrać grafikę.







2/20/2015

Dla mojej córki

Dla mojej córki
        Wstyd się przyznać (skusiła mnie tematyka...), ale oglądałam ostatnio "Rozmowy w toku" pod tytułem mniej więcej takim: "Bądź seksbombą a nie matką polką". Występowały tam pary przedstawiające ów światopogląd, w tym jeden pan fanatyk robiący samodzielnie swojej żonie piling kawitacyjny oraz masujący ją bańką chińską. Ja nie mówię, żeby żon nie masować. Ja bym się bardzo cieszyła jakby mnie mąż kilka razy w tygodniu pachnącym olejkiem wieczorem wymasował, ale jakby wyciągnął bańkę chińską w obawie o mój cellulit, to chyba bym mu tą banią po twarzy kilka razy przejechała...
       Pytam się: o co kaman? Bo inaczej zapytać nie umiem. Mogę rzec bardziej górnolotnie: o tempora! o mores! Myślę, że zarówno pytanie jak i zawołanie idealnie odzwierciadlają to, co czułam oglądając ów program i to, co czuję teraz myśląc o tym, co ów program reprezentował.
         Dlaczego nikt nie zastanawia się nad zmianą mężczyzny po ślubie? Dlaczego nikt nie grymasi patrząc na jego zaciążony piwskiem bebzon? Dlaczego nikt nie ubolewa, że z przyjemnego, pachnącego chłopaczka o gładkich policzkach ubranego w podkoszulek Nexta i marynarkę Zary stał się kłującym kilkudniowym zarostem i "pachnącym" dwudniowymi skarpetami facetem w ubrudzonym pizzą podkoszulku z wystającym brzucholem? Czemu nikt nie mówi: zrób coś ze sobą, zapuściłeś się? Widzące oczy tracą wzrok by odzyskać go na jego żonie z fałdą skóry na brzuchu pozostałej po cesarce. I tutaj się zaczyna!
       Kobieta do czasów sufrażystek miała spełniać rolę wiernej gospodyni, cudownej matki, podwładnej męża. Gdy sufrażystki o nas zawalczyły, do ról, które musimy wypełniać dołożono nam ustawiczne kształcenie, karierę zawodową i nienaganny wygląd zawodowej modelki. Musimy być na 100% w każdej roli, a jak gdzieś nam "brakuje" to wmawiają nam, że coś jest nie tak. Kobieta w efekcie jest sfrustrowana, niepewna siebie, zakompleksiona i wciąż chodząca na najwyższych obrotach. Jeśli sądzisz, że nie należysz do tej grupy, to dam sobie rękę uciąć, że Ty po prostu tego nie widzisz.
            Kobieta, która jest świetną matką i żoną i jednocześnie spełnia się w roli zawodowej, ale nie ma czasu by zrzucić ten felerny brzuszek, słyszy, że powinna o siebie zadbać. Kobieta, która wygląda tak, że mucha nie siada i jest dyrektorem handlowym, ale zupełnie nie ma sposobności by założyć rodzinę wciąż słyszy: powinnaś się ustatkować, powinnaś znaleźć faceta, kiedy urodzisz dzieci?. Nikt nie chwali ich za to, co robią, albo chwalą je, ale jednocześnie mówią słynne "ale". Ale od męża, ale od mamy, ale od teściowej, ale od koleżanek. Najśmieszniejsze jest to, że najwięcej "ale" słyszymy od innych kobiet...
            Jak wiecie jestem człowiekiem poszukującym pracy. Jestem jednak zadbaną babką, myślę, że jestem też fajną mamą, niezłą żoną. Bardzo dbam o dom, lubię porządek, codziennie odkurzam, gotuję mega zdrowo, codziennie co innego i praktycznie zawsze na dwa dania, dbam o dietę mojej rodziny, piekę im łakocie, wymyślam różne pyszności, odprowadzam i przyprowadzam córę z przedszkola, przeglądam skarpetki męża by wyrzucić te dziurawe i ja dbam o to, żeby kupić mu ich zapas itd. itp. Nigdy jednak nie słyszę, żeby mojemu mężowi ktoś mówił: "ale masz super, wracasz do domu, a tam ciepły obiad Ci żonka podaje, zadbany masz dom, wszystko wyprane, dopilnowane", to wcale nie chodzi o to, że ja liczę na takie słowa- dla mnie to normalne, że robię te rzeczy, nie oczekuję, żeby ktoś mnie chwalił, że codziennie myję zęby...;). Jednak ja słyszę bardzo często : "mąż o Ciebie dba, bo Was utrzymuje, masz super męża, chodzi do pracy...". Raz nawet usłyszałam, że mam super, bo mój mąż chodzi do pracy, nie pije z kolegami i bawi się z córką. Absurd! Normalne jest chwalić faceta, że chodzi do pracy (widzicie to? widzicie absurd tego stwierdzenia???), ale nienaturalne jest chwalić kobietę, że jest super matką, żoną, gospodynią- bo to przecież normalka, tak? To jest normalka- owszem, ale dla dwóch stron!
        Kobieta ma być idealna w każdym calu. Ma chodzić do pracy, zarabiać pieniądze, ale oczywiście mniej od męża, następnie wracać do domu po drodze odbierając dzieci, ugotować, ogarnąć dom, odrobić z dziećmi lekcje, potem się z nimi pobawić, przygotować kolację, nalać wina, włożyć seksowną bieliznę, zrobić loda mężowi i dostać z tego powodu orgazmu.
       Przykre to jest, że czasem słyszę od rodziny czy znajomych komplementy z tego powodu jak sobie radzę, że dobrze wyglądam po porodzie, że dbam o rodzinę itd, ale częściej słyszę, że nie mogę znaleźć pracy (zupełnie jakbym sama tego chciała!!!), że zawsze po komplemencie dostaję "ale" albo skomplementowanie jakiego mam wspaniałego męża. Jednym zdaniem: co bym nie robiła, zawsze będzie niedosyt, jakbym nie wyglądała, zawsze może być lepiej, a najlepsze jest to, że z reguły te "reprymendy" dostaję od innych kobiet... To jest zwyczajnie straszne, bo ile byłoby prościej gdybyśmy trzymały się razem. Gdyby jedna drugiej nie mówiła, co jeszcze jest nie tak, gdybyśmy nie lansowały niemożliwych ideałów, absurdów, wzajemnie nie wpędzały się w kompleksy... Czy takiej przyszłości chcemy dla naszych córek? Żeby były kobietami uwięzionymi we własnych ciałach i oczekiwaniach innych? Kobietami zniewolonymi, nieszczęśliwymi, wciąż dążącymi do nieosiągalnych ideałów?

Melania:
kapelusz- lumpeks (Kangol)
kożuszek- lumpeks
szal- lumpeks
dżinsy- lumpeks (Zara)
kozaki- Lasocki Kids (nie polecam, beznadziejna jakość skóry i przemakają, a gwarancji CCC nie uznaję w zasadzie nigdy, wystarczy poszperać na forach)











kozaczki lasocki ccc




2/18/2015

Laboratorium gier

Laboratorium gier
Codziennie bawimy się z córką. Dość często "zmusza" nas do zabawy lalkami, ale preferujemy bardziej kreatywne zabawy jak lego, tworzenie czegoś czy puzzle. 
Melania na trzecie urodziny dostała zestaw gier, które mieszczą się w dość dużym, ale płaskim kartonowym pudełku. Jest to zbiór "puzzli", które można układać, dopasowywać kształty, kolory, ale jednocześnie uczyć się z nich słów i literek. Na słowa Melcia jest jeszcze za mała, ale na literki już nie. 
Córeczka bardzo chętnie bawi się tym laboratorium, gdyż zabawy, które oferuje zestaw, łączą w sobie różne aktywności. Melcia uwielbia układać puzzle, a tutaj dodatkowo uczy się kolorów, kształtów, literek i ma do dyspozycji magiczną marchewkę, która pomaga jej zgadywać jak pisze się dane słowo. Marchewka wydaje dźwięki oraz świeci, jak się domyślacie, wskazując błędne oraz poprawne odpowiedzi. 
Dzięki laboratorium Melcia zaczęła rozpoznawać literki; kształty znała już wcześniej, ale myślę, że zestaw ten jest idealny jeśli chcecie nauczyć dzieci kilku rzeczy jednocześnie przy wykorzystaniu mocy rozrywki i zabawy. Jeśli Twój maluch wciąż nie rozpoznaje kolorów czy kształtów te gry będą idealne, bo pomogą w nauce zapewniając jednocześnie ciekawą zabawę. Kiedy Twój maluch opanuje kształty i kolory, możesz przejść do literek, a potem do słów. 
Uważam, że zestaw ten jest na prawdę świetną zabawą, która zapewni dziecku nie tylko interesującą rozrywkę, ale i podświadome uczenie się nowych rzeczy. Jest to świetny sposób na rodzinne i produktywne popołudnie. Mówiąca marchewka jest dodatkowym atutem- dzieci uwielbiają takie gadżety. 
Nie jestem w stanie powiedzieć ile zestaw kosztuje, ani gdzie go można zakupić, gdyż był to prezent, ale podejrzewam, że jest do dostania w Smyku czy innym sklepie stacjonarnym.













2/16/2015

Wisła- perła Beskidów. Czy warto wybrać się tam na ferie?

Wisła- perła Beskidów. Czy warto wybrać się tam na ferie?
        Mieszkamy w Żywcu już ponad trzy lata, ale do Wisły wybraliśmy się dopiero w ten weekend. 15 lutego, czyli wczoraj mój mąż obchodził 27 urodziny i postanowiliśmy ten dzień spędzić nieco inaczej niż zwykle. Lubimy podróżować, lubimy zmieniać otoczenie, lubimy leniwe weekendy.
         W niedzielę rano postanowiliśmy zobaczyć Wisłę. Pogoda nam sprzyjała. Słońce, brak wiatru, czyściutkie niebo, lekki mrozik i dużo śniegu- nie tylko na stokach.
        Żywiec to takie niezwykłe miasto, w którym nie czuć zupełnie górskiego klimatu, gdzie nie ma turystów, budek z oscypkami czy grzanym winem, gdzie nic się nie dzieje i tylko osoby nie mieszkające tu na co dzień myślą, że to baza turystyczna. Niestety tak nie jest, potencjał tego miasta nie został wykorzystany, a wręcz został zaprzepaszczony. Wystarczy jednak wyjechać 15 czy 20 km dalej do Korbielowa, Szczyrku, Ustronia czy Milówki, by poczuć że jednak jesteśmy w górach, że tutaj chętnie przybywają turyści, że tutaj pasą się owce i tutaj wyrabia się regionalne sery.
        Kilkanaście kilometrów za Żywcem, jeszcze przed Szczyrkiem, poczuliśmy ten klimat. Ośnieżone szczyty, ośnieżone drzewa iglaste, mnóstwo obcych rejestracji, tłumy uśmiechniętych ludzi ze sprzętem narciarskim, budki z wyrobami regionalnymi, skóry owcze zdobiące stragany, knajpy kryte strzechą- inny świat! Zupełnie inny świat przywodzący na myśl ferie, wypoczynek, radość.
Bardzo chcieliśmy zabrać Melcię na przejażdżkę Ciuchcią Martusią, ale okazało się, że jeździ ona tylko raz dziennie (spóźniliśmy się na odjazd). Informacje zawarte w internecie, przynajmniej obecnie, nie są więc aktualne, bo skoro jeździ raz dziennie, to na pewno nie objeżdża czterech tras:P, ceny również się nie zgadzają- podana jest tylko jedna i wynosi 20 zł od osoby. Byliśmy więc trochę rozczarowani, ale może kiedyś uda nam się jeszcze nią przejechać.


Centrum Wisły jest deptak- ulica 1 Maja. Wzdłuż niej ciągną się stragany z serami, rękodziełem, góralskie knajpy, regionalne cukiernie, budki z grzanym winem (mniam, mniam).





     Równolegle do centrum ciągnie się deptak wzdłuż rzeki. Jest tam park z niezwykłymi rzeźbami, plac zabaw, "ścianki wspinaczkowe", drewniane ławeczki z zadaszeniem oraz bez, gdzie można usiąść przy grzanym winie czy z gofrem wziętym na wynos. Miasto, jak widać odwrotnie do Żywca, bardzo dba o swoją turystyczną atrakcyjność.














Wybaczcie jakość zdjęć, ale Melcia szalała tu bardzo, a robienie zdjęć w pełnym słońcu w południe musi być w trybie M, a kto ma dziecko ten wie jak w trybie M  i w takich warunkach robi mu się zdjęcia... Więc albo kompozycja, albo wyraźne zdjęcie...







       W okolicy Wisły jest mnóstwo wyciągów, dlatego z czystym sumieniem polecam to miasto na zimowy wypoczynek. Jest tutaj gdzie pospacerować, gdzie wyjść wieczorem ze znajomymi, są muzea i inne atrakcje, które sobie wprawdzie wczoraj darowaliśmy, ale wszystko przed nami :)
Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger