10/30/2015

Domowy syrop na problemy z gardłem

     Jakiś czas temu Melania dostała kaszlu: suchego, nieintensywnego, ale uporczywego. Kasłała rzadko i nigdy w nocy, ale kaszel nie ustępował, pomimo regularnego stosowania syropu z czosnku. Postanowiłam więc pójść z nią do pediatry, która potwierdziła, że gardło rzeczywiście jest zaczerwienione, ale nic poza tym złego z córą się nie działo. Porozmawiałyśmy chwilę o moich sposobach leczenia i Pani doktor (rewelacyjna kobieta, starszej daty) poleciła mi wypróbować inny syropek, który w tym wypadku może okazać się skuteczniejszy.
     Syrop pomógł, a jego nieocenioną wręcz zaletą jest smak, który zaakceptuje większość dzieci. Syrop nie pali gardełka jak ten domowy, czosnkowy na odporność i ma przyjemny kwaskowo-słodkawy, korzenny smak.

Składniki:
około 5 cm korzenia imbiru
sok z 5 cytryn
miód (ja dałam mniej więcej tyle samo co udało mi się wycisnąć soku z cytryny)
3-4 laski cynamonu
pół łyzeczki pieprzu cayenne (wersja dla odważnych, ja póki co pominęłam, ale następnym razem będę robić wersję hard:))

Starannie wyciskamy sok z cytryn, uważając na pestki. Obieramy spory kawałek imbiru, kroimy w plasterki i wrzucamy do słoika wraz z laskami cynamonu. Wszystko zalewamy sokiem z cytryny i taką samą ilością prawdziwego miodu. Odstawiamy w ciemnie miejsce, czekamy jeden dzień, aż wszystkie składniki dobrze się połączą.
W wersji dla odważnych dodajemy pieprz cayenne, ale pamiętajcie, że imbir sam w sobie jest bardzo ostry i jeśli syrop ma być podawany dzieciom, to lepiej nie przesadzać :).

Podczas przeziębienia podajemy 3 łyżki dziennie, a zapobiegawczo, dla wzmocnienia odporności- jedną.

Uwaga! Ja swojego syropu nie trzymałam w lodówce, tylko w szafce kuchennej. Bez najmniejszej zmiany smaku/konsystencji itp.służył nam ponad dwa tygodnie, dopóki się nie skończył.

10/27/2015

Blogowy Szał Mam- było szałowo czy jednak tylko najadłyśmy się szaleju?

Blogowy Szał Mam- było szałowo czy jednak tylko najadłyśmy się szaleju?
     Łęczyca to miasto znajdujące się niedaleko Łodzi, dlatego gdy tylko dowiedziałam się o organizowanym tam, przez dobrze znaną mi Ladymami, spotkaniu, wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Zgłoszenie poszło, a ja stałam się jedną ze szczęśliwych uczestniczek.
     Posyłam Paulinie ukłony za zorganizowanie tak złożonego przedsięwzięcia w pojedynkę. Mnóstwo prezentów, warsztaty, licytacje i cztery różne prezentacje to rzeczywiście był szalony projekt. Paulina jednak podołała, wszystko co zostało przez nią zaplanowane- odbyło się. Tylko jedna wielka szkoda: Paulina nie przewidziała ani chwili na integrację i pogaduchy, których jednak na tym spotkaniu mi zabrakło. Program był bardzo napięty, dużo się działo, ale nauczona doświadczeniem uważam, że nic nie równa się blogowym pogaduszkom na żywo, bo to zwykle początek fascynujących i przyszłościowych znajomości. Niemniej jednak podziwiam Paulinę za to, co udało jej się osiągnąć. Myślę, że udowodniła wszystkim iż organizacja spotkania blogerskiego jest możliwa dla każdego.
     Spotkanie miało miejsce w chłodny, słoneczny dzień w restauracji Agawa. Wydzielone dla nas przestronne pomieszczenie pomieściło nie tylko nas, ale i stos upominków, które Paulina zorganizowała dla każdej z blogerek. Zresztą, zobaczcie sami:


     Podczas spotkania odbyły się prezentacje kosmetyków DLA oraz Plus dla skóry i nie ukrywam, że ta pierwsza marka bardzo mnie zainteresowała. Jak się domyślacie: oczarował mnie naturalny skład i przede wszystkim rodzime pochodzenie. Pani z marki DLA robiła każdej z nas analizę skóry i była bardzo pozytywnie zaskoczona stanem mojej. Jak widać pielęgnacja, którą polecam ma swoje potwierdzenie na każdej płaszczyźnie ;).



     Bardzo interesująca była prezentacja Pana Trenera z którym miałam ochotę trochę podyskutować i podpytać go o parę spraw, ale nie znalazła się ku temu okazja. Do udanych zaliczam także prezentację butów dziecięcych Memo, których dotąd nie znałam, a których system bardzo mnie przekonał. 
     Moją ulubioną częścią Blogowego Szału Mam były warsztaty malowania koszulek. Dwa lata temu kupiłam kilka farb do malowania tkanin i chyba wreszcie doczekały się swojego momentu ;). Dzięki Ani wiem już jak łatwo nanieść napis i zrobić perfekcyjne malunki na bawełnie. 


     Podczas tak napiętego programu wzmocnienie sił było wskazane.

     Podsumowując, Blogowy Szał Mam jednym słowem to masa atrakcji. Rzeczywiście było szałowo, było ciekawie, było inspirująco. Gratulacje i brawa dla naszej organizatorki Pauliny!








A na koniec oficjalny plakat wydarzenia, gdzie możecie podziwiać jak wielu partnerów wydarzenia udało się Paulinie zgromadzić:

Uczestniczki wydarzenia:


10/23/2015

Mój sposób na zmarszczki czyli facefitness

Mój sposób na zmarszczki czyli facefitness
     Każda kobieta chce zachować młodość jak najdłużej, jest to całkiem zrozumiałe. Wcieramy w siebie kremy i olejki, robimy pilingi, nakładamy maseczki, część z nas systematycznie odwiedza kosmetyczki. Robimy to wszystko po to, by długo cieszyć się jędrnym owalem twarzy, blaskiem skóry i znikomą ilością zmarszczek. Jest jeszcze jeden sposób, by przeciwdziałać zmarszczkom: ćwiczenia twarzy czyli facefitness
     Na twarzy znajduje się kilkadziesiąt mięśni twarzy, które pracują intensywnie gdy mówimy, uśmiechamy się, całujemy. Są one odpowiedzialne nie tylko za naszą mimikę, ale jak się okazuje, także za wygląd naszej twarzy. Ćwicząc odpowiednie partie możemy zadbać o lepsze napięcie policzków czy zmniejszyć podbródek. Ja ćwiczę od kilku tygodni i powoli zaczynam dostrzegać efekty. To jak? Zaczynamy?

Dziubek- wciągamy policzki i układamy usta tak jakbyśmy udawały rybkę. Ja staram się wytrzymać tak kilkanaście sekund, puszczam, odpoczywam chwilkę i powtarzam około 10 razy. Ćwicząc, czujemy pracę mięśni policzków. 

Całus- kolejnym ćwiczeniem policzków jest ułożenie ust tak jakbyśmy chciały dać komuś całusa. Jeśli chcecie zwiększyć intensywność, przykładamy do usta palec jakbyśmy i lekko naciskamy nim na usta. Ważne jest to, żeby stawiać ustami opór. Wytrzymujemy tak kilkanaście sekund, przerwa i 10 powtórek.

Wysuwanie szczęki- to doskonałe ćwiczenie podbródka, który zaczyna nam obwisać lub po prostu profilaktyczne, żeby trzymał się na swoim miejscu ;). Siadamy prosto i wysuwamy dolną szczękę tak żeby dolne zęby zachodziły na górne. Powtarzamy dokładnie tak jak robiłyśmy z powyższymi ćwiczeniami.

Naciskanie podbródkiem- kolejne ćwiczenie na jędrność naszego podbródka. Siadamy prosto, ręce opieramy o stolik lub wyższy blat, składamy dłonie w pięści, podkładamy je pod brodę i zaczynamy naciskać na nie brodą. Wytrzymujemy nacisk około 10 sekund, odpoczywamy i powtarzamy 10 razy.

Bezgłośne aeiou- wykonuję to ćwiczenie jako przedostanie bo świetnie rozluźnia spięte mięśnie twarzy. Bezgłośnie powtarzamy samogłoski alfabetu jednym ciągiem, przesadnie je artykułując czyli staramy się jak najszerzej otwierać buzię przy wypowiadaniu liter. Powtarzamy kilka razy.

Łapanie powietrza- rewelacyjnie rozluźnia a jednocześnie ćwiczy mięśnie wokół ust. Nabieramy powietrza nadymając mocno policzki, wytrzymujemy chwilkę a następnie wypuszczamy je powolutku ustami ułożonymi w dziubek. Powtarzamy 10 razy. 

Jest jeszcze kilka innych ćwiczeń, głównie brody i oczu, ale mam wrażenie że niektóre z nich mogą być nieskuteczne, dlatego zamiast ćwiczyć mięśnie oczu i czoła, stosuję masaż olejkiem (polecam masaż twarzy, kosmetyki szybko się wchłaniają i czuć jak wspaniale skóra się rozluźnia, ja to szczególnie odczuwam na czole). Bardzo lubię facefitness, bo mogę go uprawiać pisząc posty czy oglądając film, nie wymaga wiele czasu, wysiłku i naprawdę szybko widać efekty. Polecam Wam kobiety :).

Post bierze udział w wyzwaniu:

10/19/2015

Nie jesteś piękna pomimo...

Nie jesteś piękna pomimo...
     Szlachetna idea promowania samoakceptacji, wiary w siebie i budowania poczucia własnej wartości, choć jest niezaprzeczalnie konieczna i użyteczna, to niestety mam wrażenie, że nie do końca dopracowana. Jestem zewsząd bombardowana hasłami: "jesteś piękna pomimo wad", a jak można poczuć się piękną, skoro ktoś z zewnątrz jednak nam o tych wadach ciągle przypomina, skoro ktoś arbitralnie zadecydował o tym co moją wadą jest, a co nie jest? 
     Nie zrozumcie mnie źle. Każdy z nas ma wady, w szczególności w charakterze, ale ja potraktuję ten post zupełnie jednotorowo i odniosę się tylko do kobiecej powierzchowności. Mamy wady, to fakt, ale dlaczego mam uznać, że szerokie biodra, długi nos lub rzadkie włosy to moja wada? Może mnie pasuje oklapła czuprynka, brazylijski tyłek i nos Pinokia. Czemu mam słuchać ludzi,o których wygląd dba sztab ludzi i chirurgów lub ludzi, którzy mają krzywe nogi, zeza i stopy jak kajaki? Kto zdecydował, że moje wady to wady i mam pokochać siebie pomimo nich, a nie właśnie za nie? Nie wystarczy wad zaakceptować, żeby pokochać siebie. Żeby pokochać siebie, uwierzyć w siebie i poczuć się pewną, musimy pokochać się bezwarunkowo, nie tylko zaakceptować. Musimy uświadomić sobie to jak wyglądamy, jaką mamy budowę ciała, co nam pasuje, w czym czujemy się seksownie i przede wszystkim pojąć że żadna z naszych wad, wadą nie jest. 
     Nie bez przyczyny mówi się, że współczesna kobieta dopiero po trzydziestym roku życia nabiera pewności siebie i świadomości swojego ciała. Jesteśmy bombardowane sprzecznymi hasłami, sprzecznymi informacjami, upiększonymi graficznie, nieprawdziwymi zdjęciami kobiet, dlatego potrzeba czasu, żeby zmądrzeć, a następnie uświadomić sobie, że to JA jestem najlepszą wersją siebie. Nie sąsiadka, nie aktorka, nie ja po sesji w solarium i u kosmetyczki, tylko Ja, po prostu Ja- bez makijażu, bez wypracowanej fryzury, w bawełnianych majtkach i białym podkoszulku. 
     Kiedy pokochasz swoją skórę albinosa i tysiące piegów, bo zrozumiesz że one nie tylko definiują Ciebie, ale to właśnie one dodają Ci urody, kiedy z dumą wciągniesz ołówkową spódnicę na szerokie biodra, by wszystkim pokazać swoje pełne kształty, kiedy wyrzucisz do kosza workowate ciuchy, bo dotrze do Ciebie, że 8 kilo na plusie to nie jest otyłość, tylko nabieranie kobiecej sylwetki, którą trzeba umiejętnie podkreślić, będzie to znak, że z drogi akceptacji i lubienia siebie "pomimo", zeszłaś na jedyną słuszną drogę miłości do siebie i kochania swojego ciała za każdy jego szczegół. To właśnie Twoje ciało daje Ci się siłę i energię do życia, być może wydało na świat najcudowniejszą istotę na świecie, dzięki niemu tańczysz, pracujesz, zarabiasz, tworzysz, uwodzisz, karmisz, tulisz.
     Nie pozwól sobie wmówić, że masz kochać siebie pomimo defektów swojej urody. Popatrz na uciekające oko Kate Moss, wadę zgryzu i wymowy Anji Rubik, diastemę Georgii May Jagger, na znane aktorki i piosenkarki- czemu ich wady mają być uznane za urocze a Twoje za wymagające zakrywania?

Za piękne zdjęcie i całą sesję dziękuję Kasi.
piękna kobieta


Wpis bierze udział w wyzwaniu u Save the magic moments.


10/16/2015

Nieprzyjemny zapach z ust- jak sobie radzić?

Nieprzyjemny zapach z ust- jak sobie radzić?
     Przykry zapach z ust to nie zawsze jest kwestia niezadbanych zębów, zmian ropnych w jamie ustnej czy nieodpowiedniej higieny. Nierzadko dbamy o nasze zęby: używamy płynów do płukania zębów, nici dentystycznej, specjalistycznych past, a mimo wszystko zapach oddechu już po godzinie od wyszczotkowania zębów staje się nieprzyjemny.
Jak więc skutecznie pozbyć się nieświeżego oddechu?
     Przede wszystkim należy pozbyć się jej przyczyny, a nie tylko skutku. Pasta, płyn, nici, guma do żucia to oczywiście konieczne w naszej higienie elementy, ale one nie zagwarantują nam arktycznego oddechu, jeśli przyczyna brzydkiego zapachu leży zupełnie gdzie indziej. Z reguły zaczyna się w jelitach, żołądku czy wątrobie i dotyczy fermentacji pokarmu, zaburzeń funkcjonowania poszczególnych narządów czy zagrzybienia organizmu
     Chcąc pozbyć się nieprzyjemnego zapachu z ust zacznijmy się od naszej diety. Nieprawidłowa fermentacja pokarmów spowodowana może być spożywaniem zbyt dużej ilości cukrów czy jedzeniem owoców po obiedzie czy na kolację (owoce mogą być zjedzone najpóźniej na drugie śniadanie, bo inaczej zalegają i gniją). Chcąc sprzyjać prawidłowemu trawieniu musimy pamiętać o dostarczaniu odpowiedniej ilości błonnika, spożywajmy więc ciemne pieczywo, otręby pszenne, łuskę babki jajowatej, owsiankę i wystrzegajmy się białego pieczywa, ciast na mące pszennej itp. 
     Nie można zapominać też o odpowiednim nawadnianiu. Picie wody zaraz po posiłku czy zaraz przed zaburza perystaltykę jelit i wydzielanie kwasów żołądkowych, dlatego pamiętajmy o minimum pół godzinnych przerwach między szklanką czystku ;) a posiłkiem. 
     Istnieją oczywiście produkty, bogate w siarkę, których spożycie zawsze wywołuje nieprzyjemny zapach z ust. Są nimi oczywiście bardzo zdrowa cebula oraz czosnek. Organizm człowieka musi się pozbyć się nagromadzonej siarki i oczywiście wydala ją także wraz z oddechem. Rewelacyjny efekt przyniesie dodawania do potraw z dużą ilością cebuli czy czosnku natki pietruszki, gdyż chlorofil w niej zawarty detoksykuje, oczyszcza organizm, reguluje produkcję bakterii, ma zbawienny wpływ na układ trawienny i przede wszystkim odświeża oddech. Duże ilości chlorofilu znajdziemy oczywiście w innych zielonych warzywach jak np. brokuł, w algach a także pobudzającej herbacie mate. Chlorofil to bomba zdrowia dla naszego organizmu, dobra nie tylko przez wzgląd na nasz oddech. Ma on właściwości antyrakowe i antyoksydacyjne oraz chelatujące, co oznacza, że posiada zdolność łączenia się z metalami ciężkimi, które następnie pomaga wydalać z organizmu. Dobre rezultaty w odświeżaniu oddechu przeniesie też żucie goździków (mam na myśli przyprawę), ziaren anyżu czy przegryzienie jabłka (do pierwszego lub drugiego śniadania). 
     Świeży oddech to kwestia wielu czynników, Warto zadbać o dobrą dietę i spróbować uporać się z nieprzyjemnym zapachem naturalnymi sposobami, jeśli te zawiodą, warto udać się do lekarza, który pomoże odnaleźć przyczynę przykrego zapachu. 

nieświeży oddech

10/12/2015

Hash.fm vs. similarweb - czyli jak działają i czy warto rejestrować się na hash?

Hash.fm vs. similarweb - czyli jak działają i czy warto rejestrować się na hash?
     Dziś post o tym jak sprawdzić faktyczną popularność bloga w sieci oraz jego popularność na portalach społecznościowych oraz o tym co, to nam daje. Mam nadzieję, że będzie to dla Was bardzo odkrywczy i przydatny wpis.

     Coraz więcej blogerów w grupach do których należę pyta o sens dodawania bloga na hash.fm.

     Czym jest ów tajemniczy hash.fm? 

     To portal dla blogerów i reklamodawców, który ma służyć promocji w kwestii podejmowania intratnych współprac. Hash codziennie zbiera i analizuje informacje na temat bloga w postaci hashindexu, hashengage'u i hashactivity. Pierwszy z nich tj hashindex mówi o potencjalnym zasięgu bloga, kolejny o poziomie zainteresowania i reakcji odbiorców, a trzeci jak systematyczny i zaangażowany jest bloger. Wszystko wydaje się wręcz fantastyczne, ale tkwi tutaj jeden haczyk, mianowicie wszystkie statystyki liczone są na podstawie informacji pobieranych z portalów społecznościowych a nie samego bloga jako miejsca w sieci. Wiele osób ucieszy się z tego faktu, bo wciąż mnóstwo firm i zwykłych internautów sugeruje się liczbą polubień bloga na Facebooku czy obserwatorów na Instagramie, projektując na tej podstawie faktyczną liczbę czytelników bloga. Muszę Was rozczarować: liczba polubień na FB , ZWYKLE (co nie znaczy zawsze), nie ma żadnego odzwierciedlenia w liczbie realnych czytelników bloga. Znam mnóstwo blogów, które mają więcej polubień niż mój, a czyta go garsteczka osób (znam też odwrotne przypadki). Wielu z Was zapyta: jak to możliwe? Autorzy blogów już dobrze wiedzą jak to możliwe ;).

     Jeśli liczba fanów ma odzwierciedlenie w zaangażowaniu obserwatorów na FB, Twitterze czy IG, wtedy można tworzyć swoją markę blogera na portalach, bo przecież i tam można zarabiać, ale jeśli większość fanów to martwe dusze, bądź dusze aktywne tylko w trakcie konkursów to niestety taki bloger nie może być wiarygodny dla reklamodawców. To więc, że uda Ci się zdobyć 5 tysięcy polubień, podczas gdy miesięcznie czyta Cię 500 Unikalnych Użytkowników (Unikalny Użytkownik jest to pojedynczy/unikatowy użytkownik bloga, niezależnie od tego ile razy wyświetla/otwiera/odświeża Twojego bloga czy wpis) świadczy jedynie o tym, że Twoja marka działa, ale na portalach (o ile zaangażowanie Twoich obserwatorów jest adekwatne do liczby polubień). To żadna wada, ale bloger którego blog popularny jest na Facebooku powinien tam umieszczać posty sponsorowane itp, bo tylko wtedy ma szansę pozostać wiarygodnym i przynieść reklamodawcy skuteczną promocję. Chodzi tylko o zwykła uczciwość.

     Powstaje teraz pytanie: skąd reklamodawca, czy nawet ja- bloger żądny porównań i ciągłego samorozwoju mam wiedzieć jak w rzeczywistości popularne są inne blogi, skoro mało kto ujawnia statystyki z GA? Jest na to rozwiązanie, rozwiązanie, które ułatwi życie każdemu reklamodawcy i obnaży faktyczną popularność bloga w sieci, a nie bloga na portalach społecznościowych. Jest nim similarweb.com. Wystarczy wejść na stronę i wpisać adres bloga, które statystyk szukamy, by strona ta podała nam plus minus liczbę sesji na blogu (edit). Dlaczego plus minus? Similarweb nie jest tak dokładny jak GA, ale podaje naprawdę zbliżone statystyki, w moim przypadku odrobinkę je zaniża, ale mimo wszystko wartości są bardzo zbliżone do tych z Google Analytics, a skuteczność similarweb potwierdzam i polecam nie tylko ja.

     Dlaczego o tym piszę? Myślę, że warto zrobić analizę swojego bloga za pomocą tych dwóch narzędzi (tym bardziej jeśli nie mamy podpiętego Google Analytics), choćby po to by sprawdzić jaka jest różnica między postrzeganiem naszego bloga przez hash.fm a similarweb oraz to jak może widzieć i sprawdzić nas potencjalny reklamodawca. To także sposób dla reklamodawcy, który może sprawdzić naszą wiarygodność, a także odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak a nie inaczej wyceniamy nasze posty.

Teraz dla zobrazowania jak działają oba systemy, kilka porównań:

Oto naprawdę imponujące statystyki dość znanego bloga na podstawie hash.fm w kategorii parenting (obecnie moją główną kategorią jest zdrowie i mam zupełnie inny wynik); są to dane publiczne, ale mimo wszystko ukrywam dane bloga:

 Moje statystyki są, używając eufemizmu, niezachwycające:

 Porównując czytelników naszych blogów, okazuje się, że na ten moment mój blog faktycznie czyta ponad trzy razy więcej ludzi niż blog, którego zaangażowanie na portalach społecznościowych jest naprawdę imponujące:


     To nie oznacza, że któryś blog jest większy czy mniejszy, lepszy czy gorszy, ale pozwala nam zdecydować w której kategorii możemy się plasować, jak wyceniać nasze posty i jakie argumenty wobec reklamodawców stosować.
     Wielką zaletą Similarweb jest to, że nikt nie musi się logować, rejestrować, udostępniać danych. Wystarczy wejść na stronę i wpisać w wyszukiwarkę adres bloga, który nas interesuje. Hash.fm natomiast wymaga od nas rejestracji, jeśli chcemy poznać wskaźniki naszego bloga, nie każdy bloger ma tam swoje konto. To jednak nie jest jednak wielka przeszkoda, bo sami możemy ocenić jak blog się plasuje na tle innych, badając liczbę polubień na FB czy obserwatorów na Twitterze oraz zaangażowanie jego fanów. Efekty często są niezwykle zaskakujące. Blogi, które wydają się bardzo popularne, mają kilka tysięcy polubień i rzesze zaangażowanych fanów, są czytane przez mniej Unikalnych Użytkowników niż sugerowałaby liczba ich obserwatorów.
     Jak widać similarweb aktualizuje dane w połowie każdego miesiąca, a statystyki blogów często zmieniają się jak w kalejdoskopie, niemniej jednak jest to przydatne narzędzie, które pokazuje bardzo przybliżone statystyki (dlaczego przybliżone? na ten moment moje statystyki wedle GA pokazują ponad 22 tysiące UU, mimo wszystko po zbadaniu analizy mojego bloga przez similarweb, muszę przyznać że bardzo dobrze odzwierciedla ona tendencję i faktyczne wartości) i tendencję wzrostu lub spadku czytelników bloga.
     Jeśli po wpisaniu na similarweb adresu Waszego bloga, ukaże się Waszym oczom Data Not Found oznacza to, że Wasz blog na ten moment ma poniżej 2 tysięcy sesji i similarweb nie odczytuje informacji o nim.

10/09/2015

Strategia bloga

Strategia bloga
     Zakładając bloga nie zastanawiałam się jak będzie on wyglądał za rok czy za pół roku, nie robiłam biznesplanów, nie miałam pojęcia o szablonach, domenach i nie wiedziałam czym świat blogosfery w ogóle się rządzi. Do wszystkiego dochodziłam metodą prób i błędów, metodą obserwacji a nierzadko też domyślania się. Mój blog zrodził się z głębszych potrzeb a jego pojawienie się w sieci ma emocjonalny charakter. Jestem z tego dumna, naprawdę. Cieszy mnie fakt, że to, co czytacie i na co patrzycie to wynik mojej pasji, a nie głęboko obmyślony plan z szeroko zakrojonym marketingiem.
     To normalny blog zwykłej dziewczyny, która czasem chce podzielić się fajną radą, czasem sytuacją z życia. Nic nadzwyczajnego, ale wszystko jest prawdziwe i to ma dla mnie największy sens. Mój blog to taki wentyl, miejsce gdzie na moment przestaję być tylko matką mojego dziecka i żoną mojego męża, a fakt, że ktoś czyta, co piszę, nierzadko stosuje moje rady czy chwali moje zdjęcia sprawia, że przestaję być tylko bezrobotną kurą domową i staję się także blogerką. 
     W ciągu ostatnich miesięcy mój blog ewoluował: przeszłam na własną domenę, zmieniłam szablon, udoskonaliłam zakładkę "O mnie", zyskałam mnóstwo czytelników. W tym czasie poznałam osobiście wiele blogerek, a wśród nich kilka naprawdę fantastycznych osób i jedną naprawdę wyjątkową, co potwierdziło mi, że w wirtualnym świecie można nawiązać wartościowe relacje i że większość blogerek jest w rzeczywistości dokładnie tak fajna jak na szklanym ekranie.

Osiągnięcia
     Największym osiągnięciem jest dla mnie chyba to, że znalazłam się w zestawieniu Share Week. Dlaczego? Fakt, że trzy osoby wspomniały o moim blogu jako godnym polecenia sprawił, że utwierdziłam się w przekonaniu, że jest sens w tym co robię. Wyznam, że minimum raz w tygodniu biję się z myślami czy nie rzucić tego bloga w kąt i wtedy przypominam sobie o tych dużych rzeczach, które dzięki blogowaniu mnie spotkały, by choć na moment porzucić ponure przemyślenia. 
     Kolejnym ważnym sukcesem jaki odniosłam na polu blogowanie to współorganizacja spotkania Blogowe Love, które powiodło się w 99% oraz Mamy BlogOFF-ują, które odbędzie się w grudniu tego roku. Organizacja takiego wydarzenia to spore wyzwanie, które wymaga wielu umiejętności i ogromnego nakładu pracy.
     Jako blogerka byłam zapraszana do różnego rodzaju projektów: wpisów gościnnych, współprac, zostałam współredaktorką portalu KoBBieciarnia, publikuję także dla portalu Fashionkid, dostałam propozycję płatnych współprac i dzięki temu udało mi się wreszcie dorzucić się do rodzinnego budżetu. 
     Odkrycia
     Dzięki blogowaniu odkryłam w sobie pasję fotografowania, która stała się teraz moim drugim życiem. Nie rozstaję się już z aparatem, jestem samoukiem a najlepszym sposobem na spędzanie czasu to robienie sesji zdjęciowych, obojętne czy zaplanowanych i umówionych czy całkiem spontanicznych. Każdy wolny czas poświęcam doszkalaniu i obserwowaniu zdjęć w grupach i na forach fotograficznych, fotografia otacza mnie i wypełnia, a wszystko to dzięki temu blogowi. 

Plany na przyszłość
     Mam nadzieję, że mój blog będzie się rozwijał i przyciągał coraz więcej czytelników, mam nadzieję, że ludzie dzięki mnie uwierzą, że można trzymać się z daleka od apteki, lekarzy czy dietetyka żeby czuć się wyśmienicie, pięknie wyglądać i chwalić wynikami badań. Chcę zaszczepić w ludziach dobre nawyki i przekonać ich, że maluszek może chodzić do przedszkola okrągły rok, a nie zarażać się co dwa tygodnie od rówieśników. Nie ukrywam, że mój blog to wynik wielkiego zaangażowania, pracy i ciągłego doszkalania się, dlatego liczę, że coraz więcej osób będzie to dostrzegać i doceniać.




10/07/2015

Jarski gulasz dyniowy z soczewicą

Mój autorski gulasz, którym tak się zajadam, że cały garnek mogłabym zjeść sama. Dzięki temu przepisowi wygrałam nawet plecaczek dla córy.


Składniki:
  • 2 czerwone cebula (mogą być też zwykłe)
  • trzy ząbki czosnku
  • 4 łyżki oleju rzepakowego zimno-tłoczonego
  • dwie duże marchwie
  • około 750 gram miąższu dyni (najlepiej Hokkaido, ale ja robiłam go już każdą)
  • szklanka soczewicy
  • kawałek papryczki chili (dosłownie wielkości dużego paznokcia)
  • plasterek świeżego imbiru
  • woda
  • po 1/4 łyżeczki kurkumy, kolendry, papryki słodkiej, kozieradki, gałki muszkatołowej
  • łyżeczka przyprawy curry (najlepiej eko)
  • natka pietruszki do posypania
  • sól, pieprz do smaku
Cebulkę szatkujemy i szklimy na oleju. Obraną marchew kroimy w średniej wielkości kostkę, miąższ dyni w trochę większą kostkę, czosnek przeciskamy przez praskę i wszystko dodajemy do garnka, w którym zeszkliliśmy cebulkę. Zalewamy wodą tak żeby przykryła warzywa, dorzucamy plasterek imbiru i papryczkę chilii drobno poszatkowaną, przyprawy i dusimy około pół godziny pod przykryciem. Po tym czasie dodajemy opłukaną soczewicę i dusimy kolejne pół godziny. 

Gulasz jest bardzo sycący, zdrowy i rozgrzewający. Możecie do niego dodać także niedużego bakłażana, będzie wtedy jeszcze zdrowszy, Gulaszu nie trzeba zagęszczać mąką jeśli będzie zrobiony na dyni Hokkaido, w innym przypadku musicie ocenić sami- jeśli będzie zbyt rzadki, może zagęścić go łyżką mąki rozpuszczonej w niewielkiej ilości wody. 

Pamiętajcie żeby solić potrawę na samym końcu :).

10/05/2015

Mój sposób na jesień

Mój sposób na jesień
Nie będę ukrywać, że marudzenie ludzi na letnie upały doprowadza mnie do szewskiej pasji i zawsze żal mi odchodzących, letnich dni. Tym bardziej, że lato mamy króciutkie i rzadko kiedy upały trwają bite dwa miesiące wakacji (po prawdzie: każde narzekanie na pogodę trochę mnie irytuje, bo każda aura ma w sobie coś magicznego i każda mija bezpowrotnie). Niemniej jednak kocham jesień, a dlaczego i za co wspominałam tutaj. Pisałam między innymi o ważnych datach, na które czekamy całą rodziną, o grzanym winie, darach ziemi czyli dyni, jarmużu, śliwkach, jabłkach itd, a jak jesteście ciekawi za co jeszcze kocham tą przepiękną porę roku to zapraszam na tamten wspominany wpis.

Mój sposób na jesień?

Jest bardzo prosty: zmysły.

Otwórz oczy: czy jest wdzięczniejsza pora roku niż jesień? Ciepłe słońce wiszące nisko nad horyzontem lub szary deszcz spływający strugami po ulicach, kiedy Ty popijasz gorącą herbatę i wertujesz ulubione czasopisma. Czerwona jarzębina, błyszczące kasztany, złote liście, wysuszone trawy. Góry, pola, lasy okrywają się stubarwnymi nakryciami, niebo o każdej porze dnia nabiera innych barw: czasem straszy głębokim granatem, smuci stalową szarością lub rozwesela czystym błękitem. Jednego dnia budzi Cię złotawe, jesienne słońce i wyciąga na spacer do lasu, na grzyby albo piknik w parku, innym razem za oknem ulewa, ulica straszy gołymi konarami i bladymi, smutnymi twarzami spieszących się do pracy. Jesień to niezwykła inspiracja dla każdego artysty: pisarza, malarza, projektanta itd.

Zacznij słuchać: szelest liści zupełnie inaczej brzmi w parku, na asfalcie czy w lesie. To bardzo kojący i relaksujący dźwięk, Wiatr to kolejny dźwięk jesieni, którego odgłos potęgują uciekające drzewom liście. Innym relaksującym dźwiękiem jest oczywiście szum deszczu czy melodia wygrywana przez krople uderzające o parapet, okiennice, okna... Czy jest ktoś, kto nie lubi być utulonym do snu przez te wszystkie melodie natury?

Smakuj: dla mnie, pasjonatki kuchni, jesień to obok lata pora niezwykle obfitująca w aromatyczne i zdrowe produkty. Nasz ukochany i niezwykle zdrowy jarmuż, dynia z której robię desery, dania jarskie, gulasze, zupy a nawet dżemy, śliwki- znak rewelacyjnych knedli mojego męża czy wyśmienitego garusa mojej mamy (nie do powtórzenia przez jakąkolwiek inną rękę, dlatego jadąc do mamy w sezonie śliwek zawsze nieśmiało proszę: "mamo, a zrobisz mi garus?"). Jabłka, gruszki, imbir, cynamon, cukinia, papryka i wiele, wiele innych bogactw, które daje nam ziemia,a my możemy tworzyć z nich tanie i zdrowe obiady, przetwory i desery. Czy jest milszy smak niż smak grzanego wina z plastrem pomarańczy lub cytryny, kilkoma goździkami, cynamonem i łyżeczką miodu?

Dotykaj: jesień to mnogość faktur. Kto nie lubi ściskać w dłoni gładkich kasztanów czy żołędzi? Dotknij szorstkiej szyszki, przejedź dłonią po liściach, które leżą pod drzewami w parku, połóż się na mchu w lesie, przytul ogołoconą brzozę. Idź na grzyby, pójdź na targ, dotykaj, gładź, przebieraj palcami w misie pełnej żołędzi, pobudzaj zmysł dotyku i obserwuj jak relaksuje Cię bliskość natury.

Wąchaj: jesień ma przepiękny zapach. Zapach leśnych grzybów, soczystych warzyw, aromatycznych, polskich owoców, smażonych konfitur, kiszonek, szarlotki, cynamonu, imbiru. Jesień to zapach lasu, nagrzanych słońcem, uschłych liści, przemoczonych ubrań, grzanego wina z plastrem cytryny, szarlotki pełnej jabłek i cynamonu, pomarańczy z powbijanymi goździkami, miodu.

dary jesieni

Mój sposób na jesień? Pokochać ją za dostatek, obfitość barw, smaków, zapachów i faktur. Cieszyć się jej pełnią, pić grzańca w chłodne, deszczowe wieczory i układać z rodziną puzzle, chodzić na grzyby, spacerować po lesie czy parku, obrzucać się liśćmi, zbierać kasztany. Przestać narzekać i zacząć patrzeć.

dary jesieni

Wpis powstał w ramach wyzwania u Lifestylerki:

10/02/2015

Domowe i sprawdzone sposoby na odporność

Domowe i sprawdzone sposoby na odporność
Nie uznaję farmakologicznej suplementacji ani przeciwdziałaniu przeziębieniu syropom na literę N czy P. Uważam, że stare, domowe, sprawdzone przez nasze babcie metody to najlepsze rozwiązanie na przeziębienie, katar czy kaszel. Zauważyłam, że mamy dzielą się obecnie na te "higieniczne", odcinające się od poszukiwań w internecie czy porad znajomych, które z pierwszym katarkiem pociechy biegną do apteki, by nafaszerować domowników "naprawdę skutecznymi" suplementami oraz na te, które zanim pójdą do lekarza czy farmaceuty próbują domowych sposobów. Należę w 100% do drugiej kategorii, a cała moja rodzina jest przykładem na to, że to działa i że nie ma powodu faszerować się chemią, barwnikami i cukrem, by nasze dziecko okrągły rok chodziło do przedszkola.

Moje sposoby na odporność i lekkie przeziębienie to przede wszystkim:

Syrop z czosnku:

Czosnek posiada niewiarygodnie silne właściwości bakteriobójcze, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze. Syrop z czosnku dostarcza również wielu cennych witamin i mikroelementów ze względu na wspaniałe połączenie miodu, cytryny i czosnku. 

Składniki:
niecała główka czosnku
sok z cytryny
pół szklanki miodu (koniecznie ze sprawdzonego źródła)

Mój syrop z czosnku to raczej wersja łagodna, ale nie wyobrażam sobie podawać córce syropek z dwóch główek na takie proporcje. Czosnek obieram, przeciskam przez praskę, wkładam do słoika, zalewam sokiem z cytryny oraz połową szklanką miodu. Odstawiam do lodówki i od następnego dnia, przecedzony syrop, podaję po łyżeczce wieczorem na wzmocnienie odporności, a w razie przeziębienia zwiększam kurację na trzy łyżeczki. 

sposoby na odporność


Syrop z cebuli czyli smak dzieciństwa mojego męża

Syrop z cebuli to sposób na katar, kaszel i obecne już przeziębienie. Cebula ma działanie dezynfekujące, przeciwwirusowe, łagodzi kaszel, a co więcej przeciwdziała anemii.

Składniki:
dwie główki cebuli
pół szklanki miodu (z dobrego źródła)

Cebulę siekamy drobno, wkładamy do słoika i zalewy miodem. Czekamy jeden dzień aż puści sok, możemy przecedzić. Podczas przeziębienia i uporczywego kaszlu podajemy po łyżce trzy razy dziennie. Syrop jest bardzo smaczny, słodki, moja córka go pokochała i codziennie dostaje po łyżeczce na własną prośbę. 

sposoby na odporność

Czystek
O czystku pisałam już wielokrotnie, towarzyszy on nam jesienią, zimą i wiosną. Pijemy go trzy razy dziennie, ale o tym jak pić czystek pisałam tutaj, natomiast o zdrowotnych właściwościach czystka tutaj. Jeśli chcecie cieszyć się odpornością, oczyścić organizm z toksyn, a nawet wybielić zęby i pozbyć się przykrego zapachu potu, koniecznie zastąpcie herbatę czystkiem. Efekty zobaczycie już po kilku miesiącach regularnego picia,

czystek właściwości

     Nasza rodzina choruje bardzo rzadko, nie skłamię ani nie przesadzę jeśli powiem, że prawie w ogóle. Minął miesiąc odkąd Melania chodzi do przedszkola, codziennie wychodzą na zewnątrz i my również nie próżnujemy, a w ciągu ostatniego miesiąca córa przyniosła lekki katarek, który minął po dwóch dniach (m.in. dzięki syropom z czosnku i cebuli).
     W naszym domu nigdy nie brakuje ziela kozieradki, którą dosmaczam niemal każdy sos, zupę, a nawet jajecznicę itp. Kozieradka posiada działanie przeciw-anemiczne, zwiększa odporność, poprawia przemianę materii. Zdrowotne właściwości kozieradki opisane są w tym poście. Prócz stosowania w kuchni kozieradki, namiętnie używam oleju kokosowego. Używam go po prostu zamiast masła (nie tylko pod dżem czy twarożek, moja córka bez problemu zajada go w towarzystwie żółtego sera). Olej kokosowy działa jak naturalny antybiotyk, to jeden z najzdrowszych olei świata, posiada działanie przeciwbakteryjne, zabija wirusy.
     W okresie jesienno-zimowym a także podczas przesilenia wiosennego warto zaopatrzyć się w dobry sok z aloesu. Pisząc dobry mam na myśli bez benzoesanu sodu, cukru czy innych niepotrzebnych dodatków. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o prozdrowotnych właściwościach aloesu, a także o innych metodach, które sprawdzają się w naszej rodzinie odsyłam Was do mojego  postu o odporności.


Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger