11/30/2015

Kalendarz adwentowy diy i inspiracje

Kalendarz adwentowy diy i inspiracje
     Kiedy w zeszłym roku odkryłam pomysłowe kalendarze adwentowe, w których można ukryć drobne prezenciki dla dzieci, by umilić im czas oczekiwania na narodziny Jezusa, postanowiłam, że i ja kiedyś taki zrobię. Zamarzył mi się nastrojowy kalendarz z mnóstwem drobiazgów, które moja córa każdego dnia będzie odrywać, a ja będę dzień w dzień powtarzać jej z jakiego powodu ten kalendarz powstał. Od marzenia do spełnienia w tym wypadku nie było daleko, wystarczyło ruszyć głową i ręką i wraz z mężem zrobiliśmy Melanii kalendarz radosnego oczekiwania na przyjście na świat Jezusa.
     Nasz kalendarz przypomina choinkę i powstał z kilku deseczek przewiązanych sznurkiem. Na deseczkach powiesiłam drobiazgi, które począwszy od pierwszego grudnia, moja córa będzie co dzień rozpakowywać oraz ozdoby nawiązujące do Świąt Bożego Narodzenia. 
     Nasz kalendarz adwentowy wygląda tak (wybaczcie jakość zdjęć, ale musiałam je zrobić telefonem):
kalendarz adwentowy diy

kalendarz adwentowy diy

kalendarz adwentowy diy

     Pomysłów na stworzenie kalendarza adwentowego znajdziecie w internecie setki, oto niektóre z nich:










11/29/2015

Zlot nietoperzyc czyli jak stałam się sensualna

Zlot nietoperzyc czyli jak stałam się sensualna
     Nie wiem czy słyszeliście, ale między 16 a 18 listopada w Zalesiu na Mazurach odbył się zlot. Nie był to taki sobie zwykły zlot, bo był to zlot Nietoperzyc.
     Nietoperzyce jak każde inne z gatunku Nietoperzyc: blogują, matkują, prowadzą domy, pracują, żyją dla wszystkich wokół. Ważna jest jednak tutaj informacja, że Nietoperzyce niekoniecznie muszą blogować, nie myśl że nie prowadząc bloga możesz nie być Nietoperzycą.
     Żeby móc uważać się za Nietoperzycę musisz czuć się absolutnie niewyjątkowo, ba, możesz nawet myśleć o sobie jak o paskudnym dziwadle i unikać lustra, bojąc się tego co w nim zobaczysz. Nietoperzyce nie za bardzo lubią siebie, nie wierzą w siebie i na pytanie kim jesteś najpewniej mogłyby odpowiedzieć:
Ja wcale nie jestem ciekawa i nie ma we mnie nic wyjątkowego (...). Jestem dziwolągiem.*
     Jak w każdej bajce, tak i w życiu, istnieją jednak wróżki. Wróżki lub anioły, jak wolicie tak je nazywajcie. To takie zwykłe, szare osóbki, które potrafią zdziałać więcej dobrego niż cały sztab wysoko postawionych ludzi. Wróżki zazwyczaj cichutko siedzą, pracują jak mróweczki, tylko po to by któregoś pięknego dnia (nieważne czy szary, listopadowy czy słoneczny, majowy) odczarować ponure życie Nietoperzyc i namieszać im pozytywnie w głowach.
     Gdy więc przemykałam z kąta w kąt, sprzątając, prasując, gotując i usilnie unikając lustra, nagle sfrunął do mnie list. Pachnący, wiotki, w słonecznej kopercie, a w środku napisane było: Jak możesz tak o sobie myśleć? (...) Jesteś piękna dokładnie taka, jaka jesteś. A jeśli chcesz, pomogę Ci to odkryć.* To było zaproszenie na zlot Nietoperzyc w Zalesiu, w przepięknej willi z zaczarowanym ogrodem, które posiada dźwięczna nazwę Zalesie Mazury Active Spa i jest do znalezienia w Google Maps :), pomimo że jest tam zupełnie jak w bajce.



Zalesie Mazury Acitve Spa

     Pojechałam więc, zaczarowaną karetą Nietoperzycy Ady w towarzystwie innych wspaniałych Nietoperzyc: dwóch Kaś i Moniki, żeby wziąć się w garść i dać sobie pomóc.

spotkanie blogerek

warsztaty blogerskie

     Kiedy znalazłyśmy się na miejscu: w sercu Mazur, w przytulnym pokoju, na spotkanie wybiegła jedna z wróżek i sprawczyń całego zlotu: Ania (Okiem Mamy). Ania szybko namówiła nas na relaks w jacuzzi i saunie, a potem poinformowała o pysznym obiedzie (oj uwierzcie, jadło tam było naprawdę rewelacyjne i było go aż za dużo- szwedzki stół mnie zniszczył :P).


 Po obiedzie stało się to, co się stać musiało. Odczarowywanie naszych stłamszonych myśli, odwirowywanie tego, co złe od tego, co dobre. To był bardzo cenny czas, to było sedno całej tej baśni, pomimo, że ja jestem już w tym konkretnym miejscu w życiu, w którym się jest po pewnych przejściach i w którym docenia się to, co się ma i nie czeka się na lepsze, bo najlepsze jest tu i teraz. Pomimo tego, że już tam byłam to nadal byłam niepogodzona z sobą jako kobietą i lustro kłuło mnie jak jeża. W ciągu tych trzech dni dostałam mnóstwo wartościowych lekcji od niezwykłych wróżek/aniołów z Fundacji Tętniące Życiem: Basi i Agnieszki.

Tutaj dwie kolejne wróżki czyli Ania (Okiem Mamy) i Ania (Przewijak). 



Warsztatów i atrakcji była cała masa. Nie było przystanków, nie było nudy, to był bardzo intensywny czas, szczególnie dla naszych dusz. To były tylko trzy dni i aż trzy dni, niezwykły zlot niezwykłych kobiet uwięzionych w ciałach Nietoperzyc.
I gdy Basia kazała mi stanąć przed lustrem i powiedziała, że jestem swoją najlepszą przyjaciółką, dostrzegłam siebie jako kogoś ważnego. Zrozumiałam, że to, w jaki sposób o sobie myślę, zależy tylko ode mnie. Poczułam się wolna. Nie muszę być taka jak inni. Mam w sobie swoją własną wyjątkowość.*


blogerka


blogerka

blogerka

*wykorzystałam fragmenty bajki "Nietoperzyca Kaja i piękno uważności" Agnieszki Pawłowskiej

Za część zdjęć i wspaniałe towarzystwo w pokoju dziękuję Kasi z bloga 280 dni.

W zlocie brały udział:

Zalesie Active spa

11/27/2015

Mój sposób na wprowadzenie idei powolności (slow life)...

Mój sposób na wprowadzenie idei powolności (slow life)...
     Nie mam na to sposobu. Niestety. W moim życiu kiedyś, nagle, wiele się zadziałało. Najpierw nie mogłam się z tym pogodzić, później straciłam zupełnie chęć do życia i marzyłam o tym, żeby je w całości przespać, by w końcu dostać obuchem w łeb i przewartościować całe swoje życie.
     Idea powolności to dla mnie także, a może przede wszystkim, pogodzenie się z życiem i przyjęcie na klatę z pokorą tego wszystkiego, co przychodzi.
     Nie ma sensu gnać za czymś lepszym, za spełnieniem marzeń, które po ich zrealizowaniu okażą się niewystarczające.
     Kiedy zrozumiałam, że liczy się tylko tu i teraz, że trzeba cieszyć się tym, co się ma i być wdzięcznym za złe i dobre, za trudne i łatwe, za smutek i łzy, za radość i fart, ochłonęłam i zwolniłam.
     Przestałam na gwałt i na siłę szukać pracy, tylko po to żeby zbliżyć się choć o milimetr do upragnionego M3. Przestałam kłócić się z mężem o wyprowadzkę, bliżej rodziny i znajomych. Przyjęłam z pokorą los i wtedy mój los zaczął się zmieniać, pomimo że ja bardzo zwolniłam.

Mam więc swój sposób na zwolnienie: pokora i wdzięczność.

slow life jak zwolnić

11/26/2015

Blogowy Szał Mam- co przywiozłam

Blogowy Szał Mam- co przywiozłam

Jak wiecie nie tak dawno uczestniczyłam w spotkaniu blogerek w Łęczycy o wdzięcznej nazwie Blogowy Szał Mam. Spotkanie, prócz, wiadomych plusów dotyczących nowych znajomości, rozmów z pokrewnymi duszami oraz ciekawych warsztatów, miało także wartość dodaną w postaci najróżniejszych upominków.
Nie przesadzę jeśli powiem, że utonęłam wręcz w prezentach. Paulina z bloga Ladymami zorganizowała dla nas masę najróżniejszych podarunków, z których każda z nas mogła znaleźć dla siebie coś naprawdę wyjątkowego, co przez kolejne miesiące będzie przypominać jej o tym przemiłym spotkaniu. 

Co najbardziej mnie urzekło? 

Przede wszystkim urocza czapeczka od HobiBobi. HobiBobi to nasza rodzima firma założona przez niezwykłą kobietę, która pomimo przeciwności losu osiągnęła swój życiowy cel i udowodniła wszystkim, że "baba też może", że każda kobieta jest silna. 


Mojej córze bardzo spodobał się zestaw do robienia bransoletek warkoczyków z gumek recepturek, od razu kazała zrobić sobie na głowie kilka i tak dumnie paradowała do przedszkola


Nas rodziców niezwykle ucieszyły bilety do wykorzystania w Zoo Safari oraz zniżki i wejściówka do Jupi Parku. Jupi Park znamy i bardzo lubimy, więc z pewnością niedługo wybierzemy się z mężem na randkę, korzystając z dobrodziejstwa, jakie oferuje możliwość zostawienia dziecka pod opieką personelu w Jupi Parku np. w Manufakturze.


Nie mogłabym pominąć także zgadywanek od CzuCzu. Mamy już wiele zabawek z tej firmy i niezmiennie cieszą się zainteresowaniem Melanii.


To było niezwykłe spotkanie, które wspominam ciepło racząc się kawą z przepięknego kubka od Elilu. 




SPONSORZY WYDARZENIA: HobiBobiSzumneBebokiAkatjaTo i Owo KarolciowoMoje Nowe ButyFolkstacjaWhisbearChocolissimoGemmaOpaski i nie tylkoWydawnictwo WAMWhite PlaceGrupa Wydawnicza Publicat S.A.EmoliumTopgal-PlecakiRainbow Loom PolskaManufaktura BaBWydawnictwo ZakamarkiTwórczo ZakręceniKuferek PerełOillanSkarbekEliluDiamond CosmeticsJJ Fashion- Studio Mody DziecięcejCottonowe RozmaitościPrzytulankiBeatki.plJupi Park- Sala zabaw dla dzieciŚwiat LyllAllBag
Bourjois
Memo
Sklepik z Marzeniami
Zadbana Mama
Tulinkowo
Plus Dla Skóry
HandMade Kasi
Kids Koncept
AWM
Yapok
Znak.com.pl
Wiewiór Szyje
CzuCzu
Wydawnictwo JungOffSka
Mamamio
ThroughPlayBook
Papiko
Paisley Poland
AguMama
Papillon
Magnesowy
Priorin
Peppo
Toly
Pracownia Tynka
melmel
Pracownia rękodzieła "by Melissa"
Turkusowa Pracownia
Puffinek
myBra.pl
Lovekulkowe
Kosmetyki DLA
Nasza Pracownia
Gaga Kids
ZOO SAFARI Borysew
Fabryka Reklam24
Upominek24
Fotopaula
Made by Ruda
Elemele
Galeria Bajka
Olympia Fitness Klub
Domek Tekturowy
Siostry Szyją

PATRONAT MEDIALNY:
domodi.pl
e-babybazar.pl
Moja Łęczyca
mojaleczyca.pl
kutno.net.pl
gazetalokalna.com
Mamo Pracuj
mamopracuj.pl
wrolimamy.pl
Mam Spotkanie- najciekawsze wydarzenia z Twoich okolic
Ipanema Polska
CzasDzieci.pl
parenting.pl


Zdjęcia wykonane przez: FotoPaula.

11/25/2015

Ulubiona pora dnia czyli jak znaleźć radość w każdej minucie

Ulubiona pora dnia czyli jak znaleźć radość w każdej minucie
7:30- słyszę budzik. Szybko go wyłączam, by zbyt nerwowo nie zbudził mojej córeńki. W pokoju jest szaro-zielonkawo. Szaro od poranku, zielonkawo od ścian sypialni. Wtulam się w cieplutką szyjkę Melci, budzę buziakami, szepczę, że pora wstawać. Zanim wstaniemy tulimy się i chwilkę gadamy, jak co rano słyszę: "W co mnie ubierzesz? Przypadkowo w sukienkę, prawda?" (nie pytajcie skąd to niegramatyczne przypadkowo- nie wiem). Niespiesznie szykujemy się do przedszkola, by około 8 wyjść z domu.
8:15- włączam ekspres i komputer. W domu roznosi się aromatyczny zapach świeżo mielonej kawy, a ja siadam do "pracy". Odpisuję na maile, przeglądam blogi i portale, piszę posty, obrabiam zdjęcia, przeglądam ogłoszenia o pracę.
10:00-10:30 - jem śniadanie (tak, tak, wyznaję zasadę: jem gdy jestem głodna). Różniej wracam do bloga, jeśli nie dokończyłam co miałam zrobić lub biorę się za obowiązki domowe: zamiatam/odkurzam, składam pościel, prasuję, nastawiam pranie, myję to, co nie mieści się w zmywarce, idę na zakupy. Około 12:00 biorę się za obiad, w między czasie czytam książki, słucham muzyki, czasem uda mi się nawet poćwiczyć. Przed 15 wychodzę po córę, a gdy wracam podaję jej gorący, świeży obiad i zaczynamy zabawę: układamy puzzle, czytamy książki, bawimy się lalkami w jej domku dla lalek. Około 16:30 zaczynam niecierpliwie wyglądać przez okno- czekam na męża. Gdy tylko wraca moja miłość podgrzewam obiad, a jeśli jest jeszcze ciepły po prostu nakładam mężowi na talerz. Jemy wspólnie we dwoje, bo córka po przedszkolu jest tak głodna, że nie chce czekać ;). Po obiedzie deser jemy już wszyscy razem: domowe ciasto, muffinki, czasem łakocie z cukierni, do tego herbatka. Przychodzi wieczór, wyciągamy gry planszowe, zagadki, klocki lego albo kolorowanki i bawimy się całą trójką na dywanie w pokoju córki (tak! Melania ma już swój pokój!:)). Tak spędzamy czas aż do późnego wieczora.
Około 19 robię córze kolację, potem mąż zabiera ją do kąpieli: prawie codziennie musi taplać się w wodzie minimum pół godziny, bawi się wtedy w kawiarnię :). Na koniec dnia pozwalamy jej obejrzeć bajkę, zazwyczaj około 20, około 20:30 klękamy do modlitwy, a następnie tatuś idzie uspać córeczkę. Od 21 mamy już czas tylko dla nas, taki "małżeński" czas. Przytulamy się i włączamy sobie film, program rozrywkowy, czasem któreś z nas robi coś na komputerze, ale zawsze jesteśmy obok siebie i zawsze co chwilę przerywamy pracę/oglądanie filmu rozmową.  Nierzadko wieczorami robimy brzydkie rzeczy: pijemy grzańca (no dobra, ja piję :P), jemy smażone frytki, dojadamy łakocie (tak, ja też mam grzeszki na sumieniu, chociaż mam hopla na punkcie zdrowia). Około 22:30-23:00 szykujemy się do snu. Mąż bierze prysznic, a ja odprawiam moje twarzowe rytuały (masaż, ćwiczenia), potem ja biorę prysznic, a mąż albo już zasypia albo odprawia swoje rytuały papierosowe. Między 23 a północą jesteśmy już w łóżku. W tygodniu często zdarza się, że mąż kładzie się do spania dużo wcześniej, czasem nawet z córą, ale wstaje do pracy bladym świtem, więc cieszy mnie to, gdy rezygnuje z wieczoru ze mną na rzecz snu. Wiem, że odbijemy sobie to w weekend.

Nie mam ulubionej pory dnia: każda chwila w moim dniu jest wspaniała i wyjątkowa. Uwielbiam tulasowe poranki z córeczką, uwielbiam poranną kawę w samotności, kocham wspólne popołudnia i wieczory, gotowanie obiadu, prasowanie i zamiatanie. Nie mogłabym wybrać jednej, ulubionej części dnia, bo każda jest magiczna i niezwykle radosna. Nawet noc jest wspaniała, bo usypiam przytulona i ściśnięta niemal z każdej strony. Czasem budzę się rano tak zdrętwiała, że przez cały tydzień boli mnie kręgosłup, ale co z tego? To jest dopiero powód do radości, że po czterech i pół roku małżeństwa my nadal z mężem śpimy przytuleni. 


11/23/2015

Slow life czyli jak zacząć cieszyć się życiem

Slow life czyli jak zacząć cieszyć się życiem
     Fraza slow life oznacza po prostu powolne życie. Idea "powolnego życia" opiera się na zwolnieniu tempa i celebrowaniu życia.
     Obecne czasy to pośpiech i ciągła gonitwa. Najpierw gonimy jako dzieci i nastolatki: szkoła, zajęcia dodatkowe, nauka, bieg po świadectwo z paskiem, wyróżnienia w konkursach, gonitwa, żeby świetnie zdać maturę i dostać się na studia. Potem kolejna gonitwa na studiach: dla mnie był to bardzo intensywny czas ze względu na wolontariaty, zajęcia dodatkowe i maksymalne korzystanie z przywilejów jakie daje duże miasto. Kolejne gonitwy tylko się nasilają: za karierą, za dorobieniem się, za mężem, za rodziną, za dziećmi. gonitwa goni gonitwę, a każdy osiągnięty etap odsłania kolejny szczyt do zdobycia. Byle prędzej, byle szybciej, byle łatwiej.
     Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że w tych pościgach często zupełnie zatracamy sens pogoni. Zdobywamy jedno za drugim, osiągamy kolejno szczyty, ale ciągle nam mało. Przestajemy cieszyć się z sukcesów, bo jedyne na czym się koncentrujemy to, to czego jeszcze nie osiągnęliśmy. Braki i niedosyt przesłaniają nam wzrok, a jedynym sensem wydaje się mieć więcej i być dalej, które błędnie kojarzymy z "być bardziej". Być "bardziej" nie polega na posiadaniu najdroższego auta, willi z basenem i tytułu prezesa wielkiej korporacji, nie jesteśmy mamą "bardziej" tylko dlatego, że nasze dziecko chodzi na milion dodatkowych zajęć i mówi płynnie w sześciu językach. W całej tej gonitwie zapominamy o tym żeby być, w ogóle być- w ciszy, rodzinnie, a nawet w nudzie.
     Wszystko co robimy, robimy w pośpiechu. W pośpiechu jemy, w biegu dopijamy zimną kawę, spieszymy się do pracy i w pracy, wracamy do domu i zaczynamy kolejne wyścigi, na nieszczęście, wciągając w to całą rodzinę. Co zrobić, żeby więc zminimalizować pęd i przestać przepuszczać życie przez palce? Co zrobić, żeby chcieć zwolnić i czuć się z tym dobrze?
     Przede wszystkim trzeba ustalić priorytety. Czasem lepiej jest zostawić brudne naczynia w zlewie i nie ugotować obiadu na dzień następny, a zamiast tego spędzić wieczór grając z dziećmi w jengę. Naprawdę są rzeczy, które można odpuścić, są osoby którą mogą pomóc. Najważniejsze to ustalenie co jest najważniejsze dla nas: czy kariera, czy rodzina, czy bogactwo, czy podróże. Należy ustalić co dokładnie znajduje się na pierwszym miejscu i to jedno, jedyne miejsce trzeba w pełni zarezerwować dla jednej wartości. Bez obaw, jest jeszcze kilka miejsc na podium i czas znajdzie się na wszystko, trzeba go tylko odpowiednio podzielić i czuć się z tym dobrze, być w zgodzie z takim wyznaczeniem priorytetów.
     Jeśli nie do końca wiesz, czego pragniesz i co jest dla Ciebie najważniejsze spróbuj zrobić test. Gdy przyjdzie weekend wyłącz wszystkie telefony, odłącz internet, schowaj komputer do szafy. Zrób śniadanie i w spokoju zjedz je z ukochanym, z rodziną lub w łóżku z książką. Pozwól sobie na relaks, na chwilę zapomnienia, na długą kąpiel z kieliszkiem wina. Pozwól sobie odpłynąć i pomyśl o tym, co najlepiej w swoim życiu wspominasz. Na ten moment, które wspomnienie cieszy Cię najbardziej i jakich wspomnień chciałabyś mieć najwięcej. Które z nich wywołują u Ciebie uśmiech? Narodziny dziecka? Ślub? Obrona pracy magisterskiej? Rodzinne Święta, spacer w parku, wakacje nad morzem, awans, kupno mieszkania, całodzienne zakupy w galerii, randka w kinie? Być może najszczęśliwsza jesteś, gdy całą rodziną jecie obiad a potem oglądacie filmy familijne, a może wtedy gdy pniesz się po szczeblach kariery. Dla mnie idea "slow life" to po prostu życie w zgodzie z sobą. Niektórzy nie lubią się zatrzymywać i kochają gonitwę, ale dla pewności, zwolnij choć na jeden dzień i pomyśl co na starość życzysz sobie wspominać.


idea powolności czyli jak cieszyć się życiem

11/20/2015

Jak zlikwidować worki pod oczami?

Jak zlikwidować worki pod oczami?
     Przychodzi taki moment w życiu a czasem po prostu taki dzień, że pod naszymi oczami pojawiają się nieefektowne "worki". Czasem skóra jest tylko podpuchnięta, ale nierzadko także nieco sina, czasem to efekt nieprzespanej nocy, czasem wynik takiej urody czy skłonności lub po prostu wiek. Ja coraz częściej, niestety, rejestruję w lustrze upływ czasu. Pierwszym objawem były właśnie worki. Ze starzeniem się walczę poprzez odpowiedni masaż wieczorny oraz wykonując ćwiczenia twarzy, ale jest kilka innych, także doraźnych sposobów, które pomagają podreperować obwisłą, podpuchniętą skórę pod oczodołami.
     1. Zimna łyżka/ schłodzona maska żelowa- o chłodzeniu łyżki w zamrażalce i przykładaniu jej pod oczy pisałam w poście o moich kosmetycznych hitach. Przykładanie mocno chłodnego przedmiotu pod skórę oczu powoduje ładne wchłanianie się opuchlizny, łagodzą się zaczerwienienia i co najważniejsze: chłód dodaje oczom blasku (sprawdzone, działa).
     2. Woreczki z zaparzonej herbaty- wystarczy zaparzyć dwa woreczki herbaty (czarnej lub ziołowej np. z rumianku) lub zalać jedną torebkę minimalną ilością wody i w tak mocnej esencji zanurzyć dwa waciki, które potem kładzie się na oczy na kilka-kilkanaście minut. Tanina zawarta w herbacie ma działanie ściągające i napinające dzięki czemu likwiduje opuchliznę, rumianek działa ponadto przeciwzapalnie.
      3. Plasterki świeżego ogórka- to chyba sposób znany każdej kobiecie. Ogórek działa rozjaśniająco i wybielająco, ściągająco oraz antybakteryjnie, dzięki czemu wyraźnie rozświetla skórę pod oczami. Dzięki zawartości witaminy C maska z plastrów ogórka likwiduje obrzęki. Wystarczy tylko położyć na/pod oczy plasterki ogórka na 15-20 minut.
     4. Plasterki świeżego ziemniaka- stosujemy je identycznie jak plasterki ogórka i możemy spodziewać się podobnych efektów. Ziemniak zawiera dużo witaminy C oraz szereg mikroelementów oraz witamin z grupy B, witaminę A oraz PP. Okład z ziemniaka likwiduje obrzęk oraz rozjaśnia cienie.
     5. Schłodzone mleko- jak wspominałam zimno usuwa opuchliznę poprzez wspomaganie mikrokrążenia. Przykładanie pod oczy wacików zanurzonych w mocno schłodzonych, najlepiej tłustym, mleku dodatkowo nawilży skórę i złagodzi podrażnienia.
     6. Ograniczenie soli- jak się domyślacie nie należy on do doraźnych sposobów, ale co najważniejsze, stosowany regularnie i wprowadzony w życie działa długofalowo. Sól zatrzymuje wodę w organizmie przez co tworzą się nie tylko obrzęki, opuchlizna ale chociażby i cellulit wodny. Nie powinno się całkowicie zrezygnować z soli, ale przypatrz się temu ile jej używasz. Ja ograniczam sól do minimum, używam soli morskiej oraz himalajskiej (która jest bardzo zdrowa).
     7. Unikanie używek- niestety, nadmierna ilość kawy, piwa, wina powoduje opuchliznę. Palenie papierosów niszczy skórę jeszcze mocniej, przyczyniając się do jej ziemistej barwy, suchości oraz sińców pod oczami. Moją słabością jest kawa, każdy z nas ma taką swoją słabostkę, ale jeśli palisz, pijesz kawę dzbankami i nie stronisz od alkoholu, wyrządzasz swojej urodzie ogromną krzywdę. Rzuć palenie, ogranicz używki, wysypiaj się- chyba nie ma nic cenniejszego niż zdrowie, a efektem ubocznym zdrowia jest także piękna skóra, włosy i paznokcie.
     8. Zdrowa dieta- jedz dużo warzyw, pełnoziarniste pieczywo, makarony, brązowy ryż, soczewicę obfitujące w błonnik, dbaj o zbilansowane, regularne posiłki. Pij zioła np. moczopędne i detoksykujące jak czystek, ogranicz kawę (ja piję dwie dziennie), pij wodę lub soki warzywne (najlepiej z własnej sokowirówki). Zdrowia dieta ma naprawdę bardzo dużo "skutków ubocznych" : piękna skóra, gęste włosy, jędrne ciało, dużo energii, mocne paznokcie, zgrabna sylwetka, lepszy sen i wiele, wiele innych.

jak zlikwidować worki pod oczami

11/13/2015

Jesienna stylizacja na cebulkę

Jesienna stylizacja na cebulkę
     Za oknem mglisto i ponuro, więc na przypomnienie minionych złotych dni Melania w jesiennej, jasnej i dziewczęcej stylizacji na cebulkę.
     Jesień daje nam szeroki wachlarz doboru ubrań. Możemy ubierać się warstwowo, łączyć ze sobą rzeczy cieńsze i grubsze, owijać szalami, nakrywać ponchami (które tej jesienie są nota bene bardzo modne, szczególnie w wersji boho).
     Jeśli chodzi o modę dziecięcą oczywiście wciąż trwa moda na ubieranie pociechy podobnie jak dorosłych, modne są pastele i boho, podkolanówki i zakolanówki, poncha, czapki krasnalki, kapelusze. Szczerze mówiąc, tej jesieni, mamy ogromne pole do popisu, dlatego szalejmy z modą póki nie musimy wciskać się w puchowe kurtki i kombinezony.

Czapeczka i komin- Monello
futerko- second hand
seledynowa bluzeczka- Penney's
beżowy sweterek- second hand
spódniczka- Pepco
podkolanówki- Smyk
trzewiki- prawie nówki po kuzynce

P.S muszę się pochwalić, że pierwsze trzy zdjęcia zrobione są obiektywem Helios, który ukradłam tacie (Zenit też zresztą ukradłam razem z obiektywem ;)). Ostrość ustawiana manualnie, dlatego w dwóch zdjęciach są pewne niedociągnięcia, ale co tam ;), bokeh taki piękny, więc nikt nie zauważy :P.

 blog modowy

jesienna stylizacja

blog modowy

blog modowy parentingowy

Pepco stylizacja dziewczynka

Pepco stylizacja dziewczęca




Pepco spódniczka


Pepco

Pepco






11/09/2015

Czego nie potrafi moje dziecko

Czego nie potrafi moje dziecko
   Gdy pojawia się na świecie, okazuje się, że jest spełnieniem wszystkich Twoich marzeń i oczekiwań. Bezbronne, kruche i niewinne, perfekcyjne w każdym detalu, tylko Twoje, owoc miłości, remedium na błahostki, słońce wokół którego wszystko nagle zaczyna się kręcić. Twoje dziecko- maleńki skarb, którego nie chcesz zmieniać, które jest lepszym odbiciem samej Ciebie.
     Mija kilka miesięcy, zaczynasz spacerować ze swoim maleństwem w wózku, poznajesz inne mamy, odwiedzasz rodzinę podczas Świąt, zapraszasz przyjaciółki. Stało się, zaczyna się nieuchronne, zaczyna się coś, czego już nie powstrzymasz. LICYTACJE! Bo dziecko sąsiadki już się samo przewraca na brzuszek, bo dziecko szwagra trzyma główkę dużo wyżej, bo Twoja przyjaciółka miała więcej mleka, bo to, bo tamto. Byłaś taka szczęśliwa, żyłaś w dmuchanej bańce własnych wyobrażeń o Twoim dziecku i Twoim macierzyństwie, ale rzeczywistość jest brutalna: Twoje dziecko ma mnóstwo niedoskonałości, a Tobie wiele brakuje do dobrej matki. 
     Być może należysz do tych szczęśliwców, którzy mają to gdzieś (ja należę i należałam), a być może nastąpił ten moment, w którym nie chcesz mieć już do czynienia z żadną mamą, a rodzinnych spędów unikasz tak jak kot psa. Licytacje wpędzają Cię w stres i zakłopotanie. Z bacznością obserwujesz własne maleństwo, dokładnie to samo, które z w dniu urodzenia było perfekcyjne. Obserwujesz i porównujesz, zastanawiasz się dlaczego nie robi jeszcze tego, co dziecko Józka lub dlaczego nie robi tego tak dobrze jak dziecko Genowefy. Szperasz po internecie w poszukiwaniu dowodów na niedotlenienie, umawiasz się z neurologiem, bo przecież jeśli dziecko płacze w nocy to nie jest to normalne, skoro dziecko Kunegundy tylko śpi i je, je i śpi. Obskakujesz pediatrów, ortopedów, neurologów, robisz badanie na alergie, ćwiczysz, rehabilitujesz, kombinujesz. 
     Przychodzi czas nauki chodzenia, dzieje się jeszcze gorzej. Choć w książkach piszą, że z reguły dzieci wstają na nóżki w 12,13 miesiącu, Ty sugerujesz się córą siostry, która chodzi już od 10 miesiąca życia. Oblewasz się rumieńcem, kiedy sąsiedzi z litością poklepują Cię po plecach, patrząc na Twoją pociechę wciąż wożącą się w wózku, znów pędzisz do pediatry, ale masz wrażenie, że lekarz nie podchodzi dość poważnie do Twojej sprawy. Pamiętaj: licytacje dopiero są na początku zjeżdżalni, jeszcze nawet się nie rozpędziły. Potem będą wyścigi na mówienie, odpieluszkowywanie, rysowanie, poczucie rytmu, a nawet ubrania i zabawki. To jest ostatni moment, żeby przeprogramować myślenie i zacząć od początku.
     Odpowiedni początek był wtedy, gdy położna podała Ci w ramiona Twoją kruszynkę, kiedy zalała Cię fala miłości do tej malutkiej, idealnej osóbki. Nie było wtedy istotne, że jest sina i opuchnięta, że ma zniekształconą przez poród fizjologiczny główkę. Liczyło się tylko to jaka jest wspaniała i jaka upragniona. Nic się od tamtej pory nie zmieniło. Twoje dziecko dalej jest tą samą, perfekcyjną osóbką; nie ma znaczenia to, że jeszcze nie chodzi. Być może nadal raczkuje, ale mówi do Ciebie mama i śpiewnie gaworzy, dużo wyraźniej niż chodzący już syn sąsiadki. Dziecko to człowiek taki jak Ty, rozwija się własnym tempem i w różnych kierunkach. Każdy z nas ma inne zalety i inne talenty, inne predyspozycje. Jedni szybko uczą się języków, a inni w lot łapią matematykę, mało kto jest Leonardem Da Vinci, geniusze to naprawdę garstka społeczeństwa. 
     Jeśli w Twoim otoczeniu przeważają nieznośni licytatorzy, jedynym rozwiązaniem jest puszczanie mimo uszu ich przemądrzałych monologów. Jeśli ktoś ma potrzebę przechwalać się umiejętnościami własnej pociechy, być może odczuwa jakieś braki lub niespełnione ambicje we własnej osobie. Obawiam się, że dzieci tych osób w przyszłości cały swój wolny czas będą spędzać na zajęciach dodatkowych, a karierę mają już zaprogramowaną w głowie zatrwożonej mamy, przekonanej o wyjątkowości swojego dziecka. 
     Jeśli Twoja pociecha robi coś wolniej lub łapie później niż inne dzieci, to wcale nie oznacza, że jest w czymś słabsza. Być może nawet nie zauważyłaś ile rzeczy robi szybciej i lepiej od dzieci w piaskownicy. Ale żeby ten post miał sens, zdradzę Wam czego nie potrafi moje dziecko.

Melania nie potrafi:

   ->ładnie rysować ( jej postacie wyglądają jak koślawe stworki z oczami tak ogromnymi, że nawet ufo mogłoby pozazdrościć, a serca uczymy się rysować od kilku miesięcy i dalej nie widzę nawet grama poprawy :))

   ->napisać swojego imienia (wiem, że są dzieci w jej wieku, które to umieją)

   ->wypowiadać głoski r i sz

   ->sama rozbujać się na huśtawce


     Myślę, że znalazłabym jeszcze wiele rzeczy, które teoretycznie dzieci w wieku czterech lat potrafią, a moja córeczka robi to fatalnie lub w ogóle, ale ja naprawdę nie zaprzątam sobie tym głowy. Trwam w zachwycie nad tym co umie naprawdę dobrze i ćwiczę z nią to, co uważam, że wymaga doskonalenia. Wiem, że mam w domu zdolne, kreatywne dziecko, które posiada najważniejszą zaletę pod słońcem: dobre serduszko. Myślę, że to wystarczy, bo nie ma lepszej pociechy, niż dziecko, które kocha Cię całym sercem i słucha nie dlatego, że się Ciebie boi, tylko dlatego, że robi to z miłości. Mamy: nie porównujmy więc, nie licytujmy, nie dyskwalifikujmy innych mam dlatego, że ich dzieci jeszcze nie chodzą lub sikają w pampersa. Każdy z nas jest inny, a jak zdolne są nasze dzieci będziemy mieli jeszcze czas weryfikować przez kilkanaście lat nauki. 

     To jak? Czego  jeszcze nie potrafi Twoje dziecko? :)


dziecko nie umie

11/06/2015

Moje ulubione wydarzenia blogowe

Moje ulubione wydarzenia blogowe
     Ulubione wydarzenia blogowe? To proste: spontanicznie spotkania przy kawie. Nie ma lepszego sposobu na poznanie blogera niż przy filiżance ciepłego napoju, w cichej knajpce czy zaciszu domowym. Bo bloger to zwykły człowiek: może być nieśmiały i mieć trudności z zagadaniem podczas typowych spędów, może być wredny i umiejętnie to zakrywać, może być dużo sympatyczniejszy w rzeczywistości niż można wnioskować po jego tekstach. Ciężko jest pogadać na spotkaniach blogowych, gdzie warsztat goni warsztat albo na dużych konferencjach gdzie z reguły jeździ się właśnie po to, żeby się dowiedzieć czegoś nowego. Niezobowiązujące spotkania są więc najlepszą okazją, żeby poznać drugą osobę i zdecydować czy warto kontynuować blogową i pozablogową znajomość.
     Jeśli proponuję spotkanie lub nieśmiało o nim wspominam i ktoś kontynuuje temat, to mam pewność, że naprawdę chce mnie poznać. W rzeczywistości bywa różnie. Jedni chętnie podejmują temat i ewidentnie łakną blogowych, ale wartościowych znajomości. Inni puszczają temat mimo uszu, natomiast, nie wiedzieć czemu, chętnie jeżdżą na zjazdy. Ta kategoria blogerów to po prostu zwykli znajomi; znajomi, których się mija, z którymi można pogadać 5 minut podczas przerwy kawowej. Dobre i to.
     Ktoś zapyta: a po co poznawać innych blogerów skoro mam wystarczająco znajomych w życiu prywatnym? Nie chcesz to nie musisz- nikt Ci nie każe. Blog to pasja. Jedni lubią przebywać w towarzystwie tych, którzy podzielają ich pasje, inni niekoniecznie. Każdy jest inny, ale ja uważam, że warto pielęgnować takie znajomości. Mogą zaskakująco zaprocentować.
     Czy udało mi się poznać wartościowych ludzi dzięki takim weryfikującym filiżankom kawy ;)? Tutaj również odpowiedź będzie prosta: oczywiście. Łódzka blogosfera bardzo mnie zaskoczyła pod tym względem, bo większość tutejszych blogerek to bardzo otwarte osoby, dla których wspólne spotkanie to była oczywistość. Podobne odczucia mam wobec dziewczyn z Krakowa (Kasię, którą między innymi mam tutaj na myśli, podpinam pod krakowską blogosferę, choć pochodzi z Bielska- mam nadzieję, że mnie nie zlinczuje ;) ).
     Uważam, że każde spotkanie dające możliwość poznania autorów blogów w realu, jest cennym doświadczeniem. W grudniu znów współorganizuję podobne wydarzenie (tym razem bardziej obeznana i zahartowana ;) ) i mam nadzieję, że Mamy blog-OFFują stanie się prawdziwą okazją dla mnie i uczestniczek do zawarcia kolejnych, obiecujących znajomości.
     Nie bójmy się poznawać blogerów w rzeczywistości, skoro tak chętnie zaglądamy do ich wirtualnych domów.

11/05/2015

Poczuć się kobieco...

Poczuć się kobieco...
     W moim życiu przeważał okres, gdy nie czułam się kobieco. Ani kobieco ani nawet dziewczęco. Czułam się nijako, brzydko, beznadziejnie. Nie pomagały złośliwe komentarze, nie pomagały docinki i przytyki. Zawsze zastanawiało mnie jak podłym trzeba być, żeby brzydkiej lub chorej osobie wytykać jej wady. Niestety, w społeczeństwie zawsze znajdą się jednostki (?), które wyśmieją osobę na wózku czy będą czuły niezmierną potrzebę odnalezienia kozła ofiarnego, na którego przeleją swoje frustracje. Czy byłam brzydka w tym czasie, kiedy ciągle to słyszałam? Być może byłam i jeśli tak rzeczywiście było, to Ci wszyscy którzy na każdym kroku znajdowali we mnie coraz to nowe wady- powinni się wstydzić. Bo nie ma nic podlejszego niż kopać leżącego. Kiedyś pisałam wpis o tym, że istnieje granica pomiędzy szczerością a wrednymi przytykami i warto o tym pamiętać kiedy którąś/któregoś z nas znowu zaświerzbi język, żeby powiedzieć koleżance jak grubo wygląda w tych gaciach. Jeśli naprawdę wygląda niekorzystnie warto zrobić dobry uczynek: zamilknąć i umówić się z nią na zakupy albo przegląd szafy, bo to jej realnie pomoże. Warto też spojrzeć na nią jeszcze raz i zastanowić się czy rzeczywiście wygląda w nich grubo czy po prostu tak mocno zazdrościmy jej pięknych nóg, że ulży nam, gdy jej dogryziemy.
     Długo żyłam w przekonaniu, że nie jestem atrakcyjna i patrzyłam na siebie tylko i wyłącznie przez pryzmat moich wad- tych rzeczywistych i zupełnie naciąganych. Jak długo? Za długo. W ciąży poczułam się jeszcze gorzej. Wydawało mi się, że przez wystający brzuch wyglądam tragicznie i chociaż co chwilę słyszałam, że będę mieć syna bo pięknie wyglądam, to ja kompletnie tego nie słuchałam. Po ciąży moje kompleksy się nasiliły, na szczęście miałam wtedy tyle spraw na głowie, że zupełnie o sobie zapomniałam. Czasem zerkałam w lustro na zmęczoną siebie z podkrążonymi oczami z tłustymi włosami, nieszczęśliwą, niemającą zupełnie czasu dla siebie, utopioną gdzieś pomiędzy pisaniem pracy magisterskiej, rehabilitacją córki i gotowaniem mężowi obiadu, który ja z trudem przełykałam. Miarka się przebrała. 
     Szereg nieszczęśliwych wypadków sprawił, że musiałam zacząć dbać o siebie. Ulepszyłam dietę, zmieniłam sposób ćwiczeń z tych forsujących na kobiecą i rzeźbiącą ciało gimnastykę, spuściłam z tonu perfekcyjności i wzięłam się za siebie. Potem doszedł blog, kilka sukcesów i w końcu spełnienie oraz potwierdzenie swojej wartości jako kobiety.
     Nie skupiałam się na walce z kompleksami, w zasadzie przestałam o tym myśleć. Zrozumiałam, że nigdy nie będę piękna dla tych, którzy uważają mnie za brzydką i nigdy nie będę podobać się wszystkim. Potem dotarło do mnie jakie to normalne i sprawiedliwie, jakie to dobre, że nie muszę podobać się każdemu i że każdemu podoba się kto inny. I przyszedł wreszcie taki moment, że idąc po córkę do przedszkola, bez makijażu i zwyczajnie ubrana, spotkałam na sobie wzrok mężczyzny. Nie mojego mężczyzny, był to zwykły około 30-letni facet, a jego wzrok pomógł mi zrozumieć, że jestem fajną dziewczyną i mogę się podobać. Nie wszystkim, nie każdemu, ale znajdą się osoby, które zawieszą na mnie oko, a skoro tak się dzieje to na swój sposób jestem atrakcyjna.
     To był przełom. Przełom, który zawiódł mnie tu gdzie jestem teraz. Teraz mam już zupełnie gdzieś czy mogę się podobać czy już nie. Liczy się tylko to jak patrzy na mnie mój mąż, co mówi do mnie, kiedy nikt nie słyszy i jak dobrze mówi o mnie- mamie do naszej córy. Liczy się to jak kocha mnie moja córa i jaką wspaniałą mamą dla niej jestem, jak dumni ze mnie są moi rodzice i że wszystkich zamęczają chwaląc się mną i moimi sukcesami. Znalazłam się w momencie, w którym odczuwam ogromną siłę, czuję się zdolna, ambitna, utalentowana, czuję ,że wspaniale prowadzę dom, że jestem super mamą a to sprawiło, że bardzo się uspokoiłam, spokorniałam i poczułam się niezwykle kobieco.
   Nie muszę Ci się podobać, bo nie jestem miss świata. Mam wady i zdaję sobie z nich sprawę. Ale dla moich bliskich zawsze będę ładniejsza od Ciebie, ładniejsza od moich koleżanek, od pań z telewizji. Dla mojej córki zawsze będę najśliczniejszą mamą pod słońcem, a dla mojego męża seksbombą. Czy to nie wystarczający powód by poczuć się w pełni kobieco?

Za zdjęcia serdecznie dziękuję Kasi.
Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger