2/26/2016

Wyloguj się po spokój

          Ostatnio moja mama powiedziała mi, że nie może patrzeć na Fanpage mojego bloga. Zdziwiłam się troszkę, bo mam tam wiele aktywnych osób i zapytałam ją dlaczego. Odpowiedź była zaskakująco prosta: bo to wykreowane obrazki, to nie jest prawda.
Wielokrotnie powtarzałam, że staram się być autentyczna. Staram się, ale z drugiej strony zasypują mnie komunikaty, że nikt nie chce oglądać blogerki, która ubiera się szmateksach, 10 razy zastanowi się zanim pójdzie na kawę na miasto, a jak już pójdzie to wybierze Ikeę, bo tam się za kawę nie płaci. Cytując Kominka: nikt nie chce oglądać zdjęć kotleta, bo ludzie wolą widzieć jak idziesz ze znajomymi na sushi. 
         Przewałkowana złotymi radami, obserwująca innych i mająca tłukące się z tyłu głowi hasło, że PR to podstawa, brnęłam w projektowanie mojego życia na FP, żeby tylko zadowolić żądze tych, którzy mnie obserwują.
         Nie pomyślałam jednak, że wszyscy Ci aktywni obserwatorzy, wszyscy którzy klikają "lubię to", którzy mnie komentują i śledzą, to ludzie dokładnie tacy jak ja: którzy zamiast sushi, odgrzewają kotleta, a jak idą raz na 3 miesiące na obiad to wertują menu, nie w poszukiwaniu wymyślnego dania, ale najniższej ceny. 
          Nikt nie zarzuci mi, że mój FP to jedna wielka ściema, bo tak nie jest. Były zdjęcia z Ikei, były zdjęcia z domu i choć starałam się ograniczać do niezobowiązujących postów i głównie takich, dotyczących bloga i blogosfery, to zawsze pilnowałam, by pokazać fanom gdy działo się u mnie coś nadzwyczajnego i by pokazać to tak, jakby to była normalka. 
          Gdyby nie uwaga mojej mamy pewnie robiłam to dalej, ale przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że robię wiele rzeczy wbrew sobie, z którymi prywatnie przecież się nie zgadzam i że wytworzyłam dysonans pomiędzy tym, co przedstawiam tutaj a w mediach społecznościowych. 
Mam już dość fikcji, dość iluzji i ułudy. Nie kopnę FP w tyłek, nie zrezygnuję z IG, ale chciałabym wszystkim tym, którzy wierzą w obrazkowe życie na fejsiku wytłumaczyć, że to ściema. Nie tylko ludzie sławni, nie tylko blogerzy, nie tylko Twój szef, ale każda osoba przedstawia siebie w tym wirtualnym półświatku tylko z dobrych stron i tylko to, co może wzbudzać zazdrość. Gdybyśmy przelecieli konto na Facebooku większości naszych znajomych, okazałoby się, że wyglądają oni dużo lepiej niż w rzeczywistości, ciągle jeżdżą na wakacje, ubierają się tylko w markowe ciuchy, śniadanie codziennie jedzą w Subwayu, a przerwę w pracy spędzają w Starbucksie. Życie 90% z nas w rzeczywistości wcale tak nie wygląda.
        To nie jest złe, że próbujemy pokazywać tylko to, co dobre i fajne, to nie jest grzech. Ale w naszej świadomości wytwarzają się złudne obrazy, w które niektórzy z nas, niestety wierzą.
          Przestań wierzyć w tablicę na FB Twojej koleżanki, która w szkole wyglądała jak szara myszka, fatalnie się uczyła i nie potrafiła zrozumieć najprostszego żartu. Najprawdopodobniej wiele się nie zmieniła. to tylko media społecznościowe stały się dla niej platformą- do popisu.


26 komentarzy:

Magda M pisze...

Właśnie ostatnio mój szwagier zasugerował, że FB powinien zmienić nazwę na 'My perfect life'. I coś w tym jest! Sama prawda w tym, co napisałaś, że często staramy się przedstawiać super, nadzwyczajne elementy naszego życia tak, jakby były czymś najzwyklejszym. A przecież nie musi tak być! Dzięki za ten post! Dałaś mi do myślenia...

socjopatka pisze...

Dokładnie tak jest. ;) Na zdjęciach zawsze trochę koloryzujemy to co nas otacza. Tworzymy kreację, która dobrze się sprzeda. Ale to nie znaczy, że nie jesteśmy sobą. Póki ktoś cały czas zachowuje umiar, nie tworzy czegoś czego nie ma, tylko lekko upiększa to co jest to wydaje mi się to wporządku, bo we wpisach, czy krótkich notatkach na społecznościówkach najważniejsze jest to aby pozostać sobą… ;) i myślę, że większość blogerów o tym nie zapomina ;)

Gulbaska pisze...

Moim zdaniem "życie" na fejsie to nie fikcja, ułuda czy co tam jeszcze. To tylko jedna strona prawdy.

Z filiżanką kawy pisze...

To prawda ma jakieś strony? :)

Z filiżanką kawy pisze...

Twój brat ma 100% racji. Niestety, wiele osób pada ofiarą ufnej "wiary" w to, że ktoś tak żyje i tych ludzi bardzo mi żal. Żal mi też tych, którzy zatracają się w tym co w ich życiu jest prawdą, a co fikcją. Nic nie poradzimy, taki mamy świat i sami w to brniemy... :(

Z filiżanką kawy pisze...

Tworzymy kreację, w którą wielu ludzi wierzy, tak jak napisałam, nie tylko my: coraz więcej prywatnych osób koloryzuje, robi ze swojego życia bajkę. Napisałam: to nie grzech, ale zwykle ofiarą tego wszystkiego padają najbardziej naiwni i niewinni np. nastolatki. Na pewno większość blogerów się w tym nie zatraca, tak jak ja, z premedytacją pokazując podkoloryzowaną rzeczywistość, ale czasem warto pomyśleć o innych i o tych z którymi w rzeczywistości chciałoby się zadawać. Ja nikogo nie oceniam i osądzam, napisałam o sobie. Nie jestem pozerem, nie chcę nim być i nie chcę się otaczać takimi ludźmi- tego miała dotyczyć moja refleksja :). A tak jak wspominałam, na moim FP i tak niewiele się dzieje, bo nie mam czym szpanować :P

MatkaBezKitu pisze...

Wolę kotleta i kawę w Ikei:) Jakby co:);)

Szczypta o Mnie pisze...

Ja uważam, że chcąc żyć trochę FB, (bo o IG nie będę się wypowiadać nie mam konta i nie zamierzam) to po pierwsze akceptuj znajomości te prawdziwe, a nie znajomości typu, poznana osoba na imprezie u Twojej kumpeli pewnie widzisz ją po raz pierwszy i ostatni, a ona na drugi dzień po imprezie wysyła zaproszenie do FB masakra. Ci prawdziwi znajomi, z którymi widzisz się w realu wiesz czy są autentyczni czy nie.

Muffin Case - Blog Lifestyle'owy pisze...

Nikomu nie zaszkodzi od czasu do czasu odpocząć od internetów.
Przejrzałam swój insta, ale tak myślę, że skoro potrafię wrzucić zdjęcie z makijażem wykonanym przez Maję, to nie jest źle :)

Anka Cha-Sk pisze...

Ja mam do Ikei za daleko :D więc robię sobie kawę sama w domu, za to w ulubionym kubku :D A na poważnie - niedawno dotarło do mnie, że mnóstwo osób mocno koloryzuje swoje życie, a ja tracę czas na wzdychanie, że też bym tak chciała. Nie mam na co narzekać, moje życie jest bardzo fajne i to na nim powinnam się skupić.

Z filiżanką kawy pisze...

Dokładnie Iza <3, rzeczywistość i tak wszystko zweryfikuje :)

Z filiżanką kawy pisze...

Jesteś jedną z tych osób, którą zaliczam do autentycznych i nie wyobrażam sobie cudów śledząc Twoje socjale :). Staram się przebywać właśnie w gronie takich osób, zarówno wirtualnie jak i w życiu realnym :)

MummysWorld.pl pisze...

Kiedyś bardzo fajnie o tym pisał chyba Paweł Opydo - artykuł dotyczył dziewczyny, która wrzucała swoje fotki nieuczesana i z idealną fryzurą, na zasadzie porównania - media kontra rzeczywistość. Cały problem polega na tym, że i tu i tu była autentyczna i pokazywała prawdę - po prostu pokazywała wycinek swojego życia, raz uczesana a raz nie. Na jakiej zasadzie można stwierdzić, który z tych wycinków jest bardziej autentuczny albo prawdziwy? Co innego pozowanie na kogoś, kim się nie jest (np. kupowanie podróbek na Ali i wmawianie ludziom, że to Kors) a co innego pokazywanie się od dobrej strony, ludzie od wieków tak robili :) Fajnie to opisuje teoria dramaturgiczna Ervinga Goffmana.

Z filiżanką kawy pisze...

Dokładnie o tym pisałam. Też straciłam kilka miesięcy wierząc, wzdychajac i zastanawiając się "Jak to możliwe? Jak to osiągnąć?", ale zmadrzalam i doszłam do takich wniosków jak Ty :)

Sabina Trzęsiok-Pinna pisze...

Moje życie na fp jest takie, jakie w rzeczywistości- mało idealne. Rzadko zresztą wrzucam tam zdjęcia, a jak już są, to nie najwyższych lotów, bo nie mam odpowiedniego sprzętu. Ogólnie jednak w tym, co piszesz, jest dużo racji. Fejs to taki wykreowany świat, w którym górują starannie dobrane kadry naszego jestestwa.

Makola pisze...

Puruszylas wazny, ale rowniez... Oczywisty temat! Oczywisty?! Tak, bo mysle, ze tak naprawde ludzie zdaja sobie, ze wirtualny swiat jest podkolorowany. A zwlaszcza ci, ktorzy roba "modne rzeczy" dla fajmu na fejsie. Skoro pochlaniaja tyle energii na to zeby zainponowac innym, to chyba wiedza, ile to wysilku. Stekinapstrykanych zdjec, obrobionych, wykadrowanych. Kupowanie drogich sprzetow, picie (wcale nie smaczniejszej) kawy za 300% sredniej ceny, stylizowanie sie, wciaganie brzucha, ukladanie kwiatow i zmietej poscieli. Rety... Znam takich, ktorzy calymi dniami o tym mysla, tym zyja... Pewnie z blogowaniem jest podobnie. Sa ignoranci ktorzy pisza co im lezy w glowie nie przejmujac sie statystykami i moda. Z drugiej strony sa tacy, ktorzy skrupulatnie analizuja, obserwuja, mierza co bardziej sie oplaca, dbaja o szczegoly. Mysle, ze grupy czytalnikow sa rozne i kazdy blog znajdzie odbiorcow i to jest dobre. "Wybor nalezy do Ciebie!" ;)

NieCałkiemSamaMama pisze...

Zabawne, że większość blogerek to fit mamy. Mają piękne zazwyczaj białe meble, super gadżety i zabwki. :) Wiele z nich przedstawia wyimaginowany świat, którego nie mają lecz chciałyyby mieć. Pozdrawiam ! I zapraszam w moje skromne progi.

momontop pisze...

Kurcze, a ja się ubieram niemal wyłącznie w szmateksach ;)

Justyna pisze...

ubieranie się w szmateks i oszczędność nie jest zła. płacenie za kawę na mieście tylko po to aby zrobić sobie zdj na fb jest co najmniej żenujące. popieram Cie!

Mięta w kapeluszu pisze...

Nic dodać nic ująć. Ja nieraz łapię doła, bo widzę, że ta czy inna koleżanka tak sobie pięknie żyje. A potem sobie przypominam, że ja też wrzucam zdjęcie uśmiechniętej siebie z uśmiechniętym mężem, uśmiechniętymi dzieciorami i niewrednymi kotami;) A w rzeczywistości z mężem się pokłócę, dzieciory drą dzioby z byle powodu, a koty kładą zdechłe myszy na parapecie okna:]

Everythingisok pisze...

Prawdziwy wpis! Schabowy to dla mnie świętość a sushi lubię raz na rok ale to nie znaczy, że z instagrama bedę korzystała tylko wtedy gdy będę jadła sushi bo schabowy też wychodzi ładnie na zdjęciach ;)

Joanna eR pisze...

Prawda jest taka, że wszyscy - bez podziału na blogerów i nie blokujące osoby - pokazujemy na fejsie tylko to, co chcemy pokazać, piszemy o sobie tyle, ile chcemy przekazać innym. Jeszcze nie zdarzyło mi się przeczytać postu, że komuś obiad nie wyszedł i wraz z dzieckiem jadł chleb z dżemem (taki przykład). Wszyscy chcą pokazać siebie z tej lepszej strony. Chociaż ekshibicjonizmu na Facebooku nie brakuje.

Martyna i Paulina Kwiatkowskie pisze...

To prawa. Z jedną dziewczyną chodziłyśmy do liceum, teraz jest znana. Jak czytamy jej fp, czy wywiady z nią to zupełnie, jakby z inną osobą, zwłaszcza jak są opisywane młodzieńcze lata :)

. MartynaG.pl pisze...

Przesyłam link do mojego ulubionego zdjęcia na FB :)
https://www.facebook.com/martynagpl/photos/a.660549724062930.1073741827.660532917397944/838831306234770/?type=3&permPage=1

Unknown pisze...

Ja złapałam się na tym, że gdy zrobiłam tort dla mojej córeczki- który był piękny(wyszedł tak ja miał wyjść co nie jest u nie normą;) to bardziej nurtowała mnie myśl co powiedzą znajomi jak wrzucę na fb niż to czy córeczce będzie się podobał... To smutne bo z wieloma rzeczami tak mam...

Eli Milamalim pisze...

Absolutnie się z Tobą zgadzam, dlatego ja bardzo rzadko wrzucam coś z życia. Mój blogowy świat, to iluzja tworzona na zdjęciach, ale mój czytelnik wie, że to iluzja bo ja uczciwie od początku mu o tym mówię. Na tym opiera się moja twórczość w sieci. Ale te wszystkie idealne zdjęcia, które rzekomo są życiowe, to jedno wielkie oszustwo. Mnie też, to męczy...

Prześlij komentarz

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger