Problem otyłości u dzieci?- kto ponosi za nią winę...

        Być może zabrzmi to podejrzanie, ale to, co dajesz dziecku jeść nie jest jedyną przyczyną otyłości czy nadwagi. Oczywiście, większe szanse na wystający brzuszek i nóżki jak paróweczki mają dzieci, które poranek zaczynają od pszennej bułki z kremem czekoladowym czy płatków cynamonowych na mleku z kartonu, ale to w jaki sposób myślicie o jedzeniu (całą rodziną) to klucz do tego, jak w przyszłości będzie wyglądać Wasza pociecha.
        Kojarzycie taki obrazek? Dzieciątko krzyczy wniebogłosy i rzuca się po sklepie, bo jak powietrza, do życia potrzebna mu setna zabawka. Zatroskana mama zamiast cierpliwie wytłumaczyć, perswaduje: "Jeśli się uspokoisz, pójdziemy na lody". U lekarza widzimy dokładnie to samo: "jak będziesz dzielna, to kupię Ci pyszną czekoladę". Nie zmieniamy tego nawyku w kwestii nauki czy trudności, jakie czekają dziecko. Słodycze jako nagroda. Nie dziw się więc, że Twoja pociecha traktuje je jako coś przyjemnego, na co czeka się z utęsknieniem, co wynagrodzi krzywdy lub będzie wyrazem aprobaty i docenienia wysiłku/ pracy/ zachowania. To jak dziecko myśli o czekoladzie, wizycie w Mac Donald'sie czy puszce Coca-coli, zależy właśnie od Ciebie. Jeśli wynagrodzeniem wizyty u dentysty w Waszym domu jest butelka coli, a docenieniem każdej pozytywnej oceny z dyktanda tv-paka czipsów, to jest to sygnał dla dziecka jak wyjątkowe i wspaniałe jest takie jedzenie, a tym samym, taki tryb życia. Jeśli dziś Twoja córka zagryza smutki ptasim mleczkiem, to nie myśl, że z wiekiem się to zmieni. Absolutnie się nie zmieni, natomiast smutków i stresów będzie coraz więcej.
        Żeby było jasne: nie zabraniam córce jeść słodyczy. Po obiedzie moja córka zawsze może sięgnąć po deser, dlatego słodycze nie są u nas ani świętem ani czymś wyjątkowym. Nie robię ze słodyczy karty przetargowej. Kara? Tak, mamy kary, ale nigdy karą nie jest u nas brak deseru czy zakaz słodyczy przez tydzień. Słodycze są u nas normalnością, one są i są dostępne, po prostu dbam o to, by córka jadła rzeczy dobrej jakości i by zawsze było ich niewiele. Z reguły natomiast, jak już wiecie, staram się piec łakocie w których kontroluję każdy składnik i zawsze zamieniam biały cukier na zdrowszy odpowiednik. W efekcie Melania nie je za wiele słodyczy, powiedziałabym nawet, że je ich bardzo mało. Jeśli do wyboru będzie miała migdały czy żelki- wybierze migdały, bo ja uwielbia. Zawsze jednak daję jej wybór i nie oceniam jej decyzji.
        Od małego też uczyłam córkę nawyku picia wody, ziół czy herbat z dodatkiem miodu. Napoje gazowane czy soki nigdy nie były obecne w naszym mieszkaniu. Natomiast mam to szczęście, przyznaję, że choć córka ma świadomość istnienia tego świństwa- nie prosi mnie o nie. Tak dzieję się też z waflami, paluszkami, chrupkami itp. Jeśli jemy słodycze to zwykle jest to gorzka czekolada lub dobrej jakości mleczna certyfikowana, herbatniki lub ciastka owsiane z dobrego źródła. Nie będę kłamać- jeśli córka prosi mnie o żelki czy tic tac-i, nie odmawiam. Na szczęście są to tak sporadyczne incydenty, że po prostu nie miałabym serca zabraniać. Wiadomo- zakazany owoc smakuje najlepiej. 
         Kluczem do zdrowego myślenia o łakociach, kolorowych napojach czy fast foodzie jest to, by nie kojarzyło się nam ono z nagrodą czy rzadką przyjemnością. Najlepiej nie robić z tego nic nadzwyczajnego, nie traktować jako karty przetargowej, nie podsuwać w chwilach smutku lub gdy chcemy mieć święty spokój i zająć czymś nasze dziecko. Samo zdrowe myślenie nie sprawi, że wyrośnie nam dziarski maluch chętnie próbujący nowe smaki i zajadający się rano owsianką, Jednak bez odpowiedniego myślenia i przekonania, nigdy nie przestawimy naszej rodziny na zdrowy tryb życia. Warto więc, prócz serwowania rodzinie kotletów z soczewicy, uświadamiać domowników, że jesteśmy tym, co jemy i tak jesteśmy ładni jak witaminy i minerały, które pochłaniamy z wartościowymi produktami ;).

nadwaga




13 komentarzy:

  1. W moim domu słodycze bywały nagrodą bardzo często. Na szczęście wyrosłam z tego i sama przestawiłam sobie myślenie na słodycze=jedzenie. Ale 6-latek do tego sam nie dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, ale muszę się do czegoś przyznać ;) Trochę McDonalds traktujemy jak nagrodę. Nie w kontekście za lepsze zachowanie, ale jako taką naszą przyjemność, zachciankę - chociaż my to i tak tylko na lody teraz tam chodzimy, no ale zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że odpowiedzialność za to ponoszą rodzice "czym za młodu skorupka nasiąknie tym na starość trąci", do tego często niestety dziadkowie dochodzą, którzy często nie respektują zasad żywienia wprowadzonych przez rodziców. A sondaże o otyłości dzieci są niepokojące.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo madry i wartosciowy tekst! Powinni przeczytac go wszyscy rodzice!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz jakie jest moje podejście do tematu:) Zgadzam się z każdym słowem się zgadzam. Chociaż ostatnio moje dziecko w wieku lat 4 zjadło pierwszy raz frytki bez soli z Maca i napiło się soku:) ale to tak wyjątkowo w trasie byliśmy i zgłodnieliśmy. Na inne tego typu przekąski według mnie jest dla niej za wcześnie i unikam ich jak ognia. Swoje jednak już usłyszałam na ten temat, powinnam dawać dziecku tyle słodyczy ile chce, dawać wszystko bo i tak kiedyś będzie jadła bla, bla bla. ja robię swoje i tyle, w nosie mam komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co mnie przeraża.... to, że rodzicie starają się wychowywać dzieci zdrowo, uczyć świadomych wyborów itp. ba, nawet niby szkoły zrobiły coś ku chwale zdrowej żywności - napisałam niby, bo co z tego, że nie ma słodyczy w szkole skoro pierwsza lepsza wycieczka kończy sie McD.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkolnych sklepikach moze i nie ma ale za to u corkibjest automat! Porazka

      Usuń
  7. Świetne podejście! Ja już jako osoba dorosła oduczam się łagodzenia złych emocji słodyczami i powoli coraz lepiej mi idzie. Fajnie, że nie zabraniasz jej wszystkiego, myślę, że kiedyś Ci podziękuje, że nauczyłaś ją racjonalnego odżywiania. Pozdrowienia dla Was ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak dobrze, że moje dziecko wchodząc do sklepu krzyczy jaja i nie leci po te z czekolady tylko te kurze :). A tak poważnie, to zgadzam się z Tobą, że robimy błąd dając dziecku coś do jedzenia w nagrodę. To uczy nasze pociechy tego, że jedzenie jest czymś wyjątkowym, bardzo ważnym, co później skutkuje różnymi zaburzeniami. Nagrodą powinna być jakąś zabawa, fajnie spędzony czas, a nie coś słodkiego. Ja wiem, że nie zawsze się da i też czasami daje dziecku coś, co lubi jeść w nagrodę, ale warto próbować.

    OdpowiedzUsuń
  9. My na razie mamy raczej odwrotny problem, bo mój syn jest strasznym niejadkiem. I wprawdzie tego po nim nie widać, nie ma żadnej niedowagi, to każdy posiłek to jest namawianie, nakłanianie i cudowanie żeby zjadł...

    OdpowiedzUsuń
  10. Dokladnie wszystko z glowa I umiarem. I pamietajmy, ze to my jestesmy DLA dziecka przykladem...
    Choc ja czasem topie smutki w toffifee :D :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszystko bardzo mądrze napisałaś, ale u nas to bardzo ciężki temat. I choć chciałabym, żeby mój dom był tak skonstruowany jak piszesz w tekście, to niestety u nas jedyna możliwość, to puste szafki. Staram się jak najmniej kupować, jak nie ma, to nie kusi. Mój mąż jest uzależniony od słodyczy i niestety moja walka tutaj jest przegrana. Zostałam zmuszona, do drastycznych kroków :-(.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam dzieci ale dla mnie zawsze mama byla autorytetem i to czym mnie karmila i co kupowala uwazalam jako dobre dla mnie... Wiec moc tkwi w decyzjach rodzica... Pozdrawiam, Daria xxx

    OdpowiedzUsuń

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.