1/29/2016

Mamy BlogOFFują- partnerzy spotkania

Mamy BlogOFFują- partnerzy spotkania
       Nie jest tajemnicą, że spotkania blogerek to nie tylko wymiana kontaktów, ciekawe warsztaty i dużo zdjęć. Spotkania blogerek to także okazja dla wielu firm, żeby stać się partnerem tego wydarzenia i zaistnieć w świadomości konsumentów na przykład jako firma przyjazna matkom. Nasze spotkanie Mamy BlogOFFują wsparło kilka prestiżowych marek, a my dzięki temu mamy okazję zapoznać się z super produktami, które z czystym sercem polecam:

Alma Delikatesy Internetowe każdej z uczestniczek przekazała kilka produktów, głównie, swojej linii Premium. Były to różne łakocie jak np. czekolada Food&Joy, eko płatki zbożowe, oleje i oliwy czy mleczko kokosowe.

Alma delikatesy

delikatesy Alma

Na spotkaniu gościły same kobiety, dlatego nie mogłoby się obyć bez części makijażowej. Dzięki Drogerii Natura otrzymałyśmy bogaty zestaw kosmetyków. Osobiście jestem zachwycona błyszczykiem Kobo i cieniami do powiek My Secret, ale one doczekają się osobnej recenzji.




Kolejnym partnerem był łódzki producent rajstop Wola, którego na pewno znacie. Wola produkuje śliczne rajstopki i skarpetki dla maleńkich oraz tych dużych stópek. Każda z nas dostała imienny zestaw dopasowany do jej domowników :).



Standardowo każda mama otrzymała zestaw kosmetyków marki Oillan, chyba nie muszę polecać tych produktów, bo każdy wie że to solidna firma :). 

Luksusowa marka odzieżowa DP...am podarowała każdej uczestniczce bon do wykorzystania w ich sklepie. Kiedy trafiłam na ten sweterek, nie mogłam się oprzeć. Kochani! Jego jakość jest doskonała, ma piękny kolor, a urocze dodatki w postaci skórzanych obszyć i kokardek czynią go naprawdę wyjątkowym.


Naszym partnerem była także łódzka, rodzinna marka Monello. Monello to ubranka projektowane i szyte z pasją, modne i super jakości. Melanię mieliście okazję już oglądać w produktach tej firmy, ale obiecuję, że zobaczycie ją w nich jeszcze. Jeśli macie już dosyć sieciówkowych ubranek szytych w strasznych warunkach, polecam postawienie na polskich producentów. Wbrew pozorom ubranka wcale nie są droższe a ich jakość wykonania i oryginalność wzorów sprawi, że poczujecie się wreszcie wyjątkowo.  Poniższą bluzeczkę i spódniczkę znajdziecie: http://monello.pl/pl/p/Bluzka-w-kwiaty-rekaw-34/189


Na koniec to, co od dawna mi się marzyło, czyli brabijou. Brabijou to ozdobne ramiączka, które można doczepić do stanika by podkreślić swój dekolt. Nasze niezwykłe ramiączka (bo do wyboru były różne) otrzymałyśmy od Pani Braffiterki z Szyfoniery, która była także prelegentką na naszym spotkaniu.


1/27/2016

5 trików włosowych prosto z kuchni, które musisz znać!

5 trików włosowych prosto z kuchni, które musisz znać!
      Jako rasowa włosomaniaczka, zakochana w domowych i naturalnych sposobach na urodę i zdrowie, nie mogłabym nie podzielić się z Wami trikami, które sprawią, że Wasze włosy staną się piękne i lśniące, a Wy nawet nie będziecie musiały iść do sklepu po składniki
         Jeśli Wasze babcie jeszcze żyją lub macie mamy, które za młodu dbały o siebie, na tyle na ile PRL pozwalał, to na pewno znacie maseczkę z żółtka, olejku rycynowego i cytryny. Maseczka ta rewelacyjnie odżywia włosy, a długo stosowana nadaje im złotawo-miedziany odcień. Nie zawsze jednak mamy pod ręką olej rycynowy czy cytrynę albo nie chce nam się tracić czasu na przygotowywanie domowej maseczki na włosy. Wtedy na ratunek przychodzi nam majonez, tak, dobrze widzicie: majonez.

1. Majonez- nic innego jak gotowa mieszanka żółtka i oleju rzepakowego, która nałożona na włosy sprawi, że po umyciu będą lśniące, miękkie i dogłębnie odżywione. Wystarczy wmasować dwie-trzy łyżki majonezu we włosy (szczególnie w ich końce), pozostawić pod czepkiem na godzinkę (im dłużej, tym lepiej), a następnie zmyć szamponem. Nie martwcie się, charakterystyczny zapach majonezu zostanie spłukany przez szampon oraz odżywkę, którą z pewnością nakładacie po umyciu. Efekt po majonezowej masce zaskoczy Wam bardzo pozytywnie. 

2. Cytryna (także herbata z rumianku)- płukanie włosów herbatą rumiankową delikatnie i stopniowo je rozjaśnia, jednakże efekt ten zauważą raczej posiadaczki jaśniejszych odcieni włosów. Jest jednak sposób, który rozjaśni nawet dosyć ciemnie pukle, mianowicie: cytryna. Wystarczy wycisnąć sok z całej cytryny, rozcieńczyć ją nieco wodą, spryskać końce (np. w celu uzyskania naturalnego ombre) i wyjść na słońce. Na studiach często tak robiłam, szczególnie wtedy gdy, nie farbowałam włosów. Wtedy raz na jakiś czas stosowałam sposób z cytryną i zwykle po wakacjach uzyskiwałam efekt pełnego refleksów ombre. Takie naturalne rozjaśnianie wysusza włosy, ale nie na taką skalę jak chemiczne rozjaśniacze czy farby, wystarczy że po takiej "kąpieli" nałożycie na włosy domową maseczkę np. z majonezu i dzięki temu szybko odżywicie swoje włosy. 

3. Skrobia ziemniaczana- o skrobi ziemniaczanej jako substancji do podrasowywania odżywek i maseczek wyczytałam całkiem przypadkowo. Początkowo miałam do tego sceptyczne nastawienie, ale postanowiłam dać skrobi szansę. Wlałam do miseczki kilka łyżek kiepskiej odżywki i dodałam do niej dwie łyżki mąki ziemniaczanej, następnie zostawiłam taką miksturkę na włosach na 10 minut i spłukałam pod bieżącą wodą. Już podczas spłukiwania czułam, że moja włosy są niezwykle miękkie. Po dziś dzień skrobia jest moim hitem i zawsze, gdy włosy mam wyjątkowo przesuszone stosuję trik z dosypaniem skrobi do odżywki. Po zastosowaniu takiej domowej maseczki włosy mam wyjątkowo jedwabiste, sypkie i miękkie, naprawdę, to jedyny jak do tej pory sposób, który stosuję regularnie, niezmiennie mnie on zachwyca, a moje włosy zawsze reagują na niego tak samo dobrze. POLECAM!

4. Ocet jabłkowy- ekologiczny ocet jabłkowy rozcieńczony wodą i użyty do ostatniego płukania włosów nadaje im nadzwyczajny blask. Mówię z ręką na sercu- w moim przypadku ten sposób nie działa, ale znam dziewczyny, które go sobie bardzo chwalą. Ocet jabłkowy ma właściwości domykania łusek włosa, co sprawia że stają się one wygładzone i lepiej odbijają światło. 

5. Siemię lniane- można stosować jako naturalny żel do stylizacji włosów, odżywkę oraz płukankę. Siemię lniane w różnych proporcjach, w zależności do tego jak gęstą mieszankę chcemy uzyskać, gotujemy i odstawiamy do ostygnięcia. Siemię rewelacyjnie podkreśla skręt włosów, wystarczy że ugotujemy siemię na dosyć gęsty żel i nałożymy go równomiernie na nasze kosmyki, po wyschnięciu wystarczy lekko pougniatać loki i volaille. Możemy też użyć rzadkiego siemienia do ostatniej płukanki włosów w celu ich nawilżenia i zmiękczenia lub nałożyć gęstą maź na włosy po umyciu np. na godzinkę pod czepek a następnie spłukać. Włosy po siemieniu mniej się puszą, są dociążone ale zarazem sprężyste.

triki włosowe


1/20/2016

Biźniaki i co dalej?

Biźniaki i co dalej?
      Ciąża bliźniacza zwykle jest niespodziewana i pojawia się u kobiet, które przyjmowały leki zwiększające płodność lub po prostu posiadają takie skłonności genetyczne. Ciąża taka może być jednojajowa i powstaje wtedy gdy jedno jajeczko zostaje zapłodnione jednym plemnikiem, a potem ulega podziałowi. Oba płody mają wtedy dokładnie ten sam kod genetyczny, tą samą płeć i są po urodzeniu łudząco podobni. Kobieta może też być w ciąży dwujajowej i dzieje się tak wtedy gdy dwa odrębne jajeczka zostają zapłodnione przez dwa różne plemniki, wtedy to dzieci mogą ale nie muszą być do siebie w ogóle podobne, mogą być tej samej płci lub różnej itd. 
      Ciąża bliźniacza wzbudza mieszane uczucia i nierzadko wielki niepokój. Po porodzie ciężko jest rodzicom nawiązać z bliźniakami relację tak intensywną i tak szybko jak dzieje się to w przypadku jednego dziecka. Mimo tego, to właśnie bliźnięta angażują rodziców mocniej, gdyż potrzeba pomocy przy obsłudze dwóch niemowlaków mocno wciąga ojców we współopiekę nad dziećmi. 
Kiedy dzieci dorastają należy zawsze mieć na uwadze, że nieważne jak są podobne do siebie, to dwie zupełne odrębne osoby. A jak kształtują się relacje bliźniaków? Jeśli są jedynymi dziećmi w rodzinie będą z reguły zachowywać się jak dwójka rodzeństwa bez konfliktu wieku, przejawiając przy tym cechy najstarszego i najmłodszego dziecka. Często dzieje się tak dlatego, że rodzice podkreślają, które z bliźniąt urodziło się wcześniej lub, przykładowo, jedno jest wyższe i silniejsze.
      Bliźnięta łączy silna więź, zanim pójdą do szkoły spędzają z sobą niemal 24 godziny na dobę i przebywają razem dłużej niż z własną mamą czy tatą. Ponieważ wspólnie dorastają i ich wzajemny wpływ jest o wiele silniejszy niż wpływ innych ludzi na nie, zazwyczaj wolniej się rozwijają. Jest to spowodowane tym, że są na tym samym etapie życia i na podobnym szczeblu rozwoju, a rodzice zajęci opieką nad nimi, nie tracą już czasu na drobiazgi i rzadziej stymulują ich rozwój. Badania wykazały, że rodzice, z powodu większej liczby zadań, mniej rozmawiają z bliźniakami niż rodzice "pojedynczych" dzieci. Jest to też przyczyną, że te dzieci na ogól później zaczynają mówić i głównie naśladują dźwięki wydawane przez siebie nawzajem. Kiedy jednak bliźniaki idą do żłobka czy przedszkola zaczynają oczywiście doganiać inne dzieciaki. 
Bliźniaki łączy charakterystyczna więź, czują się niezwykle wyjątkowe i że mogą swobodnie na sobie nawzajem polegać, w związku z tym nie tworzą tak silnych więzi z resztą rodzeństwa czy rodziny, nierzadko stronią od reszty rodzeństwa. Potrafią doskonale wykorzystywać swoją przewagę w kontaktach z rodzicami. Bliźniakom, szczególnie jednojajowym, trudno jest rozstać się w przyszłości, czują, że nawet partner nie jest w stanie zaspokoić ich potrzeby intymnej, emocjonalnej i silnej więzi, którą  bliźniak tworzy ze swoim bratem/siostrą. Ta wielka potrzeba bliskości często jest zagrożeniem dla małżeństw bliźniąt.
       Jako rodzice bliźniąt, zawsze musimy pamiętać, że wychowujemy dwoje różnych ludzi. Często zapominamy o ich indywidualnych potrzebach, oczekując, że wszystkim będą się dzielić, a to może mieć swoje negatywne konsekwencje w przyszłości (stan posiadania może stać się dla nich niezwykle ważny). Bliźnięta wychowywane jako odrębne osoby szybciej i lepiej się rozwijają, dlatego pamiętajmy o tym, że dzieciaki nie muszą zawsze chcieć nosić tych samych ubrań czy mieć identycznych łóżek. Bliźniaki należy traktować sprawiedliwie, ale nie tak samo, musimy słuchać ich potrzeb i dostrzegać ich indywidualność

bliźniaki jednojajowe

1/18/2016

Olej kokosowy- właściwości i zastosowanie

Olej kokosowy- właściwości i zastosowanie
        Jest taki tłuszcz roślinny, który potrafi zlikwidować nawracającą łuszczycę, łupież, różne zmiany skórne, błyskawicznie leczy grypę, pomaga w leczeniu próchnicy czy wrzodów żołądka, działa przeciwzmarszczkowo i zapobiega chorobom serca. Tłuszcz ten znany jest w szczególności włosomaniaczkom i jest nim olej kokosowy. 
      Olej kokosowy długo cieszył się złą sławą. Wniknęło to z faktu iż olej jest ten tłuszczem nasyconym, różni się on jednak budową łańcuchów od typowo niezdrowych tłuszczów nasyconych występujących w mięsie czy tłuszczu utwardzonym. Olej kokosowy zbudowany jest bowiem ze średniołańcuchowych nasyconych kwasów tłuszczowych, podczas gdy typowe, niezdrowe oleje zbudowane są z długołańcuchowych nasyconych kwasów tłuszczowych. 
        O co jednak chodzi w tłuszczach nasyconych i nienasyconych? Pierwsze, posiadają nie posiadają żadnych brakujących atomów węgla lub wodoru z podwójnym wiązaniem, dlatego nie są narażone na utlenianie i tym samym psucie się. Stąd też chętniej dodawane są przez producentów żywności do ich produktów (to nie są te same tłuszcze co tłuszcze trans, czyli sztucznie uwodornione oleje w procesie wysokiego podgrzewania i dodawania do nich atomów wodoru, z tymi tłuszczami nasz organizm radzi sobie kiepsko). Olej kokosowy, dzięki swojej budowie, pomaga zapobiegać psuciu się powodowanemu przez wolne rodniki. Warto jednak pamiętać, żeby kupować naturalny olej zimnotłoczony, najlepiej certyfikowany. 
      Olej ten ma zdolność zwiększać ilość antyoksydantów w komórkach oraz zmniejsza ilość wolnych rodników, dzięki temu wpływa korzystnie na pracę serce i zapobiegam zawałowi oraz miażdżycy. Ponadto, średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe ( te, z których zbudowany jest olej kokosowy) trawi się nieco inaczej niż pozostałe tłuszcze: zamiast krążyć w krwiobiegu jak inne, olej kokosowy od razu przekształca się w energie, podobnie jak węglowodany. Jednakże w przeciwieństwie do nich, nie podnosi poziomu cukru we krwi, dlatego jest nieszkodliwy dla diabetyków i ma dobry wpływ na serce. Olej kokosowy pomaga więc w dbaniu o linię, a wiele osób zauważa, że wprowadzając go do diety zamiast innych tłuszczów, zaczyna tracić na wadze. Co więcej, olej kokosowy podnosi poziom przemiany materii, ale tylko wtedy jeśli nie spożywamy go w nadmiarze.
      Co więcej, olej ten chroni przed osteoporozą, wzmacnia rozwój mocnych kości i zębów (zwiększa przyswajanie wapnia, magnezu oraz aminokwasów),chroni przed próchnicą,  zapobiega i chroni przed nowotworowymi (w szczególności piersi i okrężnicy), zabija bakterie, pasożyty (np. tasiemce) grzyby i drożdże. Potrafi rozprawić się z infekcjami uszu, gardła, dróg moczowych, pomaga wyleczyć zapalenie opon mózgowych a nawet rzeżączkę. Zabija grzyby i drożdże np. te powodujące pleśniawkę, wysypkę pieluszkową, grzybice skóry czy grzyby candida.
      Olej kokosowy dzięki niewielkiej, molekularnej strukturze świetnie wchłania się poprzez skórę. Polinezyjki znane są ze swojej gładkiej skóry oraz lśniących włosów, a w ich kulturze jedzenia oraz pielęgnacji, produkty kokosowe to numer 1 (około 454 gramów dziennego spożycia kokosów na mieszkańca). Czysty, nierafinowany olej kokosowy przeciwdziała wolnym rodnikom, pomaga zapobiegać bakteryjnym i grzybiczym infekcjom skórnym, nawilża i przynosi ukojenie skórze suchej i podrażnionej. Nadaje się perfekcyjnie na noc jako olejek przeciwzmarszczkowy i nawilżający na skórę twarzy. Ponadto chroni przed niekorzystnym wpływem promieni UV i zapobiega jego skutkom. Chętnie stosowany jest na włosy, ale zdecydowanie lepiej wpływa na pasma niskoporowate, świetnie rozprawia się z łupieżem oraz świądem. 
        My codziennie zjadamy łyżeczkę tego oleju, zastępując nim masło czy olej do sałatki. Córce podaję go codziennie z chlebem z reguły z dżemem lub twarożkiem, ale jest już tak przyzwyczajona, że nie przeszkadza jej nawet w towarzystwie żółtego sera. Czasem ma ochotę zjeść go, ot tak, na surowo i wtedy dostaje go na łyżeczce. Moja córka nie choruje i choć myślę, że wielki wpływ na to ma kompleksowe dbanie o jej zdrowie i moje sposoby na odporność, to jednak znam osobiście przypadki, którym w zupełności wystarcza olej kokosowy, który uporał się już z różnymi problemami, nie tylko brakiem odporności czy uporczywym przeziębieniem. Szczerze go polecam, a efekty jego działania obserwuję od kilku tygodni, odkąd mamy przerwę od czystka i polegam tylko na nim. 
Ja w domu mam dokładnie ten olej kokosowy:
 Polecam olejKup mnie


1/15/2016

Dekalog matki idealnej

Dekalog matki idealnej
        Znasz mnie ze zdjęcia profilowego z Facebooka albo z widzenia, gdy czasem jeździmy tramwajem kilka przystanków w tą samą stronę. Jak przez mgłę pamiętasz moje imię, a może nawet nigdy go nie słyszałaś. Nie wiesz ile mam lat, ile zarabiam, czy moi rodzice żyją i jak układa mi się z mężem. To jednak nie ma znaczenia, bo jedno co się liczy to fakt, że moje dziecko jedzie w wózku na małych, plastikowych kółkach, choć chodniki mamy gotowe tylko na duże, pompowane koła. Nie podoba Ci się sposób w jaki podnoszę synka, ani że nie karmię go piersią. Skandaliczne dla Ciebie jest to, że wyszłam z dzieckiem i mężem do kawiarni, gdzie pełno zarazków, zamiast zostawić dziecko u dziadków. Dobrze wiesz, że to nieodpowiedzialne a ja zachowuję się jak niedojrzała matka. Absurdalne jest, że kobieta nie karmi piersią, przecież do tego została stworzona! Ty wiesz, masz przecież świętą rację nosicielko prawdy obiektywnej, naznaczona sprawiedliwością doskonałą, matko. 
         Nie znasz mnie, widzisz mnie pierwszy raz w galerii, robiącą zakupy z dwójką rozwrzeszczanych pociech. Gotujesz się ze złości. Bo co za matka wychodzi z dziećmi na zakupy? Czy naprawdę nie może zrobić tego sama? Podła matka, bez pomyślunku!
Dowiadujesz się o mnie zupełnie przypadkiem, gdy okazuje się, że zostawiłam swojego czteroletniego synka "samego" w figloparku. Matka bez wyobraźni, wstrętna nieopiekuńcza matka, która zostawia maluteńkie dziecko samo na pastwę losu. Która matka tak robi?
         Gdy czekamy razem w przychodni do lekarza obserwujesz mnie z ukosa jak biegam niespokojnie za córką i pilnuję każdego jej kroku. Niemal trzymam ją za kołnierz, trzęsę się nad nią i ciągle powtarzam "ostrożnie skarbie". Prychasz z politowaniem, cóż za nadopiekuńcza matka, wychowa taką córkę pod kloszem i zrobi z niej życiową niedorajdę. Znowu masz rację, bo jako matka idealna masz przecież monopol na prawdę.   
     Obserwujesz, wnioskujesz, raportujesz: matka karmiąca mlekiem modyfikowanym, matka zostawiają dziecko w figloparku, matka podająca jedzenie ze słoiczków, matka pozwalająca dziecku korzystać z chodzika, matka strofująca dziecko, że się pobrudzi i żeby jadło ostrożnie, matka mająca w domu tak czysto że jej dzieci muszą być nieszczęśliwe, matka której dziecko jest całe wybrudzone w błocie i nadal nieprzebrane, matka której dziecko za szybko zaczyna korzystać z nocnika, matka która za późno wysadza na nocnik... Lista przewinień mnożny się, chyba nie ma matki, która nie złamałyby kodeksu wykroczeń, który nosisz w sobie zaraz obok monopolu na rację. 
         I wreszcie jest, najgorsza z matek: matka przy oknie. Bez serca, bez uczuć, jak ona mogła? Która prawdziwa matka by to zrobiła? Myślisz, kalkulujesz, nie osądzasz, nie oceniasz, bo przecież TY WIESZ, Ty wszystko wiesz, zawsze masz rację, znasz okoliczności i konsekwencje, doskonale zdajesz sobie sprawę o zawiłościach losu ludzkiego i wiesz jak się postępuje i kiedy co należy. Wiesz jakbyś się zachowała w każdej życiowej sytuacji, bo Ty jesteś Matką Idealną.
        Matko Idealna, nie jesteś jedyna. Masz konkurencję. Ja znam Was kilka, a pewnie są Was dziesiątki. Wiecie najlepiej, zawsze macie rację, jesteście dojrzałe, odpowiedzialne, troskliwe i macie szczęśliwe dzieci. Chwała Wam za to, mam nadzieję, że Wy- idealne matki, zgadzacie się z sobą nawzajem i gdy życie zweryfikuje Wasze macierzyństwo za kilkadziesiąt lat, potwierdzi Waszą idealność, wewnętrzną sprawiedliwość i monopol na prawdę. 

nieszczęśliwe dziecko


Posłowie:
Matko Idealna, być może nie chodziłaś do klasy humanistycznej i nie przerabiałaś dokładnie literury wojennej. Ja przerabiałam i coś Ci nadmienię. Wstrząśnięta "Opowiadaniami Borowskiego" czekałam na potępienie bohaterów tej książki na lekcji polskiego. I wtedy spadła na mnie wypowiedź najbardziej druzgocącą i mądra jaką kiedykolwiek w życiu usłyszałam: "Nigdy nie wiesz jak się zachowasz dopóki nie spotka Cię dana sytuacja, być może w obliczu strachu, zagrożenia okazałbyś się największym tchórzem, choć dziś myślisz, że zachowałbyś się zupełnie inaczej". Pamiętam historię matki, która nie przyznała się do swojej córki, byle nie iść do gazu. Ja ,17-latka, czytająca tą historię pomyślałam "Co za matka" i wystarczyła jedna lekcja polskiego bym nabrała pokory i przeraziła się tym, że tak naprawdę nie mam pojęcia co JA zrobiłabym na miejscu tej matki. Bo choć dziś myślę, że wzięłabym córkę za rękę i skoczyła do tego gazu, w którym dusisz się kilkanaście minut w męczarniach zanim skonasz, to kto wie, być może wychodząc z wagonu pociągu w którym o mało się nie udusiłam, uciekłabym od córki i szybko przeszła na stronę zdrowych, udając, że nie słyszę jej płaczu. Nie osądzaj matko idealna, bo Ciebie też ktoś kiedyś osądzi, być może Twoimi własnymi kategoriami.

1/13/2016

Najmłodsze, najstarsze, średnie czyli jak kolejność narodzin wpływa na charakter

Najmłodsze, najstarsze, średnie czyli jak kolejność narodzin wpływa na charakter
       Różnicą wieku między rodzeństwem oraz wpływem kolejności narodzin na nasz charakter interesowałam się już na studiach. Zawsze fascynowało mnie to jakie oddziaływanie ma na nas to, którym dzieckiem w kolejności byliśmy. Nierzadko słyszymy, że dzieci wychowane w tej samej rodzinie to całkiem inne osoby. Sporo wspólnego ma z tym właśnie fakt, że każde dziecko rodzi się jednak w nie do końca takiej samej rodzinie i buduje swoją tożsamość w całkiem innej rzeczywistości. Jedno dziecko może urodzić się w rodzinie, w której wciąż sobą zafascynowana i spragniona siebie para, żyje w skromnych warunkach i powoli dorabia się majątku, podczas gdy młodsze o 8 lat dziecko, rodzi się w tej samej rodzinie, ale już w zupełnie innych warunkach. Rodzice mogą przeżywać kryzys, być sobą zmęczeni, mogą mieć problemy ze spłaceniem kredytu, który wzięli 9 lat temu lub pławić się w luksusie, którego się przez te kilka lat dorobili. Choć większość rodziców z całych sił pragnie swoje dzieci traktować jednakowo, to wpływ warunków w których rodzina aktualnie się znajduje jest tak silny, że nie sposób by na dzieci w tej samej rodzinie oddziaływały takie same bodźce. 
        Najstarsze- historycznie i symbolicznie ma szczególną wartość. To najstarsze dziecko (w szczególności syn) w historii większości kultur było dziedzicem, było też składane w ofierze w niektórych religiach. Najstarsze dziecko otrzymuje pełnię rodzicielskiego zaangażowania, uwagi i miłości. To na pierwszym dziecku skupia się wszelkie nadzieje, oczekiwania, to pierwsze dziecko przynosi najwięcej ekscytacji (tyczy się to głównie chłopców, z reguły narodziny dziewczynki nie przynoszą tyle dumy, ile narodziny pierwszego syna, choć mam nadzieję, że to tylko naukowy bełkot), pierwszy poród najwięcej strachu. Pierwsze dziecko przynosi ogrom niewiadomych, mnóstwo zmian. Od pierwszych dzieci więcej się wymaga i z reguły to one traktowane są surowiej niż kolejne. Jako dorośli są bardzo ambitni, wciąż szukają podziwu i szacunku, często przejmują odpowiedzialność i wcielają się w role lidera. To z reguły osoby bardzo oddane, które nie potrafią odmawiać i ciężko im prosić o pomoc (ech, wiem coś o tym...).
         Średnie- to najtrudniejsze do zdefiniowania dziecko, które niestety nie narzeka na nadmiar uwagi. Z reguły traci na rzecz najstarszego, któremu nie może dorównać i najmłodszego, które zaczyna pochłaniać coraz więcej uwagi rodziców, z tego względu może ewidentnie rywalizować z resztą rodzeństwa. Z badań wynika, że to średnie dzieci najrzadziej wykazują się osiągnięciami w rodzinie, jako dorośli są szczególnie wrażliwi na lekceważenie i ignorowanie. Od tych dzieci wymaga się relatywnie mniej i nie wywiera się na nich takiej presji jak np. na starszym dziecku. Jako dorosłe, średnie dzieci mogą mieć skłonności do introwertyzmu, ale też wyraźnie radzą sobie w kontaktach między ludzkich (gdyż miały do czynienia z różnymi typami osobowości). Dobra wiadomość jest taka, że niektóre ze średnich dzieci w życiu dorosłym osiągają wyjątkowo satysfakcjonujące życie, ponieważ napotykały mniejsze oczekiwania i naciski ze strony rodziców, mają też większą umiejętność radzenia sobie w życiu. 
            Najmłodsze- to nie jest stereotyp, że najmłodsze dziecko to taka rodzinna maskotka, wobec której każdy członek rodziny odczuwa troskliwą odpowiedzialność. Najmłodsze dzieci nigdy nie zostają "zastąpione" przez kolejne dzieci i długo traktowane są jak maluchy. Choć rodzice z reguły im pobłażają, to nie skutkuje to tym, że wyrastają na życiowe niedorajdy. Raczej sprawiają wrażenie bezradnych, dlatego ludzie chętnie im pomagają i przejmują za nich odpowiedzialność oraz niektóre obowiązki. Te dzieci szybko uczą się jak dopinać swego i wiedzą, że agresją nic nie zdziałają, już od najmłodszych lat wiedzą jak wykorzystać swój urok, potrafią manipulować, są sprytne, bo obserwowały starsze rodzeństwo. Jako rodzice, najmłodsi w rodzinie, chętnie się bawią ze swoimi pociechami, rozumieją swoje dzieci i pozostawiają im względnie dużo swobody. Jeśli wcześnie stracili rodziców (a często tak się dzieje, bo rodzice mieli je w średnim wieku), rekompensują sobie tą stratę wybierając na partnera osobę dużo od siebie starszą.  
         Pozycja w rodzeństwie ma duży wpływ na to jaki tworzysz związek, jakim jesteś pracownikiem, sąsiadem, rodzicem, przyjacielem. Choć z reguły w naszych relacjach partnerskich powielamy wzorce jakie przejęliśmy od rodziców, to nierzadko traktujemy współmałżonka podobnie jak swoje rodzeństwo. Tak powstają związki komplementarne czyli oparte na podobnych relacjach jakie mieliśmy w rodzinie. Często te związki są bardziej trwałe a małżonkowie lepiej się dogadują, bo z łatwością wchodzą w role jakie kiedyś mieli np. mąż był starszym bratem, a żona najmłodszą siostrą i dalej w swojej relacji powielają pewne wzorce, które im odpowiadają, bo są do nich przyzwyczajeni. Czasem niestety zdarza się tak, że, przykładowo, żona chce uwolnić się ze swojej roli młodszej, zależnej siostry opiekuńczego brata i próbuje zyskać nieco niezależności w swoim związku z partnerem, czemu przeciwstawia się mąż, który ma tendencję do przewodzenia i nadopiekuńczości. Zdanie sobie sprawy z naszych pozycji w rodzeństwie, może pomóc rozwikłać niektóre spięcia.

najmłodsze dziecko w rodzine
Jako ciekawostkę powiem Wam, że ja i mój mąż tworzymy pod tym względem niezwykły, komplementarny związek. Ja jestem najstarszą siostrą- starszą o 12 lat, a mój mąż najmłodszym bratem- młodszym o 14 lat, oboje mamy rodzeństwo tej samej płci :): ja siostrę, mój mąż braci- bliźniaków.

1/11/2016

Mamy BlogOFF-ują w Łodzi czyli łódzkie spotkanie blogerek

Mamy BlogOFF-ują w Łodzi czyli łódzkie spotkanie blogerek
        To już drugie spotkanie blogerskie, które współorganizowałam. Nauczona na własnych błędach ;), tym razem postawiłam na jakość, a nie ilość i na ten moment czuję, iż udało mi się. Dziewczyny, które uczestniczyły w spotkaniu wychodziły z niego roześmiane, zrelaksowane i twierdziły, "że było inaczej". To właśnie chciałam usłyszeć: inaczej, czyli luźno i z wielką dozą śmiechu.

        Mamy BlogOFF-ują to inicjatywa, którą podęłyśmy z Izą z bloga Szczypta o mnie. Spotkanie miało miejsce w Smykawce- kawiarni rodzinnej, która znajduje się na Radogoszczu. I od tego miejsca rozpoczęła się fala sukcesów, jakie udało się nam osiągnąć. Smykawka to było miejsce nie tylko, które mogło swobodnie nas pomieścić, jest to przede wszystkim miejsce jasne, przestronne ze sporym kącikiem do zabaw dla dzieci, a Pani właścicielka jest niezwykle ciepłą, cierpliwą i zupełnie bezproblemową osobą. Obsługa była fantastyczna i polecam to miejsce z całego serca: na rodzinne spotkania, na eventy dla rodziców, na popołudniowe wyjścia z dziećmi.

     Prócz zabaw integracyjnych, które wywołały salwy śmiechu i niekończące się pogaduchy, na naszym spotkaniu miały miejsce dwie prezentacje. Pierwsza z nich była wystąpieniem przemiłych Pań dietetyczek z Natur House Galeria Retkińska, prócz pogadanki na temat prawidłowego odżywiania, Panie przeprowadzały z chętnymi indywidualne konsultacje.


        Następnie przybyła do nas Pani z Szyfoniery, czyli miejsca gdzie nie tylko można zakupić zmysłową bieliznę czy napić się kawy, ale przede wszystkim liczyć na profesjonalną konsultację brafitterki. Ja wprawdzie od dawna wiem jak prawidłowo dobierać biustonosz, ale wiem, że ta prezentacja była bardzo odkrywcza dla kilku z dziewcząt.



     Żebyśmy miały siłę i energię na późniejsze zabawy, musiałyśmy się posilić. Z odsieczą przybył nam Cynamon-Catering z pyszną pomidorwą i dietetycznym obiadkiem w wersji wege oraz mięsnej. Porcje były bardzo solidne, posiłek domowy i bardzo smaczny i nawet było dla nas kilka dokładek, na wszelki wypadek ;).




O słodką i przede wszystkim dietetyczną część imprezy zadbał catering Lily on diet, a pyszny, trochę bardziej kaloryczny ;) i obłędnie ozdobiony tort przygotowała dla nas utalentowana Pani ze Słodka Stacja.




Całą imprezę uwieczniała w kadrach przemiła Pani Fotograf Dorota Rojek, której Fanpage możecie znaleźć na FB.
A jak my wyprawiałyśmy się na naszej blogerskiej imprezie? To już nasza słodka tajemnica ;)










1/08/2016

Dycha na 100 metrów

Dycha na 100 metrów
       "Jestem przekonany, że człowiek dostanie w życiu wszystko czego pragnie, jeśli tylko odpowiednio pomoże innym w zdobyciu tego, czego oni pragną" Zig Ziglar z książki "Zrób to, o czym marzysz"
      Człowiek byłby nikim, gdyby był zupełnie sam. Nie bez powodu zakładamy rodziny, zawiązujemy przyjaźnie, trzymamy się w grupkach na studiach, w szkole czy pracy. Jesteśmy zwierzętami stadnymi, a potrzeba przynależności znajduje się zaraz po potrzebie bezpieczeństwa w piramidzie Maslowa. Potrzebujemy bliskości, rozmów, kontaktu, potrzebujemy przytulania żeby prawidłowo się rozwijać. Drugi człowiek jest dla nas niezwykle ważny i nie możemy o tym zapominać. 
           Obecne czasy stwarzają nam iluzję samowystarczalności: wirtualna kawa na skype czy portalach społecznościowych, zakupy z dowozem prosto do domu, zdalna praca. Możemy odnosić złudne wrażenie, że poradzimy sobie zupełnie sami, ale prawda jest taka, że za naszą iluzją samowystarczalności też przecież stoi drugi człowiek. Gromkie kasła "wyloguj się do rodziny" wciąż pozostają bez pokrycia. Nie wiem co działo się w internecie przez Święta, bo większość tego czasu miałam rozładowany telefon. Po powrocie do wirtualnego świata okazało się jednak, że nie wszyscy spędzali ten okres w czasie i świecie rzeczywistym. Pojawiały się posty na blogach, pojawiała się aktywności na portalach społecznościowych. I absolutnie nie mam tutaj na myśli tylko blogerów, bo wydaje mi się, że wyjątkowo w okresie świątecznym, dużo aktywniej działali ludzie niezwiązani bezpośrednio z blogosferą. Internet pochłonął nas, wciągnął jak tornado i trzyma kurczowo, wyjątkowo zaborczo.
           O ile ludzie w moim wieku i starsi wciąż łakną prawdziwego kontaktu i chętniej mielą językiem niż palcami, o tyle świat nastolatków stał się już zupełnie nakierowany na kontakt internetowy, a najlepsze rozmowy prowadzone są publicznie przez Twittera. Czy to źle czy dobrze- tego nie wiemy i najpewniej szybko się nie dowiemy. Tabletowe dzieci muszą dorosnąć, a my będziemy wtedy mogli obserwować ich jak małpy w klatce i oceniać czy są w stanie przyjść na rozmowę o pracę o własnych siłach czy też trzeba będzie się z nimi zgadać na Twitterze.
         Świat się zmienia, zmienia się od tysięcy lat, choć mam wrażenie, że my ludzie wciąż jesteśmy tacy sami i niewiele się różnimy w swoich głównych pragnieniach od ludzi okresu średniowiecza czy renesansu. Wszyscy pragniemy tego samego: akceptacji, miłości, władzy, bogactwa. Hierarchia potrzeb według Maslowa wciąż jest aktualna (choć pewne zmienne różnią się oczywiście wedle krajów, historii ludzi, wpływów społecznych) i pewnie będzie prawdziwa jeszcze wiele lat. Nie zapominajmy o tym, że drugi człowiek jest nam zwyczajnie potrzebny, nawet z czystko egoistycznego punktu widzenia i nie zapominajmy o tym, że dobro krąży po świecie i ile go wyślesz, tyle do Ciebie wróci (a może nawet wróci ze zdwojoną siłą). 
       Do powyższych rozważań skłoniła mnie chęć pomocy małemu Franiowi- synka jednej z moich koleżanek po fachu, blogerki. Franio ma chore serduszko i jest podopiecznym fundacji Siepomaga. Długo zastanawiałam się jak zachęcić innych do pomocy w tak trudnym okresie poświątecznym, w dodatku w okolicy Finału WOŚP. I wtedy mnie olśniło. Każda pomoc jest warta tyle samo, wbrew pozorom 10 złoty i 1000 złoty mogą mieć taką samą wartość, w zależności od tego kto i jak je przekazuje. Jeśli uświadomimy sobie jak cenne jest to, co my dajemy od nas innym i że to do nas wróci, wtedy każda pomoc nabierze sensu.
          Każdy z nas lubi pomagać, bo to sprawia, że czujemy się dobrze. Jedni wspierają finansowo, inni udzielają się wolontariacko. Każdy ma inne preferencje, ale większość wybiera realną pomoc, mam na myśli taką, którą można w jakiś sposób zobaczyć, do której można się odnieść. Franka możesz zobaczyć na zdjęciach, możesz o nim przeczytać i poznać go bliżej, możesz zobaczyć jak wiele osób włączyło się w pomoc dla niego oraz ile już zdołaliśmy wszyscy uzbierać. Chcesz pomóc małemu chłopcu o pięknych oczach i chorym serduszku? Wskakuj tutaj :sercefranka.pl lub bezpośrednio tutaj : Siepomaga Serduszko Franka. Możesz też wysłać sms na numer: 72365 o treści: S3258.


#sercefranka #dychana100metrów

1/06/2016

Iskierka radości

Iskierka radości
        Dziś na moim blogu, z niezwykłymi przemyśleniami i trafnymi spostrzeżeniami, Monika Miriam Kowalczyk z bloga www.namojejchmurze.pl. Serdecznie zapraszam na jej wpis, nawiązujący także do fali składania noworocznych postanowień i pięknej idei patrzenia przez pryzmat tego, co jest a nie tego, czego nam brakuje.

Miłość...Takie uczucie...o którym powiedziano wiele i samą nieprawdę. Uczucie, co do którego wszyscy mylą się, próbując odczuć rozumem. Cierpią na bóle, których nie ma i szukają różnych bzdur by udowodnić inne bzdury.
Na przykład złamane serce mimo, że serce dalej bije. Gdyby naprawdę było złamane przestało by pracować. Ludzie nie są w stanie przyznać,  że dokonali złego wyboru. Łatwiej jest powiedzieć, że to wina drugiego i ogłosić, że miłość po prostu skończyła się. I tak od wieków,  jak w pewnej polskiej komedii: “fikcja musi być prawdopodobna by stała się prawdą”. Wszyscy wierzymy w prawdopodobną fikcję.
Czasami spotykam kobiety,  które przeżyły życiowe tragedie, bo np. wzięły za męża damskiego boksera.  To właśnie one mają największą skłonność ogłaszać koniec miłości,  podczas gdy miłości w ogóle nie było.  Gdy to usłyszą są gotowe zaszlachtować swojego rozmówcę żywcem.  Słyszą siebie, nie słyszą rozmówcy.  Zarzucą rozmówcy, że ma wiedzę książkową. “Oczytałaś się romansideł”. Tak, ostatni jaki czytałam to była “Pieśń nad Pieśniami”. Polecam każdemu,  bo ona właśnie obśmiewa tą fikcję, tą kłamliwą rzeczywistość, w której żyjemy.
Nawet jeśli taka kobiet uda się na terapię to też niewiele to daje, bo to właśnie tam kupuje taka kobieta fikcję pod tytułem koniec miłości. Nie rozumiem takiego stanu rzeczy. Dlaczego nie uczymy się szukać przyczyn w sobie?  Dlaczego terapeuci nie pomagają dotrzeć do tych przyczyn? Dotrzeć do przyczyny to sedno wszystkich problemów.  Gdy tego nie robimy wciąż popełniamy te same błędy. Kończymy jeden związek z bokserem, by za chwilę znaleźć się w innym związku z innym bokserem.   I oczywiście to bokser jest winny bo mnie bije,  a zastanawiałaś się dlaczego z nim weszłaś w relację. Dlaczego dokonałaś takiego wyboru i ogłaszasz: a to ja tą miłość teraz zakończę i znajdę inną. Jaka miłość? To jest miłość? Wolne żarty!
I tak ze wszystkim.
W nowym roku kalendarzowym 2016 wszędzie czytam o postanowieniach: zrobię to, nie zrobię tego. Wszyscy wyznaczają sobie cele, o jakże słuszne i wzniosłe. Przeczytam 50 książek,  rzucę palenie, schudnę i moje ulubione ZNAJDĘ MIŁOŚĆ. Plany, z których nic nie wynika,  bo zamykają się wraz z wypełnieniem. Najgorzej jest gdy wypełnienie nie przychodzi. Wtedy jest ból i cierpienie. Cierpią nie widząc,  że wciąż robią to samo. Gonią za wypełnianiem braków, a odczucie braku zasłania nam, że mamy wszystko. Wszystko już jest,  także miłość jest, tylko jest nieprawidłowo wykorzystywane.  Wszystko jest i czeka na każdego. Zacznij wiec widzieć to co jest, a nie to co Ci brakuje i naprawdę zacznij istnieć.

Pewnie myślisz teraz jaka ze mnie głupia koza. Tyle, że opowiedziałam Ci właśnie swoje poprzednie życie. Może trochę przesadziłam z tym biciem, ale byłam dokładnie takim samym brakiem, dopóki nie przejechał mnie samochód i omal nie umarłam. Wtedy dopiero złamano mi serce - serce kamienia. Urodziłam się na nowo. Zrozumiałam,  że sama sobie tą ciemność stworzyłam i jest na tyle ciemna, że sama jej nie usunę. Potrzebuję pomocy z “góry”. I rzeczywiście pomoc przyszła.  Teraz mogę o tym napisać jako przestrogę byście nie czekały aż walec rozwoju was rozjedzie tak jak mnie. Wystarczy zrozumieć,  że cierpienie jest w celu naszego rozwoju i cała rzeczywistość jest by ten cel mógł się zrealizować. Rozwój ten nie polega jednak na wypełnianiu braków,  rozwój polega na odczuciu, że brak nie istnieje. Naprawiając w sobie to zepsute uczucie naprawiamy całą rzeczywistość i usuwając ciemność z siebie odkrywamy prawdziwą miłość. Bo miłość nie pochodzi z braku i nie może się skończyć. Miłość jest zawsze i nie potrzebuje niczego, a to co się kończy to tylko ziemska, uprawdopodobniona fikcja.


1/04/2016

Aegyo sal- nowy trend w makijażu prosto z Azji

Aegyo sal- nowy trend w makijażu prosto z Azji
    Aegyo sal to koreańskie określenie (etymologicznie wywodzące się z języka chińskiego) na wyraźnie zarysowane wałeczki dolnej powieki. Jedni nazywają to workami pod oczami (choć dla mnie zupełnie rozmijają się z definicją i wyglądem worków) inni wałeczkami, co stoi, według mnie, najbliżej prawdy. Aegyo sal jest to fałd skóry (przypominający trochę opuchliznę) utworzony zaraz pod okiem za pomocą odpowiedniego makijażu lub stanowiący element naszej naturalnej urody. Sądzę, że większość Koreanek ma genetyczne uwarunkowania do tego typu cechy, ale niejednokrotnie można spotkać mniejsze, naturalne wałeczki dolnej powieki u Europejek oraz innych narodowości.


      (Na marginesie- potraktujcie to jako śmieszną ciekawostkę ;) ) Jako nastolatka uwielbiałam Eminema, drzwi mojego pokoju były nim wyklejone, a ja słuchałam go od rana do nocy. Pamiętam, że oglądając teledyski do jego utworów, już wtedy zwróciłam uwagę na dosyć charakteryczne oczy. Nie tylko więc Azjatki mogą pochwalić się naturalnymi wałeczkami i spojrzeniem szczeniaczka tzw. puppy eyes ;). Eminem też to ma :P.


          Dlaczego aegyo sal cieszy się taką popularnością wśród mieszkanek Azji? Ponieważ kojarzy się z młodzieńczością, świeżością, roześmianą twarzą i niewinnym, rozmarzonym spojrzeniem czyli wszystkim tym, co hołubione jest w kulturze piękna Azji. Zdaniem Koreanek (bo stamtąd ten trend się rozprzestrzenia) wałeczki nadają twarzy bardziej dziewczęcy wygląd, są pełne uroku i świeżości, a kobiety nieposiadające naturalnego fałdu skórnego pod okiem, nierzadko decydują się na popularne w tamtej części Azji operacje plastyczne mające na celu chirurgiczne wykreowanie  aegyo sal. Jak widać trend ten jest niezwykle poważny, skoro kobiety decydują się na pomoc lekarza. 
Te, których nie stać na usługi chirurga, lub podchodzą do mody nieco racjonalniej, doganiają urodowe nurty odpowiednim makijażem lub specjalnymi "przyrządami" jak taśma mająca na celu tymczasowe wytworzenie fałdki. Takich filmików w internecie nie brakuje, warto zerknąć i zobaczyć do jakich poświęceń zdolne są niektóre dziewczyny, żeby wpasować się w bieżące trendy: 


       Te natomiast, które nie decydują się na taśmę dosyć mocno traktującą delikatną skórę pod oczami, tworzą iluzję aegyo sal za pomocą odpowiedniego makijażu. Bardzo jasnym cieniem malują dolny fałd skóry, a pod nim, delikatną, roztartą kreską ciemniejszego beżu tworzą złudzenie cienia, który tworzony jest przez wałeczek. Makijaże, na które natrafiłam przypadkiem w internecie były proste, szybkie a zarazem tak doskonale naturalne, że ułuda posiadania aegyo sal była bezbłędna. Gdybym nie widziała tutoriali, byłabym przekonana, że dziewczyny posiadają swoje wałeczki od urodzenia. 

         Teraz odrobina teorii, żeby żadna z Was nie myliła worków pod oczami z uroczymi wałeczkami Azjatek:

aegyo sal co to jest
  
     Jak widzicie worki pod oczami to nie to samo co wałeczki za którymi szaleją Koreanki. Czy to moda estetyczna czy też nie, pozostawię Waszemu zdaniu i poglądom, ja raczej nie będę tak się malować ;), ale uważam, że ten niezwykły, makijażowy nurt zasługuję na chwilę uwagi.
Copyright © 2014 Z filiżanką kawy , Blogger