Wybory na całe życie

        Za każdym z nas stoi jakaś historia. Mniejsza lub większa. Są historie, które mogą wlec się za nami latami, a nawet do końca życia. Są ludzie, którzy zawsze będą gdzieś w naszym cieniu, którzy będą w jakiś sposób znaczący.
        Każdy nasz ex, i mam tutaj raczej na myśli tylko ważnych ex: naszych mężów, partnerów z którymi mieszkaliśmy itp, to historia która o nas świadczy. To wybory i decyzje, które świadomie podjęliśmy. Chodzące kopalnie wiedzy na nasz temat. Czasem nawet nie trzeba z nimi rozmawiać, wystarczy spojrzeć, żeby coś wywnioskować na temat tego jacy byliśmy, a może nawet wciąż jesteśmy. 
       Jak bardzo świadczą o nas ludzie, z którymi przebywamy, których lubimy, z którymi tworzyliśmy związek, z którymi się przyjaźnimy? Jak bardzo różni jesteśmy w towarzystwie różnych osób i jak bardzo my różniliśmy się w poszczególnych naszych związkach?
         Zaczęłam się zastanawiać nad tym czy jestem taką samą kobietą z każdą moją koleżanką czy przyjaciółką. Mam koleżanki, które działają na mnie jak regeneracyjny zabieg SPA dla głowy, -wyciszają mnie, a ja w ich towarzystwie relaksuję się i odpoczywam. Są takie, przy których zyskuję energię i jestem bardziej przebojowa, są takie przy których jestem wycofana. Są marudy i zrzędy, których świadomie unikam, bo przebywając dłużej w ich towarzystwie zaczynam się po prostu czuć źle. Są osoby, które wyzwalają we mnie lepsze i gorsze emocje i to jest dla mnie naprawdę zaskakujące. 
        Spotkałam na swojej drodze całą masę ludzi. Najgorsze emocje, reakcje i mechanizmy, które niektórzy we mnie budzili to bezsilność i bezradność, które z czasem przeradzały się w żal i złość. Manipulacja, oszustwa, kłamstwa, których nie zobaczysz od razu, a które z czasem wzbudzą najgorsze frustracje i lęki. Jak bardzo jesteśmy sobą w towarzystwie poszczególnych osób i czy rzeczywiście za każdą naszą decyzją i wyborem stoimy tacy sami my? Albo czy każdy wybór, mniej lub bardziej świadomy, może o nas świadczyć? "Widziały gały, co brały" zawsze wydawało mi się najbardziej nieprawdziwym i spłycającym rzeczywistość powiedzonkiem, które tak naprawdę ściąga całą odpowiedzialność z "winnego" i przenosi go na "ofiarę" manipulacji. Nie zawsze jest tak, że ludzie się zmieniają. Czasem to powiedzonko faktycznie ma sens, bo bywa i tak, że uczucie się wypala, ktoś nam się nudzi, albo nigdy nie czuliśmy do niego, tego co powinniśmy, więc idziemy na łatwiznę i odpuszczamy, pomimo, że w takim wypadku naprawdę trzeba było myśleć wcześniej. Czasem jednak bywa naprawdę tak, że nie widziały gały, co brały i dajemy się zmanipulować. Szczególnie my - kobiety, mamy tendencję do tego, żeby wierzyć w czułe słówka, obietnice, dać się zastraszyć albo zmanipulować, uwierzyć że jesteśmy bezwartościowe i tak dalej, i tym podobne...
            Kiedyś myślałam, że każda nasza historia to cenna lekcja dla nas samych. Dziś już wiem, że każda nasza historia to nie tylko lekcja, ale i obciążenie, które dotyczy nie tylko nas, ale także naszego otoczenia. Wiążąc się z kimś, wiążemy się z jego historią, a ktoś wiążąc się z nami zostaje chcąc nie chcąc włączony w coś, co nigdy przecież mogłoby go nie dotyczyć. Doświadczenia, które kształtują nas w ciągu życia, mogą zmieniać nas na lepsze, jak i gorsze. Ostrożność to bardzo pożądana cecha w obecnym świecie. Ale co można powiedzieć o nieufności, wycofaniu, analizowaniu wszystkiego po kilka razy, myśleniu, które nierzadko wpływa bardziej destrukcyjnie niż konstruktywnie? Życie po rozstaniu jest bardzo trudne, a im dalej w las i im więcej czasu upływa, tym wbrew pozorom trudniej o otwartość, gotowość na zmianę i wiarę w drugiego człowieka.


Brak komentarzy:

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.