Zalety bycia singielką

Do postu zainspirowała mnie dyskusja na jednej z fejsbukowych grup, do której należę. Samodzielne mamy w ożywionej dyskusji wymieniały szereg zalet (jak i wad) bycia niezwiązaną kobietą. Choć życie w pojedynkę ma całą masę minusów i nie ulega wątpliwości, że we dwoje raźniej, to jednak status związku: wolny zaczyna mieć do zaoferowania coraz więcej. 

Niezależność

To chyba największa zaleta bycia singielką. Wiem, że w zdrowym związku niby jest się niezależnym, ale to dla mnie taka niezależność poniekąd. Będąc z kimś w poważnej relacji, zawsze jesteśmy w jakimś stopniu zależni. Począwszy od błahych spraw jak i po te większe, gdy urządzamy mieszkanie i musimy liczyć się z opinią drugiej strony czy też ustalając budżet, priorytety i inne ważkie sprawy dotyczące przyszłości. Będąc samą nie pytasz o zdanie swojego faceta, czy odpowiada mu miętowy kolor kanapy i nie zastanawiasz się czy za miesiąc nie wybrudzi jej doszczętnie, bo jest syfiarzem. Nie zastanawiasz się czy kierunek Krym będzie mu odpowiadał, tylko kupujesz bilet i lecisz wtedy, kiedy masz urlop. Nie bierzesz pod uwagę kupna smartwatcha, tylko odkładasz pieniądze na to, czego Ty potrzebujesz. Planujesz wydatki po swojemu, ustalasz priorytety ważne dla Ciebie, a dzięki temu dużo szybciej spełniasz marzenia i realizujesz własne plany. Dzięki temu, że jestem niezależna mam mieszkanie urządzone w taki sposób, o jakim zawsze marzyłam. Pod deszczownicą nie zmieści się żaden mężczyzna powyżej 180 cm (a tacy mi się właśnie podobają :P), a deskę klozetową jest bardzo ciężko ustawić tak, żeby nie opadała. Wszędzie jest jasno, pastelowo i kobieco. Który facet by na to pozwolił i odnalazłby się w mojej łazience?

Wolność

Taka zupełna wolność, gdyż możesz w 100% decydować o swoim czasie, przyszłości, relacjach z ludźmi, wydatkach itd. Owszem, jako samodzielna mama zawsze w jakiś sposób jestem zależna od mojej córki, ale w gruncie rzeczy, odkąd jestem sama mam więcej czasu dla siebie (zupełnie wolne dwa weekendy w miesiącu - niemal zawsze) i spędzam go dokładnie tak jak chcę - bez tłumaczeć, wyrzutów sumienia itp. Chcę iść do kina z przyjaciółką? Idę. Chcę iść do kosmetyczki na zabieg? Nie pytam o zgodę, tylko biorę portfel i wychodzę. Mam ochotę jechać z córką na weekend gdzieś dalej, bo jestem energicznym typem, który lubi być w ruchu? Nie oglądam się na domatorów i po prostu zbieram córę i wybywamy. Jestem oszczędna, a dzięki temu naprawdę wiele zyskałam, gdyż mogę pozwolić sobie na drobne zachcianki i przyjemności, o których kiedyś tylko marzyłam. Ale ograniczenia to nie tylko pieniądze, to także cudzy punkt widzenia. Są mężczyźni, którzy uparcie będą twierdzić, że TO Ci jest zupełnie niepotrzebne. Nie znasz takich kobiet, które ukrywają kolejną parę butów czy nowy kosmetyk, pomimo że wiedzie im się całkiem nieźle i finanse nie stanowią żadnego problemu? Ona po kryjomu upycha w szafie chabrowe szpilki, a on siedzi przed telewizorem i czeka, aż podadzą mu obiad. To nie jest kadr z "Kiepskich", tylko rzeczywistość wielu Polek.

Więcej czasu

Zdecydowanie więcej czasu! Wiem jak to brzmi w ustach zapracowanej samodzielnej mamy, ale naprawdę tak jest. A już nie wyobrażam sobie ile czasu zyskuje bezdzietna singielka... Całe morze czasu, które można wykorzystać na własne hobby, samorozwój, czytanie książek czy nawet leniwe oglądanie seriali w łóżku i zajadanie się lodami. Twoi przyjaciele Cię odzyskają, a Ty odzyskasz życie towarzyskie. Wreszcie będziesz na bieżąco z dobrymi lekturami, kinowym repertuarem, wrócisz do zapomnianego hobby, zapiszesz się na siłownię, a może po prostu zalegniesz w wannie z ulubioną książką, z której on się naigrywał. Bycie we dwoje to zawsze jakiś kompromis, szczególnie w kwestii spędzania wolnego czasu. Im więcej obowiązków (dzieci, dom, praca, remont, być może budowa domu), tym więcej nieporozumień i walk o "własny czas". Gdy jesteś sama, pracujesz na własny rachunek, rozplanowujesz dzień po swojemu, układasz wszystko tak jak Ty tego chcesz. Zero kompromisów, zero ustępowania, zero poczucia porażki czy wyrzutów sumienia. 

Pracujesz na własne konto

I nie mam tutaj na myśli konta bankowego, ale takie metaforyczne. Wszystko co osiągniesz, zyskasz, do czego dotrzesz to Twój własny i wyłączny sukces. Żaden facet Ci w nim nie pomógł, wspierając choćby dobrym słowem. Remont, który robię już od czerwca 2017 roku to mój własny, osobisty sukces. Samodzielnie dopilnowywałam fachowców, wysprzątałam każdy milimetr mojego lokum bez niczyjej pomocy, wynosiłam, dżwigałam, organizowałam, projektowałam, wyszukiwałam, zamawiałam. Przyznam, bardzo pomógł mi mój tata, ale to inny kaliber faceta. Wszystko co zrobiłam, zrobiłam jednak bez pomocy "drugiej połówki", dlatego moje mieszkanie to moja twierdza i moje warunki. Podobnie inne sukcesy, jak ukończenie kolejnej podyplomówki, wyprowadzenie córki z wad wymowy, prowadzanie jej na balet, sukcesy zawodowe - wszystko to osiągnęłam spinając się jak mogłam i planując, organizując, biegając, dzwoniąc, załatwiając bez polegania na czyjejś pomocy czy wsparciu. Wszystko to sprawiło, że udowodniłam samej sobie jak wiele mogę ja sama, i dzięki temu, jak wiele mogę zaoferować innym. Ile znasz kobiet, które robią coś, ale wciąż podkreślają jak są wdzięczne swojemu mężowi czy partnerowi bo w tym czasie kiedy ona robi kurs/uprawnienia/jest na siłowni czy kawie z przyjaciółką, on zajmuje się (ICH!) dzieckiem? To naturalny mechanizm, bo my mamy we krwi to zachwycanie się nad mężczyzną, którzy obierze ziemniaki, pozmywa naczynia czy wyjdzie na plac zabaw z (WASZYM!) dzieckiem raz na 2 miesiące. Ja robię nie takie rzeczy i nie tyle i nikt nie pisze peanów na moją cześć. Dlatego zamiast słuchać jaki cudowny jest mój facet, bo przebrał dziecku pieluszkę, wolę zrobić to sama. To i o wiele więcej.

Randki

Pamiętasz jeszcze ten czas, kiedy szykowałaś się godzinami przed lustrem i dzień wcześniej obmyślałaś co na siebie założyć na pierwszą, drugą czy czwartą randkę? Radość poznawania drugiej osoby, beztroskie spacery, odkrywanie uroków chwili? Randki są fajne, ot po prostu. Nerwowa egzaltacja, motylki w brzuchu, przyjemna adrenalina, a jeśli coś się nie podoba to do widzenia, bo przecież nic nie deklarowałaś, nie przysięgałaś. To prawda, istnieje szansa znaleźć kogoś, z kim każdy dzień będzie cudowny i nawet zwykła kawa wypita po obiedzie będzie jak randka, ale ile z nas ma takie szczęście? Szara codzienność to po prostu naturalna kolej rzeczy i nie ma w tym nic złego. Mimo wszystko, na ten moment cieszy mnie bardzo fakt, że gotuję tylko dla siebie i córki (bo wystarcza na jakieś 3 razy dłużej), że sprzątam tylko po sobie i córce (a ja lubię czystość i ciężko mnie zadowolić w tym względzie), że piorę i prasuję tylko dwóm drobnym kobietom, a jeśli już jem posiłek z mężczyzną to w restauracji i wtedy kiedy ja mam na to ochotę - ubrana jak milion dolarów, beztroska i nie myśląca o tym, kto pozmywa po obiedzie. 

Każdy z nas chciałby znaleźć kogoś, z kim można wspólnie kroczyć przez świat patrząc razem w tym samym kierunku. Nawet nie podważam tego, że bycie w związku ma dużo więcej zalet niż bycie samemu, ale zdecydowanie więcej zalet ma bycie wolnym niż bycie z kimś, kto nam nie odpowiada. Dlatego warto szukać i być bezwzględnym, bo życie jest za krótkie na półśrodki.

z filiżanką kawy


Brak komentarzy:

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.