Co przysługuje samotnej matce?

       Kiedy ludzie dowiadują się, że nie pobieram żadnych zasiłków ani świadczeń jako matka samodzielnie wychowująca dziecko zawsze otwierają ze zdumienia oczy i pytają "No a 500+?". Nie drodzy państwo. Pracująca i otrzymująca alimenty samotna matka z jednym dzieckiem nie dostaje ani grosza, również 500+. Piszę ten post, bo o sytuacji samotnych matek, w szczególności tych z jednym dzieckiem w zasadzie nic się nie mówi, a to jedno z najbardziej poszkodowanych ogniw społecznych w tym kraju. 

Gdy się leży, to w tym kraju się należy

       Niestety. Nawet wolę nie kusić myśli i nie zastanawiać się jakby to było, gdybym przestała pracować. Bo gdybym w tym momencie poszła na bezrobocie, prawdopodnie miałabym dokładnie to samo, co teraz - pracując w dwóch szkołach i wracając do domu jak większość kobiet w tym kraju, między 15 a 16. Nie wyobrażam sobie nie pracować, bo muszę myśleć także o swojej przyszłości, ale zupełnie nie dziwi mnie fakt, że niektore samotne matki rezygnują z etatu bo im się to nie opłaca. Tak właśnie jest... Paradoksalnie, mając niski dochód, w Polsce na ten moment samotnym matkom po prostu nie opłaca się pracować. Dlaczego jednak to robimy? Bo emerytura, bo odpowiedzialność, bo chcemy zapewnić naszym dzieciom coś więcej niż używane buty i legginsy z Pepco, bo po to się uczyłyśmy, bo jesteśmy uczciwe... Jest tego wiele. Jeśli więc decydujemy się na etat, zasuwamy jak małe samochodziki, niejednokrotnie pracując w kilku miejscach i łącząc kilka etatów. Dlaczego? Skoro już rezygnujemy z wszelkich świadczeń i państwo tak czy siak pozbawia nas dodatków, zapomóg i wsparcia, to staramy się robić wszystko, żeby osiągnąć więcej niż najniższa krajowa. Nikt tak nie napędza jak dziecko, które kocha się ponad wszystko... Jak więc czuje się samotna matka, gdy pomyśli o wszystkich tych "biednych" ludziach ukrywających dochody, pracujących na czarno i pobierających świadczenia, korzystających z wszystkich możliwych dodatków, albo w ogóle nie pracujących bo po co? Co myśli patrząc na pełne, dobrze sytuowane  rodziny z więcej niż jednym dzieckiem? W czym moja Melania wychowująca się w niepełnej rodzinie jest gorsza od innych dzieci? Czy ktoś jest mi w stanie odpowiedzieć na to pytanie?

Alimenty wedle Państwa to nasz dochód

        Tak, moi drodzy państwo. Dlaczego zdecydowana większość matek z jednym dzieckiem nie pobiera 500+? Odpowiedż jest prosta - alimenty wliczają się w nasz dochód! Łatwo policzyć jak mało prawdopodobne jest, żeby nie przekroczyć magicznego progu 1600 zł zarabiając najniższą krajową. Powiem więcej, otrzymując w Polsce alimenty nie da się po prostu tego progu nie przekroczyć. A jeśli ojciec nie płaci? Mama może liczyć na alimenty z FA, które z pewnością pobiera i wtedy również nie łapie się na 500+, jeśli pracuje i zarabia najniższą krajową. To po prostu śmieszne, że państwo wlicza w dochód pieniądze przeznaczone tylko i wyłącznie na dziecko - dziecko pozbawione z góry takiego zaplecza jak pełna rodzina i z tego tytułu już znajdujące się w trudniejszej sytuacji. 
        Jednocześnie idąc do banku i zarabiając najniższą krajową, a nawet już szarpnę się i powiem: 2000 zł netto, jesteśmy dla banku zupełnie niezdolne kredytowo. Mamy na utrzymaniu dziecko, a alimentów nikt jako dochodu tu już liczył nie będzie. Jak to jest, że dla banku liczy się tylko moja pensja, a dla szczodrego państwa alimenty są moim dochodem? Czy ktoś może mi to wyjaśnić i wyjaśnić to mojej córce, która od dwóch lat prosi mnie o urodziny w kulkach (bo wszystkie dzieci takie mają), a ja rozkładam ręcę i od miesięcy na te urodziny oszczędzam, bo dla mnie to suma nie do przeskoczenia? 

Płaci alimenty - ciesz się

Samotnym matkom w Polsce zamyka się usta. Te z więcej niż jednym dzieckiem z automatu traktowane są jak patologia, rozwódka w Polsce też brzmi jak stygmat. W zasadzie to my same sobie jesteśmy winne. Te, co odeszły postradały rozum, bo przecież nie bił i nie pił, a jak pił to tylko trzy piwa dziennie, a jak bił to pewnie dlatego, że zrzędziła. A jeśli odszedł tak jak w moim przypadku, to pewnie z winy kobiety, bo taka była jędza, albo sknera, albo w ogóle nie dało się z nią żyć, bo przy dziecku kazała pomagać. Więc zacznijmy od tego, że jeśli jesteśmy same z dzieckiem to, to na pewno nasza wina. Skończmy na tym, że jeśli tatuń łaskawie płaci alimenty (nierzadko w wyskości 10% albo mniej swojej pensji) to kobieta słyszy, że ma szczęście, bo płaci. Nie, nie ma. Żadna z nas nie ma szczęścia, bo odeszła od pijaka albo dlatego że zostawił ją niedojrzały chłopiec, który nie nadaje się do małżeństwa. I nie mamy farta, bo płaci na własne dziecko. Nie jesteśmy szcześciarami, bo udało nam się dostać pracę i pogodzić ją z obowiązkami samodzielnej matki. To państwo ma farta, że tak wiele dźwigamy na barkach, nie upominając się o swoje i sponsorując bezrobotnych, więźniów, a także dofinansowując 500+ wielodzietnych rodzin. Nie jesteśmy gorsze, a już na pewno nie nasze dzieci. Szkoda, że wygląda to zupełnie inaczej...

Jako samotna matka, całym sercem popieram akcję i zachęcam do podpisu: PETYCJA SAMOTNYCH MAM



Brak komentarzy:

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.