Czy zmieniać nazwisko po rozwodzie?

piątek, października 05, 2018
          Brzmienie mojego nazwiska po tym jak wzięłam ślub, wiąże się z nie lada historią. Były łzy, były żale i wielkie smutki, w efekcie czego w USC w związku ze zmianą nazwiska złożyłam kilka wizit. Po 11 czerwca 2011 roku, czyli od dnia ślubu, nosiłam dwa nazwiska. Przezornie jako pierwsze zostawiłam panieńskie. Przede wszystkim dlatego, że byłam z nim mocno związana, w końcu była to ogromna część mojej tożsamości. Byłam świadoma, że to właśnie pierwszy człon nazwiska bardziej zapada w pamięć, dlatego w moim dwuczłonowym jako pierwsze widniało panieńskie. Dlaczego piszę o tym w poście o zmianie nazwiska po rozwodzie? Bo ma to znaczenie w mojej sytuacji. Nowi i starzy znajomi, pracodawcy, wykładowcy na studiach dziennych i podyplomowych - wszyscy- znali mnie od zawsze przede wszystkim pod panieńskim nazwiskiem. W związku z tym, zmiana w moim przypadku była w zasadzie kosmetyczna i całkiem naturalna. Nie musiałam obawiać się, że ludzie z mojego otoczenia nie będą wiedzieli o kogo chodzi, albo, że będę miała problemy w związku z wystawionymi na konkretne dane dokumentami. Zawsze moje panieńskie nazwisko pojawiało się, czy to w dokumentach czy w zawieranych umowach, jako jeden z członów całości, dzięki czemu, rezygnując po rozwodzie z godności byłego męża, niczego w zasadzie nie ryzykowałam.
          Dla mnie była to naturalna kolej rzeczy i zupełnie nie rozumiem kobiet, które noszą nazwiska byłych mężów. Nazwisko niesie ze sobą ogromny ładunek tożsamości i pewną historię, co więcej, pokazuje przynależność. Jak można więc nosić nazwisko obcego człowieka? Jak można być częścią czegoś, co już nas nie dotyczy?
       W dzisiejszym poście chciałabym napisać więc o rzeczy najistoniejszej, czyli jak zmiana moich danych wpływnęła na sytuację mojego dziecka. Wiem, że to właśnie głównie przez wzgląd na swoje pociechy - mamy zostają przy nazwiskach byłych mężów.

"Będę miała problemy w szkole czy szpitalu mając inne nazwisko niż moje dziecko"

         Uwierzcie mi, odkąd wróciłam do swojego nazwiska, nikt nigdy nie pytał mnie czy jestem prawdziwą mamą Melanii. Ani w szkole, ani w szpitalu, nikt jeszcze nie prosił mnie o jej akt urodzenia. Wystarczyło, że miałam swój i córki dowód, by nie sprowadzano policji sugerując, że uprowadziłam cudze dziecko. Co więcej, myślę, że nie trzeba być wyjątkowo bystrym, żeby zauważyć, że jesteśmy mamą i córką. Pomyślcie jednak, co mają zrobić mamy wychowujące dzieci w związkach partnerskich... Można przecież mieć pełną rodzinę i nosić różne nazwiska. Czy ktoś z Was kiedykolwiek słyszał żeby mamy żyjące w związkach partnerskich miały problemy z tego tytułu, że noszą inną niż ich dzieci godność? Nie sądzę.

"Nie polecimy za granicę"

        Po powrocie do swojego nazwiska leciałam z córką dokładnie pięć razy. Za każdym razem podchodzimy do okienka, dajemy swoje dowody i tyle nas widać. Zawsze mam ze sobą, na wszelki wypadek, akt urodzenia Melanii, ale przekraczając granicę pięciokrotnie - na pięciu różnych lotniskach - jeszcze nikt nigdy nie poprosił mnie o jego okazanie. Zdaję sobie sprawę, że podróżując z dużą dziewczynką, która mówi do mnie mamo, którą przytulam czy podnoszę na ręcę ułatwia analizę rzeczywistości, jednakże jestem w 100% pewna, że w przypadku dzieci niemówiącyc, sytuacja jest bardzo podobna. Jeśli więc wahasz się czy porzucić nazwisko ex-męża, bo zatrzymają Ciebie i dziecko na terminalu, to bez obaw. Gdyby tak miało być, to żadna babcia, ciocia czy inny wujek nie przekroczyliby granicy ze swoim podopiecznym.

"Dzieci w szkole będą gadać"

         Owszem będą. Będą gadać, że nie ma najnowszych airmaxów i nie gra na xboxie. Będą gadać, że ma pryszcze na brodzie i jest kujonem, albo że nosi włosy na żelu i ma same pały. Dzieci potrafią być bezlitosne, a młodzież plotkuje jeszcze bardziej niż znudzone emerytki. Prawda jest taka, że jeśli rodzice będą mówić w domu, że mama i tata Jasia się rozwiedli i wychowuje go tylko mamusia i będą robić z tego coś niezwykłego, to Wasze nazwiska i tak nie będą miały znaczenia. Stosunek do rzeczywistości, szacunek do innych ludzi, wścibskość - to wynosi się z domu i czy będziecie nosić tą samą czy inną godność, nie uchroni to Was przed ludzką złośliwością.  Melania jest teraz w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Nie znam jeszcze większości mam i nie mam pojęcia z jakich rodzin pochodzą ich dzieci, a to działa przecież w obie strony. Dlatego nierzadko bywam nazywana Panią D...- i tu pada nazwisko mojej córki. Nikt nie zakłada, że matka nosi inne niż jej dziecko nazwisko, a jeśli tak jest to, co z tego? Czy nie można być żoną i równocześnie pozostać przy własnym nazwisku? Niektóre koleżanki Melci były świadome, że nazywa się inaczej niż jej mama i uwierzcie mi - żadna nawet nie zapytała dlaczego. Dla dzieci to nie ma znaczenia, a jeśli już zapytają z ciekawości to nie wierzę, że w obecnych czasach rozwód rodziców może być powodem do wyśmiewań. Ja myślę, że za parę lat wyśmiewane będą raczej dzieci z pełnych rodzin, gdzie nikt nikogo nie zdradza, a ludzie żyją normalnie.

"Mojemu dziecku będzie przykro"

        Jesteś tego pewna? Rozmawiałaś ze swoim dzieckiem na ten temat? Jeśli nie, bo jest za małe to jakim więc cudem może mu być przykro? Być może jesteś młoda jak ja, być może całe życie przed Tobą. Co jeśli poznasz mężczyznę i założysz z nim rodzinę? Jakie wtedy nazwiska będą nosić Wasze dzieci? Rozumiem, że Ty będąc w związku z innym, nie będziesz mieć oporów nosić nazwisko ex-meża (oby Twój nowy facet też ich nie miał), ale co w takim razie z dziećmi z drugiego związku? Będą nazywać się po Twoim ex-mężu, żeby Twoim dzieciom z poprzedniego małżeństwa nie było przykro? Nie sądzę, żeby którykolwiek facet zgodził się, żeby jego dzieci nosiły nazwisko byłego męża jego partnerki. Nie ma więc innej opcji niż taka, że być może w przyszłości, Twoje dzieci będą mieć różne nazwiska, a to oznacza, że któreś z nich na pewno będzie mieć inne niż Twoje własne. W takiej sytuacji nie ma więc najmniejszego znaczenia czy wrócisz do swojego nazwiska czy zostaniesz przy tym po ex- mężu. Jeśli urodzisz kolejne dzieci, któreś z nich zawsze będzie się nazywać inaczej. Oczywiście mam tutaj na myśliraczej proste sytuacje, w których ojciec dziecka nie ma odebranych praw rodzicielskich, a Twój partner nie stara się o adopcję Twoich pociech. Wiadomo, że w przytoczonej sytuacji kwestia nazwisk jest zupełnie inna, choć dużo bardziej oczywista...


        Nie wyczerpałam, rzecz jasna, argumentów, które podają mamy zostające przy nazwisku byłych mężów, ale odpowiedziałam na te, w których mogę podzielić się własnym doświadczeniem. Jestem ciekawa jakie Wy macie argumenty wobec przytoczonej sytuacji. Jesteście bardziej za powrotem do panieńskiego czy przeciw?



Brak komentarzy:

A Ty, co sądzisz na ten temat?

Zdjęcia są własnością prywatną. Wszelkie wykorzystywanie ich, bez uprzedniej zgody, zabronione. Obsługiwane przez usługę Blogger.